Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość towszystkonietak

Co robić? Nie widzę wyjścia.

Polecane posty

Gość towszystkonietak

Jesteśmy razem ponad 4 lata, ja mam 21 lat, on 24. Bardzo się kochamy. Wszystko było między nami wspaniale do czasu... gdy zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości. Wiem, że jestem jeszcze młoda, ale jestem nadzwyczaj dojrzała jak na swój wiek i powaznie podchodzę do naszego związku. Czasami nawet mam wrażenie, że podchodzę do wszystkiego bardziej przyszłościowo i poważnie niż znajomi w moim wieku :/ Ale wróćmy do mojego związku. Nie mieszkamy razem, ale powiedzmy, że pomieszkujemy od czasu do czasu. Ostatnio rozmawialiśmy o przyszłości. Ja marzę o ślubie, zamieszkaniu razem, w późniejszym czasie o dzieciach (w przeciągu 2 lat) a On? Odwlekałby wszystko w nieskończoność... ślub może za pare lat, dzieci najlepiej jak najpóźniej. Kompletnie nie zgadzamy się w tej kwestii :( Nie wiem co robić... kocham Go i nie chce się rozstawać, ale czy powinnam robić coś wbrew swojej woli? Już od dawna marzę o kolejnym kroku, chociaż o zaręczynach, bo mam wrażenie, że od lat stoimy w tym samym miejscu. A On? Mówi tylko kocham Cię, przytula, całuje... Ostatnio zmienił pracę na lepszą. Lepiej zarabia, ale dłużej pracuje, czasami wyjeżdża i przez to rzadziej się widujemy. Tak bardzo mnie to boli... to, że stoimy w miejscu a wręcz cofamy wstecz bo spędzamy ze sobą już od kilku mies. znacznie mniej czasu niż kiedyś, nie zgadzamy się w kwestii przyszłości, mamy inne poglądy jeżeli chodzi o nasze najbliższe lata, inne oczekiwania... Eh nie wiem co robić. Doradźcie proszę :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość takajakaaa
a macie gdzie razem zamieszkac?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość towszystkonietak
Mamy gdzie. Możemy na razie zamieszkać u Niego. Mieszka z rodzicami, ale mają duży dom. Proponowal mi to kilka razy, ale powiedziałam, że bez ślubu z Nim nie zamieszkam. Nie chodzi tu o moją niechęć do mieszkania na 'kocią łapę', ale niechęć moich rodziców. Wiem, że jeżeli teraz na stałe z Nim zamieszkam, to rodzice się ode mnie odwrócą, bo dla nich jest to nie do przyjęcia, a boję się tego, że nasz kontakt się urwie, bo nie raz już wpsominali gdy o tym mówiłam, że wtedy nie mam co liczyć na ich poparcie, na to, że będą nas odiwedzali i że będą później obecni na naszym weselu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
nie spiesz się tak do dorosłości :D naprawdę, jeszcze się namieszkasz, narodzisz, nasprzątasz :p nie ma co przyspieszać biegu wydarzeń

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dwie sprawy: po 1: nie przyspieszaj ślubu tylko dlatego, że chcesz z nim zamieszkać, a rodzice nie zgadzają się na to bez ślubu. znam takie przypadki i potem dziewczyny rozwodząc się z mężami miały do rodziców pretensje, że w ogóle pozwolili na ślub. po2: jeśli macie inne priorytety życiowe, to klops. żadne emocje i uczucia temu nie zaradzą. lepiej pójść w swoją stronę i wybrać partnera, z którym priorytety będziesz miała podobne. pytanie tylko, czy to jego decyzje, czy jakieś jednorazowe odpowiedzi na Twoje zagadywanie. mój facet np. musi wszystko przemyśleć i powoli przyzwyczajać się do pewnych myśli. jeszcze jakiś czas temu smiałam się, że jest "ślubofobem", ale po kilku poważnych, spokojnych rozmowach, w których opracowywaliśmy wspólną wizję przyszłości, przemyślał sprawę i dziś jesteśmy zaręczeni. no, ale my też jesteśmy od Was nieco starsi. Ty jesteś jeszcze młodziutka, całe życie przed Tobą i koncepcja życia też Ci się może jeszcze zmienić (nawet jeśli tak nie uważasz, to tak może być), weź to więc też pod uwagę. a decyzja co dalej należy do Ciebie. pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość strawberry blue
kazdy ma swoje "widzimisie' na przyszlosc i jakies plany,jesli wasze diametralnie sie roznia,to nie ma co tego przedluzac,bo nie skonczy sie to najlepiej.nie dziwie mu sie,ze nie podziela Twoich planow,tez mam 24 lata i nie spieszy mi sie do takiej doroslosci,chociaz od 18 roku zycia mieszkam sama

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moze tak może nie
Piszecie dziewczynie żeby się nie spieszyła. Może to i racja że ma jeszcze czas ale weźcie pod uwagę że nie założy rodziny z pierwszym lepszym z ulicy. W tym czasie co go jeszcze nicy ma trzeba znaleźć kogoś podobnie myślącego i żeby jeszcze motylki w brzuszku latały i zbudować związek. Czy to tak szybko? Koncepcja na przyszłość może i może się zmieniać ale rzadko o 180 stopni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiesz, ja na jej miejscu nie chciałabym zmuszać faceta do ślubu, zresztą dziewczyna jest młoda, może poczekać jeszcze ze dwa lata, może i jej zmieni się światopogląd? :p

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość towszystkonietak
Gdybyśmy chociaż razem postanowili, że np. za 2 lata ślub. Ale to jest tak, żę rozmawiamy na ten temat i X mówi 'no tak pod koniec studiów możemy się pobrać, to będzie najodpowiedniejsza pora' ale przy kolejnej rozmowie mówi 'pod koniec studiów? musiało Ci się coś pomylić, mówiłem, że po studiach...'. No oki, to jeszcze przyjmę, że po studiach, bo nie chodzi o to żeby od razu się pobrać, ale mieć wspólne plany, marzenia, a one przecież są podstawą związku, przynajmniej tego długoletniego. Ale jeżeli faktycznie chce się ze mną ożenić od razu po studiach, to chyba już powinien się oświadczyć, bo za ponad rok kończymy studia. Boję się tego, że mówi o ślubie może dlatego bo wie, że ja bym tego chciała a z czasem znowu stwierdzi, że może lepiej jeszcze się wstrzymać... a ja tak będę czekać i czekać i na końcu okaże się albo sam stwierdzi, że jeszcze do tego nie dojrzał... bardzo się tego obawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość towszystkonietak
Z jednej strony jest dojrzałym facetem- ciągle powtarza, że chce ze mną spędzić całe życie, że kiedyś się pobierzemy, że będziemy dobrym małżeństwem, już nawet odkłada dla nas na działkę. Ale z drugiej strony przerażają mnie słowa ' młodość jest jedna, a dziecko można mieć zawsze', 'może za kilka dobrych lat, bliżej 30stki pomyślimy o dziecku' a ja bym nie chciała aż tyle czekać. Nie chce trwać przy Nim a na koniec okaże się, że faktycznie nie czuje się dojrzały i będzie zwlekał z dzieckiem 10 lat, a z wspólnym zamieszkaniem też x lat. Ja przecież też mam swoje marzenia, a marzę żeby być z Nim chociaż za te 2 lata, ale nie za 10! Zawsze też chciałam być w miarę młodą mamą... mam na myśli wiek gdzieś 23 lata. A widzę, że nigdy nie poczuję się spełniona :( Kocham Go i chce Go uszczęśliwić i dlatego chciałabym żeby wszystko miało miejsce w momencie kiedy poczuje potrzebę założenia rodziny, ale boję się, że to wszystko odbędzie się moim kosztem a na końcu i tak się rozstaniemy bo być może będzie kazał mi czekać zbyt długo a to mnie przerośnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ale on mądrze prawi :) dziecko możesz mieć za 5 lat, jesteś młodą kobietą :) skończ spokojnie studia, znajdź pracę, stanij na własnych nogach, będziesz miała z życia i związku więcej satysfakcji, gwarantuję :) może zbyt często o tym ślubie wspominasz i facet czuje się osaczony?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ja nie rozumiem, dlaczego kobieta ma czekać na decyzję faceta w milczeniu. on mówi, że chce dziecko ok. trzydziestki, a Ty słuchasz w milczeniu i czujesz przerażenie. a nie możesz mu po prostu powiedzieć, że Ty byś chciała inaczej? że chcesz wcześniej? ja jestem zwolenniczką mówienia wprost i szczerze. mojemu facetowi też powiedziałam, że nie chcę na dziecko czekać w nieskończoność. on spytał, co będzie, jeśli tak się zdarzy, że to będzie odwlekane. powiedziałam, że go zostawię. bo to jest dla mnie zbyt ważne. i jego uczucie mi tego nie zrekompensuje. przyjął do wiadomości i zdeklarował się, że najpóźniej za 2 lata się za to zabierzemy. sam z siebie by tego nie wymyślił chyba. ale zareagował na moją potrzebę. bo mu o niej powiedziałam. co i Tobie polecam. wtedy wiesz, na czym stoisz i możesz podjąć odpowiednie decyzje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość towszystkonietak
Ale ja nie mówię, że chcę tego wszystkiego do razu :) Ja mogę czekać, ale chciałabym wiedziec na czym stoje... a raz słysze tak, później inaczej... potem mówi, że nie pamięta żeby użył wcześniejszych słów. Nie wiem czy mówi to wszystko co dotyczy naszej przyszłości bo tak czuje czy zwyczajnie ze względu na mnie. Chciałabym żebyśmy razem do czegoś dążyli, mieli jakieś plany, a to wszystko jest takie mało konkretne, mało pewne... i w dodatku inaczej do tego wszystkiego podchodzimy. Myslicie, że taki związek w którym ludzie mają całkowicie odmienne poglądy, potrzeby i różnią się tez charakterem mają szansę przetrwać? Wcześniej było idealnie, bo nie rozmawialiśmy na tak poważne tematy, a gdy tylko zaczynamy rozmowę już o ważnych rzeczach to od razu zaczynamy się kłócić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
to brzmi jak zwyczajne wymuszanie, stawianie pod ścianą współmałżonka, grając na jego emocjach... wg mnie związek nie na tym polega, ale może się mylę :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
widze ze bardzo pragnieszbyc panna mloda w bialej sukni ,a co bedzie potem to ,,jakos bedzie,, , pomieszkaj z nim bez slubu, bedziesz wiedziala co chesz czy bialej kiecki czy bycia z nim, facet nie jest szybki do slubu, bow ie ze teraz moda na rozwody, za bardzo serio bierzesz yzcie, masz 21 lat daj na luzik, najeszc sie jeszce zycia w zwiazku i dzieci itdd.. potem bedzeisz dawala topoku,typu ,,mam 2 dzieci a maz mieszkla z nami i nic mi nie pomaga,,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość towszystkonietak
Sally Brown Też tak na początku zrobiłam, że powiedziałam konktretnie, że nie będę czekać przez lata aż On zacznie mówić o ślubie... że też mam swoje potrzeby i marzenia i że chciałabym po studiach wyjść za mąż a później dziecko. Wiesz co pwoiedział? Że wywieram na Nim presję i że to ejst szantarz bo jeżeli mówię Mu, że nie będę czekać w nieskończonośc tzn. że jeżeli tego nie dostanę to Go zostawię. Przez lata a jesteśmy ze sobą 4,5 roku nigdy nie zaczął tematu o przyszłości, wspólnym życiu i dzieciach ale jak ja już wkońcu zniecierpliowina zaczęłam mówić o tym wszystkim, to stwierdził, że naciskam, że Go osaczam. Czy ma rację? Czy to normalne, że wkońcu sama rozpoczęłam temat? No bo przecież ile można czekać...?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moze tak może nie
NB "stawianie pod ścianą współmałżonka" jakiego współmałżonka? :) Stawianie pod ścianą stawianiem pod ścianą a jasne formułowanie swoich potrzeb inną drogą. towszystkonietak chodzi o stworzenie wspólnej wizji przyszłości. Bardziej odległy czy nie ale niech będzie jakiś plan z określeniem na plus minus półtorej roku. "około 30" to żaden plan.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
autorko to o współmałżonku było akurat do Sally a propos jej wypowiedzi o planowaniu potomstwa :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość strawberry blue
Autorko,gdybym byla na miejscu Twojego chlopaka tez czulabym takie osaczenie ;) im wiecej bedziesz poruszac ten temat, tym bardziej on bedzie sie wycofywac. jestescie jeszcze mlodzi,cieszcie sie z tej mlododsci,a jesli chcesz miec tak szybko zycie dorosle,to po prostu znajdz sobie kogos innego,o takich samych priorytetach.Twoj chlopak mysali jak normalny 24 latek,im jeszcze nie w glowach wtedy sluby i zobowiazania (to dziewczyny maja z reguly wieksze cisnienie i mylnie uwazaja,ze chlopcy mysla identycznie)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
towszystkonietak hmmm sprawa rzeczywiście nie jest prosta i jednoznaczna. wiele zależy od sposobu, w jaki się rozmawia i od dojrzałości rozmówców. swoją wypowiedzią przypomniałaś mi sytuację, w której byłam kilka lat temu. miałam faceta od 3 lat, mieliśmy oboje po ok. 22 lata (jeśli dobrze liczę). i tak się złożyło, że ja musiałam zmienić miejsce zamieszkania. musiałam szukać czegoś do wynajęcia. on mieszkał wtedy w akademiku. i nie widział powodu, dla którego miałby się z niego wyprowadzić i zamieszkać ze mną (w akademiku miał przecież taniej). i zakomunikowałam mu wtedy (po wielu wcześniejszych rozmowach), że chcę wiedzieć, czy ten związek ma przyszłość. a jeśli on teraz zostawi mnie z tym samą, nie zrobimy żadnego kolejnego kroku to ja dziękuję za taki związek. i on chyba rzeczywiście poczuł się szantażowany i zamieszkał ze mną, żebym go nie rzuciła. wyszło nam to bokiem. mieszkaliśmy razem niecały rok i się rozstaliśmy. teraz, w moim obecnym związku, jest zupełnie inaczej. bo i ja i mój facet, jesteśmy dojrzalsi (on jest po 30). rozumiemy, że każdy ma prawo do swoich priorytetów życiowych i że nie byłoby sensu być razem, gdyby nasz zasadnicze priorytety bardzo się różniły. i on tego nie odebrał jako szantażu. to była bardzo spokojna rozmowa, w której przedstawiłam mu swoje stanowisko. a on rozważył, czy się na to decyduje, czy mu to pasuje. nie podjął decyzji ze strachu, zrobił to odpowiedzialnie i świadomie. gdyby tego nie chciał, to byśmy się rozstali, żeby się wzajemnie nie unieszczęśliwiać. ale do tego trzeba dorosnąć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×