fofaxi915
Zarejestrowani-
Zawartość
16 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez fofaxi915
-
Wg mnie ona miała 2-3 online terapie z Tatianą. Akurat znam kogoś, kto się u Tatiany konsultował i zalecenia były dość podobne. Co mam na myśli? Te rolki demonstrujące jej niezalezność itp. To miało miejsce po konsultacjach z Tatianą. Ona daje powiedzmy a la narzędzia na psychoterapii i pacjent radzi sobie sam. Jeśli ma jakąkolwiek terapie w Łodzi, to uważam, że jest mało skuteczna.
-
Dokładnie. Zresztą w Europie Wschodniej niestety nadal panuje przekonanie, że alkoholik to taki spod monopolowego. A to nieprawda. Kobiety dużo latwiej się uzalezniają, dlatego alkohol nie powinien być dla nikogo zagłuszaczem uczuć, smutku itp. Ja mieszkam daleko od Polski i jest u mnie spoleczne przyzwolenie na picie. Niestety wg mnie, większość się do picia nie nadaje.
-
Dajcie spokój z tym alkoholem. Nie od dziś wiadomo, że ona ma wyraźny problem z %. Pokazała się nam już na wizji kilka razy pod wpływem i do dziś sobie nie radzi z piciem. Zapija pustkę. Ale zaraz koleżanka W nas oświeci, że każdy pije, od zalania dziejów, nawet Jezus, więc się czepiamy
-
Ona świeżo po rozwodzie to nie jest. Rok ponad od rozstania. Przypomne z przemocowcem, co powinno być impulsem do lepszego życia. Tymczasem widzimy kobietę zgorzkniałą, samotną, która nie odnajduję się w życiu. To jest smutne, a Ty Wieśka, jako jej przyjaciółka, gdybyś nią była, nie byłabyś pomocną. Bo utwierdzałabyś ją w przekonaniu, że ma żyć w żałobie nieskończonej. Tydzień mogła leżeć okoniem i ryczeć. Im dłużej ten jej stan trwa, tym gorzej dla niej. Coraz trudniej będzie jej się z tego wydostać. Błagam tylko nie odpisuj mi. Ja mogę sama sobie odpisać Twoimi argumentami
-
To chyba ironia? Przecież ona strasznie wygląda. Jakby na coś chorowała. Nie oglądam tej łódzkiej sagi, ale kiedyś to były fajne vlogi. Bardzo źle wygląda. Smutek bije ze stories. Bo to od czasu do czasu obejrze. Szkoda, bo lubiłam ich wspólne vlogi na początku. Uważam, że w okolicach slubu wyglądała najlepiej.
