-
Zawartość
3261 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Reputacja
896 ExcellentOstatnio na profilu byli
14057 wyświetleń profilu
-
O nie, dopadł mnie pierwszy poważny kryzys, pieczywo do mnie mówi, słodycze wręcz krzyczą...fakt mam właśnie @ i to pewnie dlatego, ale jest mega ciężko, masakra. No i przez kobiece dni odlożyłam też ważenie się. Jeśli dziś nie zwariuję, zważe się w sobotę.
-
A teraz z kategorii anegdoty...tydzień temu mama powiedziała mi że mam brzuch jak w piątym miesiącu ciąży a dziś że schudłam, bo schudły mi nogi
-
Trzymam się mimo pewnych sporadycznych wpadek. Raz zjadłam 2 racuchy z jabłkiem, gdzieś tam wpadł gryzek sernika kajmakowego, a dziś herbata z miodem zrobiona od serca przez męża ....Wiecej grzechów nie pamiętam ... Nie jest tak ciężko jak myślałam...dużo jest w głowie, może być ona sojusznikiem bądź przeciwnikiem, trzeba się z nią ułożyć....
-
Jest całkiem nieźle. Po tygodniu diety mam 1,2 kg na minusie. I idę po więcej.
-
Sezon grillowy się zaczął i wpadło trochę więcej jedzenia. Dziś też chciało mi się pierwszy raz odkąd jestem na diecie niskoweglowodanowej czegoś slodkiego, nie poległam, skończyło się jedynie na kilku kostkach gorzkiej czekolady i chyba narazie zaspokoilam tym zachcianki.Wczoraj byłam na rowerze a dziś na kijkach. Narazie nie jest jakoś ciężko więc jestem nawet z siebie zadowolona i z optymizmem wchodzę w kolejny tydzień.
-
O dziwo narazie nie ciągnie mnie do słodyczy. Czyli tak jak sądzilam, przez węglowodany miałam zachcianki na słodycze. Od 3 dni jem ok. 15% węglowodanów, reszta to białko i tłuszcze. I narazie to działa. Dla mnie to jakiś kosmos, 3 dni bez słodyczy...serio. Odkąd mam problemy z tarczyca, to słodycze mnie zniewoliły. Nawet siofor nie pomógł. Więc cieszą mnie nawet te 3 dni.
-
Drugi dzień diety niskowęglowodanowej za mną. I zarazem drugi dzień bez słodyczy. I na tym się narazie tylko skupiam. Myślę że przekraczam jeszcze limit kalorii bo ich nie liczę i szczerze narazie nie będę. Postaram się nad tym potem zapanować. Odwyk od słodyczy to podstawa i dla mnie cel nr jeden.
-
Cześć. po raz kolejny wracam tutaj....niczym marnotrawna córka.... Przytyłam i ważę teraz tyle, co w ostatniej ciąży. U endokrynologa już dawno nie byłam a insulina skacze. Wstyd mi nawet iść do niego, bo zaprzepaścilam wszystko!!!!!!! Wciąż jem słodycze. Dziś doszłam już do ściany.... Powiedziałam koniec, niszczę siebie z całą premedytacją. I to nie chodzi nawet o wygląd..no może trochę tak ale najbardziej jednak o zdrowie....bo czy zdrowe jest jedzenie słodyczy codziennie??? Zresztą tluszcz trzewny na brzuchu i zadyszka mnie wkurzają...Więc jestem tu.....ze swoimi słabościami i niedoskonałościami, z wyrzutami i żalem...z poczuciem porażki i probą odzyskania zdrowia...Jestem tu, od dziś na diecie niskowęglowodanowej. A główny moj cel, to przestać żreć te nieszczęsne słodycze.
-
Źle. Przez Święta odpuściłam z pełną premedytacją i przytyłam 2,4 kg.... W głowie było przecież schudne od nowego roku w myśl zasady nowy rok nowa ja ...a tu zaczęły się schody. Od początku roku nie mogę wyjść z przeziębienia (grypy?). Wczoraj zrobiłam sobie testy na covid, grypę A B rsv i nic nie wyszło. Ale byłam u lekarza i dał mi lekki antybiotyk więc może w końcu wrócę do zdrowia. Czuję że przez folgowanie sobie podczas świat i chorobę znowu fiksuje mi tarczyca. Więc zacznę teraz od szczegółowych badań i umowie wizytę do Endo. Na pewno nie będzie łatwo schudnąć, ale muszę bo znowu czuje się źle we własnej skórze.
-
Skąd ja to znam....ehhh.... Z jedzeniem teraz u mnie jest tak sobie, zrobiło się jesienne i cześciej sięgam po cukierka, wafelka pieczywo....i ruch tylko z doskoku. Waga jak po powrocie ze szkolenia...przynajmniej nie rośnie, ale nie będę oszukiwać jestem sobą rozczarowana.
-
Odpowiednik kafe. Pisaliśmy tam, gdy tu namiętnie usuwano wątki.
-
Sporo, a to dlatego że trolle usuwały. Zakladałyśmy nowe, po czym stare usunięte wracały po kilku tygodniach. W końcu pisaliśmy na tych założonych, nawet pod innymi nazwami. Dlatego teraz już nie ma zbyt dużej aktywności na kafeterii. Chyba ostatnio był nowy topik o odchudzaniu i też spadł...ręce opadają
-
Hej, tydzień temu byłam na wyjazdowym 4- dniowym szkoleniu i przywaliłam 0,9 kg, mimo że nie objadałam się hakoś szczególnie i codziennie chodziłam po zajęciach po plaży 5-6 km. Od razu po powrocie wzięłam się za zrzucenie tego...no i na dzień dzisiejszy zeszło 0,6 kg. A mówią że nie można przytyć w 4 dni....taaa akurat, to ja jestem jak zwykle dziwnym niewyjaśnionym przypadkiem...Niemniej walczę dalej bo chciałabym zrzucić jeszcze z 6 -7 kg, choć i jak zejdzie do końca roku ze 3 kg to będzie git. Nie spieszę się ale chcę po prostu iść w dół.
-
W tym tygodniu na wadze bez zmian. Niestety ale z mojej winy bo wpadały codziennie słodycze lub słone przekąski...a najgorsze że znowu wróciłam do wieczornego podjadania. Powinnam to ukrócić bo zaraz zamiast zastoju będzie wzrost na wadze. A może chociaż u Was lepiej?
