Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość magda126

zawikłana historia

Polecane posty

Gość magda126

Mam 20 lat od 4 lat jestem w związku z o rok ode mnie starszym chłopakiem. Wiem, że wątki porad miłosnych powtarzają się milion razy jednak po przejrzeniu setek stron nie znalazłam pasującej porady do mojej historii. Jest ona dość długa dla tego każdemu, kto ją przeczyta i coś mi poradzi bardzo, bardzo dziękuję. Może zacznę od tego, że mój związek od początku nie był idealny. Razem z moim partnerem mamy dwa wybuchowe charaktery. Często dajemy się ponieść emocjom i zamiast pomyśleć najpierw robimy. Często leci dużo raniących słów chyba zazwyczaj z mojej strony. Mimo że nie zawsze myślę to, co mówię w chwili złości chodzi mi o wyżycie się i jakoś odreagowanie nerwów. Niestety zazwyczaj dzieje się to w sposób mało cenzuralny i przyjemny dla obojga stron. Moja historia nie jest zwykłą notką o tym jak to chłopak jest draniem, bo zdradza spotyka się z kumplami itp. Może jeszcze dwa lata temu właśnie w ten sposób opisałabym swój związek. Teraz po sporych doświadczeniach życiowych jestem w stanie zauważyć, że problem jest po obu stronach może nawet bardziej po mojej, ale zacznę od początku. Miłość między nami pojawiła się nagle. Większość pewnie nie uwierzy, ale wystarczyło jedno spojrzenie żebyśmy wiedzieli, że to jest to. Szczeniackie, ale przetrwało już 4 lata. Z biegiem czasu nabrało silniejszej mocy niż się spodziewaliśmy. Może nawet przerodziło się w chorobę. Jak w każdym związku bywają lepsze i gorsze dni. Kiedy tylko zaczęliśmy się spotkać byliśmy głupio mówiąc dziećmi. Żadne z nas nie myślało o sobie poważnie. Jednak po pierwszych 9miesiącach, kiedy powstał pierwszy kryzys zrozumiałam jak bardzo jestem zakochana. Mianowicie mój chłopak poszedł do swojej pierwszej pracy. Prowadził razem z bratem sklep. Ale to nie to jest najważniejsze w tym wszystkim. Do niego do pracy często wpadali koledzy. Jeden nawet z dziewczyną, która przesiadywała u niego całymi dniami. Potem zaczęła przychodzić bez chłopaka. Prosiłam żeby on to przerwał, że nie podoba mi się ten układ. On tłumaczył się, że to tylko koleżanka, przyjaciółka i nie zamierza z niej rezygnować. Ja, jako kobieta mam szósty zmysł i wiedziałam, że ona od niego chciała coś więcej dla tego kazałam mu wybierać. Wtedy też rozstaliśmy się. Wpadłam w rozpacz, dlaczego mnie to spotkało. Ciężko było się pozbierać. Jednak po 3 miesiącach dostałam od niego telefon z propozycja spotkania niby oddać mi moje rzeczy pamiątki itp. Wtedy też dowiedziałam się jak bardzo mnie kocha i żałuje wszystkiego, co się stało. Przepraszał, pojechał z kwiatami do moich rodziców, żeby załagodzić sytuacje. Pogodziliśmy się i jakoś to było. Wtedy już oboje byliśmy świadomi tego jak bardzo się kochamy. Potem nastąpił okres sielanki. Cudownie czułam się jak księżniczka. Przez 2 lata codziennie się widywaliśmy, odwoził mnie codziennie po szkole do domu, wszędzie zabierał i wszystko robiliśmy razem. Następnie ja zdecydowałam się na studia w Krakowie dzieliłoby nas 400km gdyby on został w naszym rodzinnym mieście. Dla dobra naszego związku zdecydował się na przeniesienie za mną. Miało być już super i cudownie. I było przez jakieś 3 miesiące nowego życia było cudownie. Potem moje szczęście poznało kolegę. Na początku dla mnie to nie był problem, bo każdy potrzebuje z kimś się spotkać pogadać wypić piwo. Jednak potem to wszystko mnie przerosło. Jestem generalnie osobą chorobliwie zazdrosną i bardzo zaborczą. Lubię zawsze mieć ostatnie słowo i nie przyjmuję odmowy. Więc wracając do sprawy kolegi. Mój chłopak zaczął spędzać z nim dużo więcej czasu niż ze mną. Okłamywał mnie, że po spotkaniach ze mną jedzie do domu a spotykał się z nim, albo, że do późna siedzi na uczelni a spotykał się z nim. Jego kolega jest mało ambitnym człowiek i to również mnie przerosło. Lubi imprezy i przygodne dziewczyny. Podczas rozstań na takie imprezy chodzi z moim chłopakiem. Nie wiem czy próbuje go pocieszyć czy znaleźć mu dziewczynę. Poprosiłam o zakończenie tej znajomości. I tedy rozpętało się piekło. Jeszcze więcej czasu z nim spędzał, więcej kłamstw było i same kłótnie miedzy nami. Gdy jego przerosła ta sytuacja zostawił mnie. Oczywiście nie mogłam się pozbierać. Nachodziłam, go wydzwaniałam, prosiłam o powrót. Jak każda zdesperowana kobieta strasznie się poniżałam, ale cóż miłość była dla mnie ważniejsza. Po pewnym czasie poznałam mężczyznę. Starszy ode mnie o jakieś 4lata. Zaczęliśmy się spotykać. Najpierw tak na chwilę na kawę. Potem u mnie i zabierał mnie do swoich znajomych. Poznałam nowe życie zobaczyłam, że można żyć bez kłótni i wyrzeczeń. Wtedy też ocknęło się moje szczęście. Z poczucia zagrożenia, że naprawdę może mnie stracić postanowił, że chce mnie odzyskać. Ja zachłyśnięta moim nowym życiem opierałam się bardzo. Jednak łzy przeprosiny nagabywania znowu mnie złamały. Mimo to nie chciałam rezygnować z nowych znajomości. Doszliśmy do porozumienia, że jeśli on zrezygnuje to i ja. Mieliśmy zacząć od nowa. Poznać nowych wspólnych znajomych. Jednak pewnego dnia, kiedy się znowu strasznie pokłóciliśmy on spotkał się z dawnym kolegą ja spotkałam się z nowym. Ukryłam to przed nim. Mimo to i tak prawda wyszła na jaw. Miał mi za złe. Mówił, że to zdrada, itp. Ja wcale tak tego nie czułam po prostu chciałam się na chwilę znowu oderwać od tej trudnej szarej rzeczywistości. W każdym razie wiem, że zrobiłam źle. Przyznałam się do błędu, przepraszałam wiele razy. Mimo to on ciągle czuł zagrożenie ciągle powtarzał, że go zdradziłam itp. Próbowaliśmy jakoś wszystko składać w całość. Jednak od tej sytuacji nic już nie wychodziło. W kółko się rozstawaliśmy i wracaliśmy, kłóciliśmy się i wypominaliśmy sobie. Jednak to do niczego nie doprowadziło, bo tak jest do dziś. Nasz związek ma ogromny bagaż złych doświadczeń. I żadne z nas nie umie sobie zapomnieć. Nie opisałam wszystkich sytuacji, bo było też wiele rozstań kilku dniowych, tygodniowych wtedy z jego i z mojej strony również pojawiali się nowi znajomi jednak wszystko kończyło się na rozmowach. Mimo to on i ja jesteśmy o siebie bardzo zazdrośni. Nie możemy znaleźć sposobu zapomnieć to wszystko, co się wydarzyło. Najgorsza dla mnie w tym wszystkim jest sytuacja z jego kolegą. Boli mnie, że on po 4 latach nie umie wybrać mnie. Nie wiem, dlaczego nie czuje takiej nienawiści do innych jego kolegów tylko do tego jednego. Nie mam problemu, kiedy on mi mówi, że jedzie do kogoś tam ok. niech jedzie, ale jak wspomni mi o tym konkretnym to we mnie, aż się gotuję. Wiem, że nie jest dobrym rozwiązaniem, kiedy karzę mu wybierać miedzy nim, a mną mimo to ja nie widzę innej opcji. Kiedy on się z nim nie spotyka w naszym związku jest cudownie żadnych kłótni stresów wymówek niczego. Kiedy tylko pojawi się ten koleś jest wielka awantura i rozstanie. Wiem, że to w dużej mierze moja wina, ale nie potrafię zaakceptować tego człowieka. Ja i mój chłopak nie potrafimy bez siebie żyć i oboje jesteśmy tego świadomi, że jesteśmy swoimi połówkami, ale nie potrafimy się w ogóle dogadać od roku. Każdo z nas ma swoje życie, on nie lubi moich znajomych i nawet nie próbuje ich poznać, bo w ogóle nie chce się z nimi spotykać, a kiedy ja chcę poznać jego on nigdy mnie do nich nie zabiera. My nigdy nie wychodzimy ze znajomy na imprezę czy grilla. Od kiedy jesteśmy w Krakowie nasze życia zamiast być jednym są dwoma. Myślicie, że można to jeszcze jakoś uratować? Kocham go bardzo i wiem, że czeka nas dużo pracy szczególnie nad naszymi charakterami, a może z tego nie będzie już nic i po prostu trzeba się poddać? Dlaczego on nie potrafi zrezygnować z jednego kolegi żeby uratować całość? Na pewno popełniam wiele błędów w swoim zachowaniu, ale on również robi ich bardzo dużo tylko, że nigdy tego nie widzi. Zawsze mówi, że wszystko jest moją winą. Nie wiem, co mam robić. Pomóżcie mi. Najbardziej męczy mnie to, że nie chcę się poddawać, bo go kocham, ale może to nie warto? Dziękuję za przeczytanie i proszę o porady. P.S starałam się być jak najbardziej obiektywna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gfbgf
kto to przeczyta? :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość magda126
miałam nadzieję, że może jednak ktoś przeczyta z uwagi na to że nie potrafię krócej opisać swojego problemu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pirromannka
on nie lubi moich znajomych i nawet nie próbuje ich poznać, bo w ogóle nie chce się z nimi spotykać, dzwonek alarmowy wyje jak syrena strazacka a kiedy ja chcę poznać jego on nigdy mnie do nich nie zabiera. u...włączył się kolejny Dlaczego on nie potrafi zrezygnować z jednego kolegi żeby uratować całość? nazwijmy rzecz po imieniu: NIE CHCE a nie nie potrafi Zawsze mówi, że wszystko jest moją winą. niech sobie znajdzie innego chłopca do bicia chyba, że lubisz te rolę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pirromannka
magda126 młoda damo - dyskusja z jednostkami typu kalvasyfit jest kompletnie bezcelowa. Można walić głową w mur, ale i tak mur jest twardszy :D sama to zrozumiesz kiedy wyrwiesz się z tego toksycznego dla ciebie układu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość magda126
pirromannka- myślisz że wyrwanie się to jedyna opcja? nie można zrobić nic więcej żeby to poskładać?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pirromannka
NIC nie poskładasz i NIC nie zrobisz będąc dla tego człowieka chłopcem do bicia (Zawsze mówi, że wszystko jest moją winą.) człowiek który nie widzi swoich błedów i nie chce ich zobaczyć jest murem nie do przejścia... a skoro dla niego to ty jesteś jedyną winną tego stanu rzeczy oznacza to, że ON NIE MA POTRZEBY SIE ZMIENIĆ. czyli pat. Proponuję wyjazd do SPA ;) Nie ma to jak relaks, mogę dać ci namiar na doskonałego masażystę :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mercedeshoney
Biorąc pod uwagę bogate doświadczenie życiowe odradzam Ci tego człowieka. Kiedyś próbowałam ratować związek - 6 lat to trwało i skończyło się fiaskiem. Po pierwsze zmian muszą chcieć dwie strony, a nie że jednemu zależy a drugi robi co chce. Skoro wie jak irytuje Cię jego kolega to dla dobra związku kończę znajomość i tyle. Jeśli to dla niego problem to daj sobie spokój, już dawno powinnaś to zrobić, bo jako starsza koleżanka mówię Ci DLA FACETA NIE WARTO SIĘ POŚWIĘCAĆ. Tyle jest facetów na świecie, że zobaczysz, że znajdzie się ktoś kto Cię doceni. Wybuchowy charakter można okiełznać, można kontrolować. Dla mnie to nie ma sensu, nie marnuj życia na jednego faceta, Pana Boga za nogi złapałaś? Jesteś młoda to poznawaj ludzi, baw się życiem i olewaj takich cwaniaków - którzy to kochają, ale swoich kolegów. Dla mnie sprawa jest jasna jak słońce, Ty myślisz o jego koledze, a nie wiadomo czy i koleżanki na boku nie ma. Też się bawiła w takie historie, biegałam po nocach i szukałam mojego faceta, który był niby u kolegi. Bez sensu, mówię Ci daj sobie spokój. Może nie zabiera Cię do znajomych, ponieważ jego znajomi znają inną jego dziewczynę? Miałam bardzo podobną sytuację. A temu Twojemu facetowi powiedz ode mnie, że jest frajerem. Facet ma prawo do drugiej szansy, ale w ramionach innej kobiety i tego się naucz młoda damo, bo będziesz miałam na karku 27 lat tak jak ja i rękę w nocniku, tylko dlatego, że chciałaś się poświęcić dla kogoś kto nie jest tego wart!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×