Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Meleczek

pustka i samotność

Polecane posty

Chyba pomyliłaś wypowiedzi... :-0 Nikt mi nie gotuje obiadków, bo mieszkam sama.Rodziców odwiedzam rzadko, bo dzieli nas 300km. W domu NIGDY nie było tabunów ludzi - na pewno z tego też wynika to, co teraz dzieje się u mnie. Czytaj uważniej, co kto pisze, i nie myl rozmówców. Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A, i uwierz, że można chodzić samemu do kina - bo wtedy faktycznie ogląda się film. Można też chodzić samemu na spacer, a nawet do knajpy czy restauracji - tylko dobrze jest wtedy zabrać jakąś książkę. Wiem, że można, bo tak robię. W przeciwnym razie od kilku lat nie byłabym w kinie, na spacerze, na rowerze, na basenie, na aerobiku. Nie mówię, ze to przyjemne, taka pojedynczość - bo nie jest, to jest cholernie nieprzyjemne i przykre. Ale jakoś trzeba egzystować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zgadzam sie
meleczek, to chyba bylo do mnie. Ok, sorry, zostalam zjechana i nawet zrobilo mi sie glupio. Nie chcialam nikogo obrazac ani sie przechwalac. Po prostu zyje (zylam?) w swietym przekonaniu, ze to zalezy tylko i wylacznie od nas. Moja mama np ma prawie 50 lat i wciaz zawiera znajomosci, teraz ma nawet jedna kolezanke w moim wieku! Moze to zalezy do charakteru? nie wiem. Ale moze jednak warto sprobowac to zmienic skoro Was to unieszczesliwia? Chociaz moze rzeczywiscie nie macie jak, moze najlepiej zamilkne. W kazdym razie pozdrawiam wszystkich samotnych 🖐️ PS. Jak jest Was tyle to czemu sie jakos nie "spykniecie"? Ok, ja juz spadam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sammok
"W moim domu (a raczej w domu moich rodzicow) zawsze bylo i jest pelno ludzi, cioc prawdziwych i przyklejanych, sasiadek i sasiadow aktualnych i bylych, znajomych mamy, znajomych taty, moich znajomych, znajomych siostry, obecnych i bylych chlopakow moich i siostry itd itp. Ja juz dawno tam nie mieszkam, jedynie wpadam tam czasem i to przewaznie z jakims gosciem , ale nadal uwilebiam miec wokol siebie ludzi. Jest mi to niezbedne do zycia. Kilka razy zmienialam miejsce zamieszkania, kilka razy zmienialam prace i wciaz wszedzie poznaje nowych ludzi, nawiazuje przyjaznie, znajomosci, romanse. I nie boje sie, ze to sie kiedys skonczy, bo gdzie bym sie nie znalazla to zawsze spotykam cudownych ludzi. Moze mam do nich szczescie, a moze to kwestia wychowania, nie wiem." A w moim domu nigdy nie ma i nie bylo gosci. Co za tym idzie, nie wychodzilo sie rowniez do nikogo. No, przesadzam moja mama ma jedno kolezanke. Ojciec zato nie ma ani jednego kolegi. W moim domu mieszka troje introwertykow. Widac tak chcial los. Czasami jest mi przykro, ze zyje tak w samotnosci wiedzac, ze mozna zyc inaczej. Jednak ta wiedza jest tylko ksiazkowa. Ja sam tez unikam ludzi, zle sie czuje w ich towarzystwie chociaz chcialbym zeby bylo inaczej. Coz, widac kwestia wychowania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nie znłam nigdy żadnego introwertyka, ale jeśli tak jest jak piszesz to czy tak naprawde nie wiesz jak to jest być wśród ludzi i samotność jest Twoim chlebem powszednim- czyli nie odczuwasz jej tak mocno jak inni?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sammok
Dokladnie tak. Samotnosc, mozna powiedziec, wyssalem z mlekiem matki. Wiec minelo duzo czasu zanim sie zorientowalem, ze ja tak naprawde jestem samotny. Wiadomo, w poczatkowych latach zycie wiekszosc rzeczy przyjmuje sie bezkrytycznie. I tak, w pewien sposob mi to odpowiada. Ale chyba dlatego, ze je nie wiem jak to jest zyc inaczej, nie potrafie inaczej. A propos introwertyzmu. Na pewno znasz nie jednego introwertyka, tylko nie zdajesz sobie z tego sprawy. Nie wiem jak sie rozklada procent introwertykow do esktrawertykow w ogole, na pewno tych drugich jest znacznie wiecej. U mnie trafilo tak, ze cala rodzina jest zlozona z introwertykow. Ja oczywiscie nie twierdze, ze introwertyzm to samotnosc i nie umiejetnosc kochania/wyrazania uczuc, ale bardzo czesto tak wlasnie jest.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
acha, no to mi troche rozjaśniłeś pojecie introwertyzmu... To tak troche jak z sexem, jak jest \"tak se\" to wydaje sie, że jest bosko, a jak sie spróbuje prawdziwej boskości to \"tak se\" było dnem.. Moż nie jest żle byc w swojej skorupce? Niczego nie znać, niczego nie żałować ..Podrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kendy
Przeczytalam wszystkie wypowiedzi i cholernie wspolczuje wszystkim cierpiacym na samotnosc, chociaz sama jestem w takiej samej sytuacji. Na codzien staram sie o tym nie myslec i w miare mozliwosci zapelniac czas jakimis zajeciami. Ale w pojedynke to tak jakos po prostu dziwnie wybrac sie do kina czy na spacer. Czlowiek ma ochote porozmawiac z kims podzielic sie problemami malymi czy duzymi, wszystko jedno.Mam nadzieje ze moze kiedys sie to zmieni. Najgorzej jest wracac do pustego mieszkania kiedy dokladnie wiesz ze nikt na ciebie nie czeka i niewiadomo czy kiedykolwiek bedzie czekal.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sammok
Jesli chodzi o zabijanie czasu to u mnie jest troche inaczej. Bo w moich obliczenaich na spedzanie wolnego czasu nie ma takiej rubryki jak kontakty towarzyskie (co wcale nie znaczy ze takowych w ogole nie mam, sa ale BARDZO sporadyczne, mimo iz w niektorych grupach jestem wrecz dusza towarzystwa) dlatego takie rzeczy jak czytanie, ogladanie filmow i tv, nauka jezykow, silownia nie sa zastepstwem czegokolwiek, ja tego tak nie odbieram. Tak wlasnie moje zycie zawsze wygladalo i wyglada. A w dluzszej perspektywie, kiedy cos planuje nigdy nie biore pod uwage sytuacji, w ktorej jest przy mnie jakas "bliska" osoba. Takie czegos w ogole nie biore pod uwage. Co nie znaczy, ze nie chcialbym miec kogos takiego. Zdaje sobie jednak sprawe ze bedzie bardzo trudno. Tym bardziej, ze moim zdaniem najgorsze jest samotnosc "we dwoje". Samotnosc w pojedynke, zostawia przynajmnieij duzo miejsca dla marzen i fantazji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kendy
Do Meleczki : chyba mamy bardzo podobna sytuacje. Ostatnio mialam chwile zwatpienia. W pracy bylo male przyjecie z okazji slubu kolezanki. Nie zazdroscilam jej absolutnie ale bylo mi przykro ze wracam do pustego mieszkania i nie mam z kim porozmawiac. Mam jakis tam znajomych czy przyjaciol ale oni sa na etapie zakladania rodzin i niebardzo maja czas juz na spotkania, imprezy czy spontaniczne wypady gdziekolwiek.Wiec nie moge wymagac od nich aby poswiecali mi swoj czas. Czasmi tak sobie marze ze pewnego dnia w jakis blizej niespotykanych okolicznosciach przyrody poznam tego jedynego i nic juz nie bedzie takie same:)). Wiem ze to sa takie marzenia naiwnej nastolatki ale w jakis sposob dalej to nadzieje na zmiane.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dokladnie tak jest
sammok, moge to potwierdzic. Samotnosc we dwoje jest gorsza, zyje sie tak obok siebie, takie to nieszczere.... albo sie jest ze soba i sie chetnie jest ze soba albo lepiej podjac (nielatwa) decyzje i byc "samemu" samotnym. Oczywiscie mam czesto taki "dzien smutkow" ale ogolnie o wiele lepiej sie czuje, tak lekko, od kiedy "zrobilam porzadek" w moim zyciu uczuciowym. Mimo ze nie latwo nawiazuje znajomosci, mysle ze z czasem poznam milych ludzi :) Moze jest przypadkiem ktos tutaj ze Stuttgartu?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No cóż wygląda na to, że rozmowa umarła śmiercią naturalną. Szkoda Meleczek, że nie mam twojego e-maila bo chętnie porozmawiałabym z Tobą poza forum. Jeżeli masz ochotę to napisz do mnie xewax@poczta.fm (inni też mogą).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość może podniosę
Ja to po pierwsze nie mogę znaleźć pracy. Ale nawet wtedy gdy pracowałam to te moje kontakty ze współpracownikami ograniczały się prawie zawsze do widywania się tylko w pracy, a nawet jak jakieś spotkanie poza pracą wynkło to była to prawdziwa rzadkość. Po prostu za bardzo jestem zakompleksiona i caly czas mam wrażenie że inni mnie nie potrzebują a z kolei panicznie boję się narzucać, szczególnie jak dwie osoby wychodzą na pogaduszki na korytarz i ja przyjdę o coś zapytać to wpatrują się we mnie jakoś tak dziwnie jakby chcieli zapytać: "A czego ty tu chcesz...?" :(:/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×