Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość julka_j1982

brak wsparcia od męża

Polecane posty

Gość ewfew
pomyśl --> ma cię gdzieś a ty dalej z nim jesteś próbujesz wypracować jakieś kompromisy, które do niego nie trafiają i nigdy nie trafią. to jak walka z wiatrakami. a z tymi pieniędzmi nie chodzilo mi o to, że jesteś na jego utrzymaniu, tylko o to, że to jest jedyna rzecz którą dla ciebie(?) robi. w co śmiem powątpiewać, ucieka po prostu z domu, a używa jako argumentu, że robi to dla ciebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
też śmiem powątpiewać...ale staram się zrozumieć. Nie chcę rozwalać rodziny z byle powodu, ale masz rację, sama niczego nie zdziałam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ewfew
a co z dzieckiem? jak on zachowuje się w stosunku do dziecka?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
Dobrze, jest dobrym ojcem nie mogę narzekać. Mogę się przyczepić, że mało czasem spędza z małym , bo ciągle jest w pracy, ale jak już jest to jest ok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ewfew
Piszę o tym, ponieważ już wtedy nie reagował na żadne moje prośby, żeby więcej czasu był w domu, skoro i tak nie zarabia - ale nie pomogł mi wtedy, spędzał więszość czasu poza domem, taże wieczory. Pytanie czy przed ślubem też tak było? Też tyle pracował?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
dobre pytanie, nie, w zasadzie to dopiero odkąd stracił tamtą pracę, czyli niedługo po tym jak zaszłam w ciążę...w sumie teraz jest dopiero na takiej pozycji, na jakiej był w tamtej pracy. On zawsze traktował pracę bardzo ambitnie i poważnie. Ja z resztą też. Ale teraz jak już "odrobił straty" to musi znów więcej pracować, żeby wszystkim udowodnić...zastanawiam się czy kiedyś się zatrzyma w tym biegu...z drugiej strony ja też się w pracy zapędzam, a że teraz jej nie mam to łatwiej mi osądzać. Kurczę, co bym nie powiedziała to wyjdzie albo na to, że go bronię, albo że narzekam i przesadzam. Chyba każdy z nas ma trochę racji i kazdy sie trochę myli, tylko nie potrafimy się normalnie dogadać z jakiegoś powodu..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ewfew
W zasadzie wydaje mi się, że żyjecie obok siebie, a powinniście też trochę żyć dla siebie. Z wcześniejszych postów wynika, że: -nie rozumie ciebie -nie wspiera, nie troszczy się o ciebie -właściwie ciebie nie zauważa -oczekuje wdzieczności za to że przynosi pieniądze -podnosi głos -nie liczy się z twoim zdaniem -każda próba rozmowy kończy się tak samo Myśle, że cieżko ci będzie wypracować to czego oczekujesz. Zastanów się tak naprawdę czego chcesz w życiu, czy chcesz spędzić u boku takiego faceta, czy naprawdę warto się poświecić, żeby tworzyć rodzinę, której tak naprawdę chyba nie ma. Nie te czasy, że mąż przynosi do domu kasę i reszta go nie interesuje. Ani szacunek...Zadbaj o swoje szczęście. Zacznij myśleć o sobie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
z tą jego nagłą ważną pracą nic nie wskórasz. Gość ucieka z domu i praca w weekendy jest mu na rekę, bo tam ma dzieciaka z głowy. O ile w ogóle wtedy faktycznie jest w tej pracy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już wszystko wiem
czego marudzisz? że pracuje? jak taki kutafon, to niech siedzi w robocie nawet cały tydzień i zarabia na dom.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość S_maggie
Dość stary temat ale wydaje mi się iż wiele osób go przegląda a dlatego bo zawsze mamy problemy z mężami po ślubie. Śmiać mi się chce z rad "zostaw go", "myśl o sobie"- myśleć o sobie mogę jak jestem sama a w małżeństwie myślę również o drugiej osobie i trzeba!!! szukać rozwiązań które doprowadzą nas do porozumienia i wspólnego szczęścia. Gorzej jest jak mamy taki kamień który nic nie czuje i nie mówi i nic nie robi. W przypadku Julii jest zupełnie inaczej, matka go wielu rzeczy nie nauczyła- jak w przypadku mojego męża.'Czasem mam tak dosyć iż myślę tylko o rozwodzie.' Wyraźnie w jej wypowiedziach widać,że mu zależy bo jednak w tych kłótniach mówi co czuje i myśli"choćby blednie ale mówi' z których wiele można wywnioskować. A dlatego mówię,że matka go nie nauczyła bo błędnie każdy widzi małżeństwo, że dostajemy gotowe maszyny w postaci mężów i jest cudownie a tu się okazuje,że to nadal dzieci. Tak są to dzieci które teraz my kobiety mamy ich uczyć życia w małżeństwie(kobiety z natury umieją żyć w relacji,mężczyzni nie). julka_j1982 - z Tobą i z Twoim mężem jest wszystko dobrze, oboje się zapędziliście i straciliście platformę na której się rozumieliście przed ślubem. A początkiem było dziecko! tak tak, może wiele osób się teraz rzuci ale to prawda. W każdym małżeństwie tą platformą jest co innego 'u mnie była to moja praca a właściwie jej brak w konsekwencji której się załamałam na rok' . Każda większa sprawa na początku małżeństwa daje rozłam bo wtedy dopiero objawia się jacy jesteśmy. Kiedy zaszłaś w ciążę widocznie stało się coś co sprawiło iż mąż się zmienił może zbytnie Twoje zainteresowanie dzieckiem a nie nim! przestał czuć się ważny i potrzebny i teraz to udowadnia i ucieka z domu, przestałaś go doceniać. Mówię to z własnego doświadczenia, tyle kłótni, płaczu a on dalej swoje. Dopiero kiedy zaczęłam poszukiwać przyczyn a nie kłócić się na temat skutków. Zaczęło się coś dziać, znaleźliśmy powód dlaczego on tak reagował , krzyczał bo ja robiłam coś niezgodne z nim. I koło jest zamknięte. Uparłam się na poszukiwanie przyczyn nie tylko w nas ale w tym jak zostaliśmy wychowani i oświeciło nas jak bardzo jesteśmy nie sobą a tym co nam w kodowano w głowę. Mój mąż reagował krzykiem i złością, wycofaniem się kiedy mówiłam coś na jego temat bo jego mama była zaborcza i oczekiwała niemożliwego. Nauczył się nie reagować na prośby, rozmowy, klótnie matki i tak robił w stosunku do mnie, bo żył własnym życiem, jednak długo nam zajęło nauczenie się tworzenia wspólnie i poszukiwanie sposobów na nas samych- nauczenie się siebie. Życzę tego każdemu młodemu małżeństwu, chęci do walki o to co najtrudniejsze o siebie nawzajem. Życie nam podpowiada to co najłatwiejsze czyli zostawić i żyć samemu tylko dla siebie-gdyby tak wszyscy robili, wszyscy byliby tak samolubni iż świat przestał by istnieć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×