Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość qwertyqwerty

Moj ojciec oskarza mnie ze jestem niczym bo nie skonczylem studiow

Polecane posty

Gość ktoś bez wyczucia
normalna i fajna dziewczyna, czy autor prosił o amatorską psychoanalizę osobowościową? normalnie nóż w kieszeni się otwiera, kiedy czyta się posty, napisane przez takie "ałtorytety" :O jeśli nie zadałaś sobie trudu doczytać o co chodzi, odpuść też i pisanie ojciec "nie mial nigdy czasu na poswiecenie prawdziwej uwagi dziecku,uwazajac ze jak zarabia to wszystko zrobil " ojciec powtarza mu cały czas, że jest "ograniczony, tepy i tylko ogolniak, ze jestem nikim, ze powinienm jeszcze przepraszac go, ze zostane starym kawalerem" ojciec dawał pieniądze, których potem wypominał syn, tłamszony przez tyle lat i zmuszany do zawsze i we wszystkim zgadzać się z ojcem i robić taj jak ten uważa widocznie nie mieszkają razem : ojciec "niszczy moje wypracowane sily wewnetrzne do zera, i znow odbudowuje je jak wyjade i zanim przyjade to znow do zera, probuje sie pozbiera i nie moge, jak przyjade to mi wchodzi ciagle i niszczy mnie" prawda, jak zwykle, leży pośrodku - ojciec uważa, że syn zawiódł jego nadzieje i nie jest w stanie tego wybaczyć, dołując syna i działając toksycznie (co nie poprawia sytuacji), syn czuje się pokrzywdzony i szuka pomocy, niech nawet i na forum i dopóki nie poradzi sobie sam ze sobą, z uświadomieniem sobie kim jest i ku czemu dąży, będzie się plątał w tej chorej sytuacji :O a to, że nie potrafi znaleźć sobie kobiety, to winą obarczajcie nie tylko chłopaka, dzieciństwo i okres dojrzewania w tak toksycznych warunkach rzutują na dalsze życie i żadna kasa nie jest w stanie tego załatwić, sprawę kasy pozostawiłabym nawet bez uwagi - nikt ojca nie przymuszał do wydawania dużych kwot, sam tak postanowił, więc, moim zdaniem, nie ma co wypominać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość tr00lik
ja sie ine napi3rdolic- narta

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do psychologa marsz
najlepiej razem z ojcem :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wiola1986
mój ojciec, mowi ze jestem nierobem i darmozjadem, ze nie nadaje sie na studia a przede wszystkim, ze nic sie nie ucze. a najgorsze jest to, ze jestem na studiach dziennych (medycyna) i pobieram styp naukowe. no i ze jestem dziwka, bo nie wracam czasem na noc, bo ide np. na imprezę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
myślę, że powinieneś jak najszybciej wyfrunąć z gniazda, bo póki tego nie zrobisz, nie będziesz miał na tyle siły psychicznej, żeby się podnieść. Szukasz w ogóle jakiejś pracy? Może ktoś z rodziny mógłby Ci pomóc? Bardzo współczuję Ci ojca, bo mam takiego samego despote...Naprawdę jedyna droga to usamodzielnienie się. Musisz mieć jakiś luz psychiczny, żebyś mógł na spokojnie zastanowić się, co byłoby dla Ciebie najlepsze... A zupełnie inną kwestią jest to, że bycie kimś, to bycie dobrym, wartościowym człowiekiem, do tego nie trzeba domów z basenami ani papierka z SGH...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość katoldespota
zycie jest takie ze ludzie tacy jak ty potem dostaja jeszcze od zycia po mordzie bardziej niz ci co mieli to co powinien miec kazdy w rodzinie, milosc bezwarunkowa, wlasne zdanie szanowane i budowanie pewnosci siebie, rozwijanie zainteresowan, a nie tylko kasa kasa i kasa i potem mowienie, ze nikt nic nie robi, a ten robi i to dla was, dla ciebie i ze jest ktos do niczego i daje kase i ciagle tak mowi, to chore jest, pamietaj, dostaniesz w morde jeszcze tysiace razy wiecej od innych bo poczatek zycia ktos ci zniszczyl, to ze to zauwazyles i szukasz pomocy to jest ogromny krok, bo na pewno jestes zamkniety w tym szanuj ojca itd, dawny zabobon, nie sprawdzony w praktyce, dostaniesz wiele razy w morde, wiecej niz inni, przygotuj sie na to psychicznie, uda sie ale bedzie bardzo ciezko, sukcesy twoje bede inne niz innych, jak zrobisz nawet "krok sam" a inni dziesiec krokow to bedzie to sukces twoj indywidualny, mimo ze porownujac rowiesnikow ktorzy mieli tate a nie ojca-despote to zawsze juz wypadniesz gorzej, prawda jest taka ze przegrales kawal zycia, reszta pozostala.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość heyahka
najlepsi sa ci co do kosciola a potem chwala sie autami ktorymi jezdza pod kosciol, zenada, albo wielce katoliccy a boja sie smierci, smieszni sa ci katokoniunkturalisci, niestety wiekszosc w spoleczenstwie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Diabeł z Jersey
uciekaj!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ponawiacz 24 h
jw.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość masz xboxa
porady, sprzęt,...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aaaaaaaaaaaaaaaaattttaaaa
rozumiem cala sprawe, moje zycie doprowadzilo mnie na samo dno, lata mijaja i dno jest jeszcze wieksze :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aaaaaaaaaaaaaaaaattttaaaa
niestety dla mnie nie ma juz ratunku

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aaaaaaaaaaaaaaaaattttaaaa
szkoda ze nikt nie kontynuje tego watku, moze i mi by to cos pomoglo

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ze mną podobnie....
Byłam w prawie identycznej sytuacji jak Autor, z tym, że ojciec też pił... W wieku 23 lat padłam totalnie, po tym jak tata ciężko chorował przez rok i patrzyłam na to codziennie z bólem serca, a miałam jeszcze mnóstwo nauki i wyścig szczurów na studiach.... Wybaczyłam mu to, co było, bo też miał bardzo ciężkie dzieciństwo, czasy wojenne jeszcze pamiętał i potem został sam. Wyjechał z prawie niczym, dorabiał się od początku. Przerzucił na mnie swoje ambicje w wojskowym stylu... ale oczywiście czułam się winna za wszystko, nigdy nie byłam wystarczająco dobra, później zarzucałam sobie, że on pije przeze mnie, bo jestem złą córką i chciałam go "wyleczyć" sukcesami w szkole. Całe życie tylko stres, stres i nauka, presja i brak snu, bo nauka była ważniejsza od zdrowia, gdyż oznaczała ile byłam "warta"... :O Jednak to moje totalne załamanie nastąpiło w rok po jego śmierci. Dopiero po około 2 latach męki w samotności, że jestem nikim (stare głosy z przeszłości, w tym od rówieśników którzy całą podst. mnie tępili), jakoś dowiedziałam się że jestem DDA/ DDD (dorosłe dziecko alkoholika / dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej). Teraz chodzę na grupę wsparcia, jest w wielu miastach, bardzo polecam !!! Przychodzą tam bardzo wartościowi ludzie, nawet tacy na stanowiskach czasem, w różnym wieku, a którzy nadal mają ze sobą problemy (praktycznie takie same). W grupie dobrze się więc rozumieją i to im dużo daje !!! Poszukajcie takiej grupy w okolicy !!! :) Aha, polecam też książki o DDA /DDD. Zobaczcie sobie jakie mają cechy, pewnie macie podobne, a tam się dowiedzie, jak sobie radzić ze sobą. Na grupie wsparcia dowiedziałam się o tym, że są (darmowe) terapie na depresję, odbywające się codziennie przez jakiś czas i nawet dają zwolnienie L4. To jest dobre dla każdej osoby, bo tam człowiek bada siebie, dowiaduje się o sobie nowych rzeczy i przerabia to z ludźmi, którzy się znają. Po tym, inaczej patrzy się na świat, na problemy, bardziej z dystansem do problemów i ludzi, którzy się od nas różnią, uczy się tam asertywności i poczucia wartości. Także polecam, powoli wychodzę z tego padołu nerwicy i depresji. Jak już z tego wyjdę, to będę o wiele silniejsza po tym wszystkim, co przeszłam. Ale ostatecznie nie żałuję tych trudności, mają one jednak plusy, uczą omijania głupot życiowych, rozwijają człowieka wewnętrznie, to jest jak przechodzenie surowca przez ogień, powstaje z tego coś szlachetnego, czasem nawet złoto (tylko proszę, nie poddawajcie się, jesteście bardzo wartościowymi ludźmi, rozumiecie/czujecie więcej niż ludzie bez większych przejść, możecie kiedyś dużo dobrego zrobić w życiu, wierzę w to). Życzę Wam nadziei i małych kroczków do przodu :) Bóg nas kocha takimi jakimi jesteśmy, szczególnie gdy nam bardzo ciężko, powierz Mu to Autorze, a wskaże Ci drogę wyjścia.. Napisz proszę później, co postanowiłeś... Będę kibicować...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Monique222
mój ojciec tez uważa ,że bez studiów jest się nikim. a nawet, że ludzie po kiepskich studiach są nikim. jestem na ciężkich studiach , ojciec mowi ,że to był moj wybór i zebym nie narzekała. Może i był ostatecznie mój , ale pod presją rodziców niestety takie cięzkie studia wybrałam. Mam zamiar je skonczyć choć nie widzę się w tym zawodzie po nich. Ale naszczęście można też zajmować się wieloma innymi zajęciami po moich studiach( jak po każdych zresztą) . Najgorsze jest jednak to ,że ciagle mi tylko mowi o nauce , nie można z nim o niczym innym porozmawiać. ale efekt jest odwrotny bo po takiej rozmowie zygać mi się chce to nauką i tym bardziej się nie uczę. Dla niego na pierwszym miejscu jest nauka ,a facet i inne sprawy ,ktore mnie interesują ( mogłam być modelką np bo wygralam casting) się nie liczą. Dla niego nie liczą się zainteresowania , pasje , tylko nauka mimo ,ż już w wieku szkolnym dawno nie jestem i jestem dorosła dziewczyna Ale naszczęście zmądrzałam i już się nie przejmuje jego wywodami jakbym sie go słuchala całe życie pewnie nie miałabym nigdy faceta , ani żadnych pasji , planów i studia byłyby całym moim życiem. I Tobie autorze radze to samo. Ojciec źle Cie wychował choć chciał jak najlepiej ,ale poprostu nie umiał. Ale Ty za to jesteś już dorosly i musisz sobie sam ułożyć życie nikt tego za Ciebie nie zrobi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Monique222
bo gdyby ojciec mnie motywował mowiąc ,, na pewno zdasz wierze w Ciebie ,ważne żebyś robiła to co sprawia Ci radość , sama musisz decydować o swoim życiu ja moge ci tylko doradzić" to sama bym znalazła motywację do nauki. a jak mi mówi teksty w stylu ,, ucz się ta zerówka jest bardzo ważna , jak jej nie zdasz to będzie wielka strata , najważniejsza jest nauka ,a nie inne pierdoły , ucz się dzien w dzień" i powtarza to ciagle to mi sie serio odechciewa. czuje sie jakby mnie ktos do czegoś zmuszał ,a nie robila tego dla siebie. dlatego kiepsko mi jak narazie idzie na studiach... w sumie nie dziwie się ,że nie wytrzymałeś i rzuciłeś swoje ( choc ja tak nie zrobię mimo wszystko) ... człowiek jak jest już dorosły chce sam podejmować pewne decyzje nie lubi być do niczego zmuszany ,życ pod presją... bo efekt jest odwrotny. Nienawidzimy wtedy swojej pracy ,studiów , bo nasze wybory zamieniają się w obowiązek ,przymus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
a po co ci studia, studia są dla tepakó, załóż właśną forme albo rób to co kochasz, wtedy odnosi się prawdziwe sukcesy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wiem o czym piszecie. Mój ojciec też zawsze mną poniewierał, i miał mnie za nic. Mówił mi, że jestem nikim i mnie się wstydzi, że jestem debilem (to po mojej matce). Wielokrotnie mnie bił. To wszystko dlatego, że wiele rzeczy w życiu osiągałem później, niż moi rówieśnicy. Ale to nie nie było uwarunkowane okolicznościami uzależnionymi ode mnie. Po prostu- od dziecka cierpię na pewne schorzenia, które utrudniają mi życie. Mam jeszcze siostrę, która jest za granicą, i nie utrzymuje kontaktów z naszym ojcem. Naszą mamą poniewiera od wielu lat, ale ona niema mu siły się przeciwstawić. Udało mi się skończyć studia, ale miałem duże kłopoty ze znalezieniem pracy w swoim zawodzie. Kiedy mi się w końcu to udało, miałem duże trudności ze zdobyciem samodzielnych uprawnień inżynierskich, ale i to w końcu się udało. Pracowałem, ale moje zarobki nie pozwalały mi na samodzielne utrzymywanie się. Nie miałem swojej rodziny- żadna kobieta nie zdecyduje się na związek z chorym mężczyzną. I tak de facto byłem skazany na mieszkanie z moim ojcem (pomimo że zawsze dokładałem się do utrzymania domu). Tolerowałem jago wyzwiska i obelgi. Myślałem, że jak jakoś ureguluję swoje sprawy zawodowe, to zacznie mnie choć trochę szanować. Ale nie, dla niego nadal byłem ciotą, nieudacznikiem który nic nie osiągną. Radziłem sobie unikając kontaktu z nim. Praktycznie do siebie nie odzywaliśmy, pomimo że mieszkaliśmy razem. Z pracy do domu wracałem bardzo późno, co ułatwiało mi ograniczenie kontaktu z nim. Pomimo, że dużo pracowałem, z uwagi na chorobę zarabiałem mniej niż moi koledzy, pracujący na takich samych stanowiskach. Kiedy miałem około 30 lat, zmarła moja babcia. Przed śmiercią życzyła sobie, żeby jej dom został odziedziczony przeze mnie i moją siostrę. Mój ojciec tego nie akceptował twierdząc, że jedynym spadkobiercą jest on, jako syn mojej babci. Chciał sprzedać ten dom, i zatrzymać pieniądze dla siebie. Pomimo, że był człowiekiem na stanowisku, nigdy w niczym nie pomógł ani mnie, ani mojej siostrze. Wtedy przelała się czara goryczy. Postanowiliśmy z siostrą upomnieć się przed sądem o spadek, a ojciec wyrzucił mnie z domu. Najpierw był strach, że sobie nie poradzę. Ale z czasem wszystko zaczęło się układać. Wprawdzie mi się nie przelewało kiedy mieszkałem sam, ale byłem w stanie się utrzymać. Potem poznałem kobietę, z którą chciałem przeżyć resztę życia, i co najważniejsze ona chciała tego samego. Mamy wspaniałą córkę, ale dopilnowałem żeby nigdy nie poznała swojego dziadka. Pomimo, że mieszkaliśmy w tym samym mieście nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu (kontakt utrzymuję z moją mamą, też nie mogła z nim wytrzymać i po mojej wyprowadzce wyjechała do siostry za granicę). Po jakimś czasie sąd przyznał rację mnie i mojej siostrze- spadek po babci należał się nam. Zamieszkałem w domu po babci, mam wspaniałą żonę i córkę. Pod względem zawodowym także wszystko nieźle mi się po układało. Piszę to po to teraz, ponieważ parę dni temu mój ojciec zmarł. Zmarł w samotności, w swoim domu. Lekarz mówi, że najprawdopodobniej długo się męczył. Nikt nie wiedział o tym, że coś mu się stało. Tuż po jego pogrzebie, kupiliśmy z siostrą butelkę dobrego wina, i sami wypiliśmy ją w ciągu jednego wieczoru (bynajmniej nie ze smutku). Tego wieczoru uświadomiliśmy sobie, że jedynymi więziami jaki łączyły nas z ojcem, były uczucia strachu i poczucia uzależnienia. Kiedy one znikły, kiedy przestaliśmy się go bać, i zdaliśmy sobie sprawę, że poradzimy sobie bez niego, stał się dla nas po prostu obcym człowiekiem. Chciał bym czytelnikom tego forum uświadomić jedną rzecz. Jeśli jesteście w takiej sytuacji w jakiej byłem ja, to szkoda waszego życia- strzelcie drzwiami do domu, i wyprowadźcie się. Wiem, że tacy tyrani jak mój ojciec uzależniają od siebie, ale oni chcą żeby wszyscy myśleli, że bez nich sobie nie poradzicie. A prawda jest taka, że każdy człowiek rzucony na głęboką wodę, jest się w stanie utrzymać, kiedy wie że po prostu niema innego wyjścia. POWODZENIA.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość m ądralIa
gość dziś dziekuje Ci za te slowa :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×