Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość klaudia22

nie potrafie odejść...

Polecane posty

Gość klaudia22

Cześć wszystkim! Powiedzcie mi jak można odejść od kogoś kogo się strasznie mocno kocha,kto kocha niby tez, ale co jakis czas rani tak ze serce mi peka. Nie chodzi o zdrady, ale o brak czasu, upokarzanie przed znajomymi, olewanie mnie. Jestesmy razem dwa lata, od czterech sie spotykamy, strasznie mi ciezko, ale wiem ze nie bede z nim szczesliwa, wiem ze on sie nie zmieni bo prob bylo zbyt wiele i za kazdym razem sytuacja sie zmienia na dwa, trzy miesiace po czym samoistnie nastepuje jakis blizej nie okreslony mi wybuch i jest tydzien cichych dni, potem ja urazona i obrazona i dumna nie odzywam sie bo czuje ze przegial, ale on predzej czy pozniej zawsze wraca, przeprasza, prosi, obiecuje i ja idiotka daje mu szanse i takie to jest kolo. Chodzi najczesciej o to, ze albo wylaczy telefon i zniknie a ja sie martwie jak glupia, albo sprowokuje klotnie po to zeby gdzies wyjsc podczas gdy ja wcale mu nie zabraniam. Nie rozumiem tego... Staral sie o mnie dwa lata, naprawde sie staral, byl zlotym chlopakiem ktory nosil mnie na rekach i robil dla mnie wszystko, decyzja o zwiazku byla w pelni swiadoma i oboje tego chcielismy. I nagle, kiedy dostal to o co tak zabiegal zaczal sie zmieniac. Ja naprawde nic zlego nie robie, pomieszkujemy razem, gotuje, dbam o niego, w lozku staram sie jak moge ( i to jest jedna z dziedzin gdzie dogadujemy sie rewelacyjnie), daje mu milosc, cieplo i wszystko, ale kiedy on zaczyna przeginac tez nie wytrzymuje i zaczyna sie awantura bo nie naleze do kobiet ktore dadza sie ponizac i nic nie robia. problem polega na tym ze zapieram sie ze tym razem odchodze, ale potem sie lamie... i nastepuje miesiac miodowy i drugi i trzeci i kolejne wielkiem BUM!!! pomozcie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Chyba się uzależniłaś,ale to nie dziwi...tyle lat i tyle ze sobą...Uciekaj od niego i to jak najszybciej. Wszystko co ci go przypomina spal albo ukryj tak żeby nie mieć dostepu. Wszystkie złe cechy wyolbrzymiaj i wścieknij się na maksa. Mozna sprowokować ,żeby on zerwał jeśli tak słabą masz wolę, ale sama musisz to zrobić. Wsparcie znajomych i rodziny byłoby dobre. To jest bez przyszlości. On nie jest dojrzały a łóżko to nie wszystko. Masz jeszcze kupę czasu i lepszy facet ci się należy. Wszystko to moje zdanie i oczywiście jeśli to co piszesz jest prawdą

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kiedys mialam podobnie to znaczy bylam wspoluzalezniona uczuciowo od faceta. Robil mi rozne swinstwa, klamal na potege, zdradzal, etc a ja sie zastanawialam co jeszcze musi mi zrobic, zebym w koncu odeszla. Zylam nadzieja, ze sie zmieni i bedzie lepiej. O ja naiwna, tacy ludzie sie nie zmieniaja. Bedzie Ci trudno, ale pomysl co za przyszlosc Cie z nim czeka. Chcesz byc nieszczesliwa przez reszte zycia? Skoro on nie ma dla Ciebie szacunku to miej go sama dla siebie. Nie daj mu sie ranic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klaudia22
Wszyscy mowia mi dokladnie to samo :) problem polega na tym ze mamy wspolnych przyjaciol... i zawsze znajdzie sie 'dobry duch' ktory zrobi cos zeby nas na nowo spiknac... a ja juz probowalam zrobic tak zeby on odszedl ale po czasie i tak sie pojawil i znowu zaczelo sie wszystko od nowa. Problemem jest tez to ze na codzien jestem z nim szczesliwa, bo jest dla mnie dobry i tez to ze zapominam zbyt predko o tym co zle i tlumacze to jego niedojrzaloscia wynikajaca z jego mlodego wieku (jestesmy w tym samym wieku) ale ja chce juz wziac slub, zakladac rodzine, miec dziecko a on nie jest na to ewidentnie gotowy... moze problem lezy we mnie? skoro jest cudownie a on co jakis czas musi sie zerwac...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klaudia22
=kod ale jak to zrobic? jak odejsc? teraz jestem zla, wsciekla i latwiej mi jest mowic o odejsciu ale za tydzien albo predzej on zacznie sie odzywac, a ja tesknic i juz wszystko nie bedzie takie latwe. moze ze mna jest cos nie tak? moze tak lubie? wczesniejszy zwiazek trwal trzy lata... bylam bardzo krzywdzona i wykorzystywana ale to akurat na wlasna prosbe... a bylam kobieta silna, niezalezna i madra, jak kocham glupieje...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No to albo chcesz odejść, albo jest ci dobrze mimo wszystko. Jak odejść to radykalne cięcia łącznie ze wspólnymi znajomymi. Jeśli dalej masz problem,to specjalista może pomóc, albo osoba,która przechodzila to samo. Ktoś powiedział: "ludzie wchodzą zbyt często związki z których nie widza wyjścia"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klaudia22
moze tak. napisze Wam co wydarzylo sie w sobote a Wy mi powiedzcie z kim tutaj jest cos nie tak, bo jak nad tym mysle to juz sama sie gubie... w sobote bylam pewna ze on zawinil w pelni a teraz juz sama nie wiem... Bylo tak, mielismy isc na impreze z naszymi przyjaciomi, mowilam o tym kilka dni bo zalezalo mi na tym z racji tego ze byl to dzien naszego przyjaciela bo gral koncert, gdybym ja grala, chcialabym zeby moi najblizsi byli, zobaczyli, posluchali. Do soboty wieczora zwodzil mnie, ze nie wiem narazie czy pojdziemy, ze moze, ze potem mi powie, wiec myslalam ze moze tak mnie chce troche pomeczyc i pojdziemy. A on dzwoni przed dziewiata wieczor i mowi mi ze w sumie to jemu sie nie chce, zebym poszla sama (??!!),bo on musi jeszcze isc biegac (dba o kondycje) i mu zejdzie z dwie godziny a ja mu tlumaczylam spokojnie ze ja chcialam isc tam razem, ze wszyscy beda parami a ja jak idiotka mimo ze mam chlopaka bede sama i nie chcialam sie na to zgodzic. Zrodzila sie z tego awantura, na co on sie wylaczyl. Zaczelam dzwonic do niego, zeby nie klocic sie o to, bo to bezsensu, a on nie odbieral... Poltorej godziny... Napisalam mu wiec ze bardzo mnie rani takim zachowaniem i ze gdyby powiedzial ze nie chce isc ale zebysmy sie zobaczyli i spedzili ten wieczor razem to bylabym szczesliwa ale bez odpowiedzi. Zdenerwowalam sie ze znowu bedzie tak ze on pojdzie gdzies a ja jak idiotka bede plakac w domu wiec pozbieralam sie i wyruszylam na ten koncert. Nagle, on dzwoni, pytajac co ja robie, wiec mowie ze tak jak chcial ide sama na ten koncert a on rzucil sluchawka i tyle bylo. Pierwszy raz sie tak postawilam i i tak poszlam. I dwie godziny pozniej on tak przyszedl, slowem do mnie sie nie odezwal, odwrocil plecami a wszyscy oczywiscie z politowaniem na mnie... po czym podeszlam do niego i pytam sie co robi? dlaczego tak? a od odwrocil sie i nic... po czym zagarnal swoich kolegow (samotnych) i wyszedl... do tej pory sie nie odezwal...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klaudia22
no wlasnie... pewna... pewna to ja jestem dopoki on nie zaczyna sie odzywac i przepraszac, no i brakuje mi go okrutnie mocno.... ale wiem ze albo stanie sie cud, na ktory chyba caly czas licze, albo kiedys poprostu naturalnie to peknie, tylko boje sie ze wtedy juz bedzie za pozno...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Co za dzieciak z gościa. Weź ty daj sobie na luz i spadaj od niego,bo jak nie on to sama się wykończysz. Jeśli chcesz spaść na dno, to ładuj się w to dalej. Sorry ale widzę,że poważnie trzeba ostro wziąć cie do mobilizacji, bo jesteś bliska klęski a nie porażki

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klaudia22
wyobrazcie sobie ze wlasnie sie do mnie odzewal... duch = no moze tutaj znajde jakas sile bo nic nie pomoga, takze bardzo prosze in - no nie mial ochoty wiem o tym ze nie mial... ale to bylo dla mnie wazne i cala wojna o to ze nie dalam mu znac ze jednak ide skoro sie zapieralam ze sama nie chce ale jak mialam to zrobic skoro nie odbieral tel... moglam smsem ale z jakiej racji?... no dzieciak z niego, myslicie ze to sie nie zmieni?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość blogger_yogger
normalne ze po 2 latach wieje nudą. zmien go na lepszy model. ot tyle.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ramalama23
Klaudia, nie zmieni się. Czytam Ciebie i jakbym czytała siebie. Skończyłam tą dziecinadę pół roku temu. Dalej tęsknię i przypominam sobie piękne chwile, ale szybko przypominam sobie te wszystkie dziecinne sytuacje (wyjście samemu, wychodzenie, rzucanie słuchawkami, milczenie) i wtedy rozsądek mi podpowiada: czy chciałabym spędzić tak całe życie? On Ciebie nie szanuje, a właściwie nie zależy mu na Tobie tak bardzo. A dlaczego tak bardzo nas ciągnie, mimo że osoba nas rani? To jak nieregularne nagrody - nie wiemy kiedy się jej spodziewać, więc jak w hipnozie na nią czekamy z nadzieją, że wreszcie się znowu pojawi (tutaj: przepraszanie, obiecywanie poprawy, miłe chwile).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość klaudia22
ramalama - cos w tym jest... ale u mnie to raczej na odwrot, jest wszystko dobrze a ja czuje sie jakbym na bombie siedziala i tylko slysze to tykanie i ona w koncu wybucha. i ciagle gdzies w mojej glowie jest obawa ze w koncu i tak znowu wybuchnie i znowu i znowu, ale naprawde pomiedzy tymi 'bombami' jest nam dobrze, smiejemy sie, dostaje czulosc, milosc i szacunek tez i nagle JEB... zastanawia mnie co powoduje te wybuchy...? skad to sie bierze... Dzisiaj jest nasza rocznica i juz po bombie, piszac na tym forum, dostaje od niego smsa o takiej tresci ze padam z nog... kocha i nie chce zebym odeszla i dziekuje mi za te lata, za wysilek, za milosc i co ja mam robic, kiedy juz w glowie mam metlik. nie wiem jak to jest ze nie moge odejsc, juz kochalam i wiem ze koniec to poczatek ale jakos z moim obecnym mezczyzna to nie dziala... i nie jestem ani jakas brzydka ani glupia, ani tym bardziej slaba a sobie nie radze i ten objaw slabosci w jedynej mojej sferze zycia, albo raczej uleglosci mnie zalatwia...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×