Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Nymphette

Zarejestrowani
  • Zawartość

    233
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

17 Good

2 obserwujących

Ostatnio na profilu byli

1518 wyświetleń profilu
  1. To nie moja wypowiedź...Mógłbyś nie kraść mi nicka :) ?
  2. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    Ojej ️ Bardzo CI dziękuję, te słowa to miód na moje serce ️ Właśnie chciałabym się szerzej zająć pisaniem, ale mam ogromny problem z silną wolą, zwykle mi jej nie wystarcza do jakichkolwiek dłuższych form, a pisanie wiecznie tych krótkich, niezbyt rozwija. Mam nadzieję, że się jakoś ogarnę w tym aspekcie Działasz jakoś w branży literackiej, czy dziennikarskiej? Musi to być ciekawe Jeszcze raz dzięki za miłe słowa
  3. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    A jednak wcześniej napisałaś, że "nie da się zabić trupa". To nie jest sprawiedliwe. To jest okrutne i nieprawdziwe. Zwyczajnie. Okej, w relacje uwikłała się szemrane - fakt, na pewno w tym aspekcie dała o sobie znać jej trudna przeszłość, ale nadużywanie leków było sterowane przez jej psychiatrę - Marylin jako artystka nie musiała się znać na medycynie, jeśli lekarze zwiększali jej dawki leków, to im ufała, to oczywiste. To nie była osoba żebrząca u lekarza o Xanax - bo to lekarze jej go wpychali. I naprawdę, nie nazwałabym nawiązywania relacji z może toksycznymi, ale jednak wysoko postawionymi (i z tego tytułu mogącymi wzbudzać złudne zaufanie) ludźmi proszeniem się o śmierć. Bez przesady. Ona nie zasługiwała na to, co ją spotkało.
  4. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    Dlaczego porównujesz piękny, ludzki smutek nad wyrwaną z ziemi rośliną (znaczącym etapem rozwoju duchowego każdego człowieka jest absolutne współodczuwanie ze światem i identyfikowanie się jako integralna jego część - jest to powszechny i zrozumiały motyw wszelkich doświadczeń duchowych) do "ekstatycznych doświadczeń w czasie wypróżniania"? Po co to wprowadzanie do dyskusji takich niesmacznych elementów? Jeśli Cię nie obchodzi charakter Marylin ani Arthur Miller - a od tego przecież zaczęła się nasza dyskusja - to nie wiem, po co w niej uczestniczysz. Chociaż...Może jednak? Bycie w kilkunastu rodzinach zastępczych, całkowicie chora psychicznie matka niezdolna do prowadzenia normalnego życia, ojciec nieznany i molestowanie przez większość napotkanych w życiu mężczyzn to nie jest "smutny standard" tylko piekło akurat... Naprawdę, nie przesadzajmy że takie coś to jest norma... To co Marylin przeszła to było piekło i to że ona zaszła pomimo niego tak daleko stanowi o jej ogromnej sile. Ile osób doświadczyło takiego piekła? Tu się zgodzę, że na pewno te przeżycia, jakie padły jej udziałem, wywarły na niej piętno. Ona pozostała w jakiejś części siebie dzieckiem - zresztą z dziećmi świetnie się dogadywała - Marylin miała niesamowity instynkt macierzyński, dzieci uwielbiały ją. Każdy z nas nosi w sobie wewnętrzne dziecko, nawet jest coś takiego jak Terapia Wewnętrznego Dziecka :) Zapoczątkowała ją Alice Miller, choć to akurat również kontrowersyjna postać, ze względu na to, jak traktowała swojego syna. Sama z siebie zrobiła produkt?? To przecież nieprawda. Raczej zgodziła się biernie na to, bo niewielki miała wybór. Przecież ona w Kalifornii nie miała innej możliwości. Walczyła o siebie, jak mogła, ale uleganie wpływom wytwórni - przynajmniej na początku - było koniecznością, by w ogóle mogła grać i się rozwijać. Zostać kimś. Na pewno do pewnego stopnia, jako młodej dziewczynie z głową pełną marzeń, zależało jej na karierze i sławie, natomiast nie można powiedzieć, jakoby sława sama w sobie była jej celem! Na pewno łatała ona rany, jakie poniosło jej wewnętrzne dziecko, spragnione uwagi, ale głównym celem Marylin był jednak rozwój! Ona specjalnie w wieku 28 lat porzuciła Kalifornię mimo sprzeciwu wytwórni i wyjechała ze wsparciem Miltona Greena i jego żony do Nowego Yorku, by tam uczyć się sztuki aktorskiej u Lee Strasberga - o tym opowiada polecona wcześniej przeze mnie książka Winder - Marylin się starała, przychodziła na zajęcia, rozwój był jej absolutnie głównym celem. I miała talent. Nie. Wtedy uważano je za lek. Dzisiejsze antydepresanty, szczególnie te z grupy SSRI, również budzą kontrowersje, natomiast mało kto uważa je za narkotyki, wręcz się takich ludzi szkaluje, mówiąc, że "odwodzą chorych od farmakoterapii". Wtedy tak było z barbituranami. Marylin nawet nie paliła papierosów. Od leków uzależnili ją wytwórniowi psychiatrzy. I Marylin ją ostatecznie miała. Bycie zabitym nie świadczy bynajmniej o niewielkiej sile charakteru...Ona o siebie walczyła. I naprawdę dobrze sobie radziła mimo tylu traum, jakich doznała. Leki i niebezpieczne kontakty z niebezpiecznymi ludźmi ją wykończyły. Ale trudno tu mówić o woli, bo najsprytniejsi i najroztropniejsi mogą paść ofiarą lekarza hochsztaplera czy psychopatycznych przyjaciół. Jakie domysły? To są fakty. Nie widzę w tym patosu. Raczej jeden OBOK WIELU - LEPSZYCH JESZCZE - DOWODÓW, BĄDŹ POSZLAK NA TO, że ją zwyczajnie zabito. Pisałam o kilku z nich wyżej.
  5. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    Przepraszam, ale mam poczucie, że przesadzasz w drugą stronę. :) Przeciwną do poglądów niektórych pań stąd, przed którymi troszeczkę sama Marylin broniłam Zresztą póki co nie robię nic innego, jak bronię Marylin od samego początku dyskusji (choć na szczęście wiele tutaj obiektywnych, życzliwych, często bardzo ciekawych głosów ️ wśród komentarzy), więc nie mogę się zgodzić na przypisywanie mi jakichkolwiek negatywnych odczuć względem absolutnie ukochanej przeze mnie ikony. Której pewnie nawet dalej w większości przypadków będę bronić, bo nic nie poradzę na to (jakkolwiek egzaltowanie by to nie zabrzmiało), że kocham tę kobietę (i mówię tu o niej prawdziwej, z wywiadów, wspomnień przyjaciół itd.) miłością absolutną Na tyle oczywiście, na ile można kochać osobę, z którą się jednak niestety nie miało okazji wypić kawy i którą zna się z opowiadań, wywiadów, zdjęć, filmów... Ale no trzeba też zachować w tym wszystkim pewien obiektywizm :) Oddanie osobie, którą podziwiamy, szacunku i sympatii, nie równa się z zakłamywaniem historii na jej korzyść :) Wpadki? Jasne, że Marylin je miała - tak jak zresztą każdy człowiek - ale w moim odbiorze jest to nieznaczny element jej biografii. Bo jasnych stron miała o wiele więcej I dlatego to na nich się koncentruję Natomiast nawet będąc czyimś fanem warto zachować obiektywizm. Staram się to robić i chyba mi wychodzi Nie będę polemizować z faktami historycznymi. Marylin miała poprawki, chociaż naprawdę, u niej to było tylko podkreślenie urody, którą już i tak posiadała. Co do tego chyba wszyscy się zgadzamy Na pewno proces takiej "relacji" z idolem, fana z idolem, o którym czyta, ma w sobie różne odcienie. Nie ma co się oszukiwać. Wiem, o czym myślisz i łapię tę koncepcję. Na pewno czasem można złapać się na myśleniu, że to, że nasz idol miał jakieś słabe strony, przez ulotną chwilę sprawia nam ulgę. Na zasadzie "o, kurczę, nawet pani X, którą tak bardzo podziwiam, też była człowiekiem" :) To jest dość ludzkie. Myślę, że dopóki nie przemienia się to w dewaluowanie takiej osoby - co już nie jest procesem zdrowym i "fair" i co jak najbardziej zauważam nawet u niektórych biografów (!) Marylin, którzy widać, że jej nie lubią, czy dewaluują jej wartość - to do tego momentu to jest okej. Jak chcesz, poszukam Ci nawet dyskusji tutaj na Kafeterii, w której właśnie zauważam, że właśnie bardzo niegodziwie potraktowano Marylin w jednej z biografii - mogę poszukać jak chcesz :) Ja osobiście widzę w Marylin różne aspekty, niektóre tożsame z moimi własnymi, inne nie, jedne bezwarunkowo w niej podziwiam, o innych myślę "kurczę, też to mam!". W tym wszystkim - w całym moim zainteresowaniu, jakie do niej żywię - dominuje otwarte serce i życzliwość. Uważam ją za osobowość, urodę, talent niezwykły. Ale mam też chyba zdrowy dystans. I będę ją pewnie zawsze w dyskusjach bronić, ale rozsądnie. Nie tam, gdzie obiektywne fakty wskazują tak a nie inaczej :) Myślę, że jeśli już bardziej się kimś interesujemy, i chce nam się w to bawić, to przenikliwość jest bardzo ważna. Zdobywanie informacji z różnych źródeł. Bo bazując na jednym źródle, może subiektywnym, krzywdzimy prawdę historyczną, ale i tę podziwianą przez nią osobę, pamięć o niej.
  6. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    Nie no. Implant miała. Na RTG przekazanym przez jej lekarza widać implant podbródka. I rzeczywiście, na tym zdjęciu z zakładu lakiernictwa części samolotowych nie ma zbyt wyrazistej linii szczęki, implant ją poprawił, zresztą to majstersztyk. Zwężany nosek też miała, chociaż nieznacznie i tutaj efekt jest ładny i delikatny. Ja naprawdę widzę to co Ty, że wielu kobietom łatwo przychodzi Marylin dyskredytować z różnych przyczyn, natomiast niewielkie poprawki miała. Nie zmienia to faktu, że BYŁA PIĘKNA i przed nimi. Ale miała i to jest fakt historyczny. https://www.dailymail.co.uk/femail/article-2449897/Marilyn-Monroe-DID-chin-implant-X-rays-auction.html
  7. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    Znam Myślę, że po całym dniu niełatwej pracy wygląda naprawdę dobrze, ale trzeba przyznać, że niewielkie poprawki absolutnie wyszły jej na dobre - sprawiły one, że z już wejściowo ładnej dziewczyny, stała się piękną kobietą
  8. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    A jednak, nawet nie mając aż tak dużego zaplecza wiedzowego, jeśli chodzi o jej życie, wysnuwasz bardzo moim zdaniem trafne wnioski Ciekawie mi się to czyta i myślę, że Twoja teoria jest bardzo spójna i prawdopodobna
  9. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    Widzę to podobnie :)
  10. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    To prawda! Myślę, że wśród osób młodszych, ogromny wpływ na popularność wizerunku Marylin w tej grupie wiekowej, miał Warhol i jego wizerunki Marylin
  11. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    Tak, tak, racja, ja właśnie dlatego podkreśliłam, że to jest inny format absolutnie - tym bardziej, że Marylin nie miała absolutnie żadnych koneksji, została zauważona przez wytwórnię wyłącznie z racji swojej urody i uroku, Lanie zaś umożliwił popularność bogaty ojciec z grupą marketingowców, ale jednak ten proces kreowania osoby jako produktu ma pewne cechy wspólne w obu przypadkach
  12. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    To prawda. Dużo w jej biografii ironii losu. Urodziny w Dzień Dziecka, choć tak naprawdę właśnie dzieciństwa całe życie nie miała. Tytuł najsłynniejszej blondynki wszechczasów, choć tak naprawdę była szatynką :) I inne :)
  13. Nymphette

    Wszystkiego najlepszego, Marylin...

    To nie jest bajanie :) Możesz poczytać więcej o tym na anglosaskich stronach, Arthur Miller otwarcie inspirował się swoją żoną w sztuce "Please don't kill anything" :) Sama doświadczyłam obezwładniającej litości nad wyrwanymi bezlitośnie z ziemi kwiatkami, więc tak, można :) Moim zdaniem nie do końca jest tak, jak piszesz. Marylin owszem, miewała autodestrukcyjne zachowania i przyzwyczajenia, ale było to konsekwencją sytuacji, w jakich się znajdowała, koszmarnej, traumatycznej przeszłości, braku oparcia. To nie był bogaty dzieciak z dobrego domu, który tylko z powodu tego, że rodzice poświęcają mu za mało czasu, przedawkowuje dragi na śmierć. Ona była i tak WIELKA jak na to, co przeszła. Marylin walczyła o siebie. Walczyła pomimo dzieciństwa z piekła rodem (ortodoksyjnie religijny sierociniec w latach trzydziestych, liczne rodziny zastępcze, w niektórych była molestowana, nieobecny biologiczny ojciec, matka chora psychicznie, najpierw ją zaniedbująca, potem siedząca w psychiatryku, potem znowu szefowie wytwórni, którzy naruszali jej osobiste granice i próbowali z naturalnie ładnej i zdolnej dziewczyny zrobić produkt, a w tamtych czasach ona nie miała jak się bronić). Walczyła o siebie i długo jej się to udawało. Chodziła na terapię, osiągała sukcesy, była lubiana. Ale nie da się walczyć bez końca, z nieskończonymi czynnikami. Psychiatra uzależnił ją od leków, to nie było jej wolą (ona nawet była niepaląca, stroniła od nałogów, szampana wtedy pijano nawet do brunchu, był elementem kultury, podobnie jak te leki nasenne - Winder pisze w biografii Marylin, że leki nasenne rozdawano na imprezach, czekały w takich złotych misach i każdy mógł je łyknąć :D ) - dzisiaj też, gdybyśmy poszli do psychiatry, bralibyśmy pewnie tabletki i jeszcze uznaje się to przecież za wyraz rozsądku i dbałości o siebie. Psychiatra Marylin w ramach farmakoterapii dawał jej coś, co można tak naprawdę zaliczyć jako klasyczne dragi. Coś, co odbiera wolę myślenia, życia, powoduje dziury w pamięci, robi z Ciebie zombie. Barbiturany mają działanie podobne do pigułki gwałtu... Myślę, że Marylin zasługuje na ołtarzyk. Nie była doskonała, ale była prawdziwa i piękna w swojej prawdziwości. Była dobrym człowiekiem, którego zniszczyły okoliczności. Człowiekiem niezwykłym, magnetyzującym, stanowiącym wzór kobiecości dla milionów kobiet. Ikoną. Która obok pięknej twarzy i talentu aktorsko-wokalnego, była dobrą, choć skrzywdzoną osobą. W momencie, w którym prawdopodobnie ją zabito, była w niezłej psychicznej i fizycznej formie, czekało ją niewątpliwie odzwyczajenie od leków, ale była w dobrej formie. Pełna nadziei na przyszłość. Pisanie o niej per "trup" i że "nie można zabić trupa" to naprawdę raniąca i niepotrzebna przenośnia. Żeby nie powiedzieć, że trochę oburzająca wręcz. Zabicie kogoś z problemami to nie zabicie? Proszę Cię...
×