Ten nowy jadłospis jest naprawdę BARDZO dziwny, nie wiem też czy aby na pewno jest potrzebna aż taka ilość suplementów, których nazwy ledwo wymawia. Produkty niesezonowe, które są aktualnie bardzo drogie i niezbyt smaczne (powinien być dopisek na co można zamienić np te truskawki i nektarynki w sezonie jesienno-zimowym), prawie codziennie ten sam obiad, ale z inną rybą, zero strączków (mamy za to białko za ponad 100pln), zero kiszonek, zero soków (a karolina ma przecież sokowirówkę, soki warzywno-owocowe mogłyby na spokojnie wpaść do jadłospisu). To wygląda jakby 'dietetyk' ustalał przepisy i listę zakupów sam ze sobą, bez jakiegokolwiek kontaktu z Karoliną. Niektóre z jej potraw i jedzeniowych fiksacji naprawdę mają potencjał, chociażby ten makaron z soczewicą (dorzucić dynię, paprykę i można zrobić jesienną zupę, potrawkę, dorzucić do tego np makaron warzywny albo jakąś kaszę i jest super obiad) czy miłość do buraka (domowy sok buraczany jest niedrogi i ma dużo wartości odżywczych, jak doda się marchewkę i jabłko to wychodzi naprawdę smaczny), dlaczego to nie zostało w ogóle wykorzystane? Lista wymaganych przypraw też jest dość śmieszna, mdłe i monotonne (codziennie koktajl???? ile można) potrawy chyba nikogo by nie zachęciły, ludzie tworzący takie jadłospisy tylko utrwalają stereotyp, że dieta musi być niesmaczna, powtarzalna i nieciekawa.