Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość belf.

do nauczycieli

Polecane posty

Gość sabrinaaa
Witam wszystkich belfrów! JEstem jedną z Was - uczę w gimnazjum języka niemieckiego. Myślę, że ta praca ma swoje blaski i cienie, ale tych pierwszych jest zdecydowanie więcej (mam tu na myśli full wolnego czasu typu wakacje itp.) Awans też działa mi na uzębienie, ale zauważyłam, że najważniejsze jest, aby robić dookoła siebie wielkie halo i uprawiać propagandę, a w rzeczywistości wszystko odpimpalać po łebkach:) Słowa te rzetelnie wcielam w życie;) Chciałabym zająć się edukacją dzieci, skupić się nad ulepszaniem metod swojej pracy, a nie marnować czas na odwiedzanie szkoleń, które prowadzą moi znajomi i inkasują za to niezłą forsę:( Poza tym, lubię moich uczniów i bawią mnie pogawędki z nimi toczone na przerwach w czasie dyżurów na holu. Są jednakże i takie dni, gdy dzieciak da mi w przysłowiową kość i zmusza do rzucania w jego kierunku (w myślach) soczystych wiązanek. mimo wszystko, chyba nie zamieniłabym tej pracy na żadną inną... Może to kwestia przyzwyczajenia (pracuję już w tym zawodzie 5 lat):) Pozdrawiam osoby kształcące młode umysły:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kasiaczek81
witam Ja tez jestem nauczycielka ale... w przedszkolu. Nie myślcie że jest prościej.... Gdy konczylam studia bylam pewna że NIGDY nie pojde do przedszkola. Zlozylam strasznie duzo podan o prace do szkol i jedno tylko do przedszkola i wlasnie oni jedynie mnie przyjeli. Gdy zaproponowano mi prace to normalnie sie rozryczalam, bo tak bardzo nie chcialam, a teraz.... nie chce iść do szkoły. Praca z takimi malymi dziecmi jest strasznie trudna ale wdzieczna... dzieci sa bardzo szczere i naturalne.... to jest chyba najpiekniejsze.... Rodzice to dopiero sa zapatrzeni w swe "Aniołki" i ciagle tylko wymagają.... ale kocham to co robie.... Niekiedy mam dość, jestem zła, zmeczona psychicznie ale wystarczy że taki brzdąc uśmiechnie się do mnie to nagle wszystko ze mnie spływa.... to dodaje mi energi... Wiem, pewnie myślicie, że mi przejdzie, że kiedyś wpadnę w rutynę itp, ale na dzien dzisiejszy wiem że CHCE to dalej robić, dlatego nie spie po nocach, robie srodki dydaktyczne, ucze sie piosenek, tancow, wymyslam nowe to rzeczy.... bo CHCE

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość belf.
No to widac mamy wielu nauczycieli z powołania.To dobrze:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość belf.
....hmmm...a czy starcza Wam na godne zycie pracujac i oddajac swoje serce szkole?Racunki,paliwo,zycie....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość linushka
To ja jestem jedna z tych, która oddała szkole swe serce i zdrowie. Pracowałam z powołaniem, oddaniem, za lichą kasę. Ale szkoła, moje miłe, to nie tylko budynek i dzieci , które uwielbiam. To również grono tzw pedagogiczne z dyrektorstwem na czele. I tu wpadłam, jak w gówno. Dla mojej szefowej nie liczyły się nigdy dzieci, tylko brak kurzu na oknach, pokazówy dla władz, wódzia, buzi itp., żeby tylko utrzymać się na stołku. Dawno powinna odejść na emeryturę, ale władza tak jej rąbnęła do przepitej głowy, że dopóki nie wykończy tych, co się buntują, nie odejdzie. Skłóciła grono na dobre, bo, wiadomo, niż demograficzny, każdy walczy o pracę, zbierając punkciki, podlizując się starej do obrzydliwości, mam na myśli również donosy. A więc bywa i tak. Życzę Wam jednak innej rzeczywistości, bo dzieciaki są naprawdę fajne, jeśli nikt Wam tej pracy nie obrzydzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość madzieeek
Hej! Ja też uczę w przedszkolu. I też straaaaasznie się zarzekałam przez całe studia, że nie będę tego robić - zawsze chciałam pracować w klasach początkowych szkoły podstawowej ;) Jak widać los płata figle. Pracę w przedszkolu zaczęłam we wrześniu. Miałam małe problemy z rozpoczęciem stażu, bo podobno będąc zatrudnionym na zastępstwo nie można robic stażu. ale dyrektorka sie uparła i staż robie. Na jej odpowiedzialność - tak mi powiedziała. No i ogólnie nie narzekam... Zresztą pisałam już o swoim gronie pedagogicznym i o atmosferze na innym topiku: http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=846946 (gdzieś tam pod koniec) Lubię pracę z dziećmi. Może nie do przesady, ale lubię :P Nie znoszę tylko tej całej reszty... awans zawodowy... brrrrr... ten zwrot powoduje u mnie dreszcze... chciałabym się skupić na swojej pracy, na swojej, konkretnej grupie, na metodach które im są potrzebne... Tymczasem oprócz tego zaliczam kolejne konferencje, szkolenia, z których tak na prawdę nic nie wynoszę.... No i ta pensja... Ja wiem, że komuś to się może i tak wydawac za dużo - no bo w końcu 5 godzin dziennie, tyyyle wolnego.... A to nei do końca tak jest... Może i w pracy jesetm krótko, ale w domu czeka mnei drugie tyle roboty (oczywiście jeśli chcę być PRZYGOTOWANA do zajęć). "W przedszkolu to nic się nie robi, zaśpiewasz im piosenkę i luz..." - następny stereotyp... te dzieci są jeszcze bardziej wymagające niż starsze, trzeba być naprawdękreatywnym, żeby zając im czas. Poza tym przedszkole to nei tylko zajęcia dydaktyczne. To tez notrmalna praca fizyczna, oczy dookoła głowy, odpowiedzialność cholerna, karmienie, przebieranie do spania, po spaniu, na spacer, po spacerze, przebieranie jak się dziecko zesika..................... I to wszystko za 738 zł na rękę. OK, może i ludzie zarabiaja mniej... ale jak ja mam się usamodzielnić za takie pieniądze?? Póki co mieszkam z rodzicami więc nie jest źle. Ale generalnie staram się nie narzekać. Zresztą nie jest to w mojej naturze, tym bardziej, że wydaje mi się, że na prawdę dobrze trafiłam z akurat TYM przedszkolem... Do tego stopnia, że już zastanawiam się, co zrobić jeśli będą chcieli przedłużyć ze mną umowę po roku pracy....?? W planach miałam szukanie szkoły. Ale pracuje mi się tu coraz lepiej, a wiem, że mają być etaty za rok... Hehhh, ale się rozpisałam ;) ciekawi mnei jak wygląda praca w prywatnych szkołach podstawowych lub przedszkolach- jak wygląda organizacja pracy, jak jest z wakacjami itp. ( z tego co wiem, pracuje sie tam na podstawie kodeksu pracy a nie KN, więc pewnie jest jakoś inaczej). Jeśli ktoś ma takie doświadczenia to niech się podzieli! Pozdrawiam Ciała Pedagogiczne!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kasiaczek81
Witam koleżankę po fachu. Też zaczęłam we wrze sniu. Na początku było ciężko, trudno jest przyzwyczaić się do tego hałasu, haosu, wiercenia się dzieci, do tych wiecznych pytań "a dlaczego?"... Na początku strasznie brałam sobie do siebie to, że np w czasie zajęć (które wydawało mi się że są interesujące) jedno dziecko kręci się, wierci i mówi, że chce się bawić... wtedy ja wmawiałam sobie "że to moja wina, że nie potrafię stworzyć czegoś co zaspokoi WSZYSTKIE dzieci itp" Dziś po dwóch miesiącach ciężkiej pracy, wiem, że choćbym stawała na głowie, to i tak nie zadowole wszystkich! Nabrałam trochę dystansu do tego wszystkiego, co nie oznacza, że zaczynam mniej od siebie wymagać.... wręcz przeciwnie... usmiech dziecka i to, że gdy mama przychodzi po nie a dzieciak leci przez całą salę wpada mi w ramiona i mówi "ja panią kocham" jest dowodem na to, że warto nie spać po nocach i dawać z siebie wszystko (niestety niekiedy kosztem bliskich...). Boze, jak ja lubię swoją pracę.... za dwa dni wypłata a ja już połowę wydałam na książki i płyty z piosenkami dla dzieci.... "Pieniądze szczęścia nie dają, a rzeczy które można za nie kupić"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kasiaczek81
Może pomyslicie, że jestem jakaś nawiedzona.... ale Przyznam nieskromnie... chciałabym aby taki nauczyciel wychowywał moje dzieci.... Wybaczcie tą zarozumiałość.... :)))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Rom--------------------
Zapraszam Was na forum w Interklasie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość problem jak problem
witam Was. Rozumiem problem nauczycielki, która uczyła na wsi. Jestem w podobnej sytuacji, więc mogę wypowiedzieć się na ten temat. Lubię swoją pracę i lubię uczyć dzieci ale nie ukrywam, że w momencie frustracji zdarza mi się pomyśleć "brzydko" na ich temat;) Miałam kilka klas na wychowawstwo, na różnym poziomie i od początku starałam się zrozumiec specyfikę kształcenia na wsi. Przecież w kilkuosobowych klasach wszystkie dzieci powinny byc omnibusami i mieć wyniki jak w elitarnych szkołach prywatnych. Oto moje wnioski: 1) Złe przygotowanie wczesnoszkolne. - niektórzy z nauczycieli zintegrowanego po prostu nie przykładają się do swojej roboty. Olewają pracę i jeżeli ja dostanę dziecko w 4 klasie, które nie umie dobrze pisać ani czytać ( nie mówiąc już o zrozumieniu) -to choćbym na głowie stwała to i tak nie osiągnę rezultatów. 2) Brak zaangażowania rodziców w kształcenie dzieci. I tu jest poważny problem. RODZICE!!! SZKOŁA NIE JEST W STANIE WYKSZTAŁCIC WASZEGO DZIECKA BEZ WASZEJ POMOCY!!! Chodzi tu o dpilnowanie prac domowych, wspólne rozmowy, zachęcanie do lektury. Dziecko trzeba uczyć od początku. W przeciwnym razie będzie mówiło półsłówkami i lakonicznie. Warto też wspomniec o stymulowaniu dziecka od najmłodszych lat a nie położeniu do łożeczka zeby gapiło się na karuzelę bądź szczebelki 3) Wychowanie - takie dzieci zazwyczaj od najmłodszych lat wychowywane są przez dziadków - rolników. Ci ludzie zazwyczaj mają naleciałości językowe i przekazują je wnukom. Dlatego teksty BYLIMY, ŻEM ZROBIŁ - ciężko jest wyplenić. Radzę skuppić się na innych sprawach. 4)Mało liczne klasy sa zaletą ale moga też być wadą. Jeżeli w klasie spotkają się dzieci mało ambitne ( a raczej te, które mają mało ambitnych rodziców, bo trzeba pamiętać, że w tym wieku to rodzic musi zachęcać dziecko do nauki, samo dziecko się nie zachęci) to wszyscy ciągną "w dół" a nie "w górę". Trafiłam jednak na mało zdolną klasę, u której udało mi się zaszczepić chęci i ambicje, ale teraz mam klasę zdolną, z dobrych domów i ambicji za grosz. Nawet wyrazów w kolejnosci alfabetycznej nie ułożą!!! Rozmawialam z rodzicami, ale po nich też to spływa. A jak dziecko widzi, że przyjdzie do domu i powie: mamo, dostałem jedynkę z matematyki a mama machnie ręką - to dziecko wie, że nikomu nie zalezy na jego ocenach. I to jest nie do przeskoczenia. Takie jest moje zdanie. Nie postawiłam kreski na tej klasie,ale przyznaję, że ciężko mi się w niej uczy, próbuję wszelkich metod i nic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×