Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Amperka

Zarejestrowani
  • Zawartość

    103
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Amperka

  1. A to Polska właśnie. Baba się chwali tym, że zachrzania na trzy etaty i pisze, że to ją uszlachetnia, że jest lepsza od tej, która stara się przeżyć życie mniej urobiona. Ja się nigdy tak nie rozwinęłam intelektualnie, jak na macierzyńskim. Porobiłam uprawnienia zawodowe, czytam ambitne książki, a jak dziecko w nocy nie spało, to lektor czytał spokojnym głosem audiobooki po angielsku, nauczyłam się grać na wymarzonym instrumencie. Ale jak kobiety pracujące czas wolny spędzają na oglądaniu "trudnych spraw", to rozumują: więcej czasu wolnego, to więcej "trudnych spraw" - och, jakie to uwsteczniające... Czy naprawdę uważacie, że w tym natłoku obowiązków: praca, dom, dziecko - z każdym dniem jesteście bliżej odkrycia lekarstwa na raka? Jesteście na pewno bardziej urobione niż matki niepracujące, ale to chyba żaden powód do dumy. A hipokryzją do kwadratu jest pisanie, że się nie lubi domu, stąd ucieczka do pracy. Czyli słowem: idziecie na łatwiznę - oj mamy pracujące, wy leniuszki!
  2. Haha, nie chcę Cię nakręcać, bo to zależy od waszych charakterów. Może się okazać, że ona odczuje ulgę, że odpuszczasz i miesiąc będziecie w takim szachu. Piszę ze swojej zboczonej perspektywy. Wiem tyle, że na początku kotłowaliście się dużo i myślę, że się nie zmuszała... bo i po co, żeby dostać pierścionek? Coś było takiego wcześniej, że jej się chciało. A nawet jeśli jej się nie chciało, to zależało jej na tyle, żeby włożyć trochę wysiłku i żeby się zechciało. Sama nie wiem... bo przecież nie będziesz się przebierał w stroje, wywoził ją do lasu, przywiązywał itd. żeby za każdym razem ją zaskakiwać. Spróbuj choćby dzisiaj. Przyjedź do chałupy, nalej wam wina, albo jej. Może być trochę wstawiona. Nakręć ją tak po męsku i dojedź ;) ale tak jak boss. Złap za włosy, bądź władczy. Pokaż, że o nie.... dzisiaj nie będzie rozmawiania o perfumach i gilgotania. Tak mi się wydaje. Jak to nie pomoże, to ja już nie wiem...
  3. Hmmm... jak mi spadła chęć po pierwszej ciąży (od razu po porodzie), to nie uznawałam, że ok - najwidoczniej tak musi być i chłop ma to zrozumieć, tylko zaczęłam szukać sposobów na necie na podwyższenie. Jako, że karmiłam to dałam sobie miesiąc (i tak okres połogu więc zakaz) i jak się nie zmieni moje podejście, to zaczynam szukać jakichś ziół, albo innych specyfików. Na szczęście wszystko wróciło do normy po kilku tygodniach. A już się serio bałam. Uważam, że postawa - nie chce mi się i co mi zrobisz, nie jest fair w stosunku do partnera. Tym bardziej, jeżeli kiedy Cię poznawał było inaczej. Ja czułabym się wtedy trochę oszukana. Dziwi mnie, że jest zrozumienie dla kobiet w wątkach "na początku był zaangażowany, pomagał i dbał, a pojawiło się dziecko i zaczął nas olewać", a w sprawach męskich potrzeb to już wyjebunda.
  4. I od razu panom nieuświadomionym piszę, że cały seks u kobiety odbywa się w głowie. To żaden truizm, tylko najszczersza prawda. Jak ona się nie nakręci, to po prostu odwali swoje. A druga mądrość ludowa, to fakt, że kobieta wszystko jest facetowi w stanie przebaczyć: łajdactwo, wybryki, picie, tylko nie to, że ten jest pierdołą.
  5. Hahaha, może i masz rację. Ale jeżeli na początku było ok, to znaczy, że dziewczyna ma potencjał. A Ty nigdy nie miałeś sytuacji, że cecha u kobiety, która na początku wydawała Ci się seksowna i pociągająca, zaczęła Cię w końcu irytować w nadmiarze. Ona może też miała uczucie podniecenia, że kotłuje się z takim zaradnym panem na stanowisku i to ją kręciło. A potem jak zamieszkali razem i on ją z fascynacją w oczach pyta "a jakie to kosmetyki Ci się podobają? a co tam sobie oglądasz tymi swoimi pięknymi oczkami?" to ją zaczęło mdlić. Chyba każdego z nas nakręca bardziej spór, pewna iskra w powietrzu, a nie chłopak, który chce być taki aż-aż, że dopytuje się o perfumy Diora, żeby kobitka czuła się kochana. Jak pytam męża, za co mnie kocha to nigdy mi nie jedzie całą tyradą komplementów, tylko mówi "za to, że jesteś taka mądra i że masz taką ładną pupę - jakby stworzoną do bzykania". Pewnie się zaraz tu oburzą kobity. Ale chodzi o pewien dystans do tych spraw i ciągłe nakręcanie się.
  6. Nie wiesz czy dochodzi, czy może udaje, albo Ci mówi, że "tak, tak, było zajebiście". Jedynym rozwiązaniem jest robienie tak, żeby to ona chciała więcej. A co zrobić, żeby jej się bardziej podobało: 1. Nie macie dzieci, więc możecie wypić lampkę lub dwie wina wieczorkiem - jest coś w alkoholu, że kobieta się rozluźnia i włącza jej się taka ladacznica. 2. Może ją nakręcaj przez cały dzień jakimiś smsami pikantnymi. 3. I to chyba najważniejsze. Powinieneś wprowadzić jakiś element chaosu w tym waszym poukładanym życiu. To przykre, ale stateczność i stabilizacja nie sprzyja dzikim seksom. Może na początku wydawałeś jej się takim ciachem, które musi uwieść. Snuła fantazje, że ma swojego władającego pana dyrektora, itd :D a potem okazuje się, że to taki misio przytulak. Klepnij ją sążniście w tyłek, połóż na masce samochodu. Musisz rozhulać te emocje. Z tego jak ja sięgnę pamięcią, to zawsze najintensywniej było w czasach niepewności, kłótni, ile wierszy, ile łez, jakichś rozstań i powrotów. Tak to działa. Ponoć kochankowie rzadko kochają się w łóżkach, bo to kojarzy się z nudnym małżeńskim obowiązkiem.
  7. Po prostu Twoja narzeczona przyzwyczaiła się, że jej wyliżesz i jak już osiągnie orgazm, to dalej nie ma ochoty. To normalne. Facet też jak dojdzie to opada z sił. Natomiast pewnie nie dochodzi przy normalnym współżyciu i dlatego robi to dla Ciebie. Musicie zmienić kolejność kombinacji, może pozycje. Pogadaj z nią, jakie ma fantazje. Możliwe też, że działa na własną rękę.
  8. Nie atakujcie autora. Ma prawo szukać rozwiązania na swoje problemy. Ja mam dość starszego męża (14 lat różnicy) i też miałam okres, że chciałam kilka razy dziennie i za każdym razem, a on mnie nie rozumiał zbytnio. Normalnie potrafiłam się obrazić, że nie spółkowaliśmy rano przed pracą, mimo, że było długo i namiętnie wieczorem. Może brało się to stąd, że zawsze miałam zwierzęcy temperament, jednak jakieś konserwatywne podejście do życia mnie blokowało i jak znalazłam ujście, to chciałam się wyżyć. Teraz u nas to się unormowało. Jestem w drugiej zaawansowanej już ciąży, ale nigdy żadna nie była zagrożona, stąd trochę mnie mój stan hamuje, ale całą ciążę i jedną i drugą dość regularnie (ok. 3-4 razy w tygodniu) się kotłowaliśmy. Do czego jednak zmierzam... mam wrażenie (może to dlatego, że ostatnie tygodnie ciąży), że chce mi się trochę mniej, nawet mam pewne obawy, że mi chuć zanika ;). I sama zadaję sobie pytanie skąd bierze się ten spadek - może hormony, a może... no właśnie - może Twoja narzeczona się masturbuje. Niestety zdarzało się, że miałam olbrzymią potrzebę, zaspokajałam się sama, po czym wpadał z zaskoczenia mój wtedy jeszcze partner. I oczywiście, zabawiliśmy się, ale plułam sobie w brodę, że go ubiegłam, bo już zwyczajnie mi się nie chciało. To tylko takie moje rozważania...
  9. A koleżanka w tym samym czasie sobie myśli "mogłaby mi w twarz powiedzieć co myśli, a nie fałszywie sobie plotkować o tym z mężem i znajomkami lub pisać na forum". Wystarczyło jej powiedzieć, że nie chcesz słuchać takich rad i niech każdy sobie żyje jak chce. Zgadzam się z Tobą, że ludzie (przede wszystkim kobiety) z jakimś dziwnym politowaniem patrzą na kobiety bez dzieci. I wierz mi, że zawsze walczę z taką postawą, bo znam wiele bezdzietnych kobiet z tyloma pasjami, zainteresowaniami, energią, że niektóre mamy mogłyby się od nich uczyć intensywności przeżywania i doświadczania. Cudowne, nienasycone osoby. Jednak też wydaje mi się to przesadzone, kiedy osoby bezdzietne mówią o tym wiecznym zmęczeniu matek. Tak, jest to zmęczenie. Czasami to takie zmęczenie jakbyś plewił cały dzień z rodziną w polu, a innym razem jakbyś zrobił 100 km na rowerze ze znajomymi. Ale w obu przypadkach, na koniec dnia ognicho, pieczone ziemniaki, wszyscy spoceni, umorusani. Jest radość. Przeżyć życie bez zdrowego zmęczenia, to dla mnie też nuda. Jedynym faktem, z którym trudno dyskutować jest to, że matka wie, jak się żyje bez dzieci (bo jakiś czas była bezdzietna), a w drugą stronę to nie działa. I chyba stąd takie poczucie tych mam, że mogą się wypowiadać ex cathedra - z pozycji lepiej wiedzących.
  10. Ja też mam wyższe dochody od męża, ale to głównie dochód pasywny. Także w żaden sposób nie obciąża mnie fizycznie ten fakt. Stąd też nie jestem przemęczona, mogę zająć się domem - bo zwyczajnie nie przemęczam się zarabiając pieniądze. Nie męczy mnie też dbanie o dom, ale nie czuję presji, że zawsze muszę na sto procent. Kocham mojego męża. Jest wspaniałym, oczytanym, bardzo mądrym człowiekiem, o wielu zainteresowaniach i talentach. Niestety żyje według ideałów, boi się konfrontacji z porażką i nie potrafi się dopasowywać do zmieniających się realiów na rynku. Także nie pracujemy w żadnych zakładach - mąż ma wolny zawód. I gdyby nie kalendarz, to może bym nie wiedziała kiedy poniedziałek, a kiedy sobota. Nigdy nie wypominam mężowi, że żyjemy za moje, bo nie kosztuje mnie to ani trochę wysiłku. Widzę, że jemu jest z tym ciężko, stara się działać, ale jest to trudne w jego zawodzie. Zawsze go wspieram i niczego więcej nie oczekuję. Nie mam wielkich wymagań materialnych wobec życia. Mąż wszystko potrafi naprawić i zrobić, jest świetnym partnerem więc niczego więcej mi nie potrzeba. Ale trudno to wytłumaczyć mężczyźnie, który ma poczucie, że to facet powinien wszystko utrzymać, ogarniać, zabierać na zagraniczne wycieczki i nie potrafi się przestawić z tym myśleniem. A ja się czuję niezależna, bo pieniądze mam, a z drugiej strony, nie czuję się jak wół pociągowy, bo nie muszę na to harować.
  11. Może nie pozwalasz sobie na to, żeby tak jej powiedzieć ale też sobie dajesz prawo do tego, żeby oceniać i przypuszczać, że biedaczka nawet nie wie jak bardzo jest nieszczęśliwa. Tym się różnicie, że ona mówi to Tobie, a Ty opisujesz jej sytuację na forum. Wszystko spoko. Bo uważam, że każdy ma prawo żyć jak chce i nie posiadanie dzieci, czy ich brak świadczy o szczęściu w życiu. Jednak te rozważania byłyby dużo bardziej w waszym wydaniu wiarygodne na forum dotyczącym lajfstajlu, podróżach, psychologii. To forum stworzone dla kobiet w ciąży i mających dzieci. Skąd więc u was potrzeba przekonywania kobiet mających dzieci (które już zawsze będą), że coś je omija, albo czegoś powinny żałować. Jeżeli to wasza zwykła złośliwość, to świadczy o paskudnym charakterze. Wierzę, że to jednak pewne dylematy i niepewność, niż zwykła chęć jątrzenia.
  12. Niech każdy się wygaduje, dla mnie ok. Boli mnie to jak zacietrzewione i zajadłe są kobiety wobec siebie. Brakuje mi w tym świecie kobiecej solidarności. Śmieszne jest to, jak cały czas feministki zagrożenie widzą w dominacji mężczyzn, a wystarczy zostawić dwie baby i małe dziecko w jednym pokoju i już ferment i zgrzyty. I ok, matka męża nie pała sympatią... ale może którakolwiek by spróbowała chociaż zyskać tę sympatię - jak się nie uda, to rozumiem. Jednak z tego co widzę to większość na starcie nie stawia tej matki męża na pozycji neutralnej, tylko od razu z jadem. Ale co kto lubi... jeden lubi ciągłe kłótnie i zgrzyty a drugi jak mu buty śmierdzą.
  13. O losie, ale wy jesteście dziwne... i naprawdę szkoda mi waszych teściowych. Jakoś teść z zięciem umie, tylko synowa z teściową zawsze mają jakiś problem. Ale po tym wątku widzę, że w wielu sprawach to synowe są jakieś zdrowo porypane. Ja mam ze swoją świetny kontakt i nie mam schiz, jak ją bierze na ręce. Przykre... to matki waszych mężów, wy żmije.
  14. Mi w drugiej ciąży długo po terminie oczekiwanego okresu nie wychodził pozytywny test - a zrobiłam z trzy. Dlatego żyłam sobie jak chciałam - niezbyt higienicznie. Po czym któregoś dnia robię test i jestem w ciąży - to był już 6 tydzień.
  15. W sprawie nieruchomości istnieje zasada Superficies solo cedit - To, co jest na powierzchni, przypada gruntowi. Jeżeli budynek jest związany trwale z gruntem, to właściciel działki staje się od razu właścicielem budynku na nim posadowionego (wyjątkiem jest sytuacja, gdy działka jest w użytkowaniu wieczystym). Także jeżeli działka jest na teściów, to i budynek będzie teściów. Może potem dochodzić zwrotu nakładów itd. ale to liczę 10 lat chodzenia po sądach.
  16. Jak sprzedaż i dasz sobie zbudować dom na nieswojej działce (bez wpisania Cię jako właściciel), to znaczy żeś głupia i mi nawet żal Ciebie nie będzie zbytnio. Bo jak się ślepe oszczeniło, to ślepe zdechnie. Jak taka jesteś naiwna i nie umiesz za siebie wystawić rachunku, tylko przeżywasz burczenie męża pod nosem, to giń w tej beznadziei, która sobie zafundujesz.
  17. Autorko, proszę Cię - nie sprzedawaj mieszkania. Absolutnie. Jestem rzeczoznawcą i zapewniam Cię, że to najgorsze co możesz zrobić. Poza tym jestem kobietą i apeluję, żebyś myślała też o sobie. Nie są zbyt poczciwi ci ludzie, że wywierają na Tobie taką presję. Zostaw mieszkanie i je wynajmij. Z wynajmu mieszkania dwupokojowego są naprawdę fajne pieniądze - spokojnie na spłatę raty kredytu, który wzięlibyście na wybudowanie domku. Proszę Cię, nie ugnij się. Niech Twój kręgosłup się tak szybko przed mężem i jego rodzicami nie zgina. Wniosłaś dużo do waszego budżetu rodzinnego. Mieszkanie w centrum miasta to jest świetna lokata - kiedyś Ci córka za to podziękuje, jak pójdzie na studia do miasta. Trzymaj się i ani kroku w tył. Wynajmijcie i spłacajcie z tego ratę kredytu.
  18. Po prostu nie żal mi, że moje pieniądze gdzieś tam idą na jakieś ciuszki dla dzieci, czy na banany dla jakichś bąków, czy wakacje nad morzem dla polskiej rodzinki. Zostaje ten pieniądz ostatecznie w naszym kraju. Ale jak czytam, że Carrefour czy jakaś inna korporacja nie płaci złotówki, bo wszystko wrzuca w koszta, albo firmy zagraniczne wystawiają fikcyjne faktury, żeby wyłudzać zwroty pieniędzy właśnie od państwa polskiego, to mnie coś trafia - i co z tego, że jakaś kafeterianka tam pracuje i krzyczy, że bogactwo narodu bierze się z pracy. No i spoko, tak pewnie jest. Tylko swoją pracą wzbogaca inne państwo - zajebiście, najważniejsze, że nie czuje się darmozjadem, bo UK albo Szwajcaria na niej zarabia. A co do autorki. Trzymaj się. Trzymam kciuki, że wszystko się ułoży. I nie słuchaj tych zrzęd, co to twierdzą, że muszą na Ciebie pracować. Podejrzewam, że one więcej korzystają z podatku, który ja odprowadzam, niż z tych paru groszy podatku co to one tak ofiarnie muszą odprowadzić. Najgorszy typ sknerowatych bab. To taki typ, co jak idzie gdzieś w góry, to się pluje, że w schronisku droga kawa i że jak sama by sobie zrobiła to za połowę tej ceny itd. - nie rozumiejąc, że ktoś się przecież też musi jakoś utrzymać. Wierzę, że ze wszystkim dasz radę.
  19. Skoro w każdym roku po 2000 r. rodziło się mniej dzieci, (gdzie szacunkowo tylko połowa z nich to były dziewczynki, zdolne do urodzenia kolejnych dzieci) to samo zahamowanie tendencji spadkowej to już jest pozytywny efekt (liczba urodzeń żywych z 2018 roku jest ok 10000 większa niż z 2015 r.). Oczywiście to nie jest jakiś szał jeżeli chodzi o wartość bezwzględną, ale samo zahamowanie tendencji, gdzie "do dyspozycji" z każdym rokiem było mniej kobiet w wieku rozrodczym jest optymistyczne. Ja się z Tobą zgadzam, że bogactwo bierze się z pracy i nie powinno się promować nieróbstwa. Sama jestem za państwem minimum i minimalnymi podatkami, żeby ojciec mógł zarobić na dzieci bez presji na kobiecie, że po miesiącu ma wracać do roboty. Jednak życzeniowe myślenie, że dla jakichś ideałów babka ma iść do pracy, mimo że przy 500plus jej się lepiej kalkuluje zostać w domu, jest naiwne. Ale dziwi mnie, że masz pretensje do tych kobiet, które rodzą dzieci, a nie do państwa które tworzy system, który je faworyzuje. Wszyscy piszą, że takie matki powinny się wstydzić, że żerują na innych, że korzystają z opcji, które proponuje im państwo. W tym systemie każdy powinien się trochę wstydzić, bo żeruje na współobywatelu. Na pewno istnieje osoba, która zarabia znacząco więcej od Ciebie i odprowadza w konsekwencji wyższe podatki. Może chodzi po wybudowanym za te pieniądze chodniku mniej niż Ty. Może kiedyś skorzystałaś z jakiejś ulgi, albo jakiejkolwiek bonifikaty, której koszt solidarnie poniósł ktoś, kto z tego nie skorzystał. Co za wstyd. Od razu piszę, że pracuję i nie biorę 500 plus. Po prostu dziwi mnie to, że wszyscy korzystają z jakichś ulg, albo usług bezpłatnych (czyli żerują na mnie - bo może ja z nich nie korzystam i się składam) a najbardziej plują się o 500 plus.
  20. Bo z punktu widzenia państwa jej dziecko dziecko jest więcej warte niż Twoje poczucie zrealizowania i Twoje ambicje. Ona urodzi dziecko, jakoś tam odchowa, może to dziecko skończy zawodówkę - pójdzie na operatora dźwigu, kasjerkę, a może lekarza. Tym samym jej dziecko w niedalekiej przyszłości staje się pracownikiem, pracodawca odprowadza podatki za tego pracownika. Potem dzieci tej kobiety pracują na Twoją wysoką emeryturę (na pewno wyższą, niż ich własnej matki, która nie uzbierała na taką emeryturę, podczas gdy Ty tak ofiarnie poświęciłaś się karierze). Słowem, z punktu widzenia państwa taka kobieta z pięciorgiem dzieci jest zdecydowanie więcej warta, niż Ty, Twoja praca dla zagranicznego koncernu i Twoje poczucie, że cokolwiek osiągnęłaś. Dlatego państwo bardziej się troszczy o tę kobietę, która rodzi i daje dla niego pracowników, niż o taką, która na starość, będzie z tego Państwa tylko brała (w formie emerytury), a nie stworzyła nikogo, kto by się do tego budżetu w kolejnym pokoleniu dokładał. Wierz mi, że nic nie tąpnie na polskim rynku, jakbyś rzuciła pracę i urodziła te minimum dwoje dzieci. Przeciwnie, naszemu krajowi to w przyszłości bardzo dobrze zrobi. Jak hipotetycznie żadna matka obecnie nie urodzi żadnego dziecka, to i tak nikt nic siłą rzeczy, w formie emerytury nic nie otrzyma. Więc cały system trzyma się tylko pod warunkiem, że będą dzieci, a nie że pani z komentarza powyżej ma ambicje i nie jest darmozjadem. Po prostu masz pretensje do kobiet, które widzą się tylko w roli matki, że korzystają z dobrodziejstw tego systemu i że ten system tę postawę promuje. Tak, promuje, bo dla tego socjalistycznego systemu to one i przedsiębiorcy są (za przeproszeniem) krowami, które daje to mleko na napędzanie całej gospodarki (przedsiębiorcy zatrudniając ludzi, tworząc miejsca pracy i odprowadzając podatki, matki rodząc pracowników i przedsiębiorców).
  21. Nie jest to śmieszne z mojego punktu widzenia. Bycie z kimś to też jest umiejętność. Bycie w związku to też jakiś rodzaj obowiązku, zawierzenia. Łatwiej być samemu. Mają osoby w związku prawo czuć się lepsze, tak jak niektóre singielki mają prawo też myśleć, że te pierwsze przegrały życie. Ja osobiście uważam, że więcej obowiązków i bogatsze doświadczenie ma matka, niż osoba która żyje i pracuje w posobny sposób, tyle że bezdzietna i analogicznie większe doświadczenie i szersze postrzeganie może mieć osoba, która jest w związku, niż singielka. Bycie samemu z własnego wyboru po osiągnięciu pewnego wieku to albo strach przed bliskością, albo takie trochę odpuszczanie sobie życia, żeby nie musieć się z czymś skonfrontować.
  22. Amperka

    jak Was komplementować?

    Ja usłyszałam, że mam taką głębie w spojrzeniu, że jak się patrzy w moje oczy to widać potylicę. Zawsze mnie bawią te poradniki, które mówią, że masz ją komplementować, ale tak, żeby troszkę ją zbesztać to się podjara (typu, takie masz długie nogi, że nie musisz się męczyć w tych okropnych szpilkach) - wtedy myślę sobie, że idealne by było podejść do dziewczyny i powiedzieć "ale Ty ładnie je/biesz"
  23. Ja mam starszego męża. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym być z kimś innym szczęśliwsza. Zawsze miałam powodzenie u rówieśników, dobrze wyglądam, zarabiam lepiej od męża, mam własne mieszkanie i nie, nie mam syndromu braku ojca. Mam wspaniałego tatę. Po prostu zakochałam się w mężczyźnie, który okazał się starszy. Wbrew pozorom, nie jestem rzadkim przypadkiem. Wśród znajomych znam jeszcze takie dwie pary. Zresztą w pokoleniu mojej mamy i babci to było zupełnie normalne, czy one postępowały zupełnie wbrew sobie, nie sądzę, bo te małżeństwa trwają do dziś. Także do autora apeluję, że jak ma odwagę, to niech działa.
  24. Nie umiesz w logikę. On młodszy już nigdy nie będzie, więc z jego perspektywy kobieta młodsza może mu dać zdrowsze potomstwo, jeżeli takie zakłada mieć. Ma sobie teraz znaleźć 40-letnią panią... umówmy się, to już jest spore ryzyko - w kontekście na przykład dwójki dzieci. Oczywiście nie uważam, że to powinna być norma - tj. taka różnica wieku. Ale oburzanie się kobiet na fakt, że facetowi podoba się dużo młodsza jest nielogiczne. A taki jest jazgot jakby babka miała w umyśle "ojej, niedługo przyjdzie taka po mojego męża". Wiem, że to nieprzyjemne, bo też byłoby mi niewesoło, gdyby wszyscy kumple mojego męża przyprowadzali dużo młodsze dziewczyny. Jak okazałyby się inteligentne i zaradne, to bym pomyślała, że po prostu działają zgodnie z naturą. Natomiast gdyby wszyscy przyprowadzili 10 lat starsze, uznałabym, że to dziwne.
×