Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Kalmeleonka__234

Powiedzieć mu o tym?

Polecane posty

Gość Kalmeleonka__234

Spotykam się z cudownym chłopakiem. Nie jesteśmy ze sobą jeszcze, ale widać jak mu zalezy, bardzo się stara. Kolacje, kwiaty, maniery dżentelmena- na porządku dziennym. Jest tylko jeden problem. Choruję od kilku lat na bulimię. Do tego doszły zaburzenia depresyjne. Są dni kiedy do 13 leżę w łóżku albo płacze cały dzień. Kiedy on mnie widzi- tryskam dobrym humorem. Niestety nie zna mnie wtedy kiedy jestem naprawdę samotna i chora... Kiedy mojemu byłemu powiedziałam o tym, wykpił mnie. Żartował z moich samookaleczeń (już tego nie robię) dlatego teraz tak bardzo boję się zaangażować w ten związek. Bywają chwile, kiedy odwołuję randki bo nie chcę, zeby zobaczył w jakim kiepskim stanie jestem. Przecież nikt nie chce mieć za dziewczynę "wariatki" :( Jestm mi z tym naprawdę ciężko..Nie wiem już jak sobie radzić:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
a byłaś z tym u lekarza??? i dobrze by było że byś jego od samego początku nie okłamywała. może pomoże ci z tym jak jemu o tym powiesz???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Oczywiście, że powinnaś mu powiedzieć. Ja od siedmiu lat zmagam się z anoreksją bulimiczną, powiedziałam o tym mojemu już eks mężowi na samum początku znajomości (czego się wyparł ;) ). Szczerość to podstawa w związku. Jeśli myśli o Tobie poważnie, to z pewnością pomoże Ci w tej chorobie :) A jeśli chodzi o samą bulimię czy anoreksję... Tak naprawdę nie da się ich do końca wyleczyć. To choroby nałogowe, jak alkoholizm. Można je zaleczać i nad nimi panować, ale nigdy wyleczyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
ByłaM u lekarza, chodze regularnie się leczyć. Ale ja nie chcę, żeby on mi pomagał, bo jeśli na nim oprę swoje zdrowie psychiczne, to ono runie, jeśli on mnie zostawi, opuści, odejdzie:o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
Moje Alter Ego- tak myślisz? Hm..Ciekawe to co piszesz....Myślisz, ze powinnam iśc na terapię w związku z tym leki mi nie pomagają a ja jestem coraz bardziej załamana:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tu nie chodzi o to, żebyś się na nim opierała w 100%. Związek to dwoje ludzi a nie bycie oddzielnie. Tu chodzi o szczerość, zaufanie. Po co Ci mężczyzna, skoro nie chcesz się na nim oprzeć? Człowiek jest zwierzęciem stadnym i powinien współpracować. Może jeszcze nie dojrzałaś do związku?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
skoro nie jestescie jeszce razem, to nic mu nie mów...tak bedzie najlepiej.. sa rzeczy o ktorych nie mowie sie od razu..:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tara82
Kameleonko ,powiedz facetowi. JeSli ,jak mówisz ,zależy mu na Tobie,stara się,jest ok ,to zrozumie ten problem. Ja od 5ciu lat choruje na bulimię i powiedziałam mojemu facetowi obecnemu prawie od razu. Też mam stany depresyjne. Myślałam ,że weżmie mnie za wariatke ale stwierdziłam ,że jak mamy razem cos budowac ,to muszę byc szczera.Zresztą gdyby Go to odstraszyło ,to znaczy ,że nie byłby to facet dla mnie. Wiesz ,co zrobił ,jak sie dowiedział o mojej chorobie? Po pierwsze powiedział ,że jestem głuptasem ,jeśli myślałam ,że mnie z tego powodu zostawi a po drugie ,sprawdził sobie w necie ,czym ta choroba dokładnie jest ,poczytał o niej. Naprawdę mnie wspiera i akceptuje. Zresztą u mnie w tej chwili bulimia jest zaleczona ,od dawna nie było ataku ale czuwam ,bo wiem ,że to wraca. Duża zasługę w moim zaleczeniu ma właśnie mój facet.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
Dojrzałam Ale mam za sobą takie przykre doświadczenia. facet któremu powiedziałam z czym się zmagam, zostawił mnie po roku znajomości, randek, seksu. Wiem, ze byłam dla niego za dobra. Wykorzystał to. Nieraz było tak, ze kochałam się z nim a łzy ciekły mi po policzkach:( Teraz chcę inaczej, ale znów mi się wszystko wali:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Leki na to nie pomogą. Choruję już tyle lat, że w moim żołądku jest już chyba dobrze prosperująca apteka ;) Na anoreksję czy bulimię najlepsza jest cierpliwość i bliskość osób, które kochasz i na których Ci zależy. To choroba osób delikatnych, wrażliwych, bardzo ambitnych, które niepowodzenia i stresy odreagowują w pewien określony sposób. Brałam kiedyś seroxat, lekarka przepisała mi też depakinę - po tym ostatnim miałam takie psychodeliczne jazdy i załamki, że potrafiłam przewyć w łóżku cały weekend. Odstawiłam świństwo i zajęłam się tym, co kocham i co lubię robić :) Choroba odebrała mi siły i zdrowie - mam lekarskie zaświadczenie o niezdolności do pracy (w urzędzie pracy pani biurwa żądała ode mnie podania daty, kiedy wyzdrowieję i wykreśliła mnie z rejestru osób niepracujących). Trzeba jednak żyć ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
Tara82---> a powiedz mi? jak ją zaleczyłas? terapią? To pomaga...?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nic nowego
podobno fluoksetyna (prozac) pomaga na bulimię

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kameleonka, przytulam :) Skoro miałaś tak przykre doświadczenia, to może troszkę poczekaj, aż upewnisz się, że obecny mężczyzna jest wart zaufania. Ale później nie wahaj się, o ile nabierzesz całkowitej pewności :) Mój eks mąż pod koniec małżeństwa mówił mi, że się mnie brzydzi, sexu nie było już praktycznie pół roku po ślubie. Zarzucał mi, że przeze mnie nie będzie miał wymarzonego syna. Bardzo bolało. Damy radę :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A po co uzależniać się od psychotropów?? :-o To popadanie z jednego uzależnienia w drugie. Ja maluję, gram, śpiewam, robię biżuterię. Piszę książkę, którą chcę wydać :) Robię wszystko, by zająć czas, by nie myśleć o lodówce - nie zapełniam jej :D A kiedy przychodzi depresja, po prostu z nią nie walczę - nie tracę wtedy sił ani chęci do życia. Pozwalam jej przez siebie przejść.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
Moje alter ego--> bardzo mądrze i dojrzale piszesz..dziękuję... Bardzo chciałabym jakoś to powstrzymać..Chyba faktycznie najwyższy czas jakoś się z tym uporać. Też nie wierzę w psychotropy...tyle ich już brałam. Prozac czyli fluoksetynę chyba najdłużej. nie pomaga:( Przykro mi, ze masz takie smutne doświadczenia. Mimo to widzę, że nie tracisz siły i wiary...bardzo Cię podziwiam... Ja dziś znów sie objadłam. Czuję się fatalnie. Chciałabym wreszcie się z tym uporać a przynajmnienm wyjsć na jako taką prostą. niestety na rodzinę moge średnio liczyć. Oni często nie rozumieją. Ale tłumaczę. Moze trzeba to robić do skutku? A co do robienia tego co się lubi- super hobby sobie znalazłas. Może też powinnam poszukać? Lubię sport, moze wtym kierunku pójdę?:)...sama już nie wiem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A masz siłę na sport? To bardzo dobry pomysł - wymaga samokontroli, może pomóc :) Mi proponowano psa, żebym zajęła się czymś innym, niż sobą i tym przeklętym choróbskiem :) Wiem co czujesz. Moi rodzice dłuuugo nie rozumieli, co to za choroba. Podobnie była teściowa - niedzielne obiadki były torturą :) Najważniejsze jest to, żebyś powolutku przejmowała kontrolę nad nią. Nie zawsze to wychodzi, bo to przecież nałóg. I trzeba pamiętać, że nie wolno dopuszczać do siebie wyrzutów sumienia. Stało się, był atak. Ok. Miałam kontakt z Wielkim Uchem. Ok. Zaczynamy od początku. Do skutku. Bez oglądania się za siebie. Można nad tym zapanować, ale świadomie. Leki tak naprawdę wszystko utrudniają, bo otumaniają i przyzwyczajają do świadomości, że wystarczy je łyknąć i będzie lepiej. A to bzdura! Siła jest w nas a nie w tabletkach. Trzeba to tylko w sobie odkryć i wykorzystać :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tara82
Kameleonko ,nie było łatwo wyrwac sie z tego"zaklętego kręgu":(. Zaczęłam udzielac sie na forum ,pisały tam dziewczyny ,które 10,12scie lat zmagaja sie z tą choroba.Spustoszenia ,jakie w ich organizmie wyrządziła bulimia były straszne-wypadanie włosów ,bezpłodność,(wahania hormonalne),zniszczona skóra ,zęby,depresja.Przeraziłam sie.Opowiedziałam przyjaciółce o chorobie ,pózniej chlopakowi.Miałam wsparcie.Bardzo chciałam z tego wyjść. Postraszył mnie też mój ginekolog.Miałam złe wyniki badań ,przeraziłam sie ,że nigdy nie zajde w ciąże i że na własne życzenie. Poza tym zaczełam działac ,jako wolontariuszka w pewnym stowarzyszeniu i to tez mi otworzyło oczy.Zobaczyłam ,że są ludzie ,którzy jeżdżą na wózkach ,chore dzieci ,prawdziwe dylematy a ja niszcze siebie i swoje zdrowie dla kilku cm mniej w talii,że spedzam godziny nad sedesem,podczas kiedy życie ucieka.Nabrałam chyba zdrowego dystansu. Wcześniej chodziłam na terapie grupową 3 miesiące ,pózniej zamieniłam ja na prace w stowarzyszeniu. Sporo czasu zajęło mi uczenie się nowych nawyków,wprowadziłam pare zasad-nigdy nie pozwalam sobie na bycie głodna (zawsze mam przy sobie kanapke ,jablko ,jogurt),nie kupuje dużych ilości jedzenia,jak mam kryzys-dzwonie do koleżanki albo faceta (taką mamy umowę)gadamy przez telefon ,piszemy nagg ,cokolwiek-aż chęć dzikiego najedzenia się mija,zajmuje sobie czas maksymalnie ,staram sie byc aktywna cały dzień.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dlatego wspomniałam o tym, że nad bulimią, tak jak nad każdym nałogiem, da się zapanować. Nie da się go jednak wyleczyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tara82
Acha ,jeśli chodzi o tabletki ,to lekarka proponowała mi seronil ale nie skorzystałam .Tak naprawdę to siedzi u nas w głowie i trzeba zacząc inaczej myślec ,małymi krokami cos zmieniać. "Moje alter ego" ma racje ,nie wolno sie załamywac jednym atakiem ,trzeba wstać i walczyć dalej,mimo to. Sport jest świetny,wyzwala naturalne hormony szczęścia ,pozwala sie odstresować ,nie myślec a poza tym ,jak jesteś zmęćzona maksymalnie ,to nie masz siły na głupoty;).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tara82 - to chyba nie było z Tobą jeszcze tak źle. Ja zachorowałam, bo ważyłam ponad 100 kg a występowałam na scenie - śpiewałam. Miałam dość ubliżania mi przez siostrę (z którą śpiewałam), wyśmiewania mojej tuszy, wiecznych pretensji o to, że przeze mnie nie możemy się ubrać na koncerty w fajne ciuchy. Miarka się przebrała, kiedy po jednym z koncertów napisano o mnie "sprzątaczka z Polski". Bardzo to przeżyłam i zaczęłam się odchudzać. Rok później ludzie mnie nie poznawali na ulicy a na koncertach rozpisywano się na stronach www i w prasie tematycznej na temat mojej figury i zmian na lepsze. Tylko nikt nie wiedział, ile mnie kosztowało zrzucenie tych 55 kg. Tu nie chodzi tylko o zgubienie paru cm (to raczej anoreksja niż bulimia), tylko o akceptację środowiska. Presja, pod którą co wrażliwsi uginają się, jak drzewa na wietrze. Dopiero po tym wszystkim (mdlałam na scenie, miałam krwotoki, lekarz orzekł, że nie mogę mieć dzieci itp) zrozumiałam, że TO JA mam siebie akceptować i to ODE MNIE zależy moja przyszłość, nie od ludzi, którzy są wredni, podli i zazdrośni o każdą, najmniejszą nawet dobrą rzecz w życiu innych. Jestem chora i będę chora, pogodziłam się z tym. Ale umiem (staram się) żyć z tą chorobą i każde nad nią zwycięstwo jest moim osobistym sukcesem, które pozwala mi zasypiać z uśmiechem na ustach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Serotonina to podstawa :) Promienie słoneczne ją wyzwalają. I czekolada :) Jeśli masz wyrzuty sumienia po zjedzeniu czekolady, polecam naturalny ekstrakt z morwy białej (suplement diety), który nie dopuszcza do przyswojenia niezdrowych cukrów przez organizm. Mama mojego przyjaciela, osoba chora na nerki, poleciła mi je :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
Dziękuję Wam za wasze historie. Sama zastanawiałasm się nad terapią. Wstyd się przyznać, ale zaczęłam trzy. Nie było żadnej poprawy. Żadnej. Nie prtzsetałam jesć. A faktycznie z tabletkami jest tak, że otumaniają i wmawiają, ze wszystko minie jak po dotknieciu czarodziejcką różdżką. Teraz wiem, ze to choroba- to coś jak nałóg. Tyle, ze gorszy od alkoholizmu bo alkoholik nie pije a my jeśc musimy. Musze sobie jakoś z tym poradzić. Też mam taką dziwną sytuację w rodzinie. Na terapię (kolejną) chyba już się nie zdecyduję. Bo przecież ja DOSKONALE WIEM jak sobie radzić- nie dopuszczać do ataków jedzenia. Zająć się czymś, maksymalnie zajać czas, wykorzystać dzień, nie nudzić się. Boję się każdego dnia, kiedy musze zostać sama w domu. Ludzie mi mówili "terapia terapia" ale mnie do cholery terapia nic nie daje. Mam w glowie tyle toksyn, ale sama powinnam sobie z tym poradzić...mam rację? :) A co do wyrzutów sumienia- ciagle jeszczce je mam, choć staram się godzić z tym, ze znów upadłam. Ale wstaję...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tara82
Moje alter ego ,wierz mi było ze mną źle .Doskonale Cie rozmumiem ;omdlewanie ,krwotoki -to wszystko tez mam za sobą. Bywały takie dni ,że musiałam brać taksówkę z pracy,bo nie byłam w stanie dotrzeć inaczej do domu. Jak teraz na to patrze ,do czego potrafiłam się doprowadzić... Tak ,masz racje ,u mnie też była presja otoczenia.Wokół dziewczyny ,które ważąc 58kg uważały sie za grubasy:O.Otoczenie pięknych i niezkazitelnych.Tak ,jak Ty na scenie ze stu kilogramami ,tak ja wśród nich z moimi 82ma czułam się nie na miejscu ,gorsza itp. Schudłam do 55ciu i zaczęły sie ataki bulimiczne .Po prostu organizm domagał sie pozywienia a w głowie po każdym posiłku huczało mi"nie możesz tyle jeśc ,będziesz znowu gruba" i tak to sie zaczęło...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mgkgf
jestem dowodem na to, że to nie wraca, mozna sie wyleczyć, ba nawet zapomniec o tym, ze kiedyś było sie chorym. Jestem "czysta'' od 13 lat. Chorowalam jakies 2-3 lata. Udało mi sie wyjść z tego samej. Moja rada-zacznijcie normalnie jeść-wtedy zapobiegniecie wilczemu apetytowi. Druga podstawowa zasada-unikajcie, miejsc sytuacji, w których Was napadało. I po trzecie zajmijcie sie czymś, starajcie się byc stale zajęte, nie mysleć. Powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tara, znam to :( Dziewczyny, muszę uciekać - dzisiaj przychodzi do mnie nowy uczeń i muszę się przygotować do lekcji :) Jeśli jednak będziecie chciały pogadać, w stopce jest mój mail :) Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego dnia :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
Dzięki:) Odezwę się, miłego dnia!! :):):)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tara82
Alter ego,ciesze się ,ze jest ktoś kto mnie rozumie .jak widzę motywy do odchudzania miałyśmy podobne i niestety podobnie się to skończyło:O. Odezwę się do Ciebie na maila ,byc może jest to kolejna forma terapii dla nas:). Kameleonko,pisz tu ,jak Ci idzie ,moze razem będzie nam łatwiej .Nie zapominaj ,że ja właśnie dzięki takiemu forum zaczęłam walczyc o siebie i wychodzić z bulimii. Życze wam Dziewczynki spokojnego dzionka bez ataków ,za to z uśmiechem:). Też idę popracować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mgkgf, to nie tak. Wszystko zależy od wrażliwości, charakteru, czasu trwania choroby i wielu innych czynników. "Moja rada-zacznijcie normalnie jeść-wtedy zapobiegniecie wilczemu apetytowi" - nie do końca się z tym zgodzę. Zanim do tego dojdzie, trzeba mieć świadomość "normalnego jedzenia". Wilczy apetyt nie jest wynikiem głodówki czy nienormalnego odżywiania się, ale niejednokrotnie to wynik stresów, nerwów, lęków itp. Zajadamy wtedy to wszystko, co nas przeraża i przerasta.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mgkgf
Masz rację, wszystko zależy od "motywu obżarstwa''. Ja bylam normalna szczupłą dziewczyna (większosc bulimiczek jest taka) Popadłam w manię odchudzania-owczy pęd, co wywoływało w rezultacie po pewnym czasie ataki wilczego głodu-wyrzuty sumienia-wymioty-depresja. Czyli depresja była u mnie skutkiem a nie przyczyna bulimi. Chciałam zachorować, by móc jesc do woli. Wtedy nie było internetu, nie było ostrzerzeń, chorowało sie w samotności. Może nie jestem typowym przypadkiem, jednak moge podzielić sie swoimi doświadczeniami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kalmeleonka__234
Jak się wyleczyłas? Co Ci pomogło? jak walczyłas z napadami a raczej jaki inny sposób wybrałaś na odreagowanie? (zamiast jedzenia) ?? ja mam z tym największy problem:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×