Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Dylematka

Dylematy zwiazane z wiara katolicka.

Polecane posty

Gość Dylematka

Chcialabym porozmawiac z ososbami, ktrore maja podobne dylematy do moich. Otoz jestem osoba wierzaca, Bog w moim zyciu odgrywa dosyc istotna role. Nie jestem fanatyczka religijna,ale wiara jest mi potrzebna. Jednak nie zgadzam sie z niektorymi jej dogmatami. Na przyklad: seks przed slubem. Nie puszczam sie na prawo i lewo, wspolzyje z jednym facetem, ktorego kocham i z ktorym chcialabym byc przez cale zycie. Nie czuje,zebym robila cos zlego. Jednak wedlug kosciola katolickiego popelniam ciezki grzech. Kolejna sprawa: antykoncepcja. Przez jakis czas bralam tabletki antykoncepcyjne,bo uwazam,ze jeszcze nie czas na dziecko. Znowu grzech ciezki (nawet po slubie tabletyki anty to grzech), chociaz przeciez nie robilam nikomu krzywdy. Bardzo boli mnie to,ze w obydwu tych przypadkach nie mozna przystepowac do komunii. Wiem,ze moze niektorym osobom moje dylematy wydadza sie glupie,ale mnie to naprawde meczy. Wierze w Boga, odgrywa on w moim zyciu wazna role i nie chce sie go wyrzekac, jednak naprawde nie czuje,zebym w opisanych przypadkach robila cos zlego. Inna sprawa: rozwody. To mnie bezposrednio co prawda nie dotyczy, ale tez sie z tym nie zgadzam. na przyklad moj kolega ozenil sie pare lat temu i jego zona po slubie okazala sie straszna zolza. Przed slubem byla mila i grzeczna, po slubie zaczelo jej odbijac (nie chce sie wdawac w szczegoly). Rozwiedli sie i po paru latach on zwiazal sie z inna kobieta- kochaja sie bardzo, nikomu nie robia krzywdy,ale nie moga chodzic do komunii, bo wedlug kosciola on jest nadal mezem innej kobiety (wiec popelniaja grzech cudzolostwa). Ja zawsze bylam przekonana,ze Bogu chodzi przede wszystkim o to,zeby byc dobrym czlowiekiem,zeby nikogo nie krzywdzic, zeby byc uczciwym wobec innych. No bo sami przyznacie,ze czym innym jest rozbicie malzenstwa,a czym innym zwiazanie sie z rozwodnikiem,ktorego malzenstwo rozpadlo sie z zupelnie innego powodu; czym innym jest sypianie na kazdej imprezie z kims innym,a sypianie z facetem,ktorego sie kocha; czym innym jest zapobieganie ciazy,a czym innym jej usuwanie...i tak dalej. Prosze o wasze opinie, przy czym glupie komentarze prosze sobie od razu darowac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dylematka
90% ludzi w Polsce to katolicy- nie wierze,ze nie macie zadnego zdania na ten temat. Co robicie w takich sytuacjach: olewacie to, rezygnujecie z czegos, jak rozwiazujecie takie dylematy (jesli je macie)?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
powiem tak: wyrazilas swoje zdanie i ja sie z nim zgadam; dokladnie tak samo postrzegam te sprawy i dokladnie tak samo nie wiem co o tym myslec...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dyelmatka
Dzieki,ze chociaz jedna osoba sie wypowiedziala.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja miałam podobne dylamaty. Nawet do spowiedzi nie mogłam chodzic z czystym sumieniem bo rpzeciez nie żałowałam swoich niektóych grzechów. Przez pewien czas poprostu się z nich nie spowiadałam, teraz jednak w ogóle zrezygnowałam ze spowiedzi i zorbie to dopiero przed slubem. To chyba najlepsze rozwiązanie. W Biblii nie jest napisane, że nie mozna współzyć przed ślubem, przynajmniej nigdzie czgeos takiego nie znalazłam. Kościół wyznacza hranice i regóły, które za 10 lat będą całkiem inne dlatego wierzę w to co podpowiada mi sumienie, Jak to mówią niektórzy wierzę w Boga ale nie do końca w Kościół. Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dla mnie smieszne jest to, że w dzisiejszych czasach buduje sie ogromne koscioly \'dla wiernych\' niby, a prosty czlowiek nie moze zaprosic ksiedza na kawe i rozmawiac jak z powiernikiem, przyjacielem... wydaje mi sie, ze kiedys tak bylo... ksieza mieli powolanie i zyli by pomagac innym... teraz to mnie nawet kazania nie przekonuja... suche, dziwne, sprzeczne z rzeczywistoscia....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Byłam wychowywana w rodzinie katolickiej. Moi rodzice nie byli jakimś \"dewotami\", chodzą jednak do kościoła dosyć często. Ja w liceum zrezygnowałam z katolicyzmu, odrzuciłam wszelkie jego dogmaty, oddzieliłam wiarę w Boga od religii. Nie jestem już katoliczką, jedyne w co wierzę to w Wyższą Siłę, Istotę, Boga- zwał jak zwał. Wiem, że mój komentarz dotyczący Twojego dylematu byłby zbyt subiektywny. Więc bez niego się obejdzie :) Jednak jednym z powodów, dla których zaczęłam się zastanawiać nad \"porzuceniem religii\" katolickiej te kilka lat temu, były opisane przez Ciebie problemy:) Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kiedys na lekcji religii w 2 czy 3 klasie liceum ksiadz rozpoczol temat: \"sluchanie techno=grzech\"! Oj, jak mu wspolczulam, zostal obrzucony oburzeniem.... Twierdzil, ze ta muzyka to samo zlo i niczego zlego nie przynosi... Ze wpadanie w trans podczas sluchania tego rodzaju muzyki to zlo i to straszne! Dodam, ze to czlowiek bardzo wyksztalcony, inteligentny... A my swoje.. no, bo przeciez, jak ide na dyskoteke to nie po to zeby cpac, puszczac sie i tak dalej (a to chyba wieszke grzechy) ale zeby potanczyc, wyladowac energie zgromadzona przez jakis czas, aby sie zrelaksowac i tak dalej... Co zlego w tym,ze na chwile zatracam sie w rytmie... przeciez w sambie czy jazzie tak samo mozna sie zatracic... Chyba lepiej jak mlody czlowiek pojdzie na dyskoteke, lub w domu poslucha techno, porusza sie, wyladuje emocje w tancu, niz ma isc na ulice i latarnie na chodniku przestawiac, bo go energia rozpiera.... :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dyelmatka
No wlasnie, spowiedz to kolejna wazna rzecz. Poszlam ostatnio do spowiedzi. Mialam grzechy-oczywiscie. Ale przede wszystkim chcialam z ksiedzem normalnie porozmawiac. Chcialam,zeby to nie wygladalo w ten sposob,ze klepie grzechy, ksiadz klepie swoja formulke i koniec. I nic z tego nie wynika. Chcialam z nim porozmawiac o tym,dlaczego popelnilam niektore grzechy, chcialam,ze mi troche pomogl ich juz nie popelniac w przyszlosci. A ksiadz potraktowal mnie okropnie, stiwerdzil,ze mu "kity cisne" (tak doslownie powiedzial), dal rozgrzeszenie i kazal isc. A mnie kompletnie nie o to chodzilo...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dalatego nie chodze! nie interesuje mnie klepanie regulek :O a tak to niestety wyglada... albo robia ci takie kazanie, ze czujesz sie najgorsza na swiecie po spowiedzi, a to chyba powinno oczyszczac.... czy sie myle? :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ale widzisz Dylematko
to się właśnie nie trzyma kupy. Mówisz, że wierzysz w Boga i że jesteś katoliczką. Ale wyznawanie jakiejkolwiek wiary polega na tym, że albo ją wyznajesz, albo jej nie wyznajesz, jakkolwiek banalnie to brzmi. Nie można jednocześnie być w ciąży i nie być w ciąży. Jeśli uznajesz się za katoliczkę, to masz obowiązek przyjąć wszystkie zasady swojej wiary, inaczej to wszystko psu na budę. Świadomie grzeszysz współżyjąc bez ślubu. Potem idziesz do spowiedzi i co, wyznajesz to jako grzech? Jako katoliczka masz obowiązek to wyznać. Tylko że Ty nie uznajesz tego za grzech, ale jeśli tego nie wyznasz, to spowiedź jest nieważna, bo zatajasz coś, co dla Kościoła jest grzechem ogromnym i to, czy Ty to uznajesz za grzech, Kościoła nie obchodzi. I dalej - jest coś takiego jak 5 zasad przy spowiedzi, czy coś takiego i tam stoi jak wół - spowiedź musi się łączyć z żalem za grzechy i mocnym postanowieniem poprawy. Ale Ty przecież nie żałujesz współżycia z facetem, którego kochasz, a mocne postanowienie poprawy oznacza, że więcej, bez ślubu, tego nie zrobisz. Ale Ty to zrobisz, więc będziesz grzeszyć dalej, a przed Bogiem rozgrzeszona nie będziesz. Dlatego wydaje mi się, że to, co mówią najczęściej młodzi ludzie - wierzę w Boga i jestem katolikiem, ale uważam, że zakaz uprawiania seksu przed ślubem jest bzdurą i nie będę się do tego stosować, jest jakimś totalnym niezrozumieniem tego, o co chodzi w katolicyzmie, czy w ogóle w wyznawaniu jakiejkolwiek religii - albo ją wyznajesz ze wszystkimi tego konsekwencjami, albo nie, inaczej popełniasz świętokradztwo. Ja w tych kwestiach mam takie zdanie, jak Ty i właśnie dlatego nie chodzę do kościoła i nie spowiadam się, bo uważam, że to by świadczyło o strasznej hipokryzji i byłoby po prostu niemoralne. Pzdr ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dyelmatka
Do przedmowczyni/przedmowcy: wiem,ze niestety masz racje. Ale nie umiem tak po prostu wyrzucic Boga z mojego zycia. Wierze w Niego i nic na to nie poradze. Nie umiem przestac w Niego wierzyc i sie do niego modlic, bo nie zgadzam sie z niektorymi dogmatami kosciola. To nie jest takie proste. I przykro mi,ze kosciol uwaza mnie za ta najgorsza, bo ja naprawde staram sie byc dobrym czlowiekiem- raz mi wychodzi lepiej raz gorzej, ale bardzo sie staram. Ja po prostu niektorych rzeczy nie rozumiem,a bardzo bym chciala zrozumiec. Na przyklad dla mnie wiekszym zlem jes to,ze zrobilam komus swiadomis przykrosc, ze jakis czlowiek przeze mnie np plakal, niz to,ze kochalam sie z moim chlopakiem. W tym drugim przypadku nikomu krzywdy nie zrobilam, a wedlug kosciola to wlasnie jest wiekszy grzech (wiem,bo tak mi kiedys powiedzial ksiadz). Tego wlasnie nie rozumiem. No jak to: lepiej krzywdzic ludzi niz kochac sie z chlopakiem. Nie rozumiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie jestem żadnym dewotem, wbrew przeciwnie jestem bardzo słabym katolikiem z wieloma dylematami, ale wiele odpowiedzi na podobne pytania znalazłem słuchając audycji ks.Pawlukiewicza pt. \"Katechizm Poręczny\" w radio św.Józef. Polecam także jego lektury i rekolekcje. Audycje radiowe i rekolekcje można sobie ściągnąć na kompa. Oto linki: http://www.rekol.prv.pl/ http://www.sielskiefale.pl/sielski.php?fra=28&men=2&b=aud

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość taka sobie jedna ....
Wiesz ja tez czesto mialam takiego typu dylematy. Kiedy poszlam do spowiedzi i wyspowiadalam sie ksiedzu ze wspolzyje z mezem zabezpieczajac sie to poprostu ksiadz nie dal mi rozgrzeszenia i powiedzial ze popelniam b ciezki grzech. Nie potrafie zglebic tego czemu uzywanie antykoncepcji jest grzechem, ok aborcja to co innego bo zabijasz nowe zycie, ale uzywajac anytkoncepcji nie robisz tego poprostu nie dopuszczasz do tego aby to zycie sie poczelo . Na okolo slychac jak trabia w tv i radiu ze gdzies tam znalezli niemowlaka w smietniku, o dzieciach w beczkach zakopanych. Kiedy matka nie bedzie miala jak wyzywic dziecka ksieza na to nie dadza. Wogole to wszytsko jest takie zagmatwane. A po drugie to nie jestem w stanie zrozumiec czemu ksiadz ktory jest w gruncie rzeczy zwyklym czlowiekiem ma decydowac o tym jakie i komu maja byc grzechy odpuszczone? Ok jest sluga Bozym , ale ksieza tez popelniaja grzechy i to b ciezkie i co wtedy? To prawda ze w obecnych czasach jest coraz mniej prawdziwych ksiezy, ludzi z powolania. Teraz ksieza jezdza wypasionymi autami, mieszkaja w willach, maja wlasne firmy gdzie ci wszyscy ktorzy slubowali przed zyc w ubostwie ? Oj dlugo by tu pisac i pisac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Spróbuję wyjaśnić dlaczego antykoncepcja uważana jest za grzech. Mężczyzna w związku z kobietą stworzony jest do przekazywania życia, mówiąc mniej poetycko do stworzenia potomstwa. Dar życia jest darem od Boga (jeśli w niego wierzymy) i nawet gdybyśmy się najbardziej na świecie starali, bez woli boskiej nie powstanie nowe życie. Każdy kto ma dzieci wie, że narodziny nowego życia jest cudem przyrody, a nie zwykłą konsekwencja aktu fizjologicznego która pojawia się automatycznie po każdym stosunku. Bóg tak stworzył kobietę, że jest ona w stanie począć nowe życie w ściśle określonym czasie. Przeciwdziałanie poczęciu w sposób niezgodny z naturą jest więc aktem wbew życiu, bowiem z góry zakładamy, że owszem chcemy się kochać, ale potomstwa nie chcemy. Celowo i świadomie uzurpujemy sobie prawo do sterowania poczęciem (życiem nienarodzonego człowieka), w chwili gdy z biologicznego punktu widzenia jesteśmy gotowi na przekazanie daru życia. Kobieta i mężczyzna zdolni do poczęcia sztucznie i świadomie przeciwdziałają wtedy narodziną dziecka. Sprowadzamy więc akt przekazywania życia tylko i wyłącznie do aktu fizjologicznego, który ma nam na celu dostarczenie wyłącznie przyjemności cielesnej. Zatem wszelkie tabletki i inne środki antykonceptycjne nie leczą, a okaleczają człowieka na pewien czas, czyniąc go niezdolnym do przekazywania życia. Zauważcie, że środki antykonceptyjne są jedynym lekiem który nie został stworzony do ratowania życia, a wbrew przeciwnie. Dlatego też kościół uznaje wyłącznie metody naturalne jako zgodne z naturą i wolą bożą, bowiem wtedy z biologicznego punktu widzenia nie jesteśmy wstanie począć nowego życia nawet gdybyśmy tego bardzo chcieli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jeżyna
Dla mnie wykładnia Kościoła totalnie się nie trzyma razem, jeśli chodzi o antykoncepcję :( Bo widzicie, jeśli zakładać, że okres bezpłodny jest stuprocentowo bezpłodny (nie jest, ale to inna sprawa), to jeśli tak planuję współżycie (metody naturalne), żeby wypadło właśnie w takie dni, to przecież mam ewidentny zamiar przeżycia WYŁĄCZNIE przyjemności cielesnej. Współżyjąc w dni niepłodne, wręcz PRZECIWDZIAŁAM zapłodnieniu. Intencja właściwie ta sama, co w przypadku "sztucznej" antykoncepcji... To dlaczego jedno - grzech, a drugie - nie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Środki antykoncepcyjne nie są lekami, bo nie leczą. Chyba że podane np. w celu ureglowania cyklu. Sztuczne środki antykoncepcyjne są potępiane przez Kościół moim zdaniem z bardzo prostego powodu - spowodowały wyzwolenie kobiet.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zdzisława
euglena - dawno podobnej bzdury z kategorii wojujacego feminizmu, nie słyszałam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Za szybko wcisnęłam :) Nie jestem wojującą feministką. I nie mówię o tym co mówi Biblia na temat kobiet, ale o stosunku Kościoła na przestrzeni wieków do kobiet. Zresztą obecnie też możemy się spotkać z przejawami dyskryminacji, przecież kobiety w Kościele katolickim nie mogą być kapłankami. O tym że najwyższym szczęściem wg. Kościoła katolickiego dla kobiety jest wyjście za mąż i rodzenie dzieci nie zaprzeczysz? Jakie jest twoje zdanie na temat antykoncepcji wg. Kościoła?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość spać idę ale najpierw
Napiszę, że zgadzam się z eugleną Oczywiście, że się bali tego wyzwolenia, które zresztą nastapiło :) Kobiety teraz same decydują o tym co się dzieje z ich ciałem... O tym kiedy/ czy będą miały dzieci. Dawniej to było przeważnie chybił trafił, albo środki nieskuteczne...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
jeżyno Ponieważ jej nie znasz;) Metody naturalne nie są metodami antykoncepcyjnymi,a co za tym idzie ich stosowanie nie ma na celu przeciwdziałać zapłodnieniu ale jego zaplanowaniu (nie wdawając sie w szczegóły dotyczące skuteczności itd.). Dalej. Kościoł nie stoi na przeszkodzie do zażywania przyjemności fizycznej w związku, więc Twój ewidentny zamiar jej przeżywania jest jak najbardziej na miejscu. Czego natomiast Kościół nie akceptuje (tu również nie zagłębiam się w sens takiej postawy) z tego co pamiętam to sztuczna ingerencja w organizm kobiety - poprzez zaczymanie owulacji przez tabletki itp oraz blokowanie plemnikom drogi we właściwe miejsce poprzez używanie prezerwatyw itd..ufff. Więc nie można mówić że tu grzech a tam nie. eugleno Kościoł katolicki to z tego co pamietam współnota wiernych...i raczej nie demonizowałbym, że Kościoł (instytuacja) widzi kobiete przy garach i pieluchach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zdzislawa
Eugleno bzdury pleciesz. Nie nadajesz sie na kaplankę, w ogóle nie nadajaesz sie na nic, nawet na to aby z toba dyskutowac! Serwujesz obiegowe opinie. Nie można dyskutować z ignorantką!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość stokrotka13
Zdzisławo => napisała co wiedziała a że niewiele wiedziała to głupio napisała. Zamiast krytykować euglene i nazywać ignorantką to może podzielisz się swoimi mniej obiegowymi opinami na ten temat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jeszcze jedna taka
no właśnie tak sobie myślę ze gdyby kościół katolicki dopuszczał seks tylko dla celów prokreacyjnych to kochalibyśmy się tylko kilka razy w życiu!! I tak Ci ktorzy chcieliby miec 1 dziecko kochaliby sie teoretycznie tylko raz w życiu lub Ci którzy chcieliby współżyć non stop mieliby po kilkanaścioro dzieci. Wiem ze te myśli są trochę głupie ale takie coś mi sie nasuneło teraz po tym co niektórzy napisali.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Dylematka
Ja jestem osoba otwarta na argumenty. Naprawde, umialabym sie przyznac do bledu i zmienic pogladay, o ktorych wczesniej pisalam, gdyby mi to ktos sensownie uagrumentowal. Ja chce zrozumiec DLACZEGO okreslone rzeczy sa uwazane za grzech. Nikt nigdy (zaden ksiadz) nie pofatygowal sie,zeby mi to wytlumaczyc. Zawsze byl aodpowiedz: to jest grzech i koniec. A ja naprawde chcialabym uslyszec sensowne, rozsadne i przede wszystkim obiektywne ARGUMENTY na ten temat. Ktos podal tutaj linka do bardzo interesujacej stronki. Czytalam tam list dziewczyny, ktora jest gleboko wierzaca i chce sie powstrzymac od wspolzycia przed slubem. Jest juz zareczona ze swoim chlopakiem i zaczeli uprawiac petting (pelny seks dopiero po slubie). I ona pyta czy ten petting to jest grzech. Wiec ksiadz jej odpisuje,ze owszem, jest to grzech. Ale nie o to mi w tej chwili chodzi. Ksiadz napisal jej naprawde bardzo dlugi wywod i jedyn z argumentow bylo,ze petting przed slubem moze byc przyczyna powaznych problemow w pozniej malzenstwie. W sferze seksu takze. Ja wiec pytam: jakich problemow. Ksiadz nie podal zadnych konkretow, tylko same ogolniki. I tak wlasnie wygladala kazda moja rozmowa z ksiezmi na ten temat. Zadnych konkretnych argumentow, same ogolniki. A mnie tylko i wylacznie o konkretne argumenty zawsze chodzilo,a nikt nie mogl mi ich dac. To jest przyczyna moich dylematow.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Oczywiście że
Nie mozna generalizować. Każdy człowiek to inna historia. I nie mozna wszystkich wrzucać do jednego garnka. Lepiej zresztą zapobiegać niz później być złą matką.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×