To mnie ubawiło ;))))
Ale pozwól, że rzucę kamień wyże, prawdziwa, najostateczniejsza epickość nie polega na tym, że stoi się samotnie pomimo innych tylko na tym, że stoi się samotnie nawet wobec siebie samego.:) Krytyki..itp też się nie oczekuje bo to juz interakcja z innymi i wciąż jesteś w relacji.
Najwyższy poziom? To ten, gdzie stoisz na szczycie i nagle zdajesz sobie sprawę, że nie ma już żadnego własnego szczytu. Żadnego ja, które musi się uszlachetniać.
Tam nie ma już mnożenia się, bo nie ma już kogo mnożyć. Jest tylko bycie czyste, bez oczekiwań, bez oporu, bez samotności nawet.