Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
Gość Zenitka

Dylemat.

Polecane posty

Gość Zenitka

Witam was wszystkich. Mam pewien, trochę głupi, problem. Najpierw lekki wstęp. Z góry przepraszam za długość, ale i dziękuję za przeczytanie. Otóż jestem z pewnym facetem od jakiś 8 miesięcy, poznałam go tu, u siebie w mieście gdzie studiował i wynajmował pokój w mieszkaniu studenckim :-) Niestety w tym roku się obronił , skończył studia i przez całe wakacje szukał pracy w zawodzie, lecz jak to wiadomo w naszym kraju ciężko o to. Wszędzie chcą kogoś z doświadczeniem a nie świeżaka po studiach, mimo iż jest mgr inż. to pracował za 6 zł/h na ogródku piwnym a w tym czasie szukał i szukał... Niestety wakacje dobiegają końca, on aktualnie jest w niemczech(trafiła mu się jakas fucha sezonowa), wraca za miesiąc, ale...już nie do mojego miasta, lecz do siebie, do domu ( prawie 100 km stąd..). Postanowił, że nie ma sensu dalej tu płacić za wynajem i zarabiąc marne grosze. Jest możliwość "wkręcenia" go do firmy, w której pracuje jego brat i wtedy pracowałby w zawodzie i zdobywał doświadczenie a po jakiś 2 latach być może by próbował znów tu szukać pracy, już jakby się mial czym pochwalić w CV. Problem w tym, że ja idę dopiero na drugi rok studiów więc jestem tu uziemiona na najbliższy czas. Ja tu, on tam. Będziemy sie widywać tylko na weekendy. Tak sobie ustaliliśmy, że raz ja będę do niego jeździć a raz on. Problem w tym, że on mieszka na wsi, w domu pełnym ludzi(babcia, rodzice,dwaj bracia,bratowa). Jak na razie byłam tam chyba z 2 razy i szczerze powiedziawszy jakoś dziwnie się tam czułam... Tak skrępowana,przytłoczona tą ilością osób. Po prostu... nie mam ochoty tam jeździć..Nawet nie wiem co miałabym tam robić za każdym razem,spędzimy razem czas okej, ale tam nie ma nic innego do roboty, zostaje tylko siedzenie w domu,ew. grill czy wypad gdzieś nad jezioro/do lasu i to oczywiście tylko wtedy gdy jest odpowiednia pora roku. Tak siedzieć w pokoju non stop to też nie z bardzo, wypadałoby coś pomóc w domu skoro będę tam jeździć co drugi weekend. Ale ja.. jakoś nie potrafię tak nagle poczuć się "jak u siebie w domu", grzebać komuś po szafkach, czuć się swobodnie. Po prostu nie potrafię tak, ale z drugiej strony nie chcę wyjśc na nieroba czy paniusie z miasta/mieszczucha, który nic nie potrafi robić.. choć może i w tym jest trochę prawdy, bo tak na poważnie, to ja całe życie mieszkam w mieście, nie znam się na tych różnych pracach na wsi,boje się, że wyjdę na idiotkę. W gotowaniu jestem średnia a o pieczeniu nie mam pojęcia, gdyż moja mama jakoś nigdy nic nie piekła więc ja nie za bardzo nawet miałam się od kogo tego nauczyć. Boje się konfrontacji. Boje się, że wyjdę na jakaś taką, która nic nie potrafi zrobić. Zresztą ja lubię mieć całą kuchnię dla siebie jak coś robię a tam zdecydowanie jest za dużo kobiet jak na jedną kuchnię(babcia, mama i bratowa) To wszystko mnie jakoś psychicznie przytłacza. Wiem, że to trochę głupie i wydawać by się mogło- niedojrzałe, ale ja naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić, jak np.mój luby idzie coś tacie pomóc zrobić na pole albo coś(bo przecież cały czas nie bedzie przy mnie siedziec) a co ja mam wtedy zróbic? tak siedziec w pokoju sama? wszyscy są zajeci swoimi sprawami, w domu nie ma np. nic do sprzatania ani do roboty. Siedzieć i nic nie robić to tak głupio, ale robić- co? Nie chce wyjśc na nieroba ale też nie chce wyjsc na taką, która za bardzo się rządzi za dużo sobie pozwala. Zresztą sama nie wiem jaki oni mają stosunek do tego i nastawienie. Czy będą mnie traktować bardziej jak gościa czy już jak współdomownika. Jakie są granice dobrego wychowania w pomaganiu w domu? Jak tam jestem to po prostu czasem nie wiem jak się zachować, co powiedzieć, co ze sobą zrobić.. Czuję się onieśmielona i skrępowana. Może macie jakieś doświadczenia z tym związane? Jak się zachowujecie w domach swoich chłopaków? Bo jeszcze co innego wpaśc na parę godzin i wrócić do domu a co innego jechać na 2-3 i tam nocować... Druga sprawa to taka, że skoro on już tam znajdzie pracę to być może będzie tak, że już tam będzie chciał zostać jeśli będzie miał dobrze płatną pracę, a ja jak już wspomniałam wcześniej idę dopiero na drugi rok więc najbiższe 4 lata muszę tu spędzić. Jakoś sobie nie wyobrażam tak długiej "rozłąki" i związku weekendowego. Bardzo go kocham i chcę z nim być, ale sama juz nie wiem co o tym wszystkim mysleć...Sam keidyś wspomniał w jakiejś rozmowie cos o ślubie i padło hasło "za jakieś 4 lata" Zresztą on chce w przyszłości mieszkać w tej wsi bo nalezy mu się rzekomo jakaś działka i chciałby się ta kiedyś zaczać budować. Nie wiem, to wszystko mnie przeraża....Boje się, że po tak długim czasie cos się wypali. Przez 4 lata widziec się tylko weekendami? Gdyby choć mi się oświadczył, tak załóżmy za rok czułabym się pewniej, że faktycznie myśli o mnie poważnie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×