Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Twoja_królewna

Ciężko mi... naprawdę.

Polecane posty

Naprawdę mi ciężko... Jesteśmy raz od ponad 4 lat, oboje pracujemy, studiujemy... Z tą tylko różnicą, że ja od 8-16, On pracuje w tych samych godzinach, ale 60 km od domu. Sam dojazd o tej porze roku, zajmuje ok. 1,5 godz. Czasami nawet 2-3 godz.- przez korki. Po pracy często ma szkolenia, coś do omówienia z prezesem. Przez to wraca późnym wieczorem, czasami zostaje w wynajętym mieszkaniu, bo nawet nie opłaca się wracać do domu. Jego wielką pasją, o ile nie miłością jest sport- piłka nożna, siatka, basen, siłownia; mógłby każdy dzień spędzać grając w nogę, ciągle jakieś sparingi, treningi, siatka na hali, to po pracy idzie się odprężyć na basen czy na siłownie, na co ja nie zawsze mam chęć (ja najchętniej odpoczywam czytając książkę, sprzątając, leżąc, ogólnie spędzając czas w domu- różnimy się pod tym względem) Ma taki charakter pracy, że tydz. pracuje w biurze, kolejny w trasie jeżdżąc z pomorza na samo południe Polski (kilkanaście godz. jazdy w jedną stronę). Wraca z południa w pt. prosto na uczelnie, widzimy się w niedz., potem może 1-2 razy w tyg., tydz. później znowu wyjazd i tak na okrągło od kilku mies. Najlepsze jest to, że mówi, że bardzo mnie kocha, ciągle mówi o przyszłości, o ślubie, o wspólnym mieszkaniu. Chciał żebym z Nim zamieszkała. Ale po co? Żeby siedzieć 60 km od domu sama gdy On jest na wyjazdach? Daleko od rodziny, przyjaciół, z telefonem w ręku by móc się do kogoś odezwać. Mówi, że chce ze mną spędzić całe życie... ale ja już mam dosyć. Wcześniej widywaliśmny się każdego dnia, spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę- było idealnie. Ze względu na wysokie zarobki pracuje gdzie pracuje, ale ja już mam powoli dosyć. czuję, że oddalamy się od siebie. Jedzie o 6.00 do pracy, wraca między 18-19, często prosto z pracy jedzie na sale- na trening, sparing, mecz. Wiem, że kocha sport. Od małego gra, ćwiczy, spędza aktywnie czas. Prosi żebym Go zrozumiała, żebym była bardziej wyrozumiała bo ma mnóstwo obowiązków- pracę, szkołę, mecze, traningi (będąc w klubie Jego obowiązkiem jest stawiać się na wszystkie mecze, treningi itd.). Mówi, że jestem najważniejsza, że spędza ze mną każdą wolną chwilę, że ma mnóstwo obowiązków, ale stara się zawsze wszystko ze sobą pogodzić. Ale z mojej perspektywy to wygląda inaczej- czuję się zsuwana na ostatni plan, mało ważna, mam wrażenie, że praca i sport są ważniejsze ode mnie. Przecież nie musiał zmieniać pracy; wiedział, że z czym się ona wiąże- że będzie ciągle poza domem, że będzie miał więcej obowiązków, że będziemy się oddalać, że nie będę szczęśliwa. Z treningu też mógłby czasem zrezygnować, spędzić ze mną wieczór zamiast na sali... Wiem, że bardzo się stara. Faktycznie, poświęca mi każdą wolną chwilę... niestety nie ma ich dużo- 1,2 góra 3 razy w tyg. to niewiele :( Nie wiem czy to z Nim jest coś nie tak, czy to ja jestem niewyrozumiałą egoistką? Dodam, że jest bardzo ambitny i dlatego podjął się tej pracy- jest ona związana z Jego kierunkiem studiów (mechanika i budowa maszyn).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ale ten temat już był
wymyśl coś innego:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisałam powyżej, że góra 3 razy w tyg. Miałam napisać- na 2 tyg. bo wkońcu jeden tydzień spędza "na miejscu", drugi na wyjeździe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bozeeeenka
no to zmien faceta, proste

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mmmmddddtttt
Myię weekendami, On pracuje na dwa etaty. Ja na jeden, ale trenuję taniec towarzyski, chodzę na basen i siłownię. On ćwiczy na swojej domowej. Więc co, mam z Nim zerwać, bo nie mamy więcej możliwości na spotkania? Widujecie się często, a tęsknota jest elementem, któy umacnia związek. Chyba, że jest jej za dużo i jest jednocześnie za długa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pogadaj z nim po prostu
powiedz co czujesz, ze sie oddalacie, ze za mało sie widujecie. powiedz mu i wspólnie poszukajce kompromisu. czasem niech on zrezgnuje z treningu a czasem ty zrezygnuje z lezenia na kanapie i idz z nim na basen czy siłownie? jaki to problem? mozecie ustalic ze raz idzie on cwiczyc, za drugim razem idziecie wspólnie na basen, a za 3 razem ogladacie wspólnie film w domu. wszystko sie da jak sie chce, gorzej jak sie nie chce. ale najwazniejsza jest rozmowa, bo tu na forum nic ci nie da żalenie sie. jesli po rozmowie nic sie nie zmieni to wówczas przesmysl sens waszego zwiazku bo widywanie sie raz jak ruski rok jest bez sensu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kochana autorko...
wiem doskonale o czym piszesz bo przezylam cos podobengo z moim narzeczonym - teraz juz mezem. identyczna sytuacja tylko ze moj jest muzykiem i jezdzil to na proby, to na koncerty a w miedzyczasie odawak sie innym hobby, i czulam ze wszystko wazniejsze ode mnie, choc twierdzil ze jestem jego promykiem, azylem, ze jestem najwazniejsza. W pewnym momencie sie ocknelam i stwierdzilam ze czuje sie jak mobilny hotel, ze moze on sobie , pomimo moich wielu uwag i prosb, nie zdaje sprawy ze czuje sie po porstu nieszczesliwa. Pogadalam o tym najpierw z kolezanka ktora jest psychologiem (ona jedyna mi doradzila cos sensownego bo inne mowily - rzuc go- sam przyleci) i powiedzialam mu pewneo pieknego wieczoru o tym jak bardzo zle sie czuje w takim ukladzie, ze jest mi smutno, ze jestem mloda i chce cieszyc sie zyciem z nim, chce moc pozwolic sobie na spontanicznosc, a nie wiecznie patrzec w kalendarz kiedy ma koncerty kiedy ma proby spotkania z kumplami i inne rzeczy. Na poczatku chyba uznal ze troche przesadzam. Ale ja gaslam, naprawde gaslam z tygodnia na tydzien, zaczelam sie od niego odsuwac, jak wracal ja juz spalam, przestalam zabiegac o to bysmy razem zjedli posilem, bysmy spedzili ze soba chwile. nie byla to jakas gra z mojej strony, po porstu zrobilo mi sie wszystko jedno.W pewnym momencie powiedzialam ze rozwazam wyjazd do mamy za granice, ze czuje ze moje zycie tu w tej sytuacji wymknelo mi sie spod kontroli i potrzebuje nabrac dystansu. Chyba sie wystraszyl.... Tak czy siak, teraz jestesmy po slubie i jest cudownie, naparwde cudownie. Kiedy on przegina z wychodzeniem i nie posiwecaniem mi czasu zaczynam robic mu delikatne sugestie ze moze bysmy to zrobili razem czy tamto, i wiem ze on to rozumie (wynik wielu rozmow i naszej umowy ze bede komunikowac kiedy zaczynam czuc sie niekomfortowo) i wiem ze moze nie dzis ale jutro bedzie caly moj. Moja rada - rozmawiac, rozmawiac rozmawiac, ale serdecznie, bez obwiniania, mow o swoich emocjach, nie wypominaj mu ze znow siedzialas sama, ze kolezanki maja takich facetow ktorzy spedzaja nimi czas itd. Jezeli Cie naprawde kocha wezmie sobie do serca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie chce Go zmieniać... kocham Go... bardzo. Jest miłością mojego życia. Jest moim mężczyzną, przyjacielem, wsparciem. Cieszę się, że Mu się powodzi- że ma dobrą pracę, że jest na przyszłościowym kierunku studiów, że spełnia się zawodowo, oddaj się pasji- sport. Naprawdę się cieszę Jego szczęściem. Ale czasami mam takie dni jak dzisiaj- smutne dni. Brakuje mi Go bardzo, ale wiem, że nie mozna mieć wszystkiego na raz- nie można realizować się w pracy, studiować, grać na meczach, chodzić na treningi i spędzać jednocześnie ten czas ze mną. Wiem, że nie pracuje tylko na siebie- odkłada to co się da na naszą przyszłość. Ja robię to samo, ale niestety przez mniejsze zarobki w mniejszych ilościach. Nie wypominam Mu niczego, nie narzekam, wspieram Go we wszystkim... nie chcę robić Mu wyżutów... dlatego pisze tutaj, że brakuje mi danych chwil- tych w których spędzaliśmy ze sobą całe wieczore, noce... mieliśmy dla siebie mnóstwo czasu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gdzie i jaka
"odkłada to co się da na naszą przyszłość" porozmawiaj z nim o przyszłości jak on ją widzi kiedy skończy się to odkładanie, dorabianie, ambitne budowanie i zacznie trochę życia na jakichś podstawach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pogadaj z nim po prostu
ale własnie tu robisz bład do cholery ze z nim nie gadasz, nie wypominasz!! moze powinnas! masz do tego prawo aby mu gadac co ci nie pasuje! to mnie wąłsnie wkurza, milion stron watku na forum a facetowi nie pisnie ani słowa. nie chodzi o to by go zmieniac ale aby było lepiej , inanczej zawsze ebdziesz na dalszym planie bo on bedzie sadziłze jest ok i tobie to nie przeszkadza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
kochana autorko... Dziękuję za cenne rady. Rozmawialiśmy już o tym. Tłumaczył mi, że jestem najważniejsza, że też nie jest zadowolony z tego stanu rzeczy, że wolałby pracować na miejscu i spędzać ze mną każdą wolną chwilę, ale musi tez patrzeć na naszą przyszłość. W tym momencie jest na przedostatnim roku studiów, jest na ciężkim kierunku i wie, że jeżeli nie zdobędzie teraz doświadczenia zawodowego w tym kierunku- ciężko Mu będzie później znaleźć dobrą pracę. Dostał szansę, los się do Niego uśmiechnął i mimo że nie skończył jeszcze studiów dostał posadę w bardzo poważanej firmie i dzięki temu pracuje w swoim kierunku za lepsze pieniądze niż te które miał prowadząc swoją działalność. Wiem, że ta praca to nie jest Jego 'widzimisię' czy ucieczka ode mnie. Chce po prostu coś osiągnąć i zapewnić nam dostatnią przyszłość- podziwiam Go za to i bardzo cenię. Wszystko mi wytłumaczył, sam od siebie, nie musiałam nawet narzekać czy prosić o wytłumaczenie czy zapewnienia z Jego strony, że kiedyś będzie tak jak wcześniej. Także rozmowy mamy za sobą. Nie chce Mu po prostu robić wyżutów, mieć pretensji, wylewać żale i dlatego pisze tutaj. Żeby wyrzucić z siebie ten cały smutek. Mimo że nie mówię, że jest mi źle- sam to widzi. Ale póki co musimy wytrzymać rok żyjąc w ten sposób, bo zawarł umowę na rok z pracodawcą. A potem zobaczymy co będzie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kochana autorko...
bez wspolnej pracy wasze drogi sie rozejda, kiedy nie ma czasu na rozmowe, na namietnosc, na chwile wspolengo czasu - nie ma zwiazku. Staniecie sie dla seibie przyjaciolmi ktorzy razem zbieraja na przyszlosc. Nie moglabym sie zgodzic na cos takiego, Ty w tym zwiazku tez stanowisz jakas wartosc, nie mozna od Ciebie wymagac zrozumienia jego potrzeb spelniania sie, bez zrozumienia Twoich potrzeb

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość GRATULUJE!!!!!
BEDZIESZ JEDNA Z TYCH KOBIET KTORE CZEKAJAC NA TO ZE COS SIE ZMIENI W ICH ZYCIU, W KONCU ZMIENIA SIEBIE.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kochana autorko...
jezeli to tylko rok, to moze faktycznie warto poczekac. Jesli widzisz z jego strony zrozumienie i posiwecenie to ja tez bym poczekala. Sily trzeba zyczyc !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Macie rację. W tym momencie sama siebie odsuwam na plan dalszy, usprawiedliwiam Go, próbuję sobie wmówić, że tak musi być, że z czasem wszystko się zmieni, że to tylko rok. Boję się tylko, że zrezygnuje z wszystkiego przeze mnie i będą mnie później dręczyć wyrzuty sumienia, bo przeze mnie przestanie robić to o czym marzył, przestanie się spełniać. Że jak będziemy klepać biedę powie... 'a nie mówiłem? gdybym tam dalej pracował wszystko wyglądało by inaczej'. Nie chce Go ograniczać, zabraniać realizowania się, ale nie chcę też żeby tak wyglądał nasz związek. Czasami mam wrażenie, że odległośc nas zbliża do siebie, że bardziej tęsknie, że mniej się dzięki tęsknocie kłócimy, jesteśmy dla siebie milsi, cięgle wisimy na słuchawce, rozmawiamy, bardziej korzystamy z dni w których możemy spędzić ze sobą więcej czasu. Ale z drugiej strony chciałabym mieć Go przy sobie, czasami tęsknota jest miła- z tych względów o których pisałam powyżej, ale równie często ma gorzki smak- oddalamy się momentami od siebie, nie spędzamy wspólnie czasu tak często jak powinniśmy jako para. Myślałam, że w naszym wieku powinniśmy iść na przód, zrobić kolejny krok, że będąc tyle czasu razem czas już na kolejny etap. A mam wrażenie, że zrobiliśmy ogromny krok w tył.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kochana autorko...
on ma prawo sie realizowac, Ty masz prawo walczyc o swoje plany, zycie i przyszlosc. Czy naparwde tak wazny jest pieniadz? Tylko na nim opiera sie wasza przyszlosc? A co jesli utracicie więź? Moim zdaniem jesli czujesz sie zle w tym ukladzie powinnas zaczac dzialac, i brac sprawy w swoje rece. Nie opieraj na nim calego swojego zycia, nie zyj wedlug jego regul, nie podporzadkowuj swojego zycia jemu, bo w tym momencie chcesz czegos innego a tkwisz w zupelnie nieakceptowalnej dla Ciebie sytuacji. Gdzie w tym wszystim jestes Ty? Nie boisz sie ze sama sie pogubisz? Ja sie czulam zagubiona, moje zycie bylo nie moje, tylko zyciem wg. kalendarza mojego faceta

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×