Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Florense

Zarejestrowani
  • Zawartość

    141
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

4 Neutral

1 obserwujący

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Florense

    Nienawidzę swojego życia...

    Nie boję się ani cierpienia, bo cierpię sama niewyobrażalnie ani tym bardziej śmierci (gdybym się jej bała, to nie miałabym za sobą świadomych I zaplanowanych, choć jeszcze nieudanych prób samobójczych).
  2. Florense

    Nienawidzę swojego życia...

    Nie jestem wierząca. I słusznie, bo boga/bogów nie ma. Gdyby coś takiego było, to albo ja bym tak nie cierpiała z powodu mojego beznadziejnego życia, albo pozwolili by mi odejść (na tyle prób samobójczych). Nic takiego jednak się nie dzieje, więc wniosek jest prosty.
  3. Florense

    Nienawidzę swojego życia...

    Nie chcę żyć dla kogoś. To chyba największa głupota, którą ludzie robią - żyją dla kogoś. Żyje się dla siebie. Nie obchodzą mnie umierające dzieciaki, zazdroszczę im i chciałabym się z nimi zamienić. Oddałabym wszystko, żeby być na ich miejscu i móc umrzeć za tydzień, pół roku czy chociażby rok. Poza tym... Nie nadawałabym się tam, bo czy one chcą słyszeć, jak bardzo im zazdroszczę i jakimi szczęściarzami są, że umierają, bo życie jest niesprawiedliwe, beznadziejne i głupie? Nie sądzę.
  4. Florense

    Nienawidzę swojego życia...

    Nie sądzę, że "warto". Zresztą... To pewnie zależy od tego, jakie to życie jest. Moje jest beznadziejne.
  5. Florense

    Nienawidzę swojego życia...

    Otoczenie swoją drogą, ale moje życie jest złe. Tu jest cały problem. Nienawidzę swojego życia, nie chcę żyć. Jestem tym wszystkim zmęczona. Mojego życia nie da się zmienić, od razu uprzedzę te durne teksty. Jest beznadziejne I takie pozostanie.Nienawidzę go. MuszęI przede wszystkim chcę się go pozbyć. To tylko kwestia czasu.
  6. Florense

    Nienawidzę swojego życia...

    Przecież nie oczekuję od was niczego. Wiem, że to zależne ode mnie. Ale jestem już zmęczona tymi nieudanymi próbami.
  7. Florense

    Nienawidzę swojego życia...

    Że w końcu mi się uda I ten koszmar się skończy. A jeśli nie tak, to inaczej - wypadek samochodowy, guz mózgu, rak... Cokolwiek. Byle ten koszmar się już skończył.
  8. Nie wiem, czy ktokolwiek wgl mnie zrozumie, wątpię, bo żeby to zrozumieć trzeba samemu to przeżywać... Nie cierpię swojego życia, nienawidzę ludzi wokół mnie i otaczającego mnie świata. Wszystko jest beznadziejne, takie do bólu nieznośne i bolesne właśnie, a na dodatek obrzydliwie niesprawiedliwe. Oddałabym wszystko, żeby zdechnąć. Rozczulają mnie te wszystkie reportaże o umierających ludziach - szczęściarze, nie wiedzą, ile bym dała, żeby być na ich miejscu z tą błogą świadomością, że jeszcze parę miesięcy/lat i wszystko się skończy, cała ta beznadzieja, cierpienie i ból psychiczny tak silny, że czasem odczuwany też fizycznie. Samobójstwo to oczywiście jest wyjście, z tym, że próbowałam już kilka razy i jak widać nic z tego nie wyszło. Ludzie nie chcą umierać, a ja próbuję, próbuję i nic. Co za paskudna ironia...
  9. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Chyba tylko po to, żebym się zajeb... W sumie... Może faktycznie tak byłoby lepiej. Zresztą to pewnie kwestia niedługiego czasu.
  10. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Słaba metoda nauki.
  11. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Zdaję sobie z tego sprawę. Natomiast u mnie to jest chyba za co najmniej trzy osoby... Lekko niesprawiedliwe.
  12. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Nie, nie mam. I nie chcę mieć. Zrobisz sobie te operacje... Chyba nawet nie wiesz, o czym piszesz... Nie czekają mnie trzy-cztery operacje, ale teraz tak z marszu licząc... 10. Min. 10 operacji/zabiegów. Nie licząc oczywiście ewentualnych poprawek albo sytuacji, gdy jedna operacja nie wystarczy, żeby daną rzecz poprawić. Nie wiem, czy mi życia starczy. Nie wiem, jak będę stała finansowo. To, że teraz jest dobrze nie znaczy, że będzie tak całe życie. Po co mi kur... takie życie?! Lepiej zdechnąć wieszając się na byle drzewie.
  13. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    I nie potrzebuję żadnych tekstów w stylu "bardzo ci współczuję" albo "na pewno to tylko w twojej głowie". Także tego nie piszcie, zwłaszcza drugiego tekstu, bo nie wiecie, jak jest. A jest tak, jak piszę. Pierwszego tekstu też nie piszcie, bo mnie dobijecie. Wgl nie musicie niczego pisać, bo jak napisałam w tytule, musiałam to z siebie gdzieś wyrzucić. Możecie napisać np. jak szybko i tanio załatwić sobie tabletki nasenne. Albo cyjanek. Bez jakichkolwiek podejrzeń. Albo cokolwiek, co sprawi, że zdechnę, bo nienawidzę siebie i swojego życia, jestem tym wszystkim zmęczona i mam dość tego cierpienia i bólu psychicznego (a wkrótce nieustannego fizycznego). Codziennie modlę się, żeby te codzienne napady bólu głowy to był tętniak, który niedługo pęknie i mnie uwolni od tego wszystkiego.
  14. Odpowiadając na posty w innym, rozpoczętym przeze mnie temacie, mimowolnie zaczęłam myśleć o czymś, o czym i tak wiem, myślę i co moja podświadomość prawdopodobnie przerabia cały czas… Życie jest niesprawiedliwe. Czeka mnie tyle operacji i zabiegów, że chyba życia mi nie starczy, żeby poprawić to, co natura zawaliła. Pieniądze swoją drogą, na razie nie narzekam, ale to jest jakaś tragedia. WSZYSTKO jest nie tak, zaczynając od moich ust, na palcach u stóp kończąc. Nawet TAM nie jest normalnie nic, tylko czeka mnie wyłożenie 3000 złotych na poprawienie czegoś, co inne kobiety mają normalne i czego nie muszą się wstydzić, a przede wszystkim operować. To jakiś ponury żart. Jakbym po kolei miała wymieniać, jakie operacje i zabiegi mnie czekają, to całej nocy by mi nie starczyło… Nienawidzę szpitali, igieł, krwi i bólu, a to mnie przecież czeka. Głupie zrobienie ust ponoć jest dość nieprzyjemne, na samą myśl się trzęsę, ale muszę to zrobić. Za wszelką cenę. Nienawidzę swojego życia, wolałabym zdechnąć niż całe życie jeździć po klinikach, umawiać się na zabiegi, operacje, konsultacje… W następnym tylko tygodniu mam dwa zabiegi. 2000 złotych, bo jeden jest mały i niedrogi, 200-300 złotych. Następna stacja: min. 3000 złotych na wargi mniejsze. Rezultat? W przeciągu podejrzewam 2-3 miesięcy 5000 złotych. W wieku 21 lat... Tak, jak napisałam, pensja jest u mnie ok i powoli, powoli pewnie zrealizuję wszystkie operacje, choć wiadomo, że wolałabym te pieniądze przeznaczyć na coś innego (pewnie po podliczeniu wszystkiego, co mnie czeka, miałabym niezły dom). Chodzi jednak o sam fakt, że muszę się poprawiać. Mam taki żal do moich rodziców, że w ogóle się urodziłam. Nie cierpię ich za to. Niesamowite, jak przez czyjąś głupotę można cierpieć. Wszyscy deb...e broniący prawa do swobodnej prokreacji powinni zostać powieszeni. Publicznie. Tylko ludzie są gatunkiem, który pozwala mnożyć się jednostkom głupim, brzydkim, beznadziejnym i nieprzydatnym społeczeństwu oraz niepotrafiącym w nim egzystować. A ja jestem tego najlepszym przykładem. Nie chcę żyć, mam już dość, wolałabym zdechnąć. Nienawidzę swojego życia. Nienawidzę tego j… cierpienia i tego codziennego płaczu po spojrzeniu w lustro albo przy myciu się albo nawet przy sikaniu (no k… to jest szczyt, naprawdę – żeby mieć nawet TAMTO do poprawki, to jakiś ponury żart). Wiem, że czasami to siedzi w głowie, ale u mnie są to problemy realne. Nikt nawet nie wyobraża sobie mojego cierpienia. Naprawdę czasem myślę o skończeniu tego wszystkiego i powieszeniu się albo coś, bo to jest ponad siły każdego człowieka… I pewnie tak ta historia kiedyś się skończy. I dobrze. Nienawidzę siebie, swojego życia i ludzi, którzy sprawili mi tyle cierpienia, bo nie usunęli ciąży albo nie zabezpieczyli się, a teraz jedyną osobą ponoszącą tego dotkliwe konsekwencje jestem ja. Chcę zdechnąć, nawet, jeśli oznaczałoby to niewyobrażalny ból, który i tak mnie czeka. Różnica jest taka, że czeka mnie tyle zabiegów i operacji, że ten ból będzie wręcz nieustanny, a w przypadku samobójstwa - jednorazowy.
×