Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość studentkaa21

koleżanka - pasożyt?

Polecane posty

Gość studentkaa21

Mieszkałam jeszcze niedawno z pewną dziewczyną. Przyjaźniłyśmy się. Miała 27 lat, robiła mgr z drugiego kierunku. Generalnie miała mało kasy, bo nie pracowała, tylko pobierała socjal i jakieś marne alimenty. Ja z kolei dostaję pieniądze od rodziców, ale daję też korki, jeżeli mam czas. Nie żałuję sobie na drobne przyjemności. Owa dziewczyna miała tendencje do podbierania nam rzeczy, ale w tak małych ilościach , że nie można było zauważyć. Chodzi o artykuły typu herbata, kostki rosołowe, olej itp. Kiedyś zrobiłam sobie pierogi i wyszłam, jak wróciłam jednego nie było. Zapytałam, dlaczego go zjadła (nie wiedziała, nawet nie lubi pierogów) i kazałam nie ruszać moich rzeczy. Wiem, że to brzmi trywialnie, awantura o jeden pieróg, ale było to przekroczenie moich granic. W każdym razie, dziewczyna dość często pytała, czy można dajmy na to, chochelkę zupy, albo jakieś rozgotowane warzywa z niej (robiła z nich kolejną "zupę", pycha) Zgadzałam się, bo co mi szkodzi, prawda? Do tego doszło pożyczanie ciuchów na imprezy, czy też cieni do powiek ( jeszcze wybrzydzała, że ona woli inne kolory). Zgadzałam się na to, bo ona nie miała po prostu takich rzeczy, a poza tym, nic mi to nie szkodziło. Tylko raz się wściekłam , jak pod moją nieobecność sama sobie wzięła moją kosmetyczkę ( schowaną pod kołdrą) i użyczyła owych cieni. Dodam, że nie brała niczego od innych koleżanek, tylko zawsze ode mnie. Po kilku miesiącach czułam się wykorzystywana, mimo że to przecież były drobiazgi, a w dodatku ona taka uboga itp. Kiedyś zapytała mnie, czy może wziąć cukier (specjalnie go przestawiłam, bo podejrzewałam, że ona go podkrada). Ja na to: nie. Bez żadnych wyjaśnień. Ona - szok. Dosłownie, zastygła w miejscu, usta na oścież. I stała tak kilkanaście sekund. Ja automatycznie poczułam się wredna, i już zaczęłam mięknąć, ale zdania nie zmieniłam. Dziewczyna korzystała z mojego przedłużacza, żeby zaparzyć wodę. Robiła to dosłownie kilkanaście razy dziennie, co doprowadzało mnie do szału i budziło. W pewnym momencie schowałam go i powiedziałam , żeby korzystała ze swojego gniazdka albo kupiła sobie swój ( 8 zł). Niesamowicie się wściekła, bo to straszne chamstwo mówić komuś "to sobie kup". W tej sytuacji kosztów nie ma albo są groszowe. Mnie chodzi o sprawiedliwość, równowagę - ja pożyczę tobie, ty mnie. Ja poczęstuję ciebie, ty poczęstujesz mnie. Kiedyś przebalowała kasę ze stypendium i musiała koniecznie zapłacić za pokój. Oczywiście przyszła do mnie i powiedziała: "pożycz mi 200 zł". Bez proszę. Boję się pożyczać takie sumy, no ale skoro z nią mieszkałam, a to była podbramkowa sytuacja, postanowiłam zaryzykować i pobiegłam do bankomatu. Oczywiście, oddała mi, ale baaardzo nie chciało jej się ruszyć tyłka, tylko chciała wpłacić mi na konto . Nie zgodziłam się, chciałam do ręki. Z wielkim bólem w końcu wybrala się do bankomatu. Niedługo zaczynają się studia, raczej nie będę mieszkać z tą dziewczyną w pokoju. Przyjaźnimy się, więc przed jakimś wyjściem pewnie usłyszę "mogę pożyczyć tą twoją beżową spódnicę?" albo np. "kiedy zrobisz barszcz, zjadłabym buraków" ( autentyk) :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość A ja wiem gdzie są wszyscy :]
za dużo czytania, nie chce mi się :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Michael Telo
Sama jesteś sobie winna i sobka w dodatku, bo robisz słodkie minki i pożyczasz, a potem wypominasz a w ogóle to nie masz gwarancji że ci podbierala jak nie przyłapałaś. Masz jakąś manię przesladowczą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×