Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość duzy problem

zostać z nim dla dziecka czy odejść dla swojego spokoju?

Polecane posty

Gość duzy problem

Witam, moja historia jest dluga, ale prosze przeczytajcie ja i doradzcie. Bylam z chlopakiem dlugo, nawet bardzo - ponad 5 lat, ukladalo sie nam na prawde roznie, czasem kochalismy sie na zaboj, czasem klocilismy tak, ze zyc sie nie dalo. Z jego strony padaly w moim kierunku rozne obelgi, z perspektywy czasu widze, ze w nerwach ( a o te u niego bardzo latwo) traktowal mnie zle, ale duzo potrafilam mu wybaczyc... Tak na marginesie, wydaje mi teraz sie, ze chyba za duzo. 2 lata temu rozstalismy sie na miesiac z hakiem ( on mnie rzucil, bo odnowil kontakt z byla), potem jednak wrocilismy i w zasadzie od tego czasu bylo ok. Nie mowie, ze ja bylam idealem, ale wiadomo- mlode lata, chcialam sie wyszalec, robilam rozne glupoty, za duzo wypilam na imprezce itp. Mimo to staralam sobie jakos ukladac zycie, studiowalam, dorabialam. A on- tez lubial imprezki, picie, nie uczyl sie, ale pracowal. Jego glowna wada bylo to, ze palil marichuane... Wiedzialam, ze pali, ale nie zdawalam sobie sprawy, jak duzo... Rok temu zaszlam w ciaze, balam sie strasznie reakcji moich rodzicow, ale chlopak stanal na wysokosci zadania (przynajmniej tak myslalam), wspieral mnie, troszczyl sie. Rodzice zareagowali dobrze, obiecali mi pomoc, zebym skonczyla studia. Do konca ciazy mieszkalismy osobno. Tydzien przed porodem przeprowadzlismy sie. I w tym momencie zaczyna sie koszmar...Nie wiem czy zwalic to na tzw. docieranie sie, czy po prostu opadly mi klapki z oczu, ktore niewatpliwie mialam wczesniej. Moja postawa zmienila sie diametralnie, ale sytuacja tego wymagala- w koncu zaczelismy odpowiadac za malenstwo. Z mojej strony skonczyly sie imprezy, picie, wychodzenie byle gdzie. Jedyne co to wychodze do rodzicow, bo mieszkaja blisko mnie, czasem odwiedza mnie kolezanki. On mial do mnie o to pretensje, ze jestem inna niz przed ciaza, ze nie chce miesiecznego dziecka, ktore karmie piersia zostaswiac na noc u dziadkow, ze nie pasuje mi, ze wychoodzi z kolegami na noc, a przede wsdzytkim, ze dalej jara. Dowiedzialam sie tez, ze wczesniej ( za zycia "kawalerskiego", ale juz gdy bylam w ciazy,probowal rtez mocniejszych narkotykow). Mialam na tyle dosc klotni, ze wyprowadzialm sie na pare nocy z dzieckiem.On przepraszal, chcial, zebym wrocila, obiecywal, ze przestanie wychodzic z kolegami i z nimi jarac. I wrocilam, ale nie wiem, czy to bylo dobra posuniecie. Nie pracuje, bo chce wychowac malca, poza tym jestem na V roku studiow i pisze prace magisterska. On zarabia malo, a mimo to, potrafi mi czasem wypomniec, ze ja nie zarabiam nic. Pomagaja nam rodzice. Wrocilam, bo chcialam miec pewnosc, ze zrobilam wszystko, zeby nasze dziecko mialo pelna rodzine. Tylko boje sie, ze nic sie nie zmieni, dzis juz tez chcial wyjsc do kolegow, z ktorymi wiem, ze jara. Niby pod pretekstem pomocy przy aucie, ale liczy sie to, ze w pierwszy dzien wolny od pracy chcial znow wyjsc. Byla klotnia, wyszlam z dzieckiem, on zrezygnowal ze spotkania z kolegami. Widze, ze sie stara,nie pali, ale na jak dlugo? Prosze poradzcie, czy dobrze zrobilam wracajac? Duzo wysilku kosztowalo nasze rodziny wynajecie mieszkania, umeblowanie itd. NIE chce zawiesc nikogo, ale boje sie, ze on nie przestanie jarac, a ja zmarnuje przy nim zycie... Poza tym, mimo wszystko czesc mnnie ciagle go kocha na zaboj...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość patologia narkomańska
trzeba była nastawiac narkomanowi tyłka?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×