Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Nie tak miało być...

Zagubiona...

Polecane posty

Gość Nie tak miało być...

Zwykle to ja czytałam różnego rodzaju posty na forach internetowych i na tyle ile mogłam „doradzałam” „pomagałam”. Teraz z przykrością musze stwierdzić że potrzebuje pomocy innych ludzi bo już sama nie potrafię obiektywnie spojrzeć na to co w moim życiu się dzieje na to jak ma ono wyglądać. Trochę się pogubiłam. Nie oczekuję bynajmniej jakiejś niezawodnej recepty na szczęście i na to jak żyć. Proszę tylko o obiektywizm wobec mojej osoby i mojej sytuacji w której chcąc nie chcąc się znalazłam. Postaram się najkrócej jak tylko potrafię opisać wszystko abyście mieli w miarę dokładny obraz wszystkiego. Mam 20 lat, mieszkam w mięście liczącym 20tys ludzi, pracy brak obecnie przebywam na przygotowaniu zawodowym ale z góry wiem że nie dostane tam pracy po jego ukończeniu. Zastanawiam się na wyborem studiów, w zeszłym roku studiowałam ekonomię jednak nie do końca był to mój wybór więc zrezygnowałam. Byłam z siebie dumna że potrafię rzucić w cholerę coś czego nie lubię i dążyć do celu. Tyle że tutaj zaczynają się schody. Wiem wielu z was pomyśli że poszłam na łatwiznę bo przecież mogłam ukończyć te studia jednak ja nie chciałam marnować czasu na nie. Bardzo dobrze się uczę, przede wszystkim lubię to robić. Od małego chciałam być psychologiem a konkretniej psychoterapeutką. Pomagać innym. Wiele osób mówi że na psychologię idą osoby które mają ze sobą problemy a więc cóż można więc że ze jako 7 letnia dziewczynka miałam już problemy. Tak na szczęście nie było. Odkąd pamiętam jest we mnie tyle empatii, zrozumienia, dobroci i dziecięcej naiwności że chce wierzyć ze zasady którymi się kieruje są dobre, że to wszystko ma sens. Jestem dzieckiem alkoholika, nie takiego który bił, awanturował się i wyzywał. Nie on po prostu pił i spał. Można powiedzieć że go nie było. Tata nie pije od 10 lat :) i jestem z niego bardzo dumna. Chciałabym mieć taką silę w sobie jak on. W wieku 17 lat opuścił dom rodzinny i zaczął żyć na własna rękę. Jednak nie o tym jak już napisałam jestem DDA i widzę po sobie że mam pewne objawy tego „schorzenia” min. niska samo ocena, choć kiedyś tak nie było, zawsze przedkładam cudze szczęście nad moje, myślę ze nie zasługuje na nie wiem dziwę ale tak jest, czasami boje się mówić czego pragnę… Nie wiem czy jest to bardziej spowodowane tym schorzeniem czy może tym w jakim przebywam związku. Od 4 lat jestem z pewnym chłopakiem parę lat starszym ode mnie ale nie dużo, zresztą tu nie chodzi o wiem, a może jednak chodzi. Na początku było cudownie był moim pierwszym poważnym chłopakiem. Wszystko było pięknie jak w bajce myślałam że chwyciłam Pana Boga za nogi. Aż do czasu kiedy uderzył mnie. I nagle poczułam się taka mała nic nie warta, ale ja zamiast zerwać, zakończyć to postanowiłam trwać, bo kochałam. Takie sytuacje powtarzały się często, bił, wyzywał, kopał, szarpał zabraniał spotkań, straciłam najlepsza przyjaciółkę, ale najgorsze jest ze zatraciłam siebie i wiem to i nie raz tak bardzo żal mi siebie, ale równie dobrze wiem że sama jestem sobie winna. Ktoś mógłby napisać przecież na własne życzenie mam takie a nie inne życie. Myślałam że jestem silna ale nie jestem trwam przy człowieku który mnie nie szanuje, którego się boję, boję się mówić o najprostszych sprawach bo może się to okazać za słoną zupą za która dostane wpierdol. Najgorsze jest to że kiedy przyszłam do domu z rozwaloną wargą, wyglądałam jak Angelina joli :) tak humor pomaga mi jakoś przetrwać, robiłam wszystko by rodzice nie zauważyli tego, kiedy tata pytał skąd mam tego wielkiego krwiaka na ramieniu tez kłamałam, a przecież wiem ze oni mi pomogą. Przeważnie dostawałam za to ze miałam inne zdanie ze broniłam go, ze broniłam siebie. I teraz kiedy za pare dni będzie nasza rocznica ja czuje się wypalona, kiedy mnie bił zawsze w myślach powtarzałam ze ta miłość minie i minęła, jednak czuje ze on beze mnie zginie, ze musze być z nim bo jestem mu to winna, często jeździ do pracy za granicę, nie chce jego pieniędzy jednak opłacił mi prawo jazdy na które poszłam bo by mnie chyba zabił. Zresztą kiedy odchodziłam od niego szantażował mnie ze cos zrobi, ze umieści moje zdjęcia w Internecie mimo iż nie mam żadnych rozbieranych, ze mi cos zrobi i wiele wiele innych. Już sama nie wiem co mam pisać chciałabym wyrzucić z siebie to wszystko i zacząć być szczęśliwa z dala od niego, ale są jeszcze te wspomnienia te piękne, te dobre, ten sentyment. Boje się ze on sobie w życiu nie poradzi. Chciałabym studiować mam do wyboru ze względu na to ze tylko na te uczelnie mnie stać uniwersytet opolski, śląski chociaż mam małe szanse na dostanie ponieważ strasznie dużo osób chce studiować psychologie. Jednak chciałabym studiować w Warszawie. Niedaleko koło warszawy mam rodzinę w małej miejscowości. Więc mogłabym tam mieszkać jednak problem byłby z dojazdami, ale myślę ze bym sobie poradziła. Ze dałabym rade, a jednak mam wielkie obawy boje się boję się o mojego chłopaka. Gdyby nie on pewnie już dawno spełniałabym swoje marzenia. Jednak się boje, że zabraknie mi pieniędzy, ze nie będę miała jak dojeżdżać, ze nikt mnie już nie pokocha. Może to dziwne ale boje się życia. Sama siebie zawiodłam i to najbardziej boli. Jeśli dotrwaliście do końca to bardzo wam za to dziękuje…

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość o bosze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Chcesz zostać psychoterapeutką? To najpierw pomóż sama sobie... Co jesteś winna temu chłopakowi? Tylko kopa w tyłek i to porządnego, za to, że spierdolił Ci życie. Nie spotkałam się w życiu z bardziej toksycznym związkiem niż Wasz. Złóż papiery na uczelnię, nawet jeśli jest bardzo wielu chętnych. Piszesz, że dobrze się uczysz, więc masz duże szanse, aby się dostać. Najlepiej z daleka od tego chorego człowieka.. chyba, że dalej chcesz być jego workiem treningowym?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mlodkaaa
anielica dobrz radzi. kpnij go w d*** jak najszybciej!!!! chyba ze wolisz zamrnowac sobie życie - twój wybór. ty go nie kochasz!! ty czujesz sentyment i litość i strach!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×