Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość nerwosolek 2011

psychiatra

Polecane posty

Gość i398374892374
jedni nie maja nawrótów inni tak. Ale te leki zwłaszcza słabsze nie sa naprawdę złe. Ja nie mam typowej depresji tylko nerwicę natręctw i to bardzo nieprzyjemna choroba, leczy sie ją mało skutecznie i długo. Pierwszy lek jaki brałam to była Asentra i nie czułam zadnych skutków ubocznych poza zwiększonym poceniem się i suchością w ustach. CZasem trzeba przetestowac kilka zanim trafi się w najlepszy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
moja pierwsza Pani psychiatra to istna kretynka, wciskała mi leka, kazała przychodzić co pół roku, czysty nfz, w ogóle się nie interesowała. Drugi psychiatra-psychoterapeuta do którego poszłam (renomowany instytut ekriksonowski czy jakoś tak) wmawiał mi usilnie, ze na terapie musi przyjść cała moja rodzina, nie podam nawet ceny bo mało ze stołka nie spadłam, dodam iż moja rodzina w ogóle nie poszła by na takie coś, poza tym ja ich rozumiem, to nie jest ich problem, dlaczego mieliby uczęszczać na moją terapię i lecząc moje lęki które nie mają z nimi nic wspólnego. Jak powiedziałam, że to niemożliwe aby przychodzili bo nie wyrażają na to checi, odpowiedział, że nie widzi możliwości dalszego leczenia. a co gdybym nie miała rodziny? miała bym zostać bez pomocy? idiota. Aż wreszcie trafiłam do mojej obecnej Pani psychiatry, fakt, przyjmuje prywatnie wizyta 70zł, ale nie naciąga mnie na koszta jeśli nie jest to potrzebne. A najważniejsze jest to, że nie wiem jak ona to robi ale jak idę do niej w mega kiepskim stanie to już po pierwszym spotkaniu wychodzę prawie happy. Wyciąga mnie z każdego nawrotu nerwicy. Bardzo ją lubię, ma bardzo racjonalne podejście do życia i ewidentnie nie leci na kase. Poza tym pracuje także w dziennym ośrodku terapii, w którym także miałam okazje brać udział, więc poznałam ją lepiej i jestem z niej zadowolona bardzo. Ale wiem, że trudno o dobrego lekarza...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
a powiedzcie z czym macie problemy? ja mam nerwicę natręctw. Na przemian wkręcam sobie a to, że coś mi się dzieje z sercem, albo boje się, że zwariuje. Albo mam lęk przed zrobieniem bliskim krzywdy. U mnie nawroty wyglądają tak, że myśli się nasilają i potrafię przez 2 tygodnie leżeć w łóżku i nic nie jeść. Generalnie moim problemem są natrętne myśli

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość i398374892374
dodam iż moja rodzina w ogóle nie poszła by na takie coś, poza tym ja ich rozumiem, to nie jest ich problem, dlaczego mieliby uczęszczać na moją terapię i lecząc moje lęki które nie mają z nimi nic wspólnego. ja się z tobą nie zgodze... prawdopodobnie rodzina ma związek z twoimi lękami, z reguły jest tak, że choroby nie borą się z niczego, i najlepiej byłoby leczyc od razu całą rodzinę. Jeśli w domu np. ktoś w kółko cię by poniżał, to co z tego że pójdziesz do terapeuty który będzie ci wzmacniał poczycie wartości, jak potem lądujesz w domu, gdzie cie krzywdzą?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość totami
ja już pisałam nie mam motywacji do życia i wszystko mnie denerwuje ludzie, otoczenie, praca, rodzina, sama ja wszystko

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość i398374892374
thxdfhtjcjjftt - nie jesteś z Poznania?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość totami
piszcie jeszcze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość i398374892374
totami- a masz lepsze samopoczucie o jakiejś określonej porze dnia?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
nikt mnie w domu nie poniżał, nie bił itp. Druga sprawa to taka, ze cena za sesje rodzinną to 300zł, sorry ale aż taka bogata to ja nie jestem. Po 3 znam swoich rodziców (teraz tata już nie żyje) moja mama była wychowana w rodzinie w której nie okazuje się uczuć, moja mama nie potrafi powiedzieć nam, że nas kocha (bo mówienie o swoim uczuciach jest dla niej wstydliwe, ale mówi nam to czasem), ja generalnie nie mam z tym problemu, ze mama nie mówi o uczuciach ale wiem, że przenigdy nie opowiadała by o nich obcemu facetowi. Poza tym, byłam też u innych psychoterapeutów i żaden nigdy nie powiedział, że konieczna jest terapia rodzinna. Kolejną rzeczą jest też to, że ja nie uważam takiej terapii za dobry pomysł bo nie mogłabym się otworzyć do końca. Jest wiele spraw z którymi nie chcę się dzielić z rodziną, więc jak miała by ta terapia wyglądać? Tak szczerze mówiąc dla mnie sytuacja wyglądała tak: byłam przypadkiem jakich wiele, kolejna pacjentka z "klasycznymi" problemami, więc albo dobrze zapłaci za leczenie albo niech spada. Podobno ten instytut specjalizuje się w trudnych przypadkach dlatego po co maja się zajmować "klasyką"? tak to widziałam. w ogóle ten terapeuta był jakiś dziwny, był mało mówny, nie dało się z nim nawiązać jakiejś nici porozumienia. Moja obecna lekarka jest taka że wiem, ze ona rozumie ludzkie problemy, sama jest też człowiekiem, kiedy trzeba to pocieszy, kiedy trzeba to przypier..li a tamten facet był jakiś taki niedostępny i wyraźnie wyczuwało się jego wyższość, nigdy się nie uśmiechał. Sam pokój był już dziwny: stare meble, dziwne obrazy, półmrok - było tam bardzo nieprzyjemnie. Raczej wolę gabinety gdzie są morelowe, zielone lub jakieś ciepłe kolory, uśmiechnięty personel, dobre oświetlenie czy duże okna - w takich warunkach człowiekowi aż chce się żyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
i398374892374 thxdfhtjcjjftt - nie jesteś z Poznania? nie, ze śląska

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość totami
powiem szczerze , że jak tylko opuszczam mury pracy od razu poprawia mi się humor nie mam dobrych relacji z resztą pracowników bo w pracy jest mobbing i donosicielstwo co dodatkowo mnie dołuje a nowej pracy jeszcze nie znalazłam co tez mnie do depresji doprowadza sa dni ze od rana mam zły nastój i czarne myśli a są i takie ze od rana mam dobry nastrój różnie bywa czasem od rana jestem strasznie zdenerwowana jakbym miała wybuchnąć

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość i398374892374
thxdfhtjcjjftt- no widzisz, i masz odpowiedz na swoje pytanie. Bicie i poniżanie to skrajnosc, więc były w twojej rodzinie powazniejsze problemy. Po prostu myślę, że ten terapeuta chciał leczyc was wszystkich bo widział że rpoblem nie dotyczy tylko ciebie. "Tak szczerze mówiąc dla mnie sytuacja wyglądała tak: byłam przypadkiem jakich wiele, kolejna pacjentka z "klasycznymi" problemami, więc albo dobrze zapłaci za leczenie albo niech spada" - myslę że to twoja ogromna nadinterpretacja. Jakby chciał od ciebie koniecznie wyciągnąc kasę to leczyłby cię nadal, a podszedł uczciwie- i powiedział ci, że nie widzi możliwości... Inna sprawą jest ocena, czy tej możliwości rzeczywiście nie było. Jak piszesz, że inna osoba ci pomoga, to pewnie się mylił. Ale jakby chciał wyciągnąc kase to raczej nie odmawiałby ci leczenia. Ja tez teraz chodze do psychiatry co jest psychoterapeuta w nurcie eriksonowskim, tez kompletnie nic nie gada, bo podobno jest nastawiony na sluchanie a nie gadanie, tyle że tez mi sie to nie podoba. Ja coś mówię, to mam razenie że gadam do ściany.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
Ja już drugi raz biorę udział w terapii grupowej. Tam jest tak, że najpierw słuchasz. Jak chcesz coś powiedzieć to mówisz, nikt cię nie zmusza. Nie chcesz - milczysz. Ale nawet słuchając innych porównujesz w jakiś tam sposób do swoich zachowań , reakcji na różne działania. I to naprawdę pomaga. Na grupie za mną są osoby w różnym wieku, nawet bardzo młode, które dopiero na grupie zdały sobie sprawę, że są ludzie, którzy ich rozumieją. I dopiero wtedy mogą się otworzyć. Tam nikt cię nie wyśmieje, nie potępi tylko zrozumie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
Dzięki tym terapiom zrozumiałam siebie, i to skąd się u mnie wzięła nerwica, depresja. Mam problem z objawami somatycznymi, to jest tak jakby moje ciało kompletnie mnie nie słuchało, po prostu robi swoje. I to jest najgorsze -ten fizyczny ból. Psychiatra o tym wie - i co? potraktowaał mnie jak ........nie pomaga to w leczeniu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
ja brałam anafranil, narazie sama odstawiłam stopniowo, wiem, że to głupie posunięcie ale często mi się tak zdarza, aż do następnego nawrotu :) ale generalnie daje rade. Nigdy nie miałam myśli samobójczych. Anilina dobrze na mnie działa, oczywiście są skutki uboczne ale z nich to mam tylko suchość w ustach. Ja jak mam nawrót nerwicy to oprócz myśli mam coś takiego, że jak jestem zdenerwowana to dotykam róg telefonu, nie jest to bardzo nasilone, potrafie to opanowac i przestać kiedy się na tymprzyłapie, ale kiedy biorę anafranil zdecydowanie nie czuje "tego napięcia" które powoduje te delikatne odruchy natrętne. Uważam, że powinnaś zmienić pracę, ale nie na takiej zasadzie, że czekasz aż coś się znajdzie tylko zacznij intensywnie szukać nowej pracy (tak jak byś była bezrobotna i potrzebowała roboty), o ile to możliwe, czyli jeśli nie ma przeszkód finansowych powinnaś zrobić sobie przed nową pracą dwu tygodniowy urlop. Ja znalazłam jeszcze taką metodę na nawroty, że jeśli czuje, że coś zaczyna się dziać, pojawiają się myśli, zaczynam polegiwać w łóżky, wtedy na siłę zaczynam wychodzić do znajomych, na spacery (mimo, że mam ochotę leżeć w łóżku) to bardzo często pozwala mi unikać nawrotów. Cokolwiek byle zająć myśli. Poza tym kiedy coś Cie dołuje, że np. jesteś brzydka, albo masz durną pracę albo jeszcze coś innego, spróbuj spojrzeć na to z dystansu, pomyśl sobie "jestem zdrowa (mój mąż, dzieci też o ile ich masz), mam gdzie mieszkać i co jeść" chodzi o to, że człowiek nie docenia zdrowia kiedy je ma. Kiedy człowiek na coś zachoruje, inne problemy wydają się błahe. Pomyśl sobie, że skoro jesteś zdrowa, to Twoje życie jest w Twoich rękach i tylko Ty możesz pokierować nim tak, żebyś była szczęśliwa. Staraj się nie myśleć neagtywnie. Kiedyś też nie potrafiłam zrozumieć optymistów, którzy wszędzie widzą szczęście. Rozmawiałam o tym z moją psychiatrą i powedziałam jej tak "nie rozumiem tych ludzi, z czego oni się ciągle cieszą, jak przyjdę na przystanek i autobus mi ucieknie to z czego mam sie cieszyć?" a ona mi powiedziała "nie masz sie cieszyć, optymizm nie polega na znajdywaniu sobie absurdalnych powodów do radości ale na tym, żeby nie skupiać się na negatywach, tzn jak ucieknie Ci autobus to nie denerwuj się i nie skupiaj się na tym negatywnym uczuciu, pomyśl sobie trudno, zaraz przyjedzie następny" Chodzi o to, żeby nie skupiać się na negatywach bo to nic dobrego nie daje. Nie chodzi o to, żeby w ogóle nie przeżywać negatywnych emocji ale o to, żeby nie przeżywać ich dłużej niż to konieczne i nie przypisywać sytuacją gorszego znaczenia niż są w rzeczywistosci. Przecież jak autobus ucieknie to żadna katastrofa ale ludzie denerwują się czasem jakby nie wiadomo co sie stało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
thxdfhtjcjjftt Tak to prawda, ale najpierw trzeba się tego nauczyć :).A bez pomocy to jest trudne. Ja musiałm na początku zrozumieć, że nie na wszystko mam wpływ , choćby przykład z uciekającym autobusem.:) Głową muru nie przebiję - muszę się z tym pogodzić. :) Teraz jest lepiej , łatwiej, - tylko te bóle ......

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
i398374892374 od mojej obecnej lekarki i psychoterapeutów, wiem, że problem leży we mnie a nie w mojej rodzinie. Poza tym tamten lekarz stwierdził , że mam przychodzić z całą rodziną po 45minutowej rozmowie, moja lekarka powiedziała, że żaden normalny lekarz nie postawi diagnozy i propozycji tak kosztownego leczenia po pierwszej wizycie. trzeba poznać pacjenta. Nie widziałam w tym facecie, żadnego zrozumienia. Prawie nic nie mówił. Jak będę chciała się komuś wygadać to pójde do przyjaciół a nie do lekarza. Ja potrzebuje lekarza a nie powiernika. Poza tym, jeśli pacjent mówi, że rodzina się nie zgadza na leczenie to terapeuta powinien przeprowadzić terapie z samym pacjentem. Uważam za absurdalne odmawiania pomocy choremu. To jest tak samo jak z pracą - super jak księgowa będzie miała komputer, kalkulator i inne rzeczy ale jak nie ma komputera to musi pracować na tym co ma dostępne. Co do terapii grupowej to całkowicie się zgadzam, byłam dwa razy, super atmosfera, pełne zrozumienie bo przecież każdy tam boryka sie z problemami psychicznymi. terapia taka jest bardzo dobra ale jest mały problem, jest mniej intensywna niż terapia indywidualna. ale gorąco polecam, bardzo dobrze robi na psyche, no chyba, że jest się w grupie ofiarą bo bywa i tak to nie jest miło.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
Totami - uciekaj z tej pracy - pomyśl co jest dla ciebie ważniejsze . Mój pierwszy kontakt z psychatrą był właśnie z tego powodu. Myślałm , że dam radę - niestety ciało odmówiło posłuszeństwa, do tego stopnia, że miałm poranne wymioty - niby bez powodu :) I to wszystko spowodowało , że pewne problemy mam do tej pory. A tak na marginesie- na 12 osób na grupie są trzy z powodu pracy - z poważnymi problemami nerwicowo - depresyjnymi. To niestety choroba naszych czasów. Więc uciekaj - póki możesz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
nerwosolek 2011 u nas terapia grupowa wygląda trochę inaczej, w pierwszym tygodniu każdy "nowy" musi opowiedzieć swój życiorys, musi go też oddać terapeutom napisany. Po opowiedzeniu grupie życiorysu, jest czas dla innych na zadawanie pytań, oczywiście można nie odpowiadać na trudne pytania ale z biegiem czasu po kilku dniach terapeuci namawiają do otwarcia sie bo inaczej terapia nie będzie miała sensu. Powiedz jak długo jesteś na terapii, ile ma trwać? I o co chodzi z tymi bólami, opisz troszkę sytuacje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
Zgadzam się, że jest mniej intensywna - ale chyba ciekawsza :) Poznaje się fajnych ludzi, których się nie boisz bo wiesz, że cię rozumieją . Co masz na myśli mówiąc "ofiarą " . Przynajmniej u siebie nie spotakałm się z tym, żeby grupa zrobiła z kogoś ofiarę . Owszem , zdarza się że czasem ludzie na kogoś "wskoczą" ale na drugi dzień potrafią wytłumaczyć dlaczego tak zrobili. I od razu jest ok. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość i398374892374
z tym odmawianiem pomocy to masz rację, to było głupie z jego strony. Ale nie mozna tak powiedziec, że twoja rodzina nie ma problemu. Kiedys chodziłam do psychologa i też mi mówił o tym nieprzejmowaniu sie pierdołami, tyle że jak akurat nigdy bzdurami sie nie przejmowałam. W ogóle leczenie u typowego psychologa to dla mnie porażka. A najb. kretyńską porada jaką mi dał, to było zeby nie mysleć o natrectwach. Jak człowiek stara sie o czymś nie myslec, to mysli pojawiaja sie z podwójna siłą. W ogóle co to za porady- zeby starac sie podchodzic pozytywnie, nie myslec o złych rzeczach, zrobic coś ze swoim zyciem, takie porady jak ten psycholog dałby mi przedszkolak. Przecież nikt nie przestanie przejmowac sie drobiazgami tylko dlatego, że mu ktos powiedział zeby sie nie przejmował... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
totami, zgadzam się z nerwosolkiem. u nas na grupie też było dużo osób z problemami w pracy. Jedna kobieta była nielubiana przez naczelniczkę, ta się tak zdołowała, że dostała w końcu obsesji na jej punkcie. czuła się tak urażona jej postępowaniem, że ciagle tylko myślała o tej naczelniczce i o tym jaka jej krzywdę wyrządziła. Kolejny koleś miał depresje przez parcie w pracy a do tego doszły problemy jak powiedział im, że idzie na 3 miesięczne l4 z powodu depresji, zaczeli go uważać za świra, nikt nie siedział z nim w stołówce podczas lunchu, totalne wyizolowanie a koleś miał zwykłą depresje. Często zmiana pracy pomaga ale trzeba też rozważyć, problem bo jeśli problemem jest mobbing albo inne zachowanie na które nie mamy wpływu to zmiana pracy jest jedyną szansą. A czasem bywa tak, że zmiana pracy jest tylko ucieczką i w nowej pracy problemy znowu się pojawiają. Czasem się okazuje, że ktoś jest nadwrażliwy na krytykę i wszystkie uwagi przyjmuje zbyt do siebie, albo może się okazać, że ktoś nie nadaje się do pracy gdzie trzeba wypracować wyniki, np. akwizytor, telesprzedawca itp Dlatego czasem zmiana pracy nic nie pomoże tylko trzeba pracować nad sobą. A czasem jest też tak, ze przychodzi wypalenie zawodowe, i na to jest sposób.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
Pierwszy raz byłam w Mosznej. Ale to jest co innego, tam byłam w "zamknięciu" oderwana od codziennego , własnego życia. Było cudownie. Najbardzie bezpieczny okres mojego życia. Zniknęłam na miesiąc i okazało się, że świat nadal istnieje :) I daje sobie radę beze mnie:) Teraz chodzę do szpitala na odział dzienny, na treapię. Luźna grupa, sympatyczna. Owszem trzeba się przedstawić, ale jak nie chceasz , możesz o sobie nic nie mówić. I tak wiadomo , ze coś cię dręczy skoro tu jesteś. Po jakimś czasie , każdy sam chce coś o sobie powiedzieć:) i tak pomału poznaje się ludzi. Bo przecież każdy tam jest z własnej woli, po to by pomóc sobie samemu. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
i398374892374 Porady o których piszesz, są w każdej książce. Masz rację - słysząc je od psychaitry czy psychologa to po prostu śmieszne. Ja też to słyszałam, a dopiero terapia i inni ludzie z problemami , pomogli mi to wprowadzić do swojego życia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
thxdfhtjcjjftt Pytasz o te cholerne bóle. Potworny ucisk w klatce piersiowej - serce zdorwe jak dzwon :) bóle w kręgosłupie w górnej części , barki, część szyjna niemożność wykonania jakichkolwiek ruchów - tą część kręgosłupa mam jak na swój wiek , akurat zdrową. Bóle głowy, zwłaszcza z tyłu - tomograf wskazuje , ze wszysko w porządku. Kołatanie serca - a serce zdrowe . :) I w ten sposób po przebadaniu się gruntownie - diagnoza tylko jedna. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
być może i wszystko ma początek w mojej rodzine ale są dwa fakty których nie przeskoczę, brak pieniedzy na tak kosztowną terapię i fakt, że moja rodzina nie chciała brać w niej udziału. Co do głupich rad też się zgodzę, najgłupsza radę jaką usłyszałam to było " nie myśl o tym", tak jakby to było takie proste. Kiedyś trafiłam na nawiedzoną panią psycholog która chciała mi zaszczepić taki o to pomysł na życie- kazała mi czytać książki, dużo przebywać na łonie natury, słuchać szumu wody, otaczać się delikatnymi kolorami, zdrowo się odżywiać, unikać ludzi agresywnych, nadpobudliwych, generalnie wszystko miało być takie spokojne, monotonne i nijakie. W ogóle nie interesowało jej to, ze jestem osobą energiczną, nie lubie przebywać sama, nie lubie "nijakości", nie przepadam za książkami, lubię fastfoody, nie lubię spódnic do ziemii które ona uwielbiała i dziwnych korali. W ogóle niektórzy terapueci i psycholodzy mają taki dziwny styl ubiernia, długie spódnice, czasem turbany na głowach, dziwna biżuteria, brak makijażu, śmieszne sandały - trochę jak by jacyś śmieszni wędrownicy. Nerwosolek u nas na grupie czasem zdarzały się konflikty, i był osoby które były same albo dwie osoby przeciwko całej grupie. Podam przykłady: raz jedna kobieta powiedziała coś o mężu drugiej laski i niestety jej się to nie spodobało, reszta grupy również uznała że wypowiadanie takich komentarzy pod czyimś adresem jest niemiłe. poza tym ta kobieta miała coś w sobie takiego co drażniło całą grupę, powstała pewna bariera między grupą a nią. Więc albo ze sobą nie rozmawiali albo sie kłocili. Wtedy taka osoba nie czuje wsparcia w grupie i ona np. zrezygnowała z terapii. Była w takiej roli ofiary. Bywało tak, że terapeuci i grupa nie była wstanie rozwiązać konfliktu i wtedy ktoś się wypisywał albo czasem ktoś wypisywał się przedwcześnie zanim jeszcze terapeuci podjęli próbę rozwiązania konfliktu. Pamiętam też jeden najbardziej hardcorowy przypadek. Jeden koleś cierpiał na zaburzenia dyssocjalne. Osoba taka często popada w konflikty z otoczeniem, jest ciagle zbuntowana, szuka konfliktów, zaczepek, popada w konflikty z prawem, wydaje mu się, że tylko on ma racje itp. Bardzo trudne do leczenia. Mieliśmy świadomość, że to jest choroba więc po części staraliśmy się rozumieć tego kolesia i nie dać się wmanewrować w jakieś głupie dyskusje, ale bywało tak, że ten koleś szukał wręcz konfliktu i często poruszał tematu których w towarzystwie nie powinno się poruszac czyli polityka, religia, aborcja itp. Kłócił się z całą grupą ciągle, we wszystkim prezentował odmienne zdanie od reszty, ale nie było to zdanie poparte jakimiś sensownymi argumentami tylko jakimiś zupełnie głupi a w rzeczywistości chodzi tylko o to, żeby mieć inne zdanie niż reszta. Co i rusz wybuchały częste konflikty, grupa już nie mogła słuchać jego pierniczenia, działał wszystkim tak na nerwy, że kiedyś po kolejnej kłótni z prawie bijatyką, on sam się wypisał bo już nie miał z kim gadać i wszyscy byli na niego mega wkurzeni. w życiu wcześniej nie poznałam takiego człowieka, tak jakby Ci ktoś powiedział "ta osoba celowo będzie chciała cię wyprowadzić z równowagi i nie możesz na to pozowolić", no nie pozwalasz nawet jakby używał wulgaryzmów wobec Twojej rodziny, ale ten koleś miał po prostu taki charakter że niemożliwym było nie pokłócić sie z nim. Dodam iż nie postępował tak z nudów, osoby z tym zaburzeniem nie do końca są świadome tego, że takie są, oni myślą, że to świat jest przeciwko nim. Mówie wam przerobąne zaburzenie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
Ale ludzie z takimi zaburzeniami nie powinni byś kierowani na terapię grupową.!!! To chore.!!! I to jest kolejny przykład na to jak niedoskonali są psychatrzy :))) Nie spotkałam się ( na szczęście ) z takimi przypadkami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
nerwosolek 2011 też kiedys myślałam o mosznej ale mam tu chłopaka i nie wyobrażam sobie opuszczenia go. poza tym powiem Ci coś czego nie wiem czy jesteś świadoma. Nerwica najczęściej objawia się chorobami somatycznymi czyli taj jak w Twoim przypadku, pojawiają się często "dolegliwosci sercowe" itp. to jest tak jakby pierwszy etap nerwicy. U mnie też taki był, kiedy w końcu uzmysłowiłam sobie, ze to tylko nerwica i przestałam się tym przejmować na miejsce dolegliwości somatycznych wskoczył inny lęk, zaczełam sobie wkręcać, że mogę zwariowac i zabić bliskich (oczywiscie nie chce tego zrobic, pojawiają się tylko lęki, że mogła bym tak zrobić). Generalnie puenta jest taka, ze jak nie wyleczy się nerwicy, tylko objawy, to na ich miejsce pojawiają się inne. w momencie kiedy bałam sie, że mogę być niepoczytalna i zrobić coś bliskim, chciałam zeby wróciły dolegliwości somatyczne bo to było lajtowe w porównaniu z tymi lękami. No cóż ale narazie chyba ten etap też mam za sobą. Pamietam jak zaczynały sie moje dolegliwosci, chodziłam od lekarza do lekarza, leżałam ze 3 razy w szpitalu a to z powodu kołatań a to z powodu głowy aż w końcu gdy wszystkie wyniki wyszły dobrze to powiedzieli mi , ze to nerwica i mam isć do psychiatry. Mało tego, kiedyś objawy choroby były tak podobne do zapalenia opon mózgowych że lekarze postanowili mi pobrać płyn mózgowo-rdzeniowy (punkcja lędźwiowa), oczywiście badanie nie wykazało żadnej choroby ale ja po badaniu musiałam leżeć 24h nieruchomo na brzuchu i dostałam powikłań w postaci bólów głowy podczas próby wstania, leżałam w łóżku przez 2 tygodnie, nie mogłam nawet chodzić do toalety, to był koszmar. Nigdy więcej. Innym razem w ataku nerwicy dostałam paraliżu, nie byłam w stanie podnieść się z łóżka. byłam przytomna ale nie mogłam się ruszyć, po podaniu leku uspokającego (choć nie byłam zdenerwowana czy wystraszona, po prostu nie mogła się ruszyć) ustąpiło. Także ja już swoje też przeszłam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nerwosolek 2011
thxdfhtjcjjftt Sporo :( Ale najważniejsze, że już wiesz co to jest i jak z tym walczyć. A wtedy łatwiej żyć . Czy Twój partner wie o Twojej chorobie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość thxdfhtjcjjftt
nerwosolek 2011 Ale ludzie z takimi zaburzeniami nie powinni byś kierowani na terapię grupową.!!! To chore.!!! I to jest kolejny przykład na to jak niedoskonali są psychatrzy Nie spotkałam się ( na szczęście ) z takimi przypadkami. też uważam, ze on nie powinien być na grupowej. Uważam, że powinien przejść solidna terapia indywidualną i potem ewentualnie dać go na grupową żeby sprawdzić jak reaguje i jak radzi sobie w kontaktach z ludźmi. dla mnie ten przypadek był ciekawy, dużo się działo a ja lubię jak nie jest nudno. bywało też tak że na grupie byli tacy nudni ludzie z tak nudnymi problemami, że rzygać się chciało od tego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×