Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Nuria

Już nie dół, a przepaść

Polecane posty

Gość Nuria

No dobrze, w zasadzie wcale nie chciałam zakładać tego tematu... ale po prostu muszę z kimś porozmawiać. Przygotujcie się więc na długi opis lęków egzystencjonalnych niedorozwiniętej licealistki... Cóż, od czego by tu zacząć? Mam 16 lat - i w tym momencie większość osób wyłączy okno, mając dość ciągłych depresjii rozhisteryzowanych nastolatek. Proste, prawda? Nie masz żadnych problemów, to tylko dojrzewanie, przesadzasz, przejdzie ci... słyszę to bardzo często. Albo z drugiej strony: nikt ci nie pomoże, to wszystko twoja wina. Dlatego przyszłam tutaj, prosić o pomoc. Mam nieszczególną rodzinę... ale nie chcę o niej mówić, bo wiem, że są ludzie którzy mają gorzej. Krótko: matka i ojciec najeżdżają na siebie od rana do nocy. Oni już nie rozmawiają, tylko wymieniają wrzaski. Matka jest po prostu.... nie do końca zrównoważona. Cóż, moje problemy to chyba głównie moja wina. Nigdy nie byłam taką dobrą córką jak moja starsza siostra, chociaż zawsze, zawsze próbowałam. Ba, do dzisiaj próbuję. Siostra jest perfekcjonistką, ma ułożony plan życia na dzisięć lat w przód, zawsze świetnie się uczyła... a ja jestem dość roztrzepana. Taka romantyczka i marzycielka ze mnie. Rodzicom nie bardzo się to podoba. Całe życie słyszałam, ze robię wszystko nie tak, że jestem beznadziejna, że muszę się zmienić. Bóg mi świadkiem, że próbowałam. Naprawdę próbowałam. To smutne, ale oni chyba nie zauważyli moich starań. Wciąż mówią, że powinnam się zmienić. Nie wierzą we mnie, nie wierzą w to, że osiągnę swoje cele. Przeprowadziliśmy się i wtedy zaczął się horror. Nie jesteśmy specjalnie bogaci... musieliśmy zamieszkać w nieciekawej okolicy. Jestem nieśmiała i skryta, ale słyszałam już opinie, że jest we mnie jakaś duma i umiejętność trzymania ludzi na dystans... nie wiem, nie wiem, dość, że w nowym środowisku to się nie przyjęło. Zaczepki, przekleństwa i kamienie leciały w moją stronę za każdym razem, kiedy wychodziłam z domu. Przestałam więc wychodzić. Kiedy byłam w drugiej klasie gimnazjum przeszłam załamanie nerwowe. Chorowałam, leżałam całymi dniami na podłodze, kiedy wszyscy wychodzili rzucałam rzeczami i krzyczałam, płakałam, przestało mi zależeć na czymkolwiek. To cud, że zdałam do następnej klasy. Notorycznie cięłam się po rękach... nie, nie chciałam umrzeć. Jestem na to za słaba. Po prostu ból i krew były ucieczką... zresztą sama już nie wiem, po co to robiłam. Zaowocowało to jedynie ogromnym, duszącym obrzydzeniem do samej siebie. A w domu i tak nikt nic nie zauważył... Pomogli mi przyjaciele. Nie ma ich wielu... ale są. Postanowiłam sobie, że muszę być twarda, że nie dam się złamać drugi raz, że przełamię się i będę bardziej otwarta. Nic z tego nie wyszło. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafię okazywać uczuć ani naturalnie się zachowywać. Ludzie mnie omijają, mają za dziwaczkę albo zimną bryłę. Próbowałam rozmawiać z rodzicami, ale to tylko pogorszyło sprawę. Usłyszałam że sama jestem sobie winna. Wrócił nawyk samookaleczania. Zaczęłam obsesyjnie uważać na to, co i komu mówię. W efekcie odcięłam sie od wszystkich. Chciałam zgłosić się do poradni psychologicznej, ale rodzina mi odradziła. Sama nie wiem, czemu jeszcze liczę się z ich zdaniem... Dzisiaj nie jest wcale lepiej. To jest jak przypływ i odpływ... wydaje mi się, że jestem na drodze do lepszego, a potem to znowu wraca i mnie zalewa. Jakby głos w mojej głowie przypominał mi wszystkie obelgi, które usłyszałam i dodawał "oni mają rację". Kiedy wychodzę z domu nadal wita mnie wszechobecna wrogość. Tutaj "kaflara" to moje drugie imie. Nikt mnie nie szanuje, nawet ja sama. Od pewnego czasu kiedy sięgam myślą wstecz nie potrafię już powiedzieć, co było snem a co wydarzyło się naprawdę. Moje życie jest wieczną grą - przed znajomymi udaję kogoś, kim nie jestem, w domu z kolei muszę uważać na słowa, żeby znowu nie usłyszeć że jestem głupia. Już nie wiem co mam robić. Czuję się zmęczona, tak potwornie zmęczona, że chciałabym tylko zamknąć oczy i więcej ich nie otwierać. Ja wiem, że są ludzie, którzy mają gorzej, że moja sytuacja wcale nie jest tragiczna... ale już nie umiem. Proszę, pomóżcie mi. Powiedzcie, co mam robić, skoro wszyscy moi bliscy wybrali obojętność.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
:) nie smuć się :) chciałabym Ci pomóc,ale nie potrafię :) mogę się do Ciebie uśmiechnąć :):):)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Nuria
Dizękuję Sissy. To też pomoc :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×