Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Florense

Zarejestrowani
  • Zawartość

    132
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Florense

  1. Odpowiadając na posty w innym, rozpoczętym przeze mnie temacie, mimowolnie zaczęłam myśleć o czymś, o czym i tak wiem, myślę i co moja podświadomość prawdopodobnie przerabia cały czas… Życie jest niesprawiedliwe. Czeka mnie tyle operacji i zabiegów, że chyba życia mi nie starczy, żeby poprawić to, co natura zawaliła. Pieniądze swoją drogą, na razie nie narzekam, ale to jest jakaś tragedia. WSZYSTKO jest nie tak, zaczynając od moich ust, na palcach u stóp kończąc. Nawet TAM nie jest normalnie nic, tylko czeka mnie wyłożenie 3000 złotych na poprawienie czegoś, co inne kobiety mają normalne i czego nie muszą się wstydzić, a przede wszystkim operować. To jakiś ponury żart. Jakbym po kolei miała wymieniać, jakie operacje i zabiegi mnie czekają, to całej nocy by mi nie starczyło… Nienawidzę szpitali, igieł, krwi i bólu, a to mnie przecież czeka. Głupie zrobienie ust ponoć jest dość nieprzyjemne, na samą myśl się trzęsę, ale muszę to zrobić. Za wszelką cenę. Nienawidzę swojego życia, wolałabym zdechnąć niż całe życie jeździć po klinikach, umawiać się na zabiegi, operacje, konsultacje… W następnym tylko tygodniu mam dwa zabiegi. 2000 złotych, bo jeden jest mały i niedrogi, 200-300 złotych. Następna stacja: min. 3000 złotych na wargi mniejsze. Rezultat? W przeciągu podejrzewam 2-3 miesięcy 5000 złotych. W wieku 21 lat... Tak, jak napisałam, pensja jest u mnie ok i powoli, powoli pewnie zrealizuję wszystkie operacje, choć wiadomo, że wolałabym te pieniądze przeznaczyć na coś innego (pewnie po podliczeniu wszystkiego, co mnie czeka, miałabym niezły dom). Chodzi jednak o sam fakt, że muszę się poprawiać. Mam taki żal do moich rodziców, że w ogóle się urodziłam. Nie cierpię ich za to. Niesamowite, jak przez czyjąś głupotę można cierpieć. Wszyscy deb...e broniący prawa do swobodnej prokreacji powinni zostać powieszeni. Publicznie. Tylko ludzie są gatunkiem, który pozwala mnożyć się jednostkom głupim, brzydkim, beznadziejnym i nieprzydatnym społeczeństwu oraz niepotrafiącym w nim egzystować. A ja jestem tego najlepszym przykładem. Nie chcę żyć, mam już dość, wolałabym zdechnąć. Nienawidzę swojego życia. Nienawidzę tego j… cierpienia i tego codziennego płaczu po spojrzeniu w lustro albo przy myciu się albo nawet przy sikaniu (no k… to jest szczyt, naprawdę – żeby mieć nawet TAMTO do poprawki, to jakiś ponury żart). Wiem, że czasami to siedzi w głowie, ale u mnie są to problemy realne. Nikt nawet nie wyobraża sobie mojego cierpienia. Naprawdę czasem myślę o skończeniu tego wszystkiego i powieszeniu się albo coś, bo to jest ponad siły każdego człowieka… I pewnie tak ta historia kiedyś się skończy. I dobrze. Nienawidzę siebie, swojego życia i ludzi, którzy sprawili mi tyle cierpienia, bo nie usunęli ciąży albo nie zabezpieczyli się, a teraz jedyną osobą ponoszącą tego dotkliwe konsekwencje jestem ja. Chcę zdechnąć, nawet, jeśli oznaczałoby to niewyobrażalny ból, który i tak mnie czeka. Różnica jest taka, że czeka mnie tyle zabiegów i operacji, że ten ból będzie wręcz nieustanny, a w przypadku samobójstwa - jednorazowy.
  2. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Chyba tylko po to, żebym się zajeb... W sumie... Może faktycznie tak byłoby lepiej. Zresztą to pewnie kwestia niedługiego czasu.
  3. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Słaba metoda nauki.
  4. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Zdaję sobie z tego sprawę. Natomiast u mnie to jest chyba za co najmniej trzy osoby... Lekko niesprawiedliwe.
  5. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    Nie, nie mam. I nie chcę mieć. Zrobisz sobie te operacje... Chyba nawet nie wiesz, o czym piszesz... Nie czekają mnie trzy-cztery operacje, ale teraz tak z marszu licząc... 10. Min. 10 operacji/zabiegów. Nie licząc oczywiście ewentualnych poprawek albo sytuacji, gdy jedna operacja nie wystarczy, żeby daną rzecz poprawić. Nie wiem, czy mi życia starczy. Nie wiem, jak będę stała finansowo. To, że teraz jest dobrze nie znaczy, że będzie tak całe życie. Po co mi kur... takie życie?! Lepiej zdechnąć wieszając się na byle drzewie.
  6. Florense

    Muszę to z siebie wyrzucić...

    I nie potrzebuję żadnych tekstów w stylu "bardzo ci współczuję" albo "na pewno to tylko w twojej głowie". Także tego nie piszcie, zwłaszcza drugiego tekstu, bo nie wiecie, jak jest. A jest tak, jak piszę. Pierwszego tekstu też nie piszcie, bo mnie dobijecie. Wgl nie musicie niczego pisać, bo jak napisałam w tytule, musiałam to z siebie gdzieś wyrzucić. Możecie napisać np. jak szybko i tanio załatwić sobie tabletki nasenne. Albo cyjanek. Bez jakichkolwiek podejrzeń. Albo cokolwiek, co sprawi, że zdechnę, bo nienawidzę siebie i swojego życia, jestem tym wszystkim zmęczona i mam dość tego cierpienia i bólu psychicznego (a wkrótce nieustannego fizycznego). Codziennie modlę się, żeby te codzienne napady bólu głowy to był tętniak, który niedługo pęknie i mnie uwolni od tego wszystkiego.
  7. Florense

    Masaż

    Ostatnio mam okropnie spięte mięśnie i zastanawiam się nad jakimś gabinetem masażu czy coś. Korzystał ktoś z takiego czegoś? Faktycznie pomaga na naprawdę spięte, zbite i bolące mięśnie? Ile kosztuje taka usługa?
  8. Florense

    Masaż

    A efekt jest długotrwały? I czy mocno boli?
  9. Mam niestety ogromny nos I dość małe usta. Na dodatek mam długi, ale płaski łuk kupidyna. Chcę powiększyć sobie usta kwasem, ale w sumie nie jestem pewna, czy duże usta nie będą jeszcze bardziej podkreślać tego mojego nosa (swoją drogą I tak planuję jego korektę w niedługim czasie). Jasne, że pójdę w tym celu do osoby przeprowadzającej zabieg, żeby mi doradziła/odradziła, ale zastanawiam się, co Wy o tym sądzicie. Nijak nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie to wyglądało (zresztą efekt może być różny w zależności od ilości kwasu).
  10. Postaram się krótko I zwięźle: studiuję w innym mieście, ale z powodu pandemii wróciłam do rodzinnego miejsca. Na jednym podwórku są dwa domy: jeden mój/nasz, drugi mojej 86-letniej babci. Ogólnie z babcią żyje się baaardzo ciężko, bo jest złośliwa, wścibska I na dodatek głucha jak pień, co utrudnia znacznie codzienną komunikację, a do laryngologa oczywiście nie pójdzie. Mój ojciec (właściciel domu) mieszka w innej miejscowości (20-30km od naszej) ze swoją żoną. Stara się przyjeżdżać raz na dwa dni, ale nie rozmawia ze swoją matką, jedynie jej robi zakupy od czasu do czasu. Mimo charakteru babki starałam się przychodzić do niej codziennie na herbatę, żeby miała z kim pogadać, wyżalić się I żeby nie była sama. Wiele razy zalazła mi za skórę wieloma rzeczami, ale dzisiaj czara goryczy się przelała. Z jakiś tydzień temu wszyscy (ja, ojciec, jego żona, babka) zaczęliśmy rozmawiać. Babka zaczęła się żalić, że jej drugi syn, a mój stryj, wgl się nią nie interesuje. Ojciec coś tam powiedział na to w stylu, że to niesprawiedliwe, że wszystko jest na naszych barkach, a tamta strona nie jest zainteresowana kompletnie I nie poczuwa się do obowiązku, który przecież mają taki sam, jak my. Ja dodałam, że jak przyjedzie syn stryja samochodem to nie powie mu, żeby zawiózł ją do sklepu, tylko ja muszę jej jeździć rowerem/chodzić I dźwigać ziemniaki, cukier itd. (bo czasem mój ojciec nie przyjeżdża nawet tydzień). Była lekka awantura z tego powodu, nie będę już pisać o szczegółach. Dzisiaj siedziała z żoną ojca, ja wyszłam po coś na podwórko, a babka do niej "o TO to pyskate jest". Z dalszej rozmowy wywnioskowałam, że chodzi o mnie, więc podeszłam I powiedziałam, że jak ma jakiś problem ze mną, to niech mi powie wprost I że ja nie jestem TO tylko mam imię. Ojciec później mi mówi, że niepotrzebnie, że to starszy człowiek, że należy jej się szacunek. No ok... Ale mnie szacunek się nie należy?! Zresztą... Ja jestem zwolenniczką mówienia wprost, co leży mi na sercu I grania w otwarte karty, a nie trzymania tego w sobie czy obgadywania za plecami, bo to problemów nie rozwiąże. Ponadto, ojciec może sobie tak mówić, bo jego tu prawie nie ma I nie wie, jak bardzo babka potrafi być przykra I uciążliwa. Sam miał I nadal ma z nią konflikt właśnie przez jej charakter I nawet się nie zapyta, co u niej, jak się czuje, nie porozmawia z nią, jedynie czasem zrobi jej zakupy czy zawiezie do sklepu. Mam już tego serdecznie dość, a że nie lubię tłumić emocji I jestem człowiekiem nie lubiącym tracić nerwów, to po prostu skończą się te pogaduszki, te wizyty, to jeżdżenie po każdą jej zachciankę do sklepu, bo I tak tego nie docenia. Na dodatek już wiele, wiele, wiele razy napsuła mi krwi I to tolerowałam, ale naprawdę dość. Może robię źle, ale jestem nabuzowana jak butelka coli, bo nie znoszę takiej dwulicowości. Wiem, że starość ma swoje prawa, ale miejmy granice!
  11. Mam niestety ogromny nos I dość małe usta. Na dodatek mam długi, ale płaski łuk kupidyna. Chcę powiększyć sobie usta kwasem, ale w sumie nie jestem pewna, czy duże usta nie będą jeszcze bardziej podkreślać tego mojego nosa (swoją drogą I tak planuję jego korektę w niedługim czasie). Jasne, że pójdę w tym celu do osoby przeprowadzającej zabieg, żeby mi doradziła/odradziła, ale zastanawiam się, co Wy o tym sądzicie. Nijak nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie to wyglądało (zresztą efekt może być różny w zależności od ilości kwasu).
  12. Dzięki za fajną, merytoryczną odpowiedź jestem umówiona na konsultację 07.08 z możliwością wykonania zabiegu, więc na pewno porozmawiam o tym z Panią doktor, ale po Twojej odpowiedzi jestem pozytywniej nastawiona, bo przedtem było to na zasadzie "jeju, i tak pewnie mi odradzi".
  13. Z racji tego, że mam niezgrabne, grube nogi (w szczególności łydki - wolałabym ich nie mieć, naprawdę - chyba lepiej jeździć na wózku niż mieć tak obrzydliwe nogi) nienawidzę lata I staram się je zakrywać jak mogę. Niestety, popularne sieciówki nie mają zbyt dużego wyboru, jeśli chodzi o długie spódnice albo ...enki. Ostatnio kupiłam sobie dość ładną wg mnie ...enkę - kremowa w czarne, drobne kwiaty, z zabudowanym przodem, ale z odsłoniętymi plecami. Jako że dzisiaj jest mega gorąco, musiałam ją założyć, bo w spodniach bym nie wytrzymała. Do tego założyłam beżowe czółenka na średnim obcasie. Wszystko było ok, czułam się dobrze, dopóki pewna młoda para (najprawdopodobniej byli w moim wieku +/- 20-23 lata) nie zaczęła się ze mnie śmiać. TAK, ŚMIAĆ. "To nie wieś". Do tej pory myślałam, że nie przejmuję się tym, co inni o mnie myślą, ale zrobiło mi się mega przykro. Nawet teraz, gdy to piszę, łzy same napływają mi do oczu. Nie będę odsłaniała nóg, bo wstydzę się ich, a spodnie to słaby pomysł, gdy jest 30 stopni. Tej ...enki też już nigdy nie założę, a tania nie była... Nie wiem, jak się mam ubierać w takie upały, żeby czuć się komfortowo. Nie mogę przecież w lecie zamykać się w domu. Jeśli już nawet w sieciówkach jest cokolwiek letniego I długiego, to właśnie są wzory "babcine". Nie wiem naprawdę skąd pomysł, że w lecie wszyscy mają chodzić krótko... Niektórzy, jak ja, nie mogą eksponować nóg, a nie chcą wyglądać jak stare babcie...
  14. Minęło dokładnie 12 dni i 31 minut, kiedy definitywnie rozstałam się z chłopakiem. Dlaczego - o tym już pisałam. Okropnie żałuję, bo może jakoś, powoli by się zmienił... W każdym bądź razie nie mam pojęcia, jak o nim zapomnieć. Jest ok, gdy jestem w pracy czy gdy robię coś bardzo ważnego - wtedy zazwyczaj skupiam się na danych rzeczach. Zazwyczaj, bo czasem przeleci myśl przez głowę dotycząca jego, np. danej rzeczy, którą razem robiliśmy/lubiliśmy albo ot, tak, po prostu, naszej rozmowy, pozoru nieważnej i takiej codziennej. Albo np przypominam sobie jakąś sytuację, albo miejsce... Nawet takie zwyczajne, o których wgl człowiek nie myśli w ich trakcie. Prawdziwy horror zaczyna się jednak wieczorami, gdy mam już wolne. Jak na złość, w TV lecą same filmy, które kiedyś oglądaliśmy razem albo on mi o nich opowiadał. Z racji tego, że łączył nas gust muzyczny, to nie jestem nawet teraz w stanie słuchać muzyki bez ryczenia. Nigdy tego wcześniej nie przechodziłam tak naprawdę i nie mogę sobie z tym poradzić. Ciągle żyję nadzieją, że on się jeszcze odezwie i że się zmieni, że w końcu będziemy mogli być na spokojnie razem...
  15. Ogólnie rzecz biorąc mam zdecydowanie nocny tryb życia, zazwyczaj kładłam się ok. 23, max 00:00, ale ostatnio to już przesada. Najwcześniej kładę się spać ok. 00:30-1:00, bywa I 2:00, a później mam problemy ze wstaniem. Skoro mam problemy ze wstaniem, to zaczynam pracę później (mam elastyczne godziny pracy), zaczynam później, to później kończę. Później kończę, później ogarniam sprawy prywatne I w ten oto sposób kładę się o takich godzinach. Jeszcze jak miałam dni wolne, to w sumie obojętne to było, ale teraz to tragedia. Na dodatek przez to, że mam taki dziwny tryb życia jestem cały czas jak balon bez powietrza, bez życia totalnie. Dodam jeszcze, że zawsze kochałam spać, ale teraz to przesada. Jeśli nie nastawię budzika, to potrafię spać po 12-13 godzin, a po wstaniu boli mnie głowa I czuję się jak żywy trup.
  16. Czym się różni popęd seksualny od libido? Mam libido, mam potrzeby erotyczne, uwielbiam te zabawy, kocham mieć orgazm. Więc to chyba zalicza się do popędu. A że nie jest skierowany do facetów (I kobiet), to niczego nie zmienia I nie neguje. Zawsze uważałam, że popęd seksualny to potrzeba jakiś doświadczeń seksualnych (czy poprzez seks, czy poprzez masturbację), więc wg mojej definicji faktycznie go mam. Żeby być spelniona w tej sferze nie potrzebuję faceta z jego żałosną rurką, naprawdę można sobie radzić samej. Przynajmniej nie jest się zawiedzoną, że bąbelek nie jest w formie xd I nie trzeba się ponizac, sprawiając bezmózgowi przyjemność, bo na nią nie zasługuje.
  17. Tak, tak. Wy, mężczyźni jesteście cudowni tylko dlatego, że jesteście mężczyznami I macie tego żałosnego bąbla w spodniach. Poprawka: byłam na tyle głupia I brzydka, że nie potrafiłam sobie znaleźć bezmózga. A... I gruba. Coś jeszcze byś dodał? Przecież widać doskonale mnie znasz, że wiesz, że to wcale nie był mój wybór I nie est to spowodowane tym, że zwyczajnie z żadnym facetem być nie chcę.
  18. Napiszesz coś więcej o mnie? Lubię, gdy ludzie kompletnie mnie nie znający wypowiadają się dlaczego, po co, jak Trafiłam na nieodpowiednich piszesz.... No dobrze, to ilu ich było I który z nich najgorszy? Powinnaś to wiedzieć, skoro wiesz, że wgl jakiegokolwiek bezmózgiego twora miałam.
  19. Misia, jeśli Ty nie możesz się skupić na pracy, bo myślisz o seksie, to współczuję. Ja nie narzekam I wyzwalania napięcia seksualnego mi nie brakuje, właśnie dzięki zabawkom erotycznym. Żaden obleśny facet nie jest mi potrzebny do przeżycia nieziemskiego orgazmu I posiadania udanego życia w tej sferze. A w pracy myślę o pracy, bo mam na sobie za dużą odpowiedzialność, żeby myśleć o niebieskich migdałach... albo o tych śmiesznych bąblach, które mnie osobiście do szczęścia I spełnienia nie są potrzebne. Jeśli Tobie tak - ok.
  20. O tego żałosnego bąbla? No weź... W tych czasach rynek sex-gadżetów jest tak bogaty I różnorodny, że naprawdę można znaleźć fajne zabawki, które nie tylko zastąpią te bezmózgie twory ze śmiesznym bąblem w spodniach, ale będą od nich wydajniejsze I lepsze
  21. Tak, wiem, bo każdy kto ma swoje zdanie odmienne od innych jest w najlepszym przypadku niegrzeczny, a w najbardziej hardcorowej wersji zasługuje na spalenie na stosie.
  22. Stwierdzam tylko fakty. Niedługo stwierdzenie, że cukier jest biały będzie hejtem. Masakra.
  23. To zależy od priorytetów, jakie każdy ma w swoim życiu. Dla mnie związki nigdy nie były ważne, bo niby z kim? Głupimi, żałosnymi facetami, myślącymi bąblem zamiast głową? Na co to komu? Zawsze stawiałam na siebie I nie lubiłam się ograniczać. Ale jeśli ktoś żyje w inny sposób niż ja - ok, jeśli jest z tym szczęśliwy. No ja np nie mogę zrozumieć, jak te dziewczyny/kobiety mogą kleić się do bezmózgich tworów, nie wartych nawet spojrzenia, nie mówiąc już o zaufaniu im czy tworzenia z nimi głębszej relacji. To takie... poniżające. Ale jeśli jest im z tym ok, to super, nie zamierzam nikogo nawracać, bo nie mam w tym interesu. Widać ciągnie swój do swego, one są warte tyle samo, co ci ubóstwiani przez nich "cudowni" mężczyźni, a więc kompletnie nic. Nie jest to jednak mój problem, choć dziwi mnie taki stan rzeczy. Nie rozumiem dlaczego większość ludzi myśli dołem. Facet to facet, ale baba?! I jeszcze sama z własnej woli poniża się, śliniąc się do tego czegoś I jego śmiesznego bąbla. No koniec świata. Nigdy tego nie pojmę. Widać to nie na moją głowę...
  24. Można, ale to zawsze jest ograniczenie. Nigdy nie znajdziesz kompromisu zadowalającego obie strony w 100% - przecież taka jest jego istota. Zgorzkniała pewnie już jestem, choć nieświadomie. Zapewne otoczenie tak mnie odbiera, ale jakoś mam to gdzieś. Przecież żyję dla siebie I wg moich zasad. Nie zniosłabym, gdyby ktoś urządzał mi zycie. Bądź co bądź jestem już dorosła (choć niektórzy uważają, że 21 to jeszcze dzieciak, pewnie zależy od osoby), a nikt za mnie życia nie przeżyje. Gorzej, że każdy próbuje mnie nawracać. Bo to przeciez takie nienormalne uważać facetów za obrzydliwych I zalosnych i nie być nimi zainteresowaną. Co za ograniczeni, biedni ludzie... I te pustaki sliniace się na widok każdego faceta... Okropne.
  25. Oczywiście. Do końca życia (a jeszcze trochę przed sobą mam) będzie mnie to dziwić - można robić tyle fajnych rzeczy: rozwijać się, podróżować, zgłębiać jakieś ciekawe kwestie, a niektóre całe swoje życie spędzają na uganianiu się za bąblem I klejeniu się do bezmózgów bez jakiejkolwiek wartości. Widać prawdą jest, że ciągnie swój do swego.
×