Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Amperka

Zarejestrowani
  • Zawartość

    103
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

9 Neutral

Ostatnio na profilu byli

260 wyświetleń profilu
  1. A to Polska właśnie. Baba się chwali tym, że zachrzania na trzy etaty i pisze, że to ją uszlachetnia, że jest lepsza od tej, która stara się przeżyć życie mniej urobiona. Ja się nigdy tak nie rozwinęłam intelektualnie, jak na macierzyńskim. Porobiłam uprawnienia zawodowe, czytam ambitne książki, a jak dziecko w nocy nie spało, to lektor czytał spokojnym głosem audiobooki po angielsku, nauczyłam się grać na wymarzonym instrumencie. Ale jak kobiety pracujące czas wolny spędzają na oglądaniu "trudnych spraw", to rozumują: więcej czasu wolnego, to więcej "trudnych spraw" - och, jakie to uwsteczniające... Czy naprawdę uważacie, że w tym natłoku obowiązków: praca, dom, dziecko - z każdym dniem jesteście bliżej odkrycia lekarstwa na raka? Jesteście na pewno bardziej urobione niż matki niepracujące, ale to chyba żaden powód do dumy. A hipokryzją do kwadratu jest pisanie, że się nie lubi domu, stąd ucieczka do pracy. Czyli słowem: idziecie na łatwiznę - oj mamy pracujące, wy leniuszki!
  2. Haha, nie chcę Cię nakręcać, bo to zależy od waszych charakterów. Może się okazać, że ona odczuje ulgę, że odpuszczasz i miesiąc będziecie w takim szachu. Piszę ze swojej zboczonej perspektywy. Wiem tyle, że na początku kotłowaliście się dużo i myślę, że się nie zmuszała... bo i po co, żeby dostać pierścionek? Coś było takiego wcześniej, że jej się chciało. A nawet jeśli jej się nie chciało, to zależało jej na tyle, żeby włożyć trochę wysiłku i żeby się zechciało. Sama nie wiem... bo przecież nie będziesz się przebierał w stroje, wywoził ją do lasu, przywiązywał itd. żeby za każdym razem ją zaskakiwać. Spróbuj choćby dzisiaj. Przyjedź do chałupy, nalej wam wina, albo jej. Może być trochę wstawiona. Nakręć ją tak po męsku i dojedź ;) ale tak jak boss. Złap za włosy, bądź władczy. Pokaż, że o nie.... dzisiaj nie będzie rozmawiania o perfumach i gilgotania. Tak mi się wydaje. Jak to nie pomoże, to ja już nie wiem...
  3. Hmmm... jak mi spadła chęć po pierwszej ciąży (od razu po porodzie), to nie uznawałam, że ok - najwidoczniej tak musi być i chłop ma to zrozumieć, tylko zaczęłam szukać sposobów na necie na podwyższenie. Jako, że karmiłam to dałam sobie miesiąc (i tak okres połogu więc zakaz) i jak się nie zmieni moje podejście, to zaczynam szukać jakichś ziół, albo innych specyfików. Na szczęście wszystko wróciło do normy po kilku tygodniach. A już się serio bałam. Uważam, że postawa - nie chce mi się i co mi zrobisz, nie jest fair w stosunku do partnera. Tym bardziej, jeżeli kiedy Cię poznawał było inaczej. Ja czułabym się wtedy trochę oszukana. Dziwi mnie, że jest zrozumienie dla kobiet w wątkach "na początku był zaangażowany, pomagał i dbał, a pojawiło się dziecko i zaczął nas olewać", a w sprawach męskich potrzeb to już wyjebunda.
  4. I od razu panom nieuświadomionym piszę, że cały seks u kobiety odbywa się w głowie. To żaden truizm, tylko najszczersza prawda. Jak ona się nie nakręci, to po prostu odwali swoje. A druga mądrość ludowa, to fakt, że kobieta wszystko jest facetowi w stanie przebaczyć: łajdactwo, wybryki, picie, tylko nie to, że ten jest pierdołą.
  5. Hahaha, może i masz rację. Ale jeżeli na początku było ok, to znaczy, że dziewczyna ma potencjał. A Ty nigdy nie miałeś sytuacji, że cecha u kobiety, która na początku wydawała Ci się seksowna i pociągająca, zaczęła Cię w końcu irytować w nadmiarze. Ona może też miała uczucie podniecenia, że kotłuje się z takim zaradnym panem na stanowisku i to ją kręciło. A potem jak zamieszkali razem i on ją z fascynacją w oczach pyta "a jakie to kosmetyki Ci się podobają? a co tam sobie oglądasz tymi swoimi pięknymi oczkami?" to ją zaczęło mdlić. Chyba każdego z nas nakręca bardziej spór, pewna iskra w powietrzu, a nie chłopak, który chce być taki aż-aż, że dopytuje się o perfumy Diora, żeby kobitka czuła się kochana. Jak pytam męża, za co mnie kocha to nigdy mi nie jedzie całą tyradą komplementów, tylko mówi "za to, że jesteś taka mądra i że masz taką ładną pupę - jakby stworzoną do bzykania". Pewnie się zaraz tu oburzą kobity. Ale chodzi o pewien dystans do tych spraw i ciągłe nakręcanie się.
  6. Nie wiesz czy dochodzi, czy może udaje, albo Ci mówi, że "tak, tak, było zajebiście". Jedynym rozwiązaniem jest robienie tak, żeby to ona chciała więcej. A co zrobić, żeby jej się bardziej podobało: 1. Nie macie dzieci, więc możecie wypić lampkę lub dwie wina wieczorkiem - jest coś w alkoholu, że kobieta się rozluźnia i włącza jej się taka ladacznica. 2. Może ją nakręcaj przez cały dzień jakimiś smsami pikantnymi. 3. I to chyba najważniejsze. Powinieneś wprowadzić jakiś element chaosu w tym waszym poukładanym życiu. To przykre, ale stateczność i stabilizacja nie sprzyja dzikim seksom. Może na początku wydawałeś jej się takim ciachem, które musi uwieść. Snuła fantazje, że ma swojego władającego pana dyrektora, itd :D a potem okazuje się, że to taki misio przytulak. Klepnij ją sążniście w tyłek, połóż na masce samochodu. Musisz rozhulać te emocje. Z tego jak ja sięgnę pamięcią, to zawsze najintensywniej było w czasach niepewności, kłótni, ile wierszy, ile łez, jakichś rozstań i powrotów. Tak to działa. Ponoć kochankowie rzadko kochają się w łóżkach, bo to kojarzy się z nudnym małżeńskim obowiązkiem.
  7. Po prostu Twoja narzeczona przyzwyczaiła się, że jej wyliżesz i jak już osiągnie orgazm, to dalej nie ma ochoty. To normalne. Facet też jak dojdzie to opada z sił. Natomiast pewnie nie dochodzi przy normalnym współżyciu i dlatego robi to dla Ciebie. Musicie zmienić kolejność kombinacji, może pozycje. Pogadaj z nią, jakie ma fantazje. Możliwe też, że działa na własną rękę.
  8. Nie atakujcie autora. Ma prawo szukać rozwiązania na swoje problemy. Ja mam dość starszego męża (14 lat różnicy) i też miałam okres, że chciałam kilka razy dziennie i za każdym razem, a on mnie nie rozumiał zbytnio. Normalnie potrafiłam się obrazić, że nie spółkowaliśmy rano przed pracą, mimo, że było długo i namiętnie wieczorem. Może brało się to stąd, że zawsze miałam zwierzęcy temperament, jednak jakieś konserwatywne podejście do życia mnie blokowało i jak znalazłam ujście, to chciałam się wyżyć. Teraz u nas to się unormowało. Jestem w drugiej zaawansowanej już ciąży, ale nigdy żadna nie była zagrożona, stąd trochę mnie mój stan hamuje, ale całą ciążę i jedną i drugą dość regularnie (ok. 3-4 razy w tygodniu) się kotłowaliśmy. Do czego jednak zmierzam... mam wrażenie (może to dlatego, że ostatnie tygodnie ciąży), że chce mi się trochę mniej, nawet mam pewne obawy, że mi chuć zanika ;). I sama zadaję sobie pytanie skąd bierze się ten spadek - może hormony, a może... no właśnie - może Twoja narzeczona się masturbuje. Niestety zdarzało się, że miałam olbrzymią potrzebę, zaspokajałam się sama, po czym wpadał z zaskoczenia mój wtedy jeszcze partner. I oczywiście, zabawiliśmy się, ale plułam sobie w brodę, że go ubiegłam, bo już zwyczajnie mi się nie chciało. To tylko takie moje rozważania...
  9. A koleżanka w tym samym czasie sobie myśli "mogłaby mi w twarz powiedzieć co myśli, a nie fałszywie sobie plotkować o tym z mężem i znajomkami lub pisać na forum". Wystarczyło jej powiedzieć, że nie chcesz słuchać takich rad i niech każdy sobie żyje jak chce. Zgadzam się z Tobą, że ludzie (przede wszystkim kobiety) z jakimś dziwnym politowaniem patrzą na kobiety bez dzieci. I wierz mi, że zawsze walczę z taką postawą, bo znam wiele bezdzietnych kobiet z tyloma pasjami, zainteresowaniami, energią, że niektóre mamy mogłyby się od nich uczyć intensywności przeżywania i doświadczania. Cudowne, nienasycone osoby. Jednak też wydaje mi się to przesadzone, kiedy osoby bezdzietne mówią o tym wiecznym zmęczeniu matek. Tak, jest to zmęczenie. Czasami to takie zmęczenie jakbyś plewił cały dzień z rodziną w polu, a innym razem jakbyś zrobił 100 km na rowerze ze znajomymi. Ale w obu przypadkach, na koniec dnia ognicho, pieczone ziemniaki, wszyscy spoceni, umorusani. Jest radość. Przeżyć życie bez zdrowego zmęczenia, to dla mnie też nuda. Jedynym faktem, z którym trudno dyskutować jest to, że matka wie, jak się żyje bez dzieci (bo jakiś czas była bezdzietna), a w drugą stronę to nie działa. I chyba stąd takie poczucie tych mam, że mogą się wypowiadać ex cathedra - z pozycji lepiej wiedzących.
  10. Ja też mam wyższe dochody od męża, ale to głównie dochód pasywny. Także w żaden sposób nie obciąża mnie fizycznie ten fakt. Stąd też nie jestem przemęczona, mogę zająć się domem - bo zwyczajnie nie przemęczam się zarabiając pieniądze. Nie męczy mnie też dbanie o dom, ale nie czuję presji, że zawsze muszę na sto procent. Kocham mojego męża. Jest wspaniałym, oczytanym, bardzo mądrym człowiekiem, o wielu zainteresowaniach i talentach. Niestety żyje według ideałów, boi się konfrontacji z porażką i nie potrafi się dopasowywać do zmieniających się realiów na rynku. Także nie pracujemy w żadnych zakładach - mąż ma wolny zawód. I gdyby nie kalendarz, to może bym nie wiedziała kiedy poniedziałek, a kiedy sobota. Nigdy nie wypominam mężowi, że żyjemy za moje, bo nie kosztuje mnie to ani trochę wysiłku. Widzę, że jemu jest z tym ciężko, stara się działać, ale jest to trudne w jego zawodzie. Zawsze go wspieram i niczego więcej nie oczekuję. Nie mam wielkich wymagań materialnych wobec życia. Mąż wszystko potrafi naprawić i zrobić, jest świetnym partnerem więc niczego więcej mi nie potrzeba. Ale trudno to wytłumaczyć mężczyźnie, który ma poczucie, że to facet powinien wszystko utrzymać, ogarniać, zabierać na zagraniczne wycieczki i nie potrafi się przestawić z tym myśleniem. A ja się czuję niezależna, bo pieniądze mam, a z drugiej strony, nie czuję się jak wół pociągowy, bo nie muszę na to harować.
  11. Może nie pozwalasz sobie na to, żeby tak jej powiedzieć ale też sobie dajesz prawo do tego, żeby oceniać i przypuszczać, że biedaczka nawet nie wie jak bardzo jest nieszczęśliwa. Tym się różnicie, że ona mówi to Tobie, a Ty opisujesz jej sytuację na forum. Wszystko spoko. Bo uważam, że każdy ma prawo żyć jak chce i nie posiadanie dzieci, czy ich brak świadczy o szczęściu w życiu. Jednak te rozważania byłyby dużo bardziej w waszym wydaniu wiarygodne na forum dotyczącym lajfstajlu, podróżach, psychologii. To forum stworzone dla kobiet w ciąży i mających dzieci. Skąd więc u was potrzeba przekonywania kobiet mających dzieci (które już zawsze będą), że coś je omija, albo czegoś powinny żałować. Jeżeli to wasza zwykła złośliwość, to świadczy o paskudnym charakterze. Wierzę, że to jednak pewne dylematy i niepewność, niż zwykła chęć jątrzenia.
  12. Niech każdy się wygaduje, dla mnie ok. Boli mnie to jak zacietrzewione i zajadłe są kobiety wobec siebie. Brakuje mi w tym świecie kobiecej solidarności. Śmieszne jest to, jak cały czas feministki zagrożenie widzą w dominacji mężczyzn, a wystarczy zostawić dwie baby i małe dziecko w jednym pokoju i już ferment i zgrzyty. I ok, matka męża nie pała sympatią... ale może którakolwiek by spróbowała chociaż zyskać tę sympatię - jak się nie uda, to rozumiem. Jednak z tego co widzę to większość na starcie nie stawia tej matki męża na pozycji neutralnej, tylko od razu z jadem. Ale co kto lubi... jeden lubi ciągłe kłótnie i zgrzyty a drugi jak mu buty śmierdzą.
  13. O losie, ale wy jesteście dziwne... i naprawdę szkoda mi waszych teściowych. Jakoś teść z zięciem umie, tylko synowa z teściową zawsze mają jakiś problem. Ale po tym wątku widzę, że w wielu sprawach to synowe są jakieś zdrowo porypane. Ja mam ze swoją świetny kontakt i nie mam schiz, jak ją bierze na ręce. Przykre... to matki waszych mężów, wy żmije.
  14. Mi w drugiej ciąży długo po terminie oczekiwanego okresu nie wychodził pozytywny test - a zrobiłam z trzy. Dlatego żyłam sobie jak chciałam - niezbyt higienicznie. Po czym któregoś dnia robię test i jestem w ciąży - to był już 6 tydzień.
×