Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Kowalski Jan***

problem ze wspólnym zamieszkaniem

Polecane posty

Twoja dziewczyna po prostu zapatrzyła się w koleżanki. Bo przecież mieszkanie z teściami jest takie okropne!! Och ach! Ale ludzie, co innego jest mieszkanie na małej powierzchni z teściami i dzielenie z nimi kuchni i łazienki a co innego wydzielone osobne mieszkanie w domu- to tak jak dwa mieszkania w bloku obok siebie, drzwi w drzwi- i co księżniczki też niedobrze? Bez przesady, czasy są ciężkie i ładowanie się w kredyty bez wyraźnej potrzeby jest skrajną nieodpowiedzialnością... Autorze.. tylko spokojna rozmowa z dziewczyna może Cie uratować. Powiedz jej, że rozumiesz, że chciałaby miec coś własnego ale, że te warunkki bnaprawde nie są złe. I że nie posiadanie kredytu na karku to naprawde skarb! Czego ona zazdrosci znajomym? 30letniego kredytu? W zamian za to mozna zwiedzac, jezdzic na wakacje, wycieczki. A jej znajomi nie daj Boże jak straca prace to dopiero będzie problem... Uświadom jej to wszystko ale na spokojnie. Dziś praca jest, jutro może jej nie być, różnie bywa. Kredyt w Waszym wypadku to zło!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Wczoraj jutro dziś tak
Ja wolałabym mieszkać nawet na 20m2 niż w pałacu z teściami. Sama pół roku praktycznie mieszkałam w domu mojego chłopaka i jego rodziny ( duży dom, on zajmował całe piętro - 2 duże sypialnie, salon, kuchnia, łazienka. Z jego rodzicami spotykałam się na klatce schodowej), ale byliśmy wtedy w nieformalnym związku, zawsze teściowej ustępowałam, robiłam wszystko tak by jej nie zdenerwować - to jest dobre na krótką metę. Nigdy nie czułam się tam swobodnie, cień teściów piętro niżej wisiał nade mną bez przerwy. Z moim już dziś mężem przeszłam ostrą batalię o to gdzie będziemy mieszkać, bo on także nie chciał się wyprowadzić. Na każdy mój argument odpowiadał "absurd". Bo ja także byłam świeżo po studiach, zarabiałam 1200 zł, pochodziłam z ubogiej rodziny ( 5 osób na 50m2) więc na pomoc finansową rodziców w ewentualnym kupnie mieszkania nie miałam co liczyć. Przez rok od zaręczyn nie ustaliliśmy nawet daty ślubu, bo ciągle był problem z mieszkaniem. Jak napisałam pół roku mieszkałam u mojego faceta, ale w końcu się wyprowadziłam - miesiąc po zaręczanych. Wynajęłam sobie obskurną maleńką kawalerką na którą szło 80% mojej pensji, gdyby nie dodatkowe korepetycje, których udzielałam przymierałabym głodem - ale czułam się tam dobrze, swobodnie bo byłam u siebie. W końcu mój narzeczony wprowadził się do mnie. Jego rodzice oczywiście mieli do nas ( do mnie) ogromne pretensje bo dom także był budowany tak duży z myślą o moim mężu i jego rodzinie. W każdym razie dziś jest ok. Kupiliśmy sobie 55m2 mieszkanko oczywiście na kredyt, nie stać nas co prawda na wczasy na Kubie ale co roku jeździmy w Bieszczady -które uwielbiam. Ja jestem bardzo szczęśliwa, że nie muszę dzielić mojego miejsca na ziemi z nikim poza mężem. Żyjemy skromnie ale nie jesteśmy od nikogo zależni. Bardzo cieszy mnie fakt, że dla mojego męża ważniejsza była miłość do mnie niż wygodne życie pod dachem jego rodziców.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×