Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

peperomia

Zarejestrowani
  • Zawartość

    178
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

63 Excellent

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Poczekaj trochę, już nie chodzi o cc, ale zobacz najpierw jak wygląda życie z dzieckiem. Bo nawet jeśli teraz jeszcze masz noworodka, który głównie śpi, to niedługo to się zmieni. I możesz się wpakować w straszny kierat zachodząc w drugą ciążę. Daj sobie spokój chociaz przez rok. Dwa lata różnicy to też jest niedużo. To tak moim zdaniem. Jak ja przygotowywałam się do mojego sn po cc, to czytalam duzo historii na stronie naturalniepocesarce.pl I tam było trochę takich przypadków, ze poród byl szybciej niż po dwóch latach. Podstawa to akceptacja nieco większego ryzyka powikłań przy porodzie, znalezienie lekarza, który popiera ten pomysł i skontroluje grubość blizny na usg oraz szpitala, który się takiego porodu podejmie. Czyli jest trudniej, ale w większości przypadków wykonalne.
  2. Jeszcze apropos przywlekania innych chorób. Corka chodzila juz po lockdownie od polowy maja do lipca. Ponieważ są pomiary temperatury i absolutny zakaz przyprowadzania dzieci z jakimikolwiek objawami, to zupełnie nic nie łapała (a normalnie to co chwila jakis katar). Taka mały plus tej sytuacji:)
  3. Mam taką samą sytuację jak Ty Autorko, też macierzyński z niemowleciem + czterolatka. No i idzie jutro, ryzyko jest niewielkie i jestem w stanie je zaakceptować.
  4. Wszyscy mowia o karmieniu, ale nawet najgorsze karmienie to pikuś w porownaniu z poważną chorobą partnera... Bardzo dużo przeszłaś Autorko, odkąd urodzil się Twój synek nie zaznalaś chwili spokoju, a do tego taki strach o partnera, o przyszłość Waszej rodziny. Cięzko po tym wszystkim żyć jak gdyby nigdy nic, jest w Tobie mnóstwo emocji. Ale.. sama napisałaś, że przed tą chorobą cos sie miedzy Tobą a synkiem polepszalo i to jeszcze ma szansę wrócić. Tylko musisz znalezc sposób na odpoczynek, rowniez psychiczny. Rozumiem, ze partner jest juz zdrowy i jest w stanie przejąć od Ciebie część obowiązków? Macie jakąś pomoc od babć? A może potrzebowalabys spędzić troche czasu tylko z partnerem?
  5. Nijak to się ma do aktualnej wiedzy i zaleceń. Kubek niekapek nie jest wcale lepszy od butelki, nie ma sensu taki etap i juz od dosc dawna neurologopedzi o tym mówią. Bidon ze słomką z kolei powinien być wprowadzony dopiero, kiedy dziecko, chociaż w podstawowym stopniu, opanuje picie z otwartego kubeczka. A to może potrwać nawet kilka miesięcy. I tak, do około roku, picie mm z butelki nie jest niczym złym. W międzyczasie picie z kubeczka mozna ćwiczyć na wodzie, zupach itp. Oczywiscie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mm tez próbować dawać w kubeczku, ale żaden maluch nie bedzie w stanie od razu wypić pełnej porcji mleka (a w koncu w temacie chodzi o to, zeby sprawnie odstawić dziecko).
  6. Moja ma 7,5 miesiąca, od niedawna chcialam odstawić, ale też nie chciała pić z butli. Ale proponowałam, w końcu ją trochę przegłodziłam i wtedy zaskoczyła (butla aventu). Na razie karmię mieszanie, butelka jest tylko przed spaniem, ale to juz spore ułatwienie. Dwa tygodnie wystarczyły, żeby piszczała z radości na widok wieczornej butelki:) A przy piersi wariuje, wierci się, gryzie... Przy pierwszym dziecku jakos bardziej lubiłam karmienie, teraz mnie denerwuje. Spróbuj dać synkowi porządnie zglodnieć i wtedy proponuj.
  7. Może takie geny, a może jest jakiś problem zdrowotny. Bycie poza normą oznacza, że diagnostyka jest potrzebna i pediatra, który mówi inaczej, to ignorant. Szczególnie, że syn jest zdecydowanie poniżej 3 centyla, to nie jest bycie na granicy normy. Stanowczo żądaj skierowania do endo, jak nie dostaniesz to próbuj z innym pediatrą.
  8. Kiedy miałaś ostatnią miesiączkę? Kiedy był pierwszy pozytywny test?
  9. W trzecim tygodniu sikane testy jeszcze nie pokazują ciąży. Chyba że liczyłaś od stosunku - jeżeli tak, to powinnaś liczyć od ostatniej miesiączki. Przy regularnych okresach oznaczałoby to, ze jesteś w 5 tygodniu czyli beta sie zgadza.
  10. Dodam tylko, że raz wybrane nazwisko obowiązuje wszystkie dzieci z Waszego związku, nie może być tak, że jedno dziecko ma Twoje nazwisko a kolejne ojca. Tak nam powiedziano w urzędzie.
  11. BLW pod swoim szyldem niejako cywilizuje babcine metody, z jednej strony sterowanie oddane jest dziecku, z drugiej strony tę "metodę" uzupełnia się o wiedzę, której nasze babki nie miały i dzięki temu my juz np. nie dajemy dziecku smoczka w cukrze. Ale tak nasz świat działa, że marketing można zbudować na wszystkim i BLW nie jest tu wyjątkiem. Ja stosuje je już drugi raz i uważam, że jak najbardziej można się obyć bez książek (chociaż pomysły na dania się przydają) oraz większości gadżetów "do BLW".
  12. Jasne, nigdzie nie pisałam, że to nowy wynalazek, po prostu dzisiaj łatwiej napisać BLW i wiadomo o co chodzi. O tym, że to raczej powrót do korzeni świadczy chociażby takie coś - moja mama i teściowa były na początku przerażone, że jak to tak, że zupki muszą być, łyżeczka itd. A moja babcia jak zobaczyła to stwierdziła, że "no i prawidłowo, normalnie jedzenie, a nie jakieś cudowanie, miksowanie":) W ogóle dobrze, że w pewnych sferach wraca się do naturalnych mechanizmów, że coraz więcej się mówi o nieingerowaniu w prawidłowy poród, nieużywaniu chodzików czy chodzeniu na boso przez małe dzieci itp. Pokolenie naszych rodziców żyło pod tym względem w innej rzeczywistości.
  13. Ale ja sobie żadnych faktów nie stwarzam. Z MOM to była głośna parę lat temu sprawa z Gerberem (co jeszcze smutniejsze, to taki kiepski skład miały tylko słoiki robione na rynek polski). Ponad trzy złote za słoik mięsa, gdzie jedna trzecia to najgorszy syf do parówek i pasztetów (ale bio!). Myślisz, że to jakiś turbo dietetyk wymyślił, że będzie najzdrowsze? Bo głupi widzi, że to chamska oszczędność na najmłodszych. Cukier był w składzie śliwek Hippa po 4 miesiącu (też bio, a jak). To nie są jakieś tajne rzeczy, to oficjalny skład, którego pilnuje oczywiście sumienna kontrola jakości. Większość słoiczków ma lepszy skład, ale tamte przykłady pokazują dobitnie, co dla tych koncernów jest na pierwszym miejscu. Uczepiłaś się tych metali ciężkich, jakby ich brak to była gwarancja zdrowego jedzenia. A nie jest. Odpowiedziałam, żeby zachęcić słoiczkowe mamy (i te które się zastanawiają) do krytycznego spojrzenia, dokładnego czytania składów i porzucenia myślenia, że ten zgrabny, kolorowy słoiczek to najlepsze, co można dziecku dać. Ciebie przekonywać już do niczego nie zamierzam.
  14. A po co mi ta wiedza? Umiem czytać i z grubsza rozumiem wymogi na certyfikat żywności ekologicznej. Podałam Ci przykłady słoiczków, których składy jasno wskazują na to, że ich twórcy mają dobro dzieci gdzieś. A skoro tak jest, to trzeba wyjątkowej naiwności, by wierzyć, że producent zrobi więcej niż wymagają od niego regulacje rynku, na którym działa (a te nie wymagają braku metali ciężkich).
  15. Pisałam o uprawach ekologicznych właśnie w kontekście słoiczków - ich "przebadanie" nie gwarantuje braku metali ciężkich. Powstają z warzyw eko, a w uprawach eko wcale nie kładzie się nacisku na metale ciężkie, ale na brak pestycydów. Poza tym, zdarzają/zdarzały się w tych sloiczkach prawdziwie "kwiatki" typu MOM w składzie, cukier w sloiczku "po 4m", owocowy mus, gdzie połowa składu to jakiś zapychacz typu grysik. To biznes, gdzie oszczędność 1 grosza na słoiku przekłada się na duży zysk w skali całego koncernu. Już nie mówiąc o tym, jak wmówiono rodzicom, że rozszerzanie diety musi się odbywać z aptekarską dokładnością, wg tabelek i etykiet "po X miesiącu", że dziecko musi zjeść tyle a tyle dziennie tej papy. Niedawno pozwoliłam by moja córkę 6,5 miesiąca poczęstowano chrupkiem "po 7 miesiącu". Kilka obecnych osób spojrzało na mnie z grozą XD. Nie napisałam nigdzie, że nie przeszkadzają mi warzywa z metalami ciężkimi. Wybieram mniejsze zło i jest nim w mojej opinii przyrządzanie świeżych warzyw zamiast słoików. Ale nie jestem zwolennikiem radykalizmu w żadnej sprawie, zdarzało mi się ratować słoikiem. Byłam też zupełnie po drugiej stronie, tak jak pisałam, pierwsza córka zaczynała od słoików i to właśnie ona mi szybko "powiedziała", że słoiki są nudne. Od ten pory stosuje BLW, sprawdza się u nas doskonale. Ale nawet gdybym miała dawać klasyczne zupki, to robiłabym je sama. Już mi sporo wyszło, ale jeszcze chciałam się podzielić jednym "okołosłoikowym" przemyśleniem. Sloiczki są skonstruowane tak, że te "najmłodsze" są zmiksowane na gładko, a później jest coraz więcej grudek że niby dziecko się w ten sposób stopniowo przyzwyczai do stałych pokarmów. Ale.. znam całkiem sporo przypadków kiedy dzieciaki odmawiaja jedzenia tych grudek, plują no i biedna mama się martwi, bo integracja sensoryczna, bo logopeda, a w międzyczasie oczywiście gładkie papki, bo przecież dziecko musi coś jeść. A teraz pomyślcie, czy wy lubicie jak Wam się trafią niezmiksowane kawałki z zupie krem albo koktajlu. Ja nie znoszę. Bo widzę papkę, spodziewam się papki, a tu niespodzianka. Przy BLW (i wszelkich metodach mieszanych) dziecko uczy się, że jedzenie ma różną konsystencję, i że dzięki zmysłowi wzroku i dotyku można ocenić, czego się spodziewać. I nie ma tego problemu. Kilka lat temu chciałam być tą mamą, która zaopatrzone w słoiki i tabelki zrobi to "idealnie". Teraz wiem, że byłam w błędzie. Z resztą od niedawna chyba nawet oficjalne zalecenia mówią o tym, że dziecko dość szybko, obok zupek, powinno dostawać coś do rączki, do samodzielnego memłania. No i trzeba kupić te śmiercionośną marchewkę w sklepie:)
×