Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

klklara

Zarejestrowani
  • Zawartość

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Tak, zdecydowanie zasięgniemy porady jakiegoś specjalisty, bo tak dłużej nie może być. My widocznie gdzieś popełniamy błąd z którego nie zdajemy sobie sprawy.
  2. No właśnie to jej tłumaczymy, ze to jest jej pokój, ze niestety nie może być tez tak, ze ona teraz się wprowadziła teraz na stałe do nas i wszystko będzie tak jak ona chce. Nie chce jej powiedzieć, ze ma wracać do matki jak nie pasuje, bo ona zawsze będzie miała u nas miejsce, zawsze będzie mogła tu być. Jest mi tez zwyczajnie przykro, bo mimo stawania na rzęsach, wielu rozmów, wspólnych planów, wspólnych wyjazdów mam wrażenie, ze odbijamy się od ściany. Obie maja powiedziane, ze nie ma w tym domu lepszej i gorszej - obie są takie same, maja takie same prawa jak i obowiązki. Dzisiejszy dzień rozpoczął się w miarę spokojnie, bo według ustalonego harmonogramu. Niestety później zaczela się kolejna wojna, bo jedna chciała bawić się z młodsza, ale młodsza wyciągała raczki do tej drugiej. Wiec ta, której był czas zabawy chciala żeby ta druga „schowała sie” do domu. No i sie zaczęło. Rozmowy, tłumaczenie stanęło na niczym - finalnie obie skończyły zabawe i miały iść do swoich pokoi. Chwilami mam ochotę uciec, albo rozszarpać je obie.
  3. Dziękuje Wam dziewczyny bardzo za sugestie, na pewno wszystko wypróbujemy . Dzisiaj przeprowadziliśmy długa rozmowę/ postawiliśmy sprawę jasno, ze tak dłużej być nie może. Doszliśmy do wniosku, ze skoro tak się szarpią o młodsza siostrę, psa, kto z nim jedzie i wszystko inne to ustalamy wszystko godzinowo. Są wyjścia z psem, opieka nad siostra, obowiązki domowe. Z uwagi na fakt, ze dzisiaj znowu się poszarpały, póki co nie ma żadnych wyjść, czy nagród. Jest potężna afera o pokój - moja corka ma duży pokój i corka męża ma pretensje, ze ona ma mniejszy. Moja corka nie chce się zamienić, a tamta czuje się pokrzywdzona. Nie chce córki zmuszać do zamiany pokoi - jednak pokój jest jej od zawsze. A corka męża nie chce ustąpić. Maz chciał już oddać nasza sypialnie, ale ja się nie chce zgodzić. Sypialnia jest świeżo po remoncie (ten mały pokój tez). Mam serdecznie dość. Długa rozmowa miała zakończyć się długim wspólnym spacerem z psem w lesie - a zakończyła się wojna przy samochodzie, która będzie siedziała z przodu, bo koło siebie z tylu nie chcą siedzieć, a nie mam możliwości umieścić na środku fotelika z najmłodsza.
  4. Absolutnie nie jest tak, ze corka męża mi „przeszkadza”. KOCHAM JA, tak KOCHAM tak samo jak moje biologiczne córki. Tak naprawdę to ja chciałam żeby z nami w końcu zamieszkała, bo zle się czuła z matka i jej nowym facetem. Nie wiem ile w tym prawdy, bo wszystko to tylko słowa jej, ale podobno zdarzyło sie, ze ja uderzył, podobno codziennie krzyczał, a matka niby nie reagowała. Nie jestem w stanie tego w żaden sposób zweryfikować, ale przyjmuje, ze tak było. Co do dziadków mojej córki - nie mogę wymagać od nich, aby tak samo traktowali moja córkę, która jest ich wnuczka, jak i mimo wszystko obce sobie dzieci. Jak np. oni moja córkę zabierają gdzieś na wycieczkę, to my tez z pozostała dwójka staramy sie gdzieś jechać - właśnie po to, żeby nie było tak, ze jedno dziecko super sie bawi, a inne „kisza” sie w domu. Co do niechęci jednej do drugiej - nam już brakuje sił i pomysłów. Robiliśmy już wspólne wyjazdy, pikniki, gry, zabawy, miliony rozmów i nie ma ani jednej sytuacji, aby nie zakończyła się wrzaskiem tej drugiej. Sytuacja z wczoraj - idziemy na spacer, wszyscy, jest względny spokój. Jedna z nich prowadzi naszego psa, po czym druga w pewnym momencie podchodzi i wyrywa jej smycz- zaczyna się szarpanina, jedna druga pcha, pierwsza upada i zaczyna się płacz i awantura. Spacer się kończy, finalnie wracamy do domu z dwójka płaczących dzieci. Rozmowa o tym, ze nie można wyrywać, ze mogła powiedzieć ze teraz ona chce prowadzić psa kończy się na tym, ze „ale jakbym powiedziała to ona i tak by mi nie dała”. W między czasie kolejna awantura między nimi. Ale pomysł z kartkami.. spróbujemy, dziękuje
  5. Moi byli teściowie są w moja córkę zapatrzeni jak w obrazek, jest ich jedyna wnuczka (moj były maz był jedynakiem). Jak przychodzą do nas (a przychodzą, mamy dobre relacje) to przynoszą jakiś drobiazg córce męża i mojej młodszej córce, ale to są jakieś drobiazgi np. Jakaś czekolada, a dla młodszej np. mus z owoców, a w tym samym czasie swojej wnuczce kupę ubrań, gier i co tyle dusza zapragnie. Rozmawiałam o tym z nimi, tez o zachowaniu mojej córki i podobno nawet z corka o tym rozmawiali. A co do tej sytuacji z pogotowiem - dla mnie to już tez było przegięcie. Mogą się nie lubić, ale nie mogą aż taka nienawiścią do siebie żyć.
  6. No właśnie chyba rodzinna terapia będzie nieunikniona. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze my z mężem osobno z nimi nie mamy żadnych problemów. Jedna i druga względem nas, czy młodszej córki są idealne. Wykonują powierzone obowiązki, są posłuszne, dobrze się uczą, opiekuńcze i mega empatyczne. Jednak w stosunku do siebie są okropne. Ostatnio miałyśmy nieprzyjemna sytuacje - do jednej z nich trzeba było wezwać pogotowie, to druga dosłownie stała i się śmiała. Nie ukrywam, ze oboje z mężem w tym stresie zareagowaliśmy chyba zbyt nerwowo i ta, ktora sie śmiała dostała porządny ochrzan - godzinę w pokoju wyła. Odnosnie kupowania np. ubran, czy ogólnie prezentów sytuacja jest o tyle skomplikowana, ze moja dostaje bardzo dużo od swoich biologicznych dziadków (od strony mojego wcześniejszego męża - zostałam wdowa jak Mała miała 4 miesiące), ale do dzisiaj mamy świetne relacje. Corka męża ma kontakt ze swoją Mama, ale z rodzicami mamy już nie. Męża rodzice nie żyją. My kupujemy im po równo, co nie zmienia faktu, ze moja ma chcąc nie chcąc dużo więcej tego wszystkiego.
  7. Ciężko znaleźć im wspólne zadanie, jak one skaczą do siebie o to która będzie się bawić z młodsza siostra, albo która ja będzie wieźć wózkiem na spacerze. Sytuacja jest nie do zniesienia. Maja osobne pokoje, chociaż o to tez była duza awantura. Moja corka ma duży pokój, natomiast corka męża dostała mniejszy (wcześniej to był nasz gabinet). I corka męża chciała się zamienić z moja corka, natomiast ta absolutnie się nie zgadzała. Pokłóciły się, pobiły i była awantura i wycie cały wieczór.
  8. Dziewczyny, może coś poradzicie. Mam córkę (10 lat) i pasierbice w tym samym wieku. Z mężem jestem 7 lat, mamy tez wspólne dziecko. Dotychczas dziewczyny dogadywaly sie super, corka męża była u nas bardzo często, od 3 miesięcy z nami mieszka. Nasz dom stał sie polem walki, nie ma nawet pół dnia żeby któraś nie płakała, albo z druga sie nie szarpała. Kłócą sie dosłownie o wszystko - o młodsza siostrę, o to która ma sie pierwsza kapać, czy która jedzie np. ze mną czy mężem do sklepu. Obie są tak zazdrosne i zawistne, ze brakuje nam już sił i pomysłów. I wcale nie bronię tutaj jednej, ani drugiej, ani tez nie oskarżam, ze jedna jest winna. Setki rozmów za nami, wspólnych integracji, wyjazdów. Karanie ich, konieczność przeproszenia tej drugiej - po wielkich fochach przynosi efekt na kilka godzin, po czym wojna zaczyna sie od początku. Czy ktos był w takiej sytuacji i może coś poradzić?
×