Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

X.Y.Z.

Zarejestrowani
  • Zawartość

    716
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

47 Excellent

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Trafiłem na brzydką, ale bardzo mądrą i dobrą dziewczynę, wspniałą przyjaciółkę, pomocną, uczynną, zainteresowaną, altruistyczną, uprzejmą, dowcipną, dobrze wychowaną, mądrą, wyważoną i mógłbym jeszcze długo wymieniać. Ale nie pociąga mnie. Nie mam ochoty ani się z nią całować, ani jej dotykać, ani uprawiać z nią seksu. Szukam kandydatki na dziewczynę, a nie przyjaciółkę. Jednak każda, która mi się choć trochę podoba z wyglądu, okazuje się z charakteru nie dorastać mojej przyjaciółce do pięt z charakteru. Egoistki to odrzucam w przedbiegach, ale często dziewczyny nie mają ciekawych zainteresować, myślą stereotypami, nudzę się z nimi. Czy jest szansa znaleźć dziewczynę zarówno choć trochę atrakcyjną z wyglądu i dobrym i bogatym wnętrzem, czy to niemożliwe?
  2. No to tak wlasnie chce zrobic. Tylko na razie te najmniejsze cele, najmniejsze kroczki są na granicy moich mozliwosci
  3. Sprzątać nie widzę sensu, bo i tak nikt mnie nigdy nie odwiedza, a szukać pracy nie widzę sensu, bo nie wierzę, że sobie poradzę w pracy. Ale osiągnięciem może być wygrana z samym sobą i zmuszenie się do sprzątania, albo do wysyłania cv. Nie zastanawiając się czy pracę dostanę i czy sobie w niej poradzę
  4. Mam tu na myśli działania takie jak sprzątanie, szukanie pracy
  5. Tak mnie przytłaczają wszelkie długoterminowe cele, a jedyne do czego jestem w stanie się jakoś zmusić, to żeby wykonywać w danej chwili jakąś czynność, żeby udowodnić sobie sameu, że dam radę. Bo, że dam radę osiągnąć jakiś większy i dłuższy cel nie wierzęi widząc bezsens działania nie mogę się do żadnego działania zmusić.
  6. Jest to z resztą chyba po prostu tzw. metoda małych kroków I zarazem jest to też metoda stosowana na terapiach uzależnień. Osoba uzależnia ma sobie nie stawiać celu, że już nigdy do końca życia nie wróci do nałogu, bo taki cel by ją tylko przytłoczył i nie znalazłaby w sobie siły. Osoba uzależniona każdego dnia ma za zadanie stawiać sobie tylko o wiele mniejszy i bardziej realny cel, żeby danego dnia nie wracała do nałogu. I tak każdego dnia
  7. A dodatkowo, niejako bonusową nagrodą, może po jakimś czasie być też jednak jakiś efekt moich działań
  8. Problem w tym, że ja absolutnie nie wierzę w osiągnięcie jakiegokolwiek celu. Więc dopóki skupiam się na celu, to absolutnie nie mogę się zmobilizować do jakiegokolwiek działania. Ale wymyśliłem, że jeśli postawię sobie za cel samo zmuszenie się do działania, starając się w ogóle nie myśleć czy cokolwiek mi się uda osiągnąć, to może mi to umożliwić działanie. Bo nagrodą za wysiłek nie będzie jakiś bardzo odległy i bardzo mało prawdopodobny cel, ale nagrodą będzie samo to, że udało mi się zmusić do działania. I każdego dnia, kiedy tylko zmuszę się do działania, to będzie ta nagroda-satysfakcja, że udało mi się zmusić i jednak cokolwiek robić
  9. Rozumiem, że tak. No cóż. Zazdroszczę, że wasze marzenia się spełniają
  10. Serio wszyscy poza mną działają wierząc i mając nadzieję na osiągnięcie cełów?
  11. Miejąc wiarę w sukces, lub choćby nadzieję, każda porażka prowadzi do takiego ciosu, poddania się i załamania i demotywacji, że potem muszę się zbierać z ziemi
  12. Z resztą zawsze kiedy tak robilem, to wychodzilo mi najlepiej. Np zdając egzaminy. Wtedy bez paraliżującego stresu, który powoduje, że wszystko się wali. A w razie jak się nie uda, to też dobrze, bo bez rozczarowania
  13. No tak po prostu, skupić na samym dzialaniu, krok po kroku. Najpierw lewa noga, potem prawa, potem znow lewa itd
×