Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość terefere4

Czy wrócić?

Polecane posty

Gość terefere4

Bardzo proszę o radę, bo się pogubiłam... wiem, że ostatecznie decyzja będzie moja, ale może ktoś ma podobne doświadczenia... Byłam w związku kilka lat, mieszkaliśmy razem ponad dwa lata. Pierwsze fajerwerki minęły, ale to nic nowego. On coraz częściej spędzał czas przy kompie, na mnie coraz mniej zwracał uwagi, nie angażował się w urządzanie mieszkania, były awantury o sprzątanie/nieumyte gary. Wydaj mi się, że mnie izolował od swoich spraw i znajomych, nie poznałam ich zbyt wielu. A nawet tzw. najbliższych przyjaciół (poza jednym) widziałam raz. Generalnie dostał jakiegoś lenia i ciągle leżał na kanapie i oglądał filmy albo grał. Zero motywacji, zero inicjatywy. Ja widząc ten stan chodziłam zła jak osa, co oczywiście prowadziło do kolejnych spięć. Dodam tylko, że łatwego charakteru nie mam i się łatwo nie podporządkowuje. Wydaje mi się, że każde z nas już miało trochę dość tej sytuacji, a nie potrafiliśmy szczerze sobie wyjaśnić co i jak. Rozstaliśmy się. Po trzech miesiącach Jemu się odwidziało. Generalnie uświadomił sobie, że tylko ja, tylko ze mną będzie szczęśliwy, z nikim innym. Powiedział, że sobie wszystko przemyślał, że jestem dla niego najważniejsza i że zrobi wszystko abym była z nim szczęśliwa. Za tym idzie założenie rodziny, tak, że chce ze mną! Były przyjazdy, kwiaty, listy, prezenty (w czasie związku czegoś takiego nie doświadczyłam). Wydawało mi się, że już jestem zdecydowana, że nie, że ja nie chcę wracać i nie ma takiej opcji. Wczoraj była kolejna rozmowa. Z mojej strony powiedziałam, że to już ostatnia że chcę zerwać na jakiś czas kontakt. Rozmowa była szczera (przynajmniej tak mi się wydaje). Okazało się, że na te same sytuacje patrzyliśmy i interpretowaliśmy je zupełnie inaczej. Gdybyśmy wcześniej potrafili o tym porozmawiać to chyba byśmy się nie rozstali i trochę zaczęłam się łamać... Nie chcę podjąć złej decyzji, nie chcę nikogo skrzywdzić, ale mam już taki mętlik w głowie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mam bardzo podobną sytuacją. Byłam z nim ponad 3 lata. Rozstaliśmy się (tzn on ze mną)...minęło 10 miesięcy i nagle stanął przed moimi drzwiami i powiedział, że docenił to co stracił, że tylko mnie kocha i tylko ze mną potrafi być szczęścliwy, strasznie schudł i wygląda jak wrak człowieka. Chce wrócić a ja mam teraz taki mętlik w głowie. Boje się mu zaufać, boje się wchodzić 2 raz w to samo. I boje się też, że na początku bedzie tak pięknie a później znów zacznie się sypać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość terefere4
Cześć, mam te same obawy. Nie wiem jak Ty ale jak sobie przemyślałam ten związek to na początku pomyślałam, że nawet dobrze się stało, ale nie wiem czy wtedy nie kumulowało się we mnie dużo negatywnych odczuć i złości. Nasze zerwanie wyglądało w ten sposób, że ja już nie miałam siły i kazałam mu zdecydować, albo rozmawiamy szczerze i próbujemy ratować co jest, albo się rozstajemy i on wtedy stwierdził, że nie ma już co ratować. A trzy miesiące później... że jestem tą jedyną. A co Ci powiedział?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość terefere4
A jak sobie radziłaś przez te 10 miesięcy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
przez ostanie pół roku wogóle nie utrzymywaliśmy kontaktu ze sobą. Ja poukładałam sobie życie (co nie oznacza, że przestałam coś do niego czuć, bo nie wiem czy to jest nadal miłość z mojej strony). Na początku po rostaniu było naprawdę ciężko, padało wiele nie potrzebnyc słów i postanowiliśmy urwac kontakt. Teraz się pojawił i twierdzi, że zrozumiał, że tylko ze mną chce spędzić resztę życia. Ciężkie to wszystko ale musze to sobie jakoś w głowie poukładać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×