Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Eneiida

Czy taki związek ma szansę?

Polecane posty

Gość Eneiida

Jesteśmy małżeństwem od lutego tego roku, ślub ( tak, tak kościelny..) braliśmy kiedy byłam w 5 miesiącu ciąży. Nie był to ślub z przymusu ( NAPRAWDĘ ), a ciąża była planowana. Od momentu, gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami narzeczony zamieszkał u mnie, tzn. w domu rodzinnym wraz z moimi staruszkami. Do rzeczy. Ostatnio sytuacja staje się nie do zniesienia. Mąż i ja, starając się wyprostować relacje z rodzicami/jego teściami (mój ojciec nie odzywał się do niego innymi słowami jak zdawkowe 'dzień dobry', mimo że jest bardzo komunikatywnym człowiekiem dla innych osób) doszło do megaawantury, posypały się obelgi, każdy każdemu wytknął najmniejsze sprawy... Słowem - armagedon. Naturalnie po takiej scysji mąż ostro zasugerował wyprowadzkę. Żyjąc "na garnuszku" u rodziców jest nam lżej finansowo ( wiadomo), mój macierzyński kończy się w listopadzie. Nie mamy oszczędności, a na rodziców męża nie ma co liczyć ( wiecznie mają 'problemy finansowe'). Będziemy o jednej wypłacie - 2500zł, za które trzeba będzie opłacić mieszkanie, mój kredyt, dwa telefony plus oczywiście jedzenie i rzeczy maleństwa. Mąż w sytuacji wyprowadzki miałby podjąć dodatkową pracę. I tu moje pytanie. Myślicie, że damy radę? Mam nadzieję, że ktoś wytrwał do końca czytania tej epopei... Pozdrawiam, E.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wszystko mozna - ludzie w indiach zyja za dolara dziennie, pytanie ylko po co?;-) ale mieszkanie z rodzicami i brak szacunku dla nich to jeszcze gorsze;/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Eneiida
No właśnie, czy powołując dziecko na świat (świadomie przecież) nie braliśmy przypadkiem odpowiedzialności za jego wychowanie, utrzymanie, etc.? Tak, stąd z jednej strony rozumiem, że mąż nie wytrzymuje nerwowo w miejscu które go po prostu wkurza, wśród ludzi ( moich rodziców ), którzy go nie lubią ( i vice versa ), ale chyba nie może być (nie powinien) takim egoistą i myśleć tylko o tym, żeby ON miał spokój. Mieszkamy w tak dużym domu, że możemy się praktycznie nie widywać z 'dołem'. Głównie chodzi mi o dziecko - co jak zachoruje i nie będzie nas stać na lekarstwa? Ktoś powie, pożyczysz - a z czego oddam? A jak się auto zepsuje, a jak on, albo ja będziemy chcieli ( albo musieli ) kupić po parze butów zimowych, kurtek. Oddalamy się od siebie cholernie. Tłumaczę mu, że jest wygodny i egoistyczny, od niego słyszę to samo-że u 'mamusi' jest mi najlepiej ( nie jest źle, ale bez przesady) i że jestem wygodna. Męskości ujmuje mu też fakt, że chyba nie wierzę, że uda się mu utrzymać nas bez mojego wpływu pieniężnego. Dodam, że dziecka w mieście gdzie chce się przeprowadzić nie będzie miał nam kto pilnować. Nianiom nie ufam ( sorry, nasłuchałam się od najbliższych..), moja mama pracuje i dobrze zarabia więc nie mogę jej prosić żeby rzuciła to w cztery du*py bo ja tak chcę. Zaproponowała, że będzie się zajmować dzieckiem kiedy będzie mogła, ale to i tak mało, gdybym chciała iść do pracy. Dziecko ma 3 miesiące i nie zanosi się, żeby za chwile szło do przedszkola przecież...-_-

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Pytanie zasadnicze - czy powiedziałaś rodzicom, że ich zachowanie ci się nie podoba? Są do jasnej ciasnej dorośli - tak jak i wy. Porozmawiajcie. Co do wyprowadzi byłaby to najlepsza opcja jednak nie wiem w jakim miejscowości mieszkacie - ja w Poznaniu i 2500 napewno niewystarczją na w miare normalne życie (bez żadnych luksusów)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jeszcze jedno - nie wiem ile Twoi rodzice mają lat - jednak wbrew pozorom kiedyś było łatwiej z opieką lekarską, mieszkaniem itd poza tym ludzie sobie pomagali. Moja mama to rozumie i choć nie mieszkam z nią tylko sama z dzieckiem to rozumie co więcej przyznaje mi rację.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Eneiida
Kika1980, powiedziałam. Mam wrażenie, że oni widzą w nim same wady. Nie jest ideałem - kto jest?! - ale jest miłością mojego życia ( słodko, ale prawdziwie). Z moim ojcem nie umiem rozmawiać od zawsze, nasza komunikacja odbywa się na podstawowym poziomie. Mama super babka, ale podczas tej kłotni wyciągała takie teksty na temat męża, że pała siada. Byłam i jestem rozżalona na nich. W sumie to poczuliśmy się potraktowani jak para dzieciaków, a mamy 26 i 27 lat. Co do miejsca to miałby być docelowo Kraków, mąż ma tam pracę. Najgorsze jest to, że tak się między nami pieprzy, że nie wiem ile wytrzymamy w tej nerwówce. Mąż nie chce jeść w domu, bo za 'ich' nie będzie. Nawet jak zrobię zakupy i ugotuję 'na swoim żarciu' to nie zejdzie do kuchni na dół tylko zje w pokoju, byleby się z resztą nie spotkać. Tak się nie da żyć... Ojciec wcześniej miał taką manierę, że dosłownie paatrzył mi i jemu na ręce, gdy robiliśmy sobie np. kanapki:/ Kto normalny by tak się gapił... Komentarzy mąż nie usłyszał, mnie się raz zdarzyło usłyszeć tekst w stylu "a co ty robisz kolację dla armii?" że niby tak dużo tego jedzenia, a ilość była normalna jak dla dwójki w tym karmiącej matki...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Eneiida
Rodzice standard - 51 lat. Matka wykształcenie wyższe, kilka fakultetów, ojciec średnie, ale na własne życzenie i głupi nie jest...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość 352352
Moim zdaniem mało stajesz po stronie męża. Stanęłaś w jego obronie? Tak na 100%? Bo jaki powód ma Twój ojciec żeby go nie lubić? Bo rozumiem, że to Twój ojciec rozbudził konflikt. W tej chwili wychodzi naprawdę na to, co mówi Twój mąż: jesteś mamusiną córeczką, bo gdy mąż chce się wyprowadzić, Ty wolisz rozpieprzyć rodzinę tylko po to, by zostać z rodzicami. To TY nie dorosłaś do małżeństwa. Twoje miejsce jest przy mężu, nawet gdy ten zdecyduje się wyprowadzić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nareszciektoś
czemu moj maz nigdy w zyciu nie przyzna mi racji, kiedy przeciez widzi ze jego matka robi zle...? podziwiam Cie autorko za to ze umiesz sie przyznac ze Twoi rodzice zle postepuja... powiedz to mezowi, niech wie ze go wspierasz...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zinnka
Calkowicie zgadzam sie z opinia 352352 . Zachowujesz sie jak mala dziewczynka, a nie mezatka i matka. Widzisz bledy rodzicow, wiesz, ze zle postepuja, a mimo to upierasz sie przy tym, aby mieszkac w ich domu, chociaz wiesz, ze to rodzi konflikty i doprowadza pomalu do rozbicia waszego malzenstwa. Kompletnie dla mnie to niepojete. Dla ciebie najwazniejsza jest kasa. Chcesz miec pieniadze na zycie, nawet kosztem udanego malzenstwa. Otrzasnij sie kobieto!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mondełek
planowane dziecko przed slubem ? na jakim świecie ty żyjesz ? dzieciuchy jesteście nadal na garnuszku rodziców

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kiciarax
Co za dziwnie zadane pytanie w topiku. Jaki "taki"? Taki w którym żona za wszelką cenę trzyma się spódnicy mamusi? Strasznie żal mi Twojego męża. I Ty jeszcze oskarżasz go o egoizm, bo on chce, żebyście wyprowadzili się od ludzi którzy go nienawidzą. Mój Boże. Broń mężczyzn przed takimi żonami jak Ty.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośka_wawa
Autorko, ciekawe czy byłabyś tak samo wspaniałomyślna i została w domu swoich teściów, gdzie teściowa Cię nienawidzi, a mąż staje po jej stronie. Jesteś głupia jak but. To Ty jesteś właśnie potworną egoistką. Potworną. Kompletnie nie liczy się dla Ciebie szczęścia męża. Tylko Ty, Ty i Ty jesteś najważniejsza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość badylloo
"No właśnie, czy powołując dziecko na świat (świadomie przecież) nie braliśmy przypadkiem odpowiedzialności za jego wychowanie, utrzymanie, etc.?" A czy Ty, wychodząc za mąż, nie brałaś odpowiedzialności za życie małżeńskie, za słowa przysięgi? Nawet w Biblii jest o tym, że kobieta zostawia rodziców i staje się wspólnotą z mężem. A nie dalej z rodzicami!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bulit
planowane dziecko bez stabilizacji finansowej?? Widzę zwyczajnie brak wyobraźni. mąż wziął ciebie za żonę a nie twoich rodziców, nie dziwię się ze niechce z nimi mieszkać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość bhtrr
Czy przed ślubem ustaliliście co i jak, tzn. gdzie będziecie mieszkać itd? Piszesz że będą straszne problemy z opieką nad dzieckiem, bo Twoja mama pracuje, Ty będziesz musiała iść do pracy, a nianiom nie ufasz. Ale jednocześnie twierdzisz, że dziecko był jak najbardziej zaplanowane. Pewnie kłamiesz. To była zwykła wpadka, skoro kompletnie nie jesteś w stanie niczego zorganizować i nie wiesz co dalej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Joasia.aaaq
autorko, czy zdajesz sobie sprawę, że jeśli się nie wyprowadzicie, to za jakiś czas czeka Was rozwód? To jest naprawdę realny plan, jeśli w tej chwili czegoś nie zrobisz. Naprawdę jesteś gotowa, zostać rozwódką z dzieckiem, przy rodzicach? I co dalej? Poznasz kolejnego faceta i jego też zmusisz, żeby zamieszkał z Twoimi rodzicami. A oni jego pewnie też będą nienawidzić. Tak sobie wyobrażasz życie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Joasia.aaaq ma racje, ogarnijcie się i wyprowadźcie jak najszybciej póki między wami jeszcze nie jest tak żle, jak będziesz musiała to dasz rade lekko nie będzie ale za to będzie rodzina:) a to najważniejsze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość chromolic
Przeczytalam tylko pierwszy wpis. Wyprowadzcie sie i zacznijcie zyc swoim zyciem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Eneiida
Dzięki za szczere do bólu wypowiedzi. Obcy ludzie prawdę mówią... Fakt, jestem 'niedorosłą dziewuchą', pracuję nad sobą, bo męża kocham i chcę, żeby nasz związek był po prostu udany. Kwestia rozwodu - myślę, że żyjąc dalej w tym samym kurwidołku byłaby z czasem na pewno podnoszona. ( nota bene, już bywała...). Jedyne zastrzeżenie mam do odpowiedzi kogoś tam, nie pamiętam, na temat dziecka. Tak, dziecko przed ślubem było planowane:) Czy ktoś w to chce wierzyć, czy nie - jego sprawa. Oboje go chcieliśmy, ale jak wiele 'dzieciuchów' zaczęliśmy dosłownie od dupy strony. Błąd? Być może, ale nie dla mnie. Gdy patrzę teraz na moje spokojnie śpiące dziecko, to mam siłę do parcia do przodu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×