Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

serduszko2330

Zarejestrowani
  • Zawartość

    26
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez serduszko2330

  1. Witam. Co zrobić, kiedy mężczyzna (23 letni) zachowuje się bardzo niedojrzałe? Twierdzi że kocha, mówi o tym, ale mimo pięcioletniego związku rzadko dzwoni (pisze tylko kiedy "znajdzie czas", często bardzo zdawkowo, co sprawia że czuje się "odlewana"), rzadko sam proponuje spotkania (jeśli już to mówi że ja mam przyjechać do niego), unika poważnych tematów (zawsze musi być tak jak on uważa), na stwierdzenie, że jestem dla niego bardziej koleżanka niż dziewczyna nie potrafi odpowiedzieć nic, milczy, nie odpisuje. Dopiero później stwierdza że nie odpisał, bo wygaduję głupoty, mówiąc takie rzeczy (tzn. że jestem koleżanka itd.). I tak jest zawsze, każda wątpliwośc która się pojawia, muszę rozwiązywać sobie sama ze sobą- od niego słyszę jedynie że "przesadzam", "gadam głupoty", "wszczynam kłótnie" (choć naprawdę dążę jedynie do rozmowy, trudno się jednak nie zdenerwować kiedy ktoś do kogo mówimy, zamiast usiąść i porozmawiać, zajmuje się oglądaniem filmików w internecie i tylko co jakiś czas odwraca głowę mówiąc "o co Ci chodzi?"). Nie wiem czy to niedojrzałość, czy po prostu jego uczucie się wypaliło. Nie wiem co o tym sądzić. Do tej pory to ja jeździłam, zabiegałam, chciałam na bieżąco wyjaśniać wszelkie problemy. Od tygodnia wgl się nie widzieliśmy i mimo napiętej atmosfery on nie zabiega o spotkanie. Czy możliwe jest żeby 5 lat temu, w momencie kiedy go poznałam, był bardziej dojrzały niż teraz? :/ W tym momencie, a właściwie to już od dłuższego czasu, czuje się jakbym była jego wrogiem, jakby odzywał się tylko z przymusu (żebym "nie miała pretensji, że milczy"). Potrafi zadzwonić i powiedzieć "no kazałaś zadzwonić ..."-zatem nie wynika to z jego własnych potrzeb. Nie wiem już co o tym wszystkim myśleć, czy jest sens o to walczyć... co o tym myślicie?:/
  2. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Szkoda, że mnie tak oceniasz, nawet mnie nie znając :/ nie wiem czy byłeś kiedykolwiek zakochany, nawet jeśli, to my kobiety, inaczej to odczuwamy. To mój pierwszy i jedyny powazny związek, więc zwyczajnie mi zależy, choć rozumiem że w oczach innych mogę być zwykła "desperatka". Chciałam tylko dodać, że on nie przyjeżdża pierwszy, bo sama go tego nauczyłam - byłam zawsze kiedy potrzebował, z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Popełnilam błędy, za które teraz ponoszę konsekwencje.
  3. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Jest wiele chwil, w których naprawdę jestem szczęśliwa. Kocham go za wiele rzeczy. Akceptuję wszystkie wady, tak jak on akceptuję moje. Niestety jego tendencja do przemilczania pewnych spraw, i obracania niemalże wszystkiego w żart, często powoduje, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie naszego dalszego funkcjonowania...:(
  4. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Dziękuję za wszystkie Twoje rady! Na pewno będę miała je na uwadze. Pomyślę też o tym planie, o którym pisałeś. Ile dam mu jeszcze czasu? Tego nie wiem, bo aktualnie on się do mnie nie odzywa, ja również milczę, nie chce niepotrzebnie się narzucać... Wspomniał ostatnio, że woli milczeć niż wyjaśniać, bo to dla niego zdecydowanie lepsza opcja. Skoro tak, w porządku... Muszę to zaakceptować, choć mam zdecydowanie inne zdanie w tym temacie... Dziękuję raz jeszcze za wszystkie Twoje przemyślenia. Podziwiam za dojrzałość. Pozdrawiam i również życzę wszystkiego dobrego!
  5. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Hmm zadałeś mi teraz bardzo ważne pytanie. Bo szczerze mówiąc sama nie wiem za czym tęsknie bardziej... Być może tylko za wyobrażeniem tego, jaki był dla mnie kiedyś... :/ Z drugiej jednak strony kocham go, takiego jakim jest, jedyną cechą która tak bardzo mi przeszkadza, jest właśnie ten brak refleksji, kiedy ja mówię co mnie boli, a on odpowiada mi że "gadam głupoty". Dla niego to głupoty, dla mnie istotne rzeczy, które wyniszczają mnie od środka, a on nadal nie potrafi tego dostrzec. Ja, widząc łzy u swojego partnera, na pewno nie przeszłabym wobec nich obojętnie. Z pewnością zapytałabym, co się dzieje... dlaczego odczuwa tak, a nie inaczej. Nie mówię, że w prawidłowy sposób interpretuję jego zachowanie. Moze niesłusznie się czepiam, być może on stara się tak jak może, na swój własny sposób. Widząc jednak, że ja odczuwam pewne rzeczy inaczej, dobrze byłoby gdyby zdobył się choć na jedną poważną rozmowę, a nie unikał tematu czy zbywał mnie krótkim "przesadzasz", "robisz problem".. Nie rozumiem fenomenu zostawiania tej drugiej osoby w takiej niepewności. Ale cóż, jak widać- można i tak.
  6. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Dziękuję za Twoją odpowiedź. Przykro mi, że masz podobne doświadczenia. Tak gwoli wyjaśnienia- chłopak nie mówi o mnie "Koleżanka", ale ja często odbieram jego zachowanie w tych kategoriach. Czy słusznie? Nie wiem, być może tak, a być może to kwestia jakichś moich nadzwyczajnych oczekiwań. Nie chciałabym go stracić, to na pewno (ma wiele cech, które w nim kocham), ale z drugiej strony chyba nie umiem sobie wyobrazić naszej przyszłości bez rozmowy, a o nią naprawdę bardzo trudno (nie ze wszystkiego można żartować, a on 90% moich słów zbywa lub obraca w żart).... z drugiej strony na próżno szukać ideału, kiedy wiem, że sama nim nie jestem. Pytanie tylko, czy ten brak skłonności do jakiegokolwiek wyjaśniania sobie różnych spraw na bieżąco, jest rzeczą tak mało istotną, że można przymknąć na nią oko? Dla mnie sfera tej rozmowy jest niezwykle istotna, więc nie wiem jak wyglądałoby to wszystko w przyszłości. Naprawdę nie wiem co robić. Ciężka sprawa. W każdym razie, póki co, odkąd zapytałam go kim właściwie dla niego jestem, to nawet się nie odzywa. Milczy. A to milczenie naprawdę boli.
  7. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Tak, to prawda. Akceptacja, bezwarunkowa miłość i rozmowa to chyba trzy fundamenty, bez których trudno wyobrazić sobie jakikolwiek związek. Szkoda, że u nas tego zabrakło:/ Jeśli chodzi o nowego partnera - nie szukam, nic na siłę. Wolałabym ratować obecny związek, choć jest naprawdę coraz trudniej... Szkoda, że w obecnych czasach mało kogo interesuje, co dana osoba ma do powiedzenia. Mężczyźni, zresztą kobiety również, często oceniają książkę po okładce.. stąd też nie liczy się czy ktoś jest rozsądny, ani wgl jakimi wartościami się kieruje, tylko jak wygląda, czy ma makijaż, drogie ubrania itd. Rzecz w tym, że to wszystko z czasem przemija, a zostaje drugi człowiek. I jego charakter. Na to natomiast mało kto patrzy, co jest naprawdę dołujące.
  8. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Nie, nie jest ze mną z tego powodu, o którym piszesz, ale nie będę pisać dlaczego - zwyczajnie to niemożliwe (i nie dlatego, że ja tak myślę, tylko z innych powodów). Chociaż w pełni rozumiem, że mogłeś/aś tak pomyslec:) taka myśl pewnie się nasuwa:)
  9. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Dziękuję za odpowiedź. Mysle, że wiek też ma tutaj znaczenie, dlatego długo już jestem wyrozumiała. Ale czasem miewam myśli, że zdecydowanie mnie to przerasta i albo coś się zmieni, albo już tak dłużej nie wytrzymam :) dziękuję raz jeszcze !
  10. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Dziękuję za taką wewnętrzną podbudowę, ale jednak zdaje sobie sprawę ze swoich wad, a on je mimo wszystko akceptuje, i może dlatego ja tak kurczowo się trzymam tego związku:) oczywiście kocham go, i to właśnie to powoduje, że nadal szukam różnych możliwych rozwiązań. To właściwie mój jedyny związek, w jakim byłam i wiem, że popełniłam mnóstwo błędów- nie mogę sobie wybaczyć, że tak trudno je teraz naprawić. Wiem jednak też, że wielokrotnie upokorzylam się przed nim, żeby między nami było "dobrze", a w odpowiedzi słyszałam różne przykre słowa. Może to wiek powoduje, że jest niedojrzały, a może po prostu przestał mnie traktować poważnie. Piszesz o tym, żeby usiąść i porozmawiać - w pełni Cię popieram, ale wierz mi, że próbowałam już niezliczoną ilość razy. Kiedy zaczynam taką rozmowę, on obraca wszystko w żart, twierdząc "i tak mnie nie zostawisz, bo mnie kochasz", i trafia w zasadzie w mój czuły punkt - bo jak mam temu zaprzeczyć? Co do tematu pierścionka - nigdy nie chciałabym, aby ktoś oświadczył mi się na siłę, czy z poczucia jakiegoś przymusu. To ma być jego własna decyzja, poparta jedynie tym, że najzwyczajniej w świecie chce spędzić ze mną resztę życia. Ktoś wyżej pisze, że mało o życiu wiem, bo mało przeszłam- to może prawda, ale kilka lat temu straciłam ojca (zanim jeszcze poznałam swojego chłopaka) i naprawdę to co się stało, zmieniło sposób w jakim patrzę teraz na życie. Myślę po prostu, że fundowanie sobie długotrwałego milczenia jest pozbawione sensu, bo nikt z nas nie wie ile nam jeszcze zostało. Chłopak jednak woli unikać rozmowy, a mnie to "zabija" od środka, bo chciałabym czasem najzwyczajniej w świecie do niego zadzwonic, zapytać, czy bezpiecznie dotarł na zajęcia, do pracy lub gdziekolwiek, a wiem że nie moge, bo- jak sam mi kiedyś powiedział- tego typu pytania "są nudne". Przestałam je zatem zadawać, przestałam dzwonić, kiedy czuję taką potrzebę (nie chce słyszeć tego obojętnego tonu głosu, który dąży do tego, bym jak najszybciej się rozłączyła, nie chce też po prostu się narzucać.., już i tak zbyt wiele razy to robiłam....) - przestając zadawać pewne pytania, jednocześnie przestaje też być sobą, bo co poradzić, jeśli jest się typem wrażliwca :/ Reasumując- rozmowy o naszych planach miały już miejsce. On jednak nie traktuje na poważnie tego, co mówię- tak jak już wspomniałam, niemalże wszystko obraca w żart, co wyprowadza mnie z równowagi, i często jest ogniem zapalnym naszych kolejnych problemów :/ zdarzy mu się kilka razy w roku wspomnieć o tym, że szuka działki "dla naszego domu", po czym jednak widzę, że inwestuje w kupno nowego auta, albo inne rzeczy, mówiąc "wiem, że Ty wolałabyś pierścionek, ale on też będzie". I tak czekam, kilka lat. Czy jest sens dalej czekać - nie mam pojęcia. Zresztą - nie czekam na pierścionek, lecz uwagę, zainteresowanie i poczucie, że jestem jedną z naprawdę ważnych osób w jego życiu.
  11. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Nie jest z tych, którzy mają czas na "inne". Znam go i wiem że nie w tym rzecz.
  12. serduszko2330

    Niedojrzałość czy wypalenie uczuć z jego strony?

    Dziękuję za odpowiedź. Co masz na myśli mówiąc "odrobina zaangażowania?". Niby odzywa się wieczorami, ale tak jak mówiłam- te rozmowy dziwnie wyglądają. Nie wiem czy to że się odzywa jest tą odrobiną zaangażowania, czy robi to z przymusu, abym nie miała później pretensji (bo kiedyś potrafił się nie odzywać, tydzień po czym dzwonil że przeprasza, że tak właśnie się zachowal). W każdym razie nie czuje w nim za bardzo chłopaka, tylko kolegę. Kiedy ostatnio potrzebowałam wsparcia, powiedział jedynie że to są moje pieniądze i mogę wydawać na co chce (wydałam na lekarza), po czym po moim powrocie do domu o nic nawet nie zapytał...:( Zdaje sobie sprawę z tego co nazywasz zburzeniem bilansu. Już dawno go zburzyłam. W zasadzie to nieświadomie, kierując się miłością do niego. No ale jak widać, "faceci kochają zołzy", a ja nie potrafię mieć takiego olewackiego stosunku. Uważam, że jak kochać to na sto procent, że przed wszystkim należy ze sobą rozmawiać na bieżąco, wyjaśniać wszystko od razu, a nie gromadzić różne żale i problemy, bo potem tylko wybuchają że zdwojoną siłą. Szkoda tylko że mój chłopak twierdzi że "gadam głupoty" i lepszą opcją jest milczeć, aniżeli wyjaśniać. A milczenie tak naprawdę zabija wszystko.
  13. Witam. Piszę, ponieważ chciałabym poznać obiektywne opinie osób z zewnątrz. Sprawa dotyczy mojego pięcioletniego związku. Generalnie rzecz biorąc, między mną a moim chłopakiem istnieje ogromny problem związany z komunikacją... Są momenty w których potrafimy świetnie się dogadywać, ale niestety przeważają takie chwile, w których proszę o uwagę i zainteresowanie, wypisuje długie monologi opisując w nich co czuję, a w odpowiedzi dostaję jedynie "Przesadzasz", albo "Przecież rozmawiamy, nie wiem o co Ci chodzi". Chłopak pisze bardzo skrótowo, ale nie o to chodzi, bo niektórzy mają przecież taki styl... bardziej chodzi o to, że w momencie kiedy się np. pokłócimy, on pierwszy nie potrafi się odezwać albo odzywa się po paru dniach jak gdyby nigdy nic i udaje, że nic się nie stało... Sam rzadko proponuje spotkania (co powoduje, że wciąż tylko "czekam i czekam...), unika trudnych tematów, często zbywa mnie krótki zdaniem... nie mam co liczyć na rozmowę o tym co czuję, bo on po prostu wszystko obraca w żart.... Jest bardzo negatywnie nastawiony do większości osób - nawet tych których nie zna. Ja z kolei stałam się przez to wszystko bardzo zamknięta - kiedy wracam do domu po pracy, po prostu zamykam się w pokoju, z nadzieją ze nikt o nic mnie nie zapyta i nie będę musiała odpowiadać... Kiedyś byłam zupełnie inną osobą. Nie twierdzę, że stałam się taka przez chłopaka - bardziej chodzi mi o to, że wieczne "domyślanie się", zastanawianie się czy on się odezwie, czy powiedziałam coś nie tak, czy może zareagowałam zbyt nerwowo... to wszystko spowodowało, że całkowicie zmieniłam swoje nastawienie do wielu rzeczy. Nie wiem, może zbyt wiele oczekuję. Ale chciałabym zobrazować pewną sytuację. Z racji pewnych problemów zdrowotnych, zdecydowałam się wykupić dość drogi pakiet leczniczy, który po 2,5 letniej tułaczce po lekarzach wydaje mi się być ostatnią szansą. Niestety kiedy po wizycie mu o tym napisałam, nie uzyskałam wsparcia. Odpisał mi jedynie, że "znowu dałam się nabrać, ale tak poza tym to moje pieniądze, więc mam sobie robić co chcę"... Kiedy później się zobaczyliśmy "na żywo", nawet nie nawiązał do tego, co powiedział mi lekarz.... Kiedy powiedziałam ze chciałabym się wygadać a nie mogę, bo cały czas spędza czas przy komputerze, odpowiedział, że "przecież już pisaliśmy na ten temat...". Chodzi mi o to, że zawsze albo prawie zawsze kiedy oczekuję wsparcia i kiedy chodzi o jakieś ważne dla mnie sprawy, on czyni je mało istotnymi, ucina temat i patrząc na moje przygnębienie po prostu siedzi przy komputerze lub "na telefonie", nie odzywając się.... Co prawda odzywa się do mnie używając rożnych miłych zrobień, mówi, że kocha, ale ja mam w tym momencie straszny mętlik.. Nie wiem już co myśleć.. nie wiem czy przesadzam, czy słusznie mam wątpliwości. Kocham go bo mamy za sobą pięć wspólnych lat (w tym wiele dobrych wspomnień), których nie da się wymazać ot tak. Strasznie bolą mnie jednak te momenty w których zostaję całkowicie sama z tym co czuję.Często kiedy chcę się przytulić on odmawia. Wydaje mi się, że jesteśmy zupełnie inaczej "skonstruowani" (mamy całkiem inny poziom wrażliwości) i szkoda, że przez pierwsze 1,5 roku naszego związku był zupełnie inną osobą... Czy to ma jeszcze jakąś przyszłość? Proponowałam terapię. Odmawia, twierdząc że nie jest "nienormalny"... Nie wiem, czy są jeszcze jakieś rozwiązania. Z jednej strony dostaję informację ze mnie kocha- pokazuje i mówi to w różny sposób - ale z drugiej często nie potrafimy się porozumieć. Swoją miłość okazuje tylko wtedy "kiedy jest dobrze". Jak tylko pojawia się problem, mój chłopak usuwa się w cień. A ja powoli tracę siły, by walczyć w pojedynkę... Sama jestem świadoma swoich wad, być może to przeze mnie, mój chłopak zachowuje się w taki sposób.. Nie wiem już sama.. Czy macie dla mnie jakąś radę? Nie chciałabym wyrzucać tego związku "do kosza", ale nie chciałabym też płakać i zastanawiać się, czy jeśli będziemy pokłóceni a ja będę potrzebowała pomocy, to on przyjedzie i bez pretensji mnie wesprze, czy też nawet nie zapyta co się stało? ....
  14. serduszko2330

    Czy ten związek ma jeszcze przyszłość?

    Rozumiem. Tyle, że on nie chce słuchać prawie nigdy (i nie chce "się dowiedziec"), zawsze odpowiada że "przesadzam", a kiedy słyszy się te słowa już któryś raz z kolei, to naprawdę może zaboleć... Ale wiem o czym piszesz- chodzi o to, aby stworzyć przestrzeń tej drugiej osobie. Jestem świadoma, że pewnie za mało mu jej stworzyłam i przez to sama się przyczynilam do tych wszystkich problemów... Być może nie da się już tego naprawić, a być może jeszcze jest szansa. Wierzę, że jest dlatego szukam różnych rozwiązań.. Dziękuję za Twoją radę. Bardzo jasna i obrazowa:))
  15. serduszko2330

    Czy ten związek ma jeszcze przyszłość?

    Dosadnie, ale masz prawo tak myśleć powiesz mi tylko, na jakiej podstawie tak uważasz? Dlatego, że się o coś dopytuje? Po to założyłam wątek... Mimo wszystko dzięki za odpowiedź
  16. serduszko2330

    Czy ten związek ma jeszcze przyszłość?

    Ślicznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Taki mam charakter - wszystko analizuje i przeżywam. Zgadzam się z tym, że mój chłopak nie miał kiedy zatęsknić i się zamartwić, a nawet jeśli miał kiedy, to tego nie okazuje, bo wie, że ja z czasem po prostu przyjadę lub odezwę się pierwsza. Zachowuję się jednak w taki sposób nie bez powodu. Niestety parę lat temu straciłam bliską mi osobę i od tego czasu nie potrafię "przeczekiwać" kłótni - zawsze dążę do tego żeby wszystko wyjaśniać od razu, bo naprawdę życie jest krótkie... Co masz na myśli mówiąc, że "powinnam po równo mówić i słuchać?". Chyba nie umiem ograniczać się tylko do jakichś zdawkowych odpowiedzi (którymi on się posługuje) - dlatego mówię mu cały czas, że potrzebuje, żeby czasem trochę się wysilił. On odpowiada na to: "nie wiem o co Ci chodzi", i cały czas jest tak samo... a docieranie się to chyba też mówienie o tym, co jest nie tak, aby można było to zmienić... tylko sama nic nie zrobię, prawda?
  17. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    Nie odpowiedziałam, bo odpowiedz na Twoje pytanie nie jest tak prosta jak myślisz. Mam bardziej skomplikowaną sytuację związaną z problemami zdrowotnymi, bóle miednicy itd. Pelen stosunek nie jest w tej chwili możliwy (to po drugie). Wierzę jednak w to, że jeśli znajdzie się właściwą osobę, to razem z nią pokonuje się pewne trudności.
  18. Witam. Właśnie rozpada się mój pięcioletni zwiazek. Jestem z chłopakiem odkąd skończyłam 18 lat. Pierwsze poltorej roku było idealnie.. Randki, spacery, kwiaty, komplementy i poświęcony czas. Widywaliśmy się codziennie - i pewnie był to jeden z błędów... Nasze spotkania były tak częste że kiedy pewnego razu napisał że nie może przyjechać, myślałam że zrobiłam coś nie tak... Zawsze doszukiwałam się błędu w samej sobie. Kiedy on zaczął się stopniowo wycofywać, w mojej głowie pojawiały się mysli, że być może nie jestem wystarczająco dobra. Jeździłam do niego, przepraszałam. Z perspektywy czasu wiem, że niepotrzebnie- być może czuł się tym przytłoczony i dlatego wycofowywal się jeszcze bardziej. Z czasem było między nami coraz gorzej. Rozstawaliśmy się i wracalismy się do siebie (niemalże zawsze z mojej inicjatywy; tylko dwukrotnie w ciągu tych pięciu lat stało się to za jego sprawą). W chwili obecnej sytuacja wygląda tak, że to ja inicjuje spotkania, przyjeżdżam, proszę o wspólne wyjście czy też o odrobinę uwagi). Kiedy nie przyjadę, mój chłopak potrafi nie odzywać sie w ogóle, bądź też odzywa się późnym wieczorem, zadając pytanie dlaczego nie przyjechałam. Kiedy mówię mu że on również mógł przyjechać, odpowiada że przesadzam. Mam wrazenie, że nie zależy mu na wspólnie spedzonym czasie. Nawet kiedy jestem u niego, on woli przeglądać strony internetowe... Nie mogę porozmawiać z nim na "poważne" tematy, ponieważ odpowiada jedynie zdawkowo. Brakuje mi takich głębszych rozmów, ale przyzwyczaiłam sie, że mogę liczyć jedynie na parę krótkich odpowiedzi.. Chłopak został wychowany w rodzinie, w której nie okazuje się uczuć. On okazuje je przede wszystkim slownie- kiedy jest między nami dobrze, często mówi mi że mnie kocha, nazywa mnie swoim Aniołkiem..Kiedy jednak zarzucam mu brak czasu, zbytnie skupienie na pracy, on nagle przestaje się odzywać, bądź odzywa się jedynie zdawkowo... :( Zawsze kiedy zaczynam temat i pytam dlaczego okazuje tak małe zainteresowanie, on unika odpowiedzi, mówi że idzie spać, kończy rozmowe... Ostatnio kiedy zasugerowalam że może nie ma czasu na dziewczynę, odpisał że "Tak może być. Może nie mam czasu na dziewczynę". Po pięciu latach mówi mi takie słowa... Zareagowalam na nie dość ostro, napisałam, że ma nigdy więcej się do mnie nie odzywać, ponieważ takie słowa bolą... I rzeczywiscie, nie odzywa się od kilku dni. Co o tym myśleć? Czy ten związek ma jakąkolwiek przyszłość? Czy jego zachowanie może wynikać z charakteru rodziny, w jakiej się wychowywał? :( A moze jego postawa świadczy po prostu o tym, że już mu nie zależy?
  19. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    Uważam, że to o czym piszesz, nie jest jedynym wyznacznikiem szczęścia w małżeństwie, ani w związku. Zresztą mój post dotyczy innego problemu, ale dziękuję za Twoją odpowiedź :)
  20. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    Ciesze sie, że udało Ci się poznać kogoś, z kim jesteś naprawde szczęśliwy. Mam nadzieję, że na dziewczyna również ułożyła sobie życie... Masz racje- takie decyzje są ogromnie trudne, ale czasem niezbędne do tego, by zbudować coś nowego, trwalszego... Nie potrafię określić czego brakowało. Ja kocham go takim jakim jest i jestem mu wdzięczna, że on również akceptował moje wady. Może zabrakło tego, że nigdy tak do końca nie wierzyłam w to, by ktoś mógł mnie pokochać tak naprawdę. Moje niskie poczucie własnej wartości z pewnością przyczyniło się do rozpadu tego związku... Jak mawiają, najpierw trzeba pokochać siebie, by ktoś mógł pokochać nas. Ja niestety mam z tym problem i obawiam się że po rozstaniu - będzie tylko gorzej...
  21. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    Wspomina, snuje jakieś plany o wybudowaniu wspólnego domu... Ale na planach się kończy. Nie jesteśmy zaręczeni, i nie zanosiło się byśmy mieli się zaręczyć. Nie chciałabym jednak by robił to z przymusu, dlatego tez lepiej że nie mam tego pierścionka na palcu...
  22. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    Każdy ma prawo do własnych poglądów, ja szanuje Twoje, Ty postaraj się zrozumieć moje:) mamy prawo do własnej hierarchii wartości:) jeśli nigdy więcej nie znajdę kogoś, kto to uszanuje, to trudno..
  23. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    On nigdy na mnie nie naciskał i nie miał mi tego za źle. Bardzo to w nim docenialam
  24. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    Oj nie, nigdy tak nie było. Z pełnym stosunkiem chciałam zaczekać do ślubu, więc akurat tej sfery nigdy nie wykorzystywałam do tego by go przekupić - zresztą byłoby to mega słabe zagranie z mojej strony, bo uważam że ludzie mają do zaoferowania coś więcej niż ciało.
  25. serduszko2330

    Obojętność ze strony chłopaka

    To nie jest tak, że nigdy nie pokazuje, że mu zależy. Myślę, że kocha, ale na swój własny sposób. Sam stwierdził że nie potrafi sam inicjować spotkać i zainteresowania bo ma jakąś blokadę, której nie rozumie. Kiedy jednak zasugerowalam terapię u psychologa, kategorycznie odmówił, twierdząc że wszystko z nim w porządku, a przecież nie to miałam na myśli... Chciałam tylko ratować nasz związek, ale sama niewiele mogę :( ja również nie jestem i nie byłam idealna. Mam tego świadomość. Może miałam i mam zbyt wygórowane oczekiwania i przez to to wszystko się rozpadlo. Może za bardzo analizowałam różne sytuacje doszukując się swojej winy ... Nie wiem. W każdym razie nie jest tak że on w tym momencie nie interesuje się wgl. Gdy proszę go o pomoc, np. w związku z zepsutym samochodem, zawsze pomoże. W naszym związku cierpi jednak ta sfera duchowa. On czeka na mój krok... I nie wiem czy to jest powód by to zakończyć czy może jeszcze powinnam walczyć.. :(
×