Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

konstantyn

Nagłe zerwanie zaręczyn :-(

Polecane posty

Witam, Chciałbym skorzystać z Waszego doświadczenia i wsparcia, a na pewno też przy okazji "wyrzucić" z siebie myśli i uczucia. Ostrzegam, będzie długo :-) Po ponad roku pracy, między mną i koleżanką zaczęło się coś dziać, długie rozmowy, pierwsze spotkania, w końcu staliśmy się parą. Nie widzieliśmy świata za sobą. Mnóstwo uczucia, wrażliwości, odkrywania siebie. Ciężko bylo znosić każdą rozłąkę, nawet na kilka dni. Po 4 miesiącach okrutne doświadczenie - u mnie zdiagnozowany rak. Szczęście, że wcześnie wykryty, rokowania 99% na całkowite zdrowie. Mimo wszystko taka diagnoza podłamuje. Zaczęły się "fochy i nastroje", gmatwanina myśli, a ja wiedziałem, że staję się trudny dla otoczenia. Dziewczyna nie odeszła, mimo mojej propozycji. Jej rodzice od początku byli przeciwni temu, żebyśmy razem zamieszkali. W czasie leczenia jej obecność bardzo mi była potrzebna, ale nie chciałem się prosić... Zacząłem się odsuwać. O wszystkim dużo pisać, ale leczenie skończyło sie pomyślnie. 2 miesiące po tym (a po 9 mies związku), oświadczylem się w 30 urodziny dziewczyny. Wielkie szczęście dla wszystkich. Tyle planów, szybkie rezerwacje terminów, już tylko czekać. Pod koniec marca, na 5,5 mies przed ślubem, narzeczona odeszła. Jak się okazało, poznała lekarza, który usuwał jej znamiona. Facet po 40, dom i 2 samochody. Taka była pierwsza relacja narzeczonej jak go poznała, w ten sam sposób "zachwalała i polecała" koleżance. W głowie zaczęło jej dojrzewać, że to może "TEN"... W gabinecie zaczął od tego, że szuka żony, czy może moja narzeczona nie ma siostry, że ma fajny tatuaż, dodatkowo zachwyt stanikiem zapinanym z przodu, że takiego jeszcze nie widzial. Odeszła, oddała telefon zapominając skasować SMSy. CytujęSMSy od niego: "Myśl pozytywnie, zobaczysz, będzie nam fajnie i miło", "od razu widziałem, że jesteś fajną kobietą", "Rozpalę w kominku i się przytulamy", "zapomnieliśmy o całusach". Padły z jej strony zarzuty dotyczące mojego charakteru. Niestety miała rację, ale dopiero teraz byłem w stanie to zauważyć, pod wpływem silnego wstrząsu, przy rozmowie z psychologiem (lepiej bylo szybko zadziałać, żeby nie dostać fioła). Po chorobie zawisłem w próżni, ze wszystkim byłem na nie, zabiło optymizm, zdecydowanie, pewnośc siebie, chęć podróżowania, pojawiła się złośliwość i obrażanie. Najgorsze było zamykanie się w sobie i nie mówienie o uczuciach, o sobie, o swoich problemach. Na zasadzie - to moja sprawa. Facet wiecznie walczący, ze wszystkim, zawsze w pojedynkę. Teraz udalo mi się zrzucić tą "zbroję", zburzyć mur, otworzyć się na siebie i innych. Krótko mówiąc - dojrzeć, wydorośleć, a dodatkowo otrząsnąć się po skutkach choroby. Tylko ona mi nie uwierzyla, tylko ona we mnie zwątpiła, tylko ona nie dała mi szansy ("...zasługujesz na szansę, ale ja nie wierzę, że ludzie mogą się zmienić..."). Doszła jeszcze jedna sprawa - zanim "dojrzałem", doszło do kłótni, która zakończyła się rozłąką na weekend. Ja tego nie chciałem, ale uszanowałem. Później pojawiły się problemy w pracy i stres związany ze zdrowiem w rodzinie, a w tym czasie konflikt narastał, ja się nie odzywałem, bo ona też nie (jak to dziecinne!), jej sukces zawodowy tylko mnie rozłościł i zdołowal, bo u mnie problemy i brak perspektyw. W efekcie została sama, a pojawił się ktoś, kto wysłuchał itd... Zastanowiło mnie tylko, że taką decyzję ukryła przed rodziną i przyjaciółką, a zaprzeczala do końca. Ja wiem, że dużo zepsułem, że charakter był do zmian, że zbyt długo się otrząsalem z choroby, ale teraz mi się to udało, mam tyle dobrego we wspomnieniach, nadal bym chciał wrócić, pokazać jak się zmieniłem - nie pod wpływem chwili, tylko jako efekt ciężkiej pracy... Nie chcę oskarżać jej, nie chcę brać wszystkiego na siebie. Ciekaw jestem Waszego zdania, na temat sytuacji, mnie, jej i lekarza. Pozdrawiam! P.S. Ja 29L, ona 31L, lekarz "po 40-tce" - może być przydatną informacją :-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość adsdasd
Miałeś prawo dotakiego zachowania..mimo wszystko zdrowie jest najważniejsze i Twój stres był uzasadniony . Ona widocznie nie była zbyt dobra dla Ciebie . Poleciała na pierwszego lepszego który jej coś zaproponował - a właściwie zasugerował... Nie zadreczaj sie bo jak dla mnie to ewidentnie jej wina - była mało wyrozumiała i zero empatii :( Mój mężczyzna nie jest chory ani nigdy nie chorował...czasem poprostu ma gorsze dni i faktycznie cięzko z nim wytrzymać , jednak rozumiem go bardzo dobrze bo ja jestem podobna i potrafie sie wczuć w jego sytuacje...wiem juz dzis ze gdyby zachorowął nawet na śmiertelna chorobe to bym go nie opuściła bo...to prawdziwa miłość. Ty na swoja jeszcze poczekasz :) tak czy inaczej przyjdzie z pewnością...bo "ona" na pewno nie była Ciebie warta

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Na pewno w czasie choroby tak, tylko to się zbyt długo przeciągnęło... Od zakończenia leczenia minął rok, wystarczająco dużo czasu, żeby wrócić do siebie - psychicznie. Ja się zamknąłem, byłem "na nie" na każdą propozycję, a różne padały z jej strony. Masz rację, że każdy ma prawo mieć słabsze dni, ale aż tyle..? Na pewno zabrakło rozmowy - wiele razy pytała, jak może pomóc, że chyba nigdy nie zrozumie, przez co przeszedłem... Ja się totalnie zamknąłem w sobie - jak jest ok to rozmowny, jak się pojawił konflikt czy moje problemy (praca, cokolwiek), to już powstawał mur i "ja sam sobie z tym poradzę". To jednak odsuwa... :-( Może to wszystko się teraz nalożylo z "wątpliwościami przedślubnymi", wtedy łatwo w partnerze widzieć same minusy. Zaczęło ją denerwować, że żarówki nie wymieniłem itp.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dodam jeszcze, że był u niej problem "nadinterpretacji", często widziała czy widziała zupełnie inaczej niż reszta (nie tylko ja), dodatkowo wszystko brane na serio i do serca (ważenie każdego słowa strasznie jest męczące), olbrzymia wrażliwość. Na pewno widoczne bylo nastawienie "na JA", czyli załatwmy moje sprawy, mnie przeszkadza, mam ochotę itd. W pierwszym poście zapomniałem dodać, że po tygodniu lekarz zaprosił ją do Zakopanego (przy okazji konferencji czy zjazdu). Dla mnie w wiadomym celu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Współczuję takiej niepoukładanej emocjonalnie kobiety. Nie masz kogo żałować. powinieneś się cieszyć, że w tej całej historii udało się uniknąć ślubu, z kobietą niestabilną emocjonalnie. Nie myśl o niej. Teraz czas na zadbanie o siebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie chciałem niczego sugerować, choć muszę przyznać, że też tak to teraz odbieram z perspektywy czasu... Ja potrafiłem się przyznać do błędu, przede wszystkim go znaleźć, rozwiązać. Tak jak wspomniałyście, u niej bardzo rzuca się w oczy wlaśnie brak poukladania emocjonalnego, sprzeczne zachowania, potężne przewrażliwienie na swoim punkcie. Wiem, że to wygląda, że ja się "wybielam", poza tym każda ze stron ma inną relację, ale nie szczędzę i sobie krytyki. Na pewno czas pomyśleć o sobie, a może w tym wszystkim dojrzeć i szczęście, że tak się skończyło...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×