Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość LOST3377

Narzeczony uciekający od trudności

Polecane posty

Gość LOST3377

Witam Mam pewien poważny problem i zupełnie nie wiem jak mam się w nim odnaleźć. Od 3 lat jestem w związku z mężczyzną który według mnie ucieka od trudności. Chcę od razu także powiedzieć że ja też oczywiście mam swoje wady i jedną z nich która bardzo przeszkadza mojemu partnerowi jest to że czasami gdy czuję się przez niego zraniona albo gdy on powie mi coś przykrego - to ja wtedy wybucham jak jakaś jędza i się wydzieram. to jest coś czego on nie może znieść i zwykle po takim moim wybuchu on mnie zostawia...jednak w tytule umieściłam mojego narzeczonego więc może głównie skupię się na nim. tak więc odnoszę wrażenie że coś się między nami psuje zawsze gdy w moim życiu pojawiają się jakieś zmiany, kłopoty lub gdy potrzebuję jego pomocy. jakiś czas temu miałam w domu gościa z innego kontynentu w postaci mojego wujka. byłam jego przyjazdem bardzo zaaferowana bo nie widziałam go 15 lat no i oczywiście chciałam przyjąć go jak najlepiej. przed jego wyjazdem chciałam się przygotować i wiązało się to z małą przeprowadzką a także z koniecznością pomocy mojego narzeczonego. no i wtedy wybuchła kłótnia, już nawet nie pamiętam o co, gdzie na dzień przed przyjazdem wujka mój narzeczony oznajmił mi że pomoże mi z organizacją wszystkiego a potem odchodzi...potem jednak wrócił, ja udałam że nic się nie stało i wszystko zaczęło się znowu układać. od niedawna jednak szykujemy się do wyjazdu zagranicznego i znowu wiąże się to z całą masą przygotowań. jest to także duża zmiana której obawia mój narzeczony bardzo się obawia...no i im bliżej wyjazdu tym on zachowuje się coraz dziwniej...w przeciągu ostatniego miesiąca 3 razy mnie zostawiał, po czym znowu do mnie wracał...oczywiście nie muszę nikomu mówić że za każdym razem walił mi się mój cały świat, przelewałam hektolitry łez, po czym jakoś się podnosiłam i cieszyłam że znowu jesteśmy razem. jednak ostatni weekend to było apogeum...najpierw wybuchła mała sprzeczka o jakąś pierdołę po której on oczywiście mnie zostawił...to znaczy uznał że nie ma dla nas przyszłości i w związku z tym on odchodzi...po paru godzinach przeprosiny...a następnego dnia dokładnie to samo...sprzeczka, jego odejście, rozmowa a potem on znowu przeprasza i chce wrócić...jednak po tym weekendzie coś we mnie pękło...jeszcze w sobotę gdy przepraszał i mówił że mnie nie zostawi byłam szczęśliwa...ale gdy zrobił dokładnie to samo dnia następnego ja poczułam jakby coś się we mnie wypaliło...przestało mi zależeć...czułam pustkę i wcale się nie cieszyłam gdy on po paru godzinach znowu chciał do mnie wracać...przestraszyłam się bardzo że gdy wyjedziemy poza granice naszego kraju on będzie się zachowywał jeszcze gorzej...być może napotkamy jakieś trudności, mnie puszczą nerwy a on znowu stwierdzi że nie ma dla nas przyszłości i po raz kolejny mnie zostawi...nie jestem już z nim niczego pewna a nawet ostatnio zaczęłam podejrzewać że to jego emocjonalne rozchwianie i zmienność jest niepokojące i nienormalne...uznałam bowiem że najlepiej będzie jak na jakiś czas przestaniemy się kontaktować...on to przyjął i nie odzywa się do mnie...jednak ja siedzę na walizkach popakowałam pudła i jestem gotowa na przeprowadzkę...i jestem w tym wszystkim sama...nie wiem zupełnie co mam robić...czy dać sobie już spokój i przestać walczyć o ten związek czy ryzykować i znowu wracać do mężczyzny który przy jakiś najmniejszych trudnościach i kłótniach znowu mnie zostawi...zawsze sądziłam że jeżeli dwoje ludzi chce być ze sobą to są ze sobą na dobre i na złe...i że mężczyzna z którym jestem będzie mnie wspierał i stwarzał poczucie bezpieczeństwa...jednak w tym związku czuję się coraz mniej pewnie, szczególnie ostatnio...nie wiem czy to jest chwilowy kryzys który przejdzie czy po prostu schemat postępowania mojego narzeczonego który zawsze gdy życie będzie wymagało od nas czegoś więcej i będzie się wiązało z trudami i koniecznością rozwiązania jakichś problemów - będzie mnie zostawiał samej sobie...czy ktoś zechciałby mi coś poradzić? będę wdzięczna za każdą radę. pozdrawiam gorąco LOST3377

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość haahahaaaaaaahhaaaa
o matko :o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość 1234qwer
Wytlumacz mu ze to ostatni raz kiedy go przyjelas spowrotem i sie tego trzymaj. Tylko wytlumacz mu to tak zeby zrozumial. Bylem wlasnie takim narzeczonym pewnym ze ona zawsze pozwoli wrocic. No i teraz cierpie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość LOST3377
1234qwer dziękuję za radę - rozważę ją oczywiście. mówiąc szczerze myślałam nad definitywnym zakończeniem tej gehenny już dzisiaj jednak problem polega na tym że gdy nic się w moim życiu radykalnego nie dzieje, gdy żadne zmiany nie czają się za rogiem, gdy nie musimy pokonywać żadnych trudności to tworzymy razem bardzo udany związek, gdzie nie ma kłótni a jest uczucie i dobra relacja..dlatego tak trudno mi z tego rezygnować...jednak życie nie składa się tylko z samych spokojnych chwil...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość truskawkowy koktajl
jak dla mnie on jest manipulantem i szantazysta ja na Twoim miejscu juz po 2 takim wybryku odchodzeniu z byle powodu nie przyjelabym piszesz narzeczony a wyobrazsz sobie co bedzie po slubie?? ciezka choroba dziecka albo twoja klopoty finansowe wpieprzajacy sie tesciowie itd itd i co on za kazdym razem bedzie odchodzil?? malzonek narzeczony to ktos na dobre i na zle to ktos kogo sie nie tlyko kocha ale kogo sie jest pewnym z emozna na niego liczyc ze jest rozsadny ze wesprze ze zawsze bedzie co to w ogole jest za zabawa w rzucanie powroty?? wybacz ale rodem z historii milosnych nastolatkow zwiazke rodzina to ma byc cos trwalego stabilnego a nie taka dziecinada on sie w ogole nie liczy z towimi uczuciami wiec trudno zbey cie kochal on ma kaprys klotnia i on odchodzi a ty co czujesz?? nie mozesz zyc na takiej hustawce jak dasz szanse zobaczysz ze po slubie sie pejedziesz moze za 5 lat moze za 10 ale nie rob tego bledu takieog chcesz meza takiego chcesz ojca dzieci ?? takiego niepoukladaneog niepewnego zycia ??

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość truskawkowy koktajl
i wiesz jak cos sie dzieje to moj narzcezony mowi: o sile milosci swiadcza nie pocalunki nie kwiaty nie dobre chwile ale te zle chwile kiedy potrafimy razme rozwiazywac problemy wpsolnie sobie radzic i byc przy tobie jak cos sie dzieje on zawsze mowi na dobre i na zle w szczesciu i niesczczesciu w zdrowiu i chorobie zawsze mozesz na mnie liczyc i tak jest naprawde to nie sa tylko slowa przeszlismy moja utrate pracy moje problemy na studiach moja anoreksje jego problemy w firmie pol roczny kryzys i zawsze razem zawsze byl z cieplym slowem ze wsparciem z przytuleniem obecnoscia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość LOST3377
truskawkowy koktail - bardzo Ci dziękuję za te słowa. oczywiście - masz zupełną rację...nie chcę nawet sobie wyobrażać coby to było gdybyśmy się pobrali i okazałoby się że mamy jakieś kłopoty...a on odchodzi...wiesz, tak naprawdę on za przyczynę odejścia podaje to że ja impulsywnie reaguję gdy on jest dla mnie przykry- to znaczy po prostu ze podnoszę głos i próbuję się bronić... jednak te sprzeczki prowokuje on i to w chwilach kiedy jest coś do zrobienia, w chwilach gdy napotykamy jakieś trudności...wtedy on odchodzi i umywa ręce...nie chce tego problemu rozwiązać, tylko odwraca się i odchodzi...oczywiście że bycie razem to bycie na dobre i na złe...masz zupełną rację że to jest dziecinada...jak zaczynam się głębiej nad tym zastanawiać to dziwię się że aż tak długo ze sobą wytrzymaliśmy...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×