Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

1 2 3

Zarejestrowani
  • Zawartość

    71
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Hej Wszystkim. Ja już po kolacji. Powracam do wcześniejszego zjadania kolacji. Jak nie wytrzymuję to czasem chapsnę mały jogurcik. Waga, chyba rośnie. Jak to zauważyłam to przestałam się ważyć. Zaczął się u mnie dzień świstaka, czy jakoś tak. Popołudniem i wieczorem napady apetytu na słodkie i przymus wpiep. wafelków. Dosłownie. A że wafelki Mojego to już zaczął ich pilnować. Czyt. wypominać. Zaczęłam w przypływie rozpaczy analizować swoją sytuację. Nie poraz pierwszy, rzecz jasna. Ale ten schemat już mnie dobija. Wafelki w czekoladzie nie 15, a czasem z 15. A potem żal i gniew. I myśl, czy to kompulsja, czy bulimia. Bo chęć zwymiotowania kusi. Normalnie jest nienormalnie. No to myślę dalej. Zaburzenie jest to trzeba popracować nad przyczyną. Na pewno problemy z własną osobą. Trzeba zadbać o siebie. Na pewno stres, a właściwie nieradzenie sobie z nim. No to dalej. Formy na odstresowanie. Chyba powrót do relaksacji Jacobsona. Czytam, że nawet dbanie o kwiaty lepiej pomaga, niż książka. No to ogródek się cieszy. Wysiłek fizyczny. Zero. Śmiech. No kabaret obejrzę i przez telefon przartuję. Przytulanki z psiakiem. Są. Joga. Nie dla mnie. Seks. Zero. Nieciekawie... Wieczorem głosuję, że skoro dieta słabo to trzeba więcej skupić się na ruchu. Nawet sprzątanie coś zmęczy i endorfinkę wywoła. A dobre samopoczucie daje kopa do kolejnych rzeczy. Wafelki odstawione. Młynkuję sezamki. 2 paczuszki to lekko wchodzą. Jem mniej jabłek, aby apetytu nie pobudzać. Ale je uwielbiam. Dużo pracuję przy kompie. No to przynajmniej butelkę wody mam i popijam co godzinkę. Wczoraj po maratonie wzięłam stary nóż i wycinałam mlecze z trawnika i z ogródka. Przynajmniej z grubsza dmuchawce skasowałam i parę brzuszków zrobiłam. Dziś wyrobiłam plan 8 godzin z przerwą na obiad. Obrobiłam się. W trakcie zjadłam: zieloną herbatę, serek wiejski i jabłko, woda, kilka orzeszków, lodzik - kaktus, barszcz biały ze śmietaną i chrzanem na wywarze po białej kiełbasie i kiełbaskę pieczoną oraz dwie kromki chleba. Po pracy wsiadłam na rower, chyba po miesiącu, i przejechałam się polami i wsiami. Kolacja 3 kromki chleba, trochę avokado, rzodkiewki, czerwonej papryki i plaster salami. Herbata czerwona stygnie. Powtarzam sobie, że bez pracy nie ma kołaczy. Muszę działać. Podsumowanie. Wysiłek fizyczny najlepszy taki, który sprawia przyjemność. Dieta bez diety,kadrowo, mniejsze porcje... Ostatnio przeczytałam, że czasem lepsze są białkowe śniadania niż węgle. Zamieniłam więc owsiankę na serek wiejski. Badam, co lepsze dla mnie. Koniec tej epopeji.
  2. Jest takie powiedzenie, że trzeba się wsłuchiwać w organizm, w jego reakcje. U mnie wielkanocne jedzonko było proste, ale było sporo. Ciasto posiadałam z myślą, że to dzień lub dwa. Na kolację zjadłam 3 połówki jajeczka z pieczarkami. Popiłam czerwoną herbatą. Zabójca tłuszczu. A jakże! Wieczorek już miałam świadomość, że dobrze pojadłam. Czytaj: za dużo i zbyt ciężko. I przed snem czytałam w necie, jak się odchudzać i jak ćwiczyć. Ha, ha! A nocą miałam bóle brzucha i wzdęcia. Dziś świętuję, czyli jem mniej. Przed obiadem zrobiłam mini trening. No, dobra namiastkę treningu. Wymachy ramion. Kocie grzbiety. Pół pompki. I 3 razy deskę po 15 sekund. I jakieś wymachy nóg. Bałam się, że nie zrobię deski. Ale było oki. No i chyba najcieplej po nich było. Na koniec przysiady. Może takie mini ćwiczenia nie spalają kalorii, ale coś muszę robić. Od jutra zdalna praca. Spróbuję zrobić ze 3 takie krótkie ćwiczenia. Może jakiś nawyk się wypracuje.
  3. Zdrowych i spokojnych świąt Nam Wszystkim i Całemu Światu.
  4. Witajcie. Jak sobie poczytam o Waszych treningach to mam wrażenie, że jeszcze nie przystąpiłam do odchudzania. Bo dietka nie dietka się posypała. A wysiłek fizyczny w sferze marzeń. Popłynęłam odkąd zakumplowałam się z czekoladą. Poszły 3 gorzkie z nadzieniem i jedna gorzka, albo dwie. No i dokładałam po kilka wafelków w czekoladzie. Czasem po 18 jeszcze na bogato coś podjadałam. Suma summarum zamiast żegnać witać się z 66 to przytuliłam się do 68 kg. Z ćwiczeniami jestem na bakier. Kiedy zaczęłam z miesiąc czy dwa temu robić przysiady, truchtać za psem, pedałować na stacjonarnym rowerze to wysiadło mi kolano. Mała kuracja i przerwa w tych próbach ćwiczenia i kolano ucichło. Ale znowu się odzywa. Tylko w momencie zginania do przysiadu, siadania. Czuję luzik w rzepce i pobolewanie. I nie wiem co najbardziej szkodzi. Spacerki po polach były oki, ale też jakoś słaba jestem. Zdalna praca chyba wychodzi bokiem. Stres i zamartwianie. W głowie układam sobie wiele rzeczy. Marzę. Planuję. Wtedy wszystko jest w zasięgu ręki. A kolejny dzień nie przynosi zmiany, albo jest tak daleko. Dziś policja ruszyła z akcją. Nie pamiętam, z jakiego miasta. Nagrali filmik o służbach w kombinezonach, maskach... Hasło: Nie narzekaj, inni mają gorzej. Więc nie powinnam narzekać. Zdalna praca, ale jak niektóre z nas nie mam obowiązków związanych z dziećmi. Dużo mniej zajęć, zmagań i chaosu, zwłaszcza w kwarantannianym stylu życia. Powinnam fruwać z dietą i ćwiczeniami. A tu taki marazm. I ja za to odpowiadam. Wiem, że za parę tygodni ten czas w domu się skończy. I wtedy okaże się, jak go wykorzystałyśmy. Ja, chyba, niczym się nie pochwalę. Święta robię bardziej, niż minimalistycznie. Na razie jedno ciasto. Może jeszcze coś z jabłkiem upiekę. Na dwie osoby starczy. Chyba tylko barszcz, pieczona biała kiełbasa, pieczona łopatka, sałatka z makaronu i surówki. Wędliny to parę plastrów czegoś i cienka kiełbaska. No i jajka w majonezie. Mniej jedzenia, więcej relaksu. Może zregeneruję się i będzie siła i energia do pracy i do odchudzania.
  5. Dzień dobry, Wszystkim. Witaj, Sirien. Trzymam kciuki za nas Wszystkich. Cele mamy podobne, jeśli nie takie same. Natomiast warunki, możliwości, a zatem drogi nasze będą różne. Każdy musi mieć swoją strategię. Bo czy z dziećmi, czy bez. Z większej wagi, czy z mniejszej. Ze zdrowym podejściem do słodyczy, czy z zaburzonym. Trzeba wykonać swoją robotę. A tu czerpiemy inspiracje i motywacje.
  6. All I Want, gratuluję i smakołyków i treningów. Ania79, witaj w klubie. Zasada nr 1 upadłaś to powstań. Chorobcia, czemu ja nie jestem taka mądra, kiedy otwieram szafkę lub lodówkę i sięgam po czekoladę. Myślę wtedy, co gdzieś przeczytałam, To Ty jesteś odpowiedzialna za to, że otwierasz te drzwiczki i się objadasz. No i . No i nic to nie pomaga. Wybieram czekoladę. Sekundy przyjemności a potem dni wyrzutów sumienia. Gumowy młotek to już za mało na moją głupotę.
  7. Sylwia, może za duże tempo. Ja próbowałam wchodzić ze dwa tygodnie temu i na piętro i kilka razy to już był spory wysiłek.
  8. Aniu, wyrazy współczucia. A Tiltu też słuchałam.
  9. Co do restrykcji to pogrzeb 5-10 osób też nie mieści się w głowie, ale to już fakt. U mnie spacerek zaliczony. Dziś teren urozmaicony, bo po lesie. A w domu też zapasy na dwa, albo 3 tygodnie. W lodówce że 30 jogurcików. Poprzednia dostawa jeszcze stoi, bo jogurty innej firmy i inne w smaku. Ale wszystko się zje, bo nie wolno marnować żywności. Wczoraj na obiad odsmażyłam kartofelki, które na drugi dzień były szare, ale w przyprawach zyskały niezły wygląd i dobry smak. Luksusem jest zapas gorzkiej czekolady z wiśniami. Tylko 50%, ale nie było 70 i 90. Mam też kiwi, orzechy i migdały. A, próbuję chleb żytni że słonecznikiem. Dziś dwie kromki zjadłam z serkiem wiejskim z 3 rzodkiewkami i szczypiorkiem czosnkowym. Obiad warzywa na patelnię, kotlecik z indyka i kiszona kapusta. Po spacerze 2 kosteczki czekolady i zielona herbata. Na kolację chlebek żytni i chyba zjem rybę smażoną w zalewie octowej. Weekend spróbuję spędzić aktywnie w ogrodzie. Może w piątek więcej popracuję przy kompie i sobota będzie dla zdrowia.
  10. Spacerek zaliczony. Były 3 sarny, które musiałam przegonić ciutkę, aby mój pies ich nie zauważył. Czasem w amoku potrafi wyzuć się z obroży. Ominęły mnie szerokim łukiem i zawróciły w to samo miejsce. Podobno spłoszona sarna ze strachu dostaje ataku serca. No i widziałam, chyba, zimorodka na mojej działce. W słońcu miał lazurowy kolorem. Cudo. Myślę ostatnio o krokomierzu, ale już drugi raz nie potrafiłam zainstalować go na komórkę. Chyba następnym razem zmierzę czas przejścia. Chociaż mój pies spowalnia mnie wąchając namiętnie wiele zakątków. Ale choć dla orientacji, czy te pół godziny wyrobię. Może po pandemii z radością wrócę na rower. Wszystko będzie lepiej smakowało.
  11. Hej Dziewczyny. U mnie też podjadanie. Jogurciki. Wafle suche z dżemem z jabłek. Śniadanie zamiast o 9.30 jem po 10, albo jak dziś po 11. Jak zajmę się pracą przy komputerze to zapominam o śniadaniu, albo szkoda mi przerwać. Potem wracam znowu. Przerwa na obiad. Po obiedzie czasem muszę wrócić do komputera. Wczoraj do 18. I już drugi dzień kończę z bólem głowy i niesmakiem w ustach. Kolację jem do 18, ale często coś potem przekąszam. Dobrze, że wprowadziłam sobie dłuższy spacer. Miałam ambicje w weekend nawet 2 czy 3 razy, ale albo wygwizd albo zimno. Muszę działać bo dekagramy wracają. U mnie po zakupy jeździ facet. Teraz raz w tygodniu. Mrożę chleb i co się da. Aby unikał wyjazdów. Kusi mnie bardzo, aby do listy zakupów dopisać ulubione słodycze. Ten czas, który przeżywamy sprawia, że rozmyślam czy wart teraz odmawiać sobie przyjemności. Coś na stres. Coś na doładowanie mózgu, który pracuje na obrotach. Ale chyba zamówię jakieś mini mini, aby nie popłynąć do dna opakowania. Pomyślę o nowych zdrowych produktach, bo coś mi się przejadły ostatnio nawet ulubione.
  12. Hej. Zgadza się. Nie wolno się karać. Nie wolno źle o sobie mówić i myśleć karcąco. Ja tak, niestety, robię. Trzeba jednak nawet po porażce motywować siebie i powracać na dobrą drogę. Póki co, zdalna praca i emocje związane z pandemią, daje łupnia. Muszę pilnować MŻ. Lżej jeść. Słodycze zjedzone w tym tygodniu - reset. Były i ni ma. W domu już ich brak. Miód się kończy. Naturalny odwyk. Od wczoraj spacery 2km. Mało, ale są. Dziś zdalnie pracuję do południa. Wczoraj zawieszało się, dużo było i padłam. Po południu hasło ogród. A właściwie słońce i tlen. Trzeba wykorzystać ten dzień na maksa, bo jutro chłodek. A dziś się zważę i zmierzę. Motywacja musi być lepsza! Dobrego dnia!
  13. Hej Oki. U mnie też była załamka. Wczoraj wieczorem miała być kosteczka gorzkiej czekolady, ale było jeszcze 5 innych nadziewanych. To reakcja na stres. Praca zdalna i problemy z łączem. Ale pomyślałam, że może słodki jeden dzień, jako doładowanie dla mózgu glukozą nie zaszkodzi.
×