Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość julka_j1982

brak wsparcia od męża

Polecane posty

Gość julka_j1982

Cześć dziewczyny. Nie bardzo wiem co robić. Jesteśmy 3 lata po ślubie, mamy 2letnie dziecko. Mój mąż parę lat temu stracił pracę, potem wykonywał wolny zawód, ale pracował w fundacji i nic nie zarabiał przez około rok. Żyliśmy z mojej pensji. Miłam zagrożoną ciążę, całe dnie spędzałam sama, on był w pracy (ta, w tej, w której nie zarabiał). Dziecko urodziło się za wcześnie. Parę miesięcy spędziło w szpitalu, on nadal "pracował". Potem było w domu, całe dnie płakało. Ja na zmianę wariowałam ze strachu (że nie je, że może coś mu jest, że nie wiem co, itd. ), albo z bezsilności i zmęczenia (że ciągle płacze, że ciągle jestem sama). Piszę o tym, ponieważ już wtedy nie reagował na żadne moje prośby, żeby więcej czasu był w domu, skoro i tak nie zarabia - ale nie pomogł mi wtedy, spędzał więszość czasu poza domem, taże wieczory. Ja przestałam pracować, byłam z dzieckiem. Skończyły się pieniądze, mąż poszedł do pracy, potem ją zmienił na lepszą, ale nadal nie mogliśmy się utrzymać do pierwszego. Ostatnio zmienił pracę na jeszcze lepszą... Obecnie sytuacja jest taka, że ja 2 dni w tygodniu jestem z synkiem, 3 dni się uczę. On przez te 3 dni mieszka u teściowej, która w tym czasie zajmuje się dzieckiem. W naszym domu mąż nie ma żadnych obowiązków, wszystko robię ja, w domu teściowej też nie... Ja czekam obecnie na wyniki biopsji, mam guza, trochę się tym przejmuję, poza tym mój dziadek trafił do szpitala..od męża nie mam wsparcia. Kiedy zwracam mu uwagę na to to albo się wkurza i na mnie wrzeszczy, albo mówi, że moim stanem zdrowia nie będzie się przejmował, bo nic jeszcze nie wiadomo. Ja nie oczekuję dramatyzowania, ale myślałam, że zrozumie, że się trochę martwię... Nie mogę mu nic powiedzieć, bo krzyczy i okazuje się, że wszystko to moja wina. Dziś nagle się okazało, że musi pracować w sobotę, o czym wcześniej mnie nie poinformował, więc się wkurzyłam. Skończyło się awanturą, podczas której wykrzyczał mi, że jestem dziecinna, że on pewnie straci tą pracę, bo ja go nie wspieram, poza tym to on tą pracę wziął tylko ze względu na mnie, a w ogóle to nic nie robię, żeby on się mógł wyspać (?!)... Poza tym to jeszcze powiedział, że on nie wie, że ja się przejmuję dziadkiem, bo nic mu nie powiedziałam (powiedziałam, że się przejmuję i powiedziałam, że jest w szpitalu). Powiedzcie, czy to ze mną jest coś nie tak? Czy to, że oczekuję dobrego słowa i czasem odrobiny uwagi jest dziecinne? Jestem może trochę nerwowa ostatnio, różne rzeczy się skumulowały, ale myślałam, że w małżeństwie dwie osoby powinny się wspierać. Tymczasem mam wrażenie, że jeżeli temat schodzi na mnie i moje potrzeby to mąż się momentalnie denerwuje, złości i zmienia temat na to, że ja dla niego nic nie robię. Zajmuję się dzieckiem, domem, próbuję rozwijać swoją firmę, uczę się, nie wiem co miałabym jeszcze zrobić. Jestem zła na niego, że nawet nie chce mnie zrozumieć...ale każda próba rozmowy kończy się tak samo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jesteście oboje niedojrzałymi
gówniarzami i w dom się bawicie? Rozstaniecie się na bank--ja tu nie widzę żadnego uczucia między wami,wzajemnego wsparcia,szacunku do partnera. patologia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość patalogia?
niby czemu? zwykłe problemy, jak u każdego. Pogadajcie, ale tak na poważnie!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
julka_j1982 Twój mąż najwyraźniej nie dojrzał do małżeństwa.Mam pytanie w jakim wieku wzięliście ślub?Myślę,że skoro on nigdzie nie miał obowiązków to nie został nauczony pewnych norm.Nic w Tobie nie jest nie tak.Kobieta zawsze zwala winę na siebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
doemia: ja - 27, on - 26. Jego obowiązkiem jest praca...poza tym rzeczywiście raczej nic...nawet kiedyś teściowa powiedziała, że nie miał nigdy obowiązków. Z drugiej strony ciężko mi wymagać, bo on ciągle jest w pracy...wraca późno, ledwo żywy. Sama nie wiem co myśleć i jak do niego dotrzeć...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już wszystko wiem
zaraz tysiąc nawiedzonych, domorosłych "psycholożek" będzie ci radziło "poważnie" z nim porozmawiać, chociaż wiadomo, że to nic nie da. moja rada taka: jeśli czujesz, ze on cie nie kocha, odejdź, pozwij o alimenty i przeorganizuj życie pod twoje potrzeby, na niego się nie oglądaj

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
jeszcze tylko dodam, że ja pracowałam od 16 roku życia, od 20 utrzymywałam się sama..teraz nie pracuję, bo chcę i muszę być z dzieckiem, zaczęłam też kolejne studia, żeby nie było, że nic nie robię...poz tym też trochę pracuję (jestem fotografem). Kurczę, chyba taka niedojrzała nie jestem...z drugiej strony - może to ja przesadzam...? nie chcę się z nim rozstawać...ale sytuacja mnie męczy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Leal 90210
Ja mam 22 mąż 26 i wzieliśmy ślub rok temu...wydaje mi sie że mieliśmy w głowie lepiej poukładane niż wy-kto sie na dziecko decyduje nie mając pracy ?? Nie wyobrażam sobie tego. Twój mąż to niedojrzały gnój-jakby mój mnie tak traktował to bym go kopneła w dupe..taka prawda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Leal 90210
Powinnaś sie z dzieckiem wyprowadzić na jakiś czas-jeśli będzie zabiegał przychodził i zauważysz poprawe to jest jakaś szansa-tak to daje wam rok i rozwód-widze po swoich znajomych jak sie dzieje-jak któreś nie zrobi kroku ku lepszemu-a widać że jedyna myśląca to jesteś ty to nic sie nie zmieni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
Leal - oboje mieliśmy pracę jak się decydowaliśmy na dziecko i to niezłe. Wszystko było zaplanowane.Mieszkanie mamy. Mąż stracił jak już byłam w ciąży..tak bywa. Pensję miałam w trakcie zwolnienia i macierzyńskiego. Dlatego w sumie mógł próbować w tej fundacji (miały być perspektywy dobrych zarobków, sralalala, ale nic z tego nie wyszło). Jak się kasa skończyła to musiał pójść na jakikolwiek etat. Myślę, że mnie kocha, tak deklaruje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość niki ki
ja tez nie mam wsparcia od swojego, cigle jest tylko on,on i on, egoista wstretny, tylko moja wina, mam juz tego dosc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już wszystko wiem
julka - jak pięknie go wytłumaczyłaś, no po prostu klasycznie,zapomniałaś dodać, że to wszystko przecież twoja wina

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
no właśnie, czasem mam wrażenie, że on myśli, że skoro nie mam teraz etatu to nie mam problemów...a skoro on ma to, nie wiem, powinnam go chyba po stopach całować...a najdziwniejsze jest to, że jak zaczynam rozmowę że chciałabym wsparcia w tym, czy w tamtym, to kończy się na tym, że to ja jestem ta zła, winna, nie rozumiem go i nie wspieram. Ja pierdzielę, nie wiem jak on to robi...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już wszystko wiem
dobrze wiesz jak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
czyli że co? daję sobą manipulować i to, że przynosi kasę bohatera z niego nie robi?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przykro mi ale widać tak go nauczyłaś. Zastanówmy się - nie masz z jego strony wsparcia finansowego, psychicznego, emocjonalnego. Nie pomaga Ci w obowiązkach domowych i ma ciągłe pretensje. Pytanie pierwsze - czy jego brak w twoim życiu naprawdę cokolwiek pogorszy? Bo jeśli nie - postaw mu ultimatum. Albo będzie mężem i ojcem którym już dawno zdecydował się być, albo może iść do mamusi na stałe. Ta mu będzie prała, prasowała, i będzie spał ile uzna za stosowne. Bo ciepłym słowem nic tutaj nie zdziałasz. Ale to żel on nie ma zamiaru przejmować się twoim stanem zdrowia, pomocą przy dzieciach czy utrzymaniem domu? To już szczyt wszystkiego. Ja nie mówię że mężczyzna musi a kobieta może. To nie te czasy i dzisiaj obydwoje malżonków mają zarówno obowiązki domowe jak i zawodowe. Po prostu przestań mu usługiwać. Zadbaj o dom i o dzieci. Ale nie musisz mu prasować gaci czy podawać kanapeczek. Ręce mu chyba nie przyrosły? A jeśli coś na to powie - to proste. Masz tyle roboty że nie masz czasu przejmować się jego stopniem rozleniwienia. Takiego mężczyznę trzeba sobie wychować, bo samym "proszę" nie zyskasz ani nie zmienisz nic. Powiedz - czy ty normalnie pracujesz zawodowo?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
znowu próbowałam porozmawiać i znowu drze japę. mam dość!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
To go po prostu nie słuchaj. Zajmij się czymś jak krzyczy, otwórz książkę, włącz telewizję... Nie okazuj mu że krzyk robi wrażenie bo się nie zamknie przez najbliższe 20 lat. Widać trzeba go wychować jak dziecko. Proste. W momencie gdy jedno podnosi głos - drugie uważa rozmowę za zakończoną. Doskonały sposób żeby wycofać agresję ze swojego domu :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
Luna - teraz nie jestem na etacie, tylko trochę, sporadycznie dorabiam. On dba o to, żeby były pieniądze. Ja się zajmuję domem i dzieckiem. On całe swoje zachowanie tłumaczy tym, że ma tą swoją arcyważną pracę (każda poprzednia też była niezmiernie ważna), traktuje ją poważnie i musi się jej poświęcać. Dlatego nie ma czasu na żadne obowiązki domowe (to akurat trochę rozumiem). Ale wychodzi na to, że na mnie też nie ma czasu...i tego już nie bardzo rozumiem. A jeśli mówię o wsparciu, to jeszcze jego argumentem jest to, że on nie wie jak ma je okazywać, bo ja mu nie powiedziałam jak...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
...A może on naprawdę należy do tych skrytych mężczyzn którzy nie wiedzą jak okazać uczucia? Tak też może być. Porozmawiaj z sąsiadką, przyjaciółką... z kimś kto te 4x w tygodniu może zająć się dziećmi i nawet gdzieś w handlu albo w gastronomii dorób sobie - jak on straci monopol na bycie domową skarbonką - straci też argument. Albo po prostu powiedz mu czego oczekujesz. Tego że czasami po prostu okaże ludzką troskę... bo to przecież na niej polega związek. Pytanie inne - nie mniej istotne - czy sama z siebie też wykazujesz się troską której oczekujesz? Pamiętajmy że panowie też nie są z kamienia, chociaż chętnie na takich pozują. On jako jedyny żywiciel rodziny na pewno też czuje presję z tego powodu i na pewno też chciałby czasem usłyszeć pytanie "Jak ci minął dzień? Nie zjesz nic ciepłego?" A druga rzecz - nie zaczynaj rozmowy od wyrzutów. To jest najczęstszy nasz błąd. Rzucamy aluzjami według których mężczyzna ma się domyślić o co mamy pretensje... A jeśli się nie domyśli - zarzucamy go pretensjami. Jednak to o tyle nietrafione, że większość mężczyzn... nie łapie tego! Potrzebują, byśmy o swoich obawach i oczekiwaniach mówiły jak najbardziej wprost.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już wszystko wiem
i znowu głupie rady w stylu "porozmawiaj z nim poważnie", a facet dalej ma ją w dupie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Piotr B. dr dziennikarstwa
Porozmawiaj z nim poważnie :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Piotr B. dr dziennikarstwa
I jeszcze druga złota rada ode mnie, BĄDŹ SOBĄ ((:classic_cool:))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
Zaraz go poważnie natłukę będąc sobą ;) właśnie się dowiedziałam, że będą takie sytuacje, że będzie musiał pracować w weekendy...i ma w dupie, co ja myślę...bo oczywiście jeśli nie będzie pracował to będzie koniec świata...ręce opadają

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
Lena, ja na pewno do pracy wrócę, ale w przyszłym roku, jak syn pójdzie do przedszkola. Póki co, teściowa nie chce zostawać z dzieckiem cały tydzień... jak mu mówię o ludzkiej trosce to jakbym po chińsku mówiła, on oczekuje ode mnie, że mu powiem, co to oznacza, a jeśli mówię, czego konkretnie oczekuję to się dowiaduję, że przecież on to wszystko robi...tylko ja tego nie doceniam! oczywiście, że się pytam jak minął dzień, jestem na zawołanie jeśli jest chory..tylko, że już trochę mi się odechciewa w tym momencie on mnie informuje, że najlepiej dla niego to pracować codziennie do 20-22 oraz w weekendy i nie rozumie, dlaczego z usmiechem na twarzy mu nie kibicuję...bo to wszystko głównie dla mnie( a zaczęlismy rozmowę na temat tego, że ja nie dostaję od niego wsprcia, nieźle, nie?)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ewfew
po co znim jestes skoro się zalisz? baby sa popierdolone, zrobia sobie dziecko, bawia sie w dom z nieodpowiednim facetem, a potem narzekają na swój los.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ewfew
miało być: takie baby jak ty*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
żalę się, bo od tego jest to forum i mi lepiej jak się wygadam...tez się mogę zapytać, po co to czytasz, jak ci się nie podoba? sorry, ale ty co? wzór cnót , nigdy na nic nie narzekasz? daj spokój

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ewfew
na pewno nie będę z facetem, który ma mnie w dupie :) ależ tak zapomniałam on zarabia na ciebie pieniążki, ale w całej reszcie ma cie gdzieś, taka prawda. Masz to na co zasługujesz. Nie oczekuj szacunku od innych skoro sama się nie szanujesz 🖐️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość julka_j1982
a to się akurat jeszcze okaże... wiesz, ja jakiś czas zarabiałam na niego, więc nie przesadzaj. poza tym nie rozumiem...sama się nie szanuję?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×