Luna_
Zarejestrowani-
Zawartość
1070 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez Luna_
-
Trochę się boję bo wiem że nie mamy już mrozaczków a właśnie mieszkanie większe kupujemy, mamy ogromne wydatki itd. I w przypadku niepowodzenia kolejne ileś tysięcy na całą procedurę będzie w tym roku po prostu ciężkie do zrealizowania no i cały czas mam z tyłu głowy, że powtórzy się cała sytuacja sprzed pół roku. Zdążę się ucieszyć i stracę no ale to chyba tak już jest po poronieniu nie umiem w sobie znaleźć jakiegoś takiego optymizmu jak wcześniej. No ale liczę na to, że jutro jak już będzie po transferze to poczuje jakiś przypływ pozytywnych wibracji od mojej śnieżynki
-
Lexy czytasz nas? Daj znać jak się trzymacie
-
Trzymam kciuki! Ja transfer jutro a co do testowania obiecałam sobie, że tym razem dopiero beta zgodnie z zaleceniami i tylko raz aż jestem ciekawa czy wytrwam ostatnio robiłam 2 sikańce przed a potem betę chyba ze 4 razy co 2-3 dni
-
Ja bym zadzwoniła do kliniki albo do apteki oni też wiedzą jak leki przechowywać. Jednak lipa by była gdyby się okazało że niska temp. zabija jakieś składniki i branie nie da Ci zakładanych efektów. Teraz recepty wszędzie wystawiają on line raczej. Lekarz poda Ci ewentualnie nowy kod i po kłopocie. Estrofem akurat nie jest drogi więc i kasowo nieszkodliwa pomyłka na szczęście
-
Możliwe, ostatni transfer miałam w listopadzie to kojarzę że taniej było.
-
Też mi się wydaje że w invimed za wizytę zapłaciłam więcej niż normalnie bo 190zl a wcześniej chyba 150 a za monitoring 100 płaciłam Więc ceny rzeczywiście skoczyły raczej z drugiej strony mam ich mniej więc zapłaciłam i tak mniej niż przy poprzednim. Ostatnio mi kazał co 2 dni przychodzić, oglądał bog wie co i sie zastanawiał. Teraz 1 wizyta, kontrola endometrium itd. Było ok to wyznaczył transfer i tyle. Droższa wizyta ale 1.
-
Obawa jest, wiadomo. Ja najbardziej się boję tego, że znowu poronie co będzie się wiązało z wizytami w szpitalach gdzie wiadomo jest najwięcej tego wirusowego syfu a mój partner jest w grupie ryzyka i lepiej żebym go niczym nie zaraziła ewentualnie. No ale kto wie co będzie za pół roku, rok albo dwa? Skończy się jazda z tym wirusem to może być następny albo coś podobnego albo problem z pracą itd. Nigdy nie będzie idealnego momentu i nigdy nie będzie zero wątpliwości. Będzie co ma być. Młodsza nie będę nie chce czekać. Za 4 dni przywitam moją sniezynke i będę się 'modlić' o to żeby wszystko było ok
-
Jakieś ogólne zasady trzeba przyjąć w każdej kwestii i myślę że jest to 1 dzień miesiączki bo to 1 dzień cyklu więc od tego dnia "wszysko się zaczyna" tak jak piszesz różnice mogą być duże bo każdy organizm jest inny i myślę, że dlatego lekarz dokonuje tych pomiarów wszystkich i dopiero określa wiek ciąży a nie na podstawie samej informacji o miesiączce. Ale pamiętam jak zaczynałam przygodę ze staraniami i też się dziwiłam mega, że tak naprawdę przez pierwsze 2 czy 3 tygodnie ciąży wcale się nie jest w ciąży Hehe
-
Standardowo tak się liczy ale wiadomo, że potem lekarz wszysko mierzy i określa wiek ciąży i może się to trochę różnić
-
Tak czysto teoretycznie to od 1 dnia miesiączki z tego co kojarzę
-
Dziękuję dziewczyny biorę się w kupę i musi być dobrze! Normalnie nie jestem taka maruda może przez te wszystkie hormony łapie takie humorki
-
Lekarz wyznaczył mi dziś transfer na czwartek jakieś kurcze mam mieszane uczucia. Wydaje mi się, że jestem lepiej przygotowana niż poprzednio ale nie umiem się tym tak cieszyć, czekać na to itd. Nie wiem czy wy też po poronieniach nabieralyscie takiego jakby dystansu? To mój ostatni mrozak więc presja troche jest
-
To lecimy prawie tak samo patrząc po poprzednich wyliczyłam, że też powinnam mieć transfer na koniec maja. Kontrolna wizyta 22.05
-
Badania nie mogą być starsze niż 6 miesięcy albo 12 miesięcy różnie Więc nie zrobią transferu jak są nieaktualne. Miałam mieć w marcu więc bym się wyrobiła np ale jest jak jest i na początku maja wszysko mi stracilo ważność tylko partner nie mieć aktualnych badań podczas transferu bo jego były istotne tylko w momencie oddawania nasienia
-
I ja wracam do gry invimed ruszył i o dziwo pierwszy raz w czasie mojej 2 letniej już z nimi przygody wizyta odbyła się bez opóźnienia i kolejki są więc jakieś plusy. Jak na złość skonczyła mi się ważność prawie wszystkich badań i dziś prawie 750 zł pofrunelo na te wszystkie głupoty... Jak dobrze pójdzie na koniec miesiąca pewnie wypadnie mi transfer. Mam nadzieję, że do 3 razy sztuka bo nie mam już więcej mrozaczków
-
Lexy nadrabiam forum i aż mnie zamurowało jak zobaczyłam Twoją wiadomość. Ale po chwili doszło do mnie, że kurcze dziewczyno masz syna!!! I to mimo wszysko cudowna wiadomość Zobacz jaka Ty byłaś silna i ile o niego walczyłaś! Teraz on będzie walczył równie mocno. Trzymam kciuki za Was z całych sił! Zdrowia życzę, siły i cierpliwości
-
Iryza - gratuluję piękne wiadomości! Niech dziewczyny rosną zdrowo
-
Ehhh... Przykro mi strasznie
-
Masz zdrową córkę więc masz ogromne szczęście Większość z nas ma za sobą niepowodzenia wiele ma za sobą strary ale musimy dać radę. Jeżeli lekarz mówi, że nie ma przeciwwskazań do in vitro i szanse są to rób wszysko zgodnie z zalecaniami a my wszystkie będziemy trzymać kciuki teraz tu straszny przestój bo dużo klinik nie pracuje normalnie ale w normalnych warunkach można tu złapać naprawdę solidną dawkę wsparcia i sporo wiedzy od niektórych dziewczyn. A jak sił zabraknie spójrz na córkę i pomyśl, że chyba warto
-
Ja na razie się wstrzymuje. Mieliśmy lecieć na wakacje i po powrocie mieć transfer ale zamknęli granice dzień przed naszym wylotem osobiście wstrzymuje się z tego powodu że ostatni transfer zakończył się poronieniem i obawiam się tego, że jeżeli i tym razem miałabym tułać się po szpitalach itd. to byłyby mi ciężko samej no i jednak zagrożenie większe a mój partner ma choroby autoimmunologiczne więc wolałabym z ewentualnego szpitala nie przynieść jakiegoś syfa do domu staramy się o tą ciąże pare lat to miesiąc czy 2 mnie nie zbawi w sumie
-
Cudowna wydajność! Gratuluję! Dużo zdrowia dla Was!
-
Warto naprawdę sprawdzić bo co szpital to inne zwyczaje co mnie osobiście z resztą bardzi zdziwiło I nie krępuj się poprosić o środki przeciwbólowe. W tym szpitalu co ja bylam sami z siebie nie dają ale pielęgniarka (naprawdę przemiła dziewczyna mi się trafiła) poradziła żeby prosić jak coś bo na życzenie podają. Ból był straszny a po kroplowce ze środkami przrciebolowymi i przeciwymiotnymi po chwili nie czułam dosłownie nic. Warto więc o taką możliwość zapytać i poprosić. Cała sytuacja jest jednak nieprzyjemna i niesie ból i fizyczny i psychiczny. Jeżeli możemy sobie czegoś oszczędzić to warto to zrobić.
-
Transferu nie ma co się bać to już sama przyjemność nie boli więc bez obaw no i jak by nie patrzeć to w końcu to do czego dążyłaś tyle czasu w przyszły weekend będziesz w ciąży nie ma co się bać tylko dbać o siebie i mieć nadzieję że będzie ok
-
Ja przeczytałam opinie, że samo łyżeczkowanie najbardziej naraża na ewentualne komplikacje (zrosty, pęknięcie macicy itd.) i chciałam tego uniknąć. Miałam krwawienia wcześniej ale jak okazało się, że zarodek się odkleił i serduszko nie bije to krwawień czy bólu zero więc też kazali poczekać. Czekać nie chciałam bo to był okres święta / sylwester i jakoś tak dziwnie w Nowy Rok z martwym płodem w brzuchu wchodzić byliśmy w 3 szpitalach i w każdym inna procedura. (Jestem z Warszawy, nie wiem jak Ty. Jeżeli też to mogę powiedzieć co w którym). W 1 przyjmują tylko w piątki i zostawiają na weekend podając proszki poronne. W 2 powiedzieli, że co rano można przyjść na czczo, od razu łyżeczkowanie i po godzinie spada się do domu. W 3, który wybraliśmy przyjmują, podają proszki, czeka się noc, rano robią usg i albo znowu proszki albo lyzeczkują resztki jeżeli dasz zgodę. Tak zrobiliśmy. Po proszkach większość poroniłam i nie musieli lyzeczkowac dużo no i rozpulchnione wszysko więc podobno mniejsze ryzyko powikłań. Wiem też, że jest 4 szpital w którym procedura jest taka, że tabletkę poronną dają do domu. Co do uniknięcia szpitala to nie wiem czy to dobry pomysł. Ja cieszę się że byłam w szpitalu mimo wszystko. Po 1 po tabletce naprawdę był ból. Wymiotowałam z bólu dosłownie po kilkunastu minutach od podania. Dali mi kroplówkę i po chwili nie czułam nic więc luksus. W domu bym cierpiała pewnie godzinami. Kolejna sprawa tak naprawdę jeżeli to 1 raz to nie wiesz co ma z Ciebie 'wypaść'. W szpitalu jak znajdziesz coś na wkładce czy zaczniesz krwawić np. W łóżku położna rzuci okiem czy to 'to' i czy wszystko przebiega jak należy. W domu można się przerazić bo to jajo wygląda ekhm dziwnie mimo wszystko. Trzecia rzecz to nawet jak poronisz w domu musisz przecież i tak iść zrobić usg i jeżeli coś zostanie i tak będą lyzeczkowac resztki. Mam tak jak Ty jednego mrozaczka. I jak wrócę z wakacji w marcu będę chciała go transferować. Czyli jeżeli wszysko będzie ok to będzie w drugim cyklu po poronieniu lekarz poszedł do wszysko ze srednim przejęciem. Raczej, że 'po prostu tak bywa'. Też wolałabym coś zmienić, uzupełnić może jakieś badania itd. bo też się boję kolejnej porażki no ale lekarz ma inne podejście boje się ale spróbujemy faktycznie jeszcze raz po prostu z tym co mamy. Jeżeli się nie uda to przy kolejnej procedurze będę chciała zmienić lekarza na kogoś kto będzie miał jakieś pomysły i coś jednak będzie chciał dostosować bardziej pode mnie Bardzo mi przykro, że i Ty przez to przechodzisz bo jednak jest to duży zawód zdąży się człowiek ucieszyć i zaraz z powrotem wszysko się wali ale rzeczywiście trzeba przejść do tego w ten sposób, że coś się udało! Beta ruszyła, zagnieździło się co nieco chociaż! Jest naprawdę duża szansa, że kolejny raz będzie tym szczęśliwym!
-
Teoretycznie różne są teorie i słyszałam, że i po 1-2 tygodniach można. Ale ja też wolałam poczekać i przytulanki dopiero po były
