Pytanie do rodziców, którzy dowożą swoje dziecko do podstawówki oddalonej od miejsca zamieszkania.
Chcemy posłać córkę do szkoły prywatnej, której filozofia bardzo nam odpowiada. Oczywiście, nie wiadomo jak to do końca się uda i czy po jakimś czasie nie przeniesiemy jej do "normalnej", ale na razie jesteśmy zdecydowani zaryzykować. Moja największa wątpliwość dotyczy jednak nie samej szkoły, ale czegoś innego. Pamiętam że jako dzieciaki spędzaliśmy mnóstwo czasu z kolegami ze szkoły poza szkołą. Chodziliśmy po osiedlu, odwiedzaliśmy się w domach, wspólnie chodziliśmy z i do szkoły. Trochę mnie martwi to, że córka tego nie doświadczy, bo do wspomnianej szkoły dzieci dojeżdżają z całego miasta i bardzo mała szansa że trafi tam na kogoś ze swojego osiedla.
Moje pytanie kieruję więc do rodziców, którzy mają dzieci w podobnych miejscach. Nie interesuje mnie opinia o szkole, ale właśnie to jak wyglądają relacje kolegów poza nią. Czy staracie się jakoś organizować dzieciom wspólny czas? Czy czasami dojeżdżają one do siebie nawzajem? Czy nie macie wrażenia że czegoś w ich życiu brakuje, czegoś co mieliśmy my chodząc do zwykłych szkół?