Gość ciulowa Napisano Październik 20, 2010 Mam do siebie żal. Żal o to, że zjadłam ten kawałek ciasta z galaretką. Kusił mnie od 2 dni. 4 łyżeczki ciasta wessałam do swojego żołądka jak odkurzacz. Nie mogę patrzeć się na słodycze. Te wszystkie potrawy zniechęcają mnie do dalszej realizacji diety. Plusem jest to, że mieszkam na stancji. Kumpela wczoraj robiła naleśniki z bananami i czekolada, myślałam, że odlecę. Zamknęłam się w pokoju i włożyłam słuchawki na uszy tylko żeby nie słyszeć smażących się naleśników. Skoro wytrzymałam już 2 tygodnie bez słodyczy to nie mogę tak o... zjeść snikersa... Mmm... snikers! :D A jest ze mną jeszcze gorzej jak przychodzi do mnie kumpel ze stancji i częstuje mnie delicjami z malinową galaretką. -chcesz? -Yyy... Hmm.. nie dziękuje. Jestem na diecie -No proszę, kto Cię zachęcił? -Marek... -Marek? -Tak Marek, wyciąga mnie z łóżka o 5.50 rano i mam biegać z Nim 3 km. O 21 tak samo! -Uuu... no widzę to mobilizacja jest! (a ja tylko gapie się jak wcina te delicje i rozpływa mu się czekolada między zębami. ) Dobrze, że mieszkam od rodzinnego domu 70 km. Mama zawsze coś chowa w szafce słodkiego. Większość rodzinnej wypłaty zawsze szła na jedzenie. Zawsze żywność wyższego gatunku. Ja z kolei mało zarabiam i zawsze kupuje w sklepach ogólnopolskich. Na firmowe ubrania też mnie nie stać, ale nie raz trafie tam na jakiegoś Adidasa czy Riverse w lumpeksie. A co do jedzenia to ja chyba jestem głodna wtedy gdy mi się nudzi :P Żal. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach