Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość equadorum

Brak rodzeństwa - jak żyć???

Polecane posty

Gość equadorum

Jak w temacie :-O Jestem tak unieszczęśliwiona brakiem rodzeństwa, ze nie mogę sobie z tym poradzić. Dociera do mnie, ile mnie ominęło w dzieciństwie, ile mnie omija teraz. Czuję się taka niczyja, nie mająca jakby korzeni, przeszłości. Nie wiem, na ile sobie to wmówiłam, na ile to jakas obsesja, a na ile naturalny zew, który jest po prostu niezaspokojony :-( Ktoś kiedys powiedzial, ze starosc zaczyna sie, gdy nie ma sie do kogo powiedziec: a pamietasz??? ja juz teraz, majac 30 lat, prawie nie mam do kogo tak mowic :-O Niedawno przyjechala kumpela jeszcze z czasow piaskownicy, na stale mieszka w Australii. Ma 4 siostry. Mamy sie spotkac, ale ja nie wiem, czy dam rade. Tak jej zazdroszcze tych siostr, siostrzencow, siostrzenic... Jest tu ktoś, kto mysli i czuje podobnie??? Jak sobie z tym radzić???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ukulelle
nie histeryzuj wariatko

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość cytrusowe jabłko
ja mam 3rodzeństwa które ma mnie daleko gdzieś które nie pamieta ze ja jestem i ojciec, więc olej to i żyj szczęśliwie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość oj tammmm
a maż, dzieci?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zawsze sama
ja tez nie mam rodzeństwa i jestem w podobnym wieku jak byłam młodsza to bardziej to odczuwalam ale teraz sie trzeba przyzwyczaić masz rodzine?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie mam rodzeństwa, mam 27 lat. Jako dziecko było mi trochę ciężko, ale teraz po latach myślę że tylko dlatego, że wokoło ciągłe słyszałam o tym "kiedy będzie braciszek albo siostrzyczka", moi rodzice bardzo chcieli mieć kolejne dziecko, ale nie wychodziło itp. Po latach myślę, że tak naprawdę byłam bardzo szczęśliwym dzieckiem. Umiałam się zająć sama sobą i nie potrzebowałam towarzysza zabaw. Nigdy się nie nudziłam, zawsze coś tam sobie wymyśliłam. Teraz jest też dobrze, myślę że sama też chcę mieć tylko jedno dziecko. Tylko oby nie chłopaka, bo jeśli chłopaka to nie chcę by był jedynakiem;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gdybym miała pewność, że dobrze zniosę ciążę, poród i że będzie mnie stac nie tylko na dzieci ale na dzieci i na siebie samą to też wtedy dwójka. W przeciwnym razie jedynak. nie przesadzaj autorko, to że ktoś ma rodzeństwo nie oznacza że się kochają jak papużki nierozłączki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zawsze sama
dokładnie . znam rodzeństwa które sie nie cierpia walcza o majątki i wogóle i latami sie nie odzywaja wiec nie jest tak cudownie jak myślisz autorko

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przesadzaj bo
idealizujesz to, czego Ci brak siostra mojego męża całe życie żerowała na bracie i tak manipulowała rodzicami by to jej przepisali cały majątej smutne

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość equadorum
Meża mam, dzieci też... Jednak ta pustka mnie dobija, przychodzą na przykład święta i niewiele się zmienia. Zazdroszczę tym, którzy mają "problem", u kogo w danym roku bedzie Wigilia, u kogo pierwszy dzień itd... tego gawru, tych typowych rodzinnych sytuacji. Moze i ktoś tu słusznie napisał, ze jestem wariatka i histeryzuję, ale bardzo, bardzo brakuje mi rodzeństwa, kogoś, dla kogo moi rodzice będą tak samo ważni jak dla mnie itd... wiem, ze są gorsze problemy, wiem, ale one mogą minąc, mozna jakos z nimi walczyc, a mój problem, moja pustka w sercu, nie minie nigdy...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ukulelle
twoja pustka we łbie raczej......

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jam też jedynaczka
I nie powiem, chwilami mi smutno, że nie mam rodzeństwa, ale zaraz opamiętuję się, bo jakbym miała - to czy byłoby tak cudownie między nami? Mój mąż ma siostrę, starszą o 7 lat i niestety, nie widzę wielkiej więzi między nimi. To znaczy chyba ona bardziej czuje się związana z wrednym młodszym bratem, niż on z nią. On to taki zakapior, ale i tak go kocham:p Wkurza mnie chwilami, ale nie widzę życia bez niego:p Moi rodzice więcej wredotek mieć nie mogli, konflikt serologiczny i chyba błąd w sztuce lekarskiej skutecznie zniweczył marzenia o większej rodzinie. Jak miałam jakieś 6-7 lat pamiętam jak mama szła do szpitala. Nie wiedziałam dlaczego, po latach powiedziała mi, że miała terminację 20 tygodniowej ciąży, która stanęła na etapie 12 tygodnia. Te 30 lat temu aż tak nie skupiali się na usg, zresztą to było chyba u nas nawet niedostępne badanie. Potem po kilku latach znowu próba i tym razem dość wczesny etap, bo coś koło 9 tygodnia, mama miała łyżeczkowanie - poronienie zatrzymane. Zaprzestali prób, bo to za wiele było dla nich obojga. Wychowywałam się sama, w sensie bez rodzeństwa, wielokrotnie zazdroszcząc koleżankom i kolegom tego, że mają z kim się w domu bawić podczas deszczu, czy w długie , zimowe popołudnia. Rodzice starali się , by nic mi nie brakowało, wysyłali na kolonie i wycieczki, zimowiska, sami poświęcali mi mnóstwo czasu na rozmowy. Rekompensowali mi brak rodzeństwa, wyjaśnili, dlaczego go nie mam, tak po prostu. Nie było między nami tematów tabu, rozmawiali ze mną na każdy temat. Dość wcześnie, bo w wieku 9 lat mama opowiedziała mi o dojrzewaniu, co się będzie działo z moim ciałem, o pierwszej miesiączce i mówiła, żeby się nie bać tego, bo to normalne, powiedziała, że w razie czego podpaski są tam i tam i żeby tylko jej powiedzieć, kiedy to nastąpi. Nastąpiło 3 lata później, więc bez stresu przyjęłam to jako normalną sprawę. Jak miałam 14 lat mama uświadomiła mnie co nieco o tym, skąd się dzieci biorą na tym świecie. Ja co prawda domatorka byłam, ale jakoś chłopaki się za mna oglądali, pierwszą poważną miłość przeżyłam w wieku 16 lat. Dzieliłam z mamą swoje smutki i chociaż mój pierwszy chłopak okazał się zwykłym gnojem, to mogłam liczyć na jej rękaw do wypłakania. I tak zawsze było i jest. Dzisiaj mam 30-parę lat, dwoje dzieci i czasem tylko żal mi jedynactwa. Przywykłam chyba. Szkoda mi też rodziców, bo jakby nie było, jak się ma rodzeństwo, to nawet inaczej się myśli, że jak ja gdzieś jadę, to mają z kim pogadać. Moi rodzice nie są starzy, ale wiadomo, że latek przybywa i łatwiej byłoby dzielić się opieką i pomocą dla rodziców we dwoje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zawsze sama
ja mam gorzej w takim razie bo mam tylko mame ale trzeba jakos życ głowa muru sie nie rozbije,rozumiem cie kazdy podchodzi inaczej do tego ale co zrobic raczej do końca życia będziemy jedynaczkami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jam też jedynaczka
Z tymi majątkowymi sprawami to róznie bywa. :) U mojego eMa, w sensie w jego rodzeńskich relacjach jest zupełnie na odwrót, matka stwierdziła, że chyba notarialnie spisze przydziały na dzieci, bo jedno i drugie tak honorowe, że powiedziało, że nic po rodzicach nie chcą, niech to drugie se bierze. Wynika to zapewne raczej z faktu, że nikt nie myśli, że rodzicom lat przybywa i kiedyś ten moment, kiedy ich zabraknie, nastąpi:( Siostra M nie jest pazerna, a i M jakoś też nie, owszem, oszczędny jak cholerka, ale nie pazerny, przynajmniej nie na to, czego dorobili się rodzice.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jam też jedynaczka
Ja mam na szczęście oboje rodziców i za to Bogu dziękuję, że są. Łatwiej mi w chwilach, gdy nie mogę u nich być, bo wiem, że mają do kogo buzię otworzyć. Ale boję się, nie powiem, że nie, chwili, gdy zabraknie jednego z nich. Po prostu nie ogarniam tego głową, bo wiem, że dla drugiego to będzie jak odjęcie ręki, a dla mnie ... mimo, że mam męża, tak naprawdę oni są ze mną najdłużej. I nie zgodzę się, że odkąd ma się rodzinę, to rodzice muszą zejść na dalszy plan. Współmałżonek może nas kopnąć w tyłek, w efekcie czego przestanie być małżonkiem, a rodzice - co by się nie działo - pozostaną nimi do końca. CO nie znaczy, że gloryfikuję jednych, czy drugich. Moja hierarchia bliskości ma dwa pierwsze miejsca, powiedziałabym prawe i lewe:) Po prawej jest mąż, po lewej rodzice.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Jam też jedynaczka
A święta, szczerze, mnie męczą. Teściowa chce, by jak najwięcej czasu siedzieć z nimi, a moi rodzice jako że nie mają więcej dzieci, czekają na nas. Od lat utarło się jakoś i dajemy radę, ale jest ciężko, bo wszędzie po trochu i ciągle z zegarkiem w ręku. Męczące to:-o jakby było rodzeństwo, to wtedy można się podzielić i wymieniać, a tak...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość equadorum
No własnie jak sie nie ma rodzeństwa, to nie do konca człowiek czuje się wolny... tzn. pewne decyzje jest ciezej podjac, np. o wyprowadzce do innego miasta, za granicę. U mnie o tyle łatwiej, ze moi rodzice maja z kolei dużo rodzeństwa, więc zawsze jakieś kontakty, ale mimo ze spędziłam trochę czasu za granica, nie odważyłam się zostac tam na stałe, ze wzgledu na rodziców właśnie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja często myślę, że rodzice byli by dla mnie ważniejsi nawet niż moje własne dziecko. Właśnie dlatego, że znam ich dłużej. Może użyłam złego słowa, bo u nie hierarchia ważności to też może być kilka pierwszych miejsc:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość equadorum
O świętach to w ogóle mi nie mów. Zawsze łapię silnego doła przed i nie mogę się doczekać, kiedy się skończą :-O mam wrażenie, ze wszędzie, wszyscy siedza przy wielkich stołach po 20 osób co najmniej przy każdym, a u nas w 7 :-O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zawsze sama
moja mama zawsze będzie dla mnie najwazniejsza nawet jak bedzie mąż tak czuje poprostu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zawsze sama
to tak nie myśl u mnie na wigili ostatnio było 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość olej to
przesadzasz,jestem jedynaczka i nigdy nie załowałąm.widze jak sie dra i zrą rodziny dookoła jestem sama i dobrze mi z tym

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Podejrzewam, że moje rodzeństwo byłoby ok, skoro z tych samych rodziców, ale na serio niczego w życiu już teraz nie żałuję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość oj tammmm przesadzasz
ja mam brata ale najważniejszy jest dla mnie mąż i nasza córka.Rodzice i brat maja swoje życie a my swoje .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja nie mam rodzenstwa ale nigdy tego za bardzo nie przezywalam. Mialam kuzynow, kuzynki, kolegow i kolezanki i nie czulam sie samotna. Moj maz ma brata i ja jestem blizej ze swoja kuzynka niz on ze swoim bratem. Widze wsrod rodziny i znajomych ze ten kontakt z rodzenstwem nie zawsze jest taki bliski. Roznie bywa. Nie ma co myslec a co by bylo jakby bylo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja dobrze wiem jak to jest przez tyle lat byc sama bez nikogo zkim mozna porozmawiac. Zawsze chcialam miec malego braciszka ale jak bylam mala to wyjechalismy za granice bo tam nam sie zylo lepiej i mielismy wrocic jak sie wyksztalce i tez dlatego rodzice nie chcieli kolejnego dziecka bo to by oznaczalo ze bysmy musieli zostac jeszcze dluzej. Zawsze bylo mi przykro z tego powodu i nadal nie moge sie z tym pogodzic, tak szczerze to wolalabym zyc w biedzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zycie jest niesprawiedliwe. Ja mialam mlodsza siostre, ktora umarla. Maz ma 3-ke rodzenstwa i z zadnym z nich nie utrzymuje kontaktu :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja mam brata ale nigdy nie byliśmy ze sobą blisko. Myślę że autorka tematu jest jakaś nienormalna

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
też jestem jedynaczką, dodatkowo ja na początku lat 80-tych urodziłam się jak moi rodzice byli juz starsi, przed 40-tką. to był wtedy ewenement. Teraz jestem już sierotą bo moi rodzice nie zyją. Mój mąż ma brata i siostrę. Jego mama jest oczywiście zawsze za nim, za mna nikt nie stanie nigdy. Jestem samotna i sama. Ale nauczyłam się z tym żyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
bo wy jedynacy to sobie od razu wyobrażacie że jakbyście mieli rodzeństwo to by było waszym najlepszym przyjacielem. Nie jest tak. Takie coś to rzadko kto ma. Przeważnie rodzeństwo drze ze sobą koty i każde idzie w swoją stronę a potem jest już tylko walka o majątek po rodzicach a murem to stają ale za swoimi mężami i żonami, także ja się radzę skupić właśnie na tych mężach i żonach lub przyjaciołach którzy chcą z wami być z własnej chęci a nie dlatego że np. są święta i tak wypada.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×