Gość Trauma85 Napisano Grudzień 8, 2008 nie, nie jest to kolejny blyskotlwy temat opisujacy paradoksy zycia. Jestem mlodym zmeczonym ale i zafascynowanym zyciem czlowiekiem ktorego najwiekszym przeklenstwem jest to ze nie moze zyc w zwiazku choc bardzo tego pragnie Z milosci wyjechalem do anglii chcialem pomoc kobiecie mego zycia z ktora jestem a moze juz nie. decyzje o wyjedzie zaproponowalem poniewaz chcia,chcielismy pomoc i jej rodzicom z powodu dlugow teraz po 2 latach moim jednym osiagnieciem jest zniszczony zwiazek ktory skazalem na powolna smierc patrzylem jak umiera on,marzenia milosc nie zdajac sobie sprawy co widze teraz juz niewiem gdzie stoje i jaki mam cel w zyciu dopiero zazdrosc otworzyla mi oczy dopiero ona. planuejemy powrot do polski lipcu, zyjac ze soba obok ,zar wygasl a ja modle sie by moc go wzniecic by naprawic to bylo mi mowione by odbudowac, obcy kraj, ktory toczy czlowieka od srodka mamiac dobrem odbierajac co cenne zabija milosc napisalem co czuje co mysle choc zabrzmi infantylnie wszystko to nie ma sensu jesli nie masz kogos z kim bys mogl to dzielic pieniadze? auta? zloto? mialem kobiete ktora byla scesliwa przy mnie bez tego za pierscionek nie chciala zlota zbrylantem wystarczyla jej upleciona galazka dom? ja bylem jej domem wszedzie gdzie stawalismy czemu o tym zapomnialem? bedu tu dla ciebie trwal jak latarnia wyczekujac lub bede szukal jak skawinski Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach