Hej. Nigdy bym nie pomyślał, że opiszę swój problem na tego typu forum, ale już po prostu nie mogę tego dalej dusić w sobie. Wielu pomyśli sobie, że się żalę, ale ja już naprawdę nie mam żadnej osoby żeby się z tym podzielić+jest to wstydliwy dla mnie temat i mógłbym zostać wyśmiany. Tak bardzo pokrótce mam 27 lat i jestem informatykiem w zagranicznej korporacji. Lubię swoją pracę i zamierzam się dalej rozwijać w tym kierunku, z charakteru jestem miły, empatyczny i nie potrafię obojętnie przejść obok czyjejś krzywdy. Gdy miałem 7 lat miałem wypadek, który do tej pory bardzo ciąży mi na pamięci. Nie będę wchodził w szczegóły, bo długo by opowiadać, ale przez ten incydent zostałem impotentem. I to w 100% impotentem. W wieku 13 lat już zauważyłem, że ze mną coś nie tak. Że po prostu nie reaguje na określone ,,bodźce". W wieku 18 lat poszedłem do specjalisty, który uświadomił mi, że jestem impotenem, ponieważ ten wypadek miał na to wpływ. Po tym kompletnie się załamałem, unikałem wszelkiego kontaktu z dziewczynami i mam tak do teraz. Bardzo mnie to boli.... Widzę moich znajomych, którzy tworzą szczęśliwe związki a ja nadal sam jak przysłowiowy palec. Nie potrafię się przełamać i po prostu podejść do jakiejś kobiety, zagadać i pociągnąć rozmowę do przodu. Jak mogę to zrobić skoro jestem impotentem i wiem, że nie zadowole żadnej kobiety? Męczę się z tym tyle lat i jest coraz gorzej, przecież żadna ze mną nie zechce być jak się o tym dowie. Cały czas próbuję pogodzić się z tym, że będę samotny do końca życia i po prostu nikogo nie znajdę, ale jest to cholernie ciężkie... Jak się z tym pogodzić? Jak zaakceptować, że nigdy nie stworzę rodziny? Co ja mam zrobić? Jestem na skraju załamania nerwowego.