Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Maj23

Święta

Polecane posty

Gość Maj23

Odwieczny problem a może raczej różnica zdań. Już sama nie wiem może nie mam racji dlatego proszę o opinie. Wyszłam za mąż 3,5 roku temu. Zamieszkałam z mężem w jego mieszkaniu w którym mieszkał przed ślubem. Mieszkamy razem z jego Ojcem (teściowa umarła 10 lat temu). Mój mąż ma siostrę która mieszka nieopodal wraz ze swoim mężem i synem (córka mieszka sama z chłopakiem). Problem pojawia się przed każdymi świętami. Otóż w pierwsze święta BN po Slubie zostaliśmy zaproszeni do moich rodziców i co z teściem (zapomniałam wspomnieć że wcześniej mąż z teściem chodzili do jego siostry). Otóż wspólnie ze swoją siostrą mój mąż ustalił że lepiej będzie jak pójdzie z nami do moich rodziców żeby nie czuł się odtrącowny... no i tak pozostało obojętnie jakie święta Wielkanoc czy BN i obojetnie gdzie szliśmy czy do mojej mamy czy do mojej siostry teść szedł z nami. Jak próbowałam czasmi zapytać delikatnie mojego męża czy ewentualnie mógłby iść do siostry czyli swojej córki to słyszałam odpowiedź że przecież mieszka z nami to dlaczego ma do niej chodzić. Już sama nie wiem czy ja jestem dziwna czy czegoś tu nie rozumiem... ? Napiszcie jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zresztą należy wspomnieć tutaj że siostra wcale nie kwapi się do tego żeby ojca zaprosić, to przykre. Postanowiłam to zmienić i przed BN 2008 zapytałam ją wprost czy może zaprosić tatę do siebie bo my idziemy do rodziców. Rozpętałam tym wielką burzę, w końcu teść spędził tam wigilię ale wcześniej były wszelkie próby żeby do tego nie dopuścić. Najsmieszniejsze dla mnie było ustalenie godziny kolacji wigilijnej. Moja szwagierka powiedziała swojemu bratu czyli mojemu mężowi że wigilię robi 0d 16 do 18 i co później z tatą czy może mogą go przywieźć do moich rodziców. W ogóle sytuacja lekko śmieszna i później krzywo się na mnie patrzyła ona, jej córka itp. Po tym całym zdarzeniu powiedziałam że nie będzie już mnie to interesowało jak święta spedza teść i niech sami się o to martwią. No i wreszcie Wielkanoc, (mam dwójkę małych dzieci 2,5 latka i 5 miesiecy) na śniadanie zaprosili nas znów moi rodzice. I tak roboty miałam dużo sprzatanie mycie okien i przygotowywanie jedzenia z taką dwójką nie jest łatwe. Ustaliliśmy że w niedzielę idziemy do kościoła i później na śniadanko, nikt nie zapytał słowem co c ojcem ani mój mąż ani jego siostra. Przed wyjściem do kościoła zapytałam męża czy ojciec idzie do niej a on z wielkim zdziwieniem i oburzeniem że jak przecież idzie z nami i dlaczego mu o tym nie powiedziałam.... po prostu załamałam się. Poradźcie czy to ze mną coś nie tak czy jestem taka zła? Czy ja powinnam się tym interesować skoro oni nie wykazują zainteresowania. Dla ich to jest jasne mieszka z nami to musi chodzić z nami - problem z głowy....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Maj23
nikt mi nie pomoże :-(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomocy23
podnoszę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość szkoda ojca
przerzucacie go sobie jak gorący kartofel :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Głos społeczeństwa
A w czym Ci tak ojciec przeszkadza? Pewnie widzi co wyprawiacie i jest mu przykro. No chyba że naprawdę jest uciążliwy to współczuję. I tobie i jemu. Starość i samotność naraz są okrutne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość hfs
To było streszczenie ostaniego odcinka "Mody na sukces" ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×