Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość wiatr w oczy......

trzydziestoletnie wdowy- są tu takie? zapraszam

Polecane posty

Gość wdowa 35
Hej wiatr w oczy jestem wdową prawie od roku, mam dwójkę dzieci. nie myślę o tobie , że jesteś okropna tylko bardzo poraniona. we mnie też masa gniewu i taka rozpaczliwa potrzeba, by ktoś mnie zrozumiał i choć otaczają mnie bliscy i kochający ludzie to i tak mam do nich jakiś żal , cokolwiek by nie zrobili czy powiedzieli to nie mogą zrozumieć co przeżywam. moja postawa chyba z zewnątrz też może wydawać się agresywna i roszczeniowa ale już wiem , że ja własnie w taki sposób okazuję ból, cierpienie i straszne rozczarowanie i tą koszmarną samotność w tym co się stało. moje dzieci to nie niemowlęta, nie wyobrażam sobie jak to jest witać swoje dziecko na świecie i nie mieć tej najważniejszej osoby przy sobie z którą można się podzielić tą cudowną chwilą. nie będę oszukiwać, ze cię rozumiem bo myślę , ze każdy inaczej przeżywa śmierć najbliższej osoby ale wiem jedno, to bardzo , bardzo boli i traci się radość i chęć życia. ale wierze , że i przed tobą i przede mną życie i w końcu przyjdzie też moment wielkich radości i szczęścia :) głowa do góry a czas przyniesie ulgę i dobre zmiany. ciepło myślę o tobie i trzymam kciuki :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A ja własnie już tak się nauczyłam dawać sobie radę sama, że ciężko mi zbudować nowy związek. Co prawda jestem teraz z kimś związana, ale męczę się, bo On wydaje mi się kulawym mazepą. Co nie pokażę palcem, to nie jest zrobione. Wszystko muszę kontrolować, nad wszystkim muszę panować, o wszystkim musze zadecydować, do wszystkiego muszę go popychać, bo sam się nie ruszy. Tak mnie to męczy okrutnie, że co raz częściej myślę o rozstaniu :(. On się chyba niczego nie domyśla, no widzi, że się sprzeczamy, ale chyba już się przyzwyczaił. Poza tym żyje u mnie na garnuszku, że tak powiem. Nie pracuje nigdzie, nie pracował nigdy zawodowo tylko jakieś roboty dorywcze i nie zapowiada się, żeby zaczął, bo kompletnie nie ma pomysłu na swoje życie. To ja siedzę bez przerwy i wymyślam dla niego "scenariusze zatrudnienia", rzucam pomysły na biznes, pracę.... nie mam już na to siły, bo on jest ze wszystkiego niezadowolony. A temat podejmuje bardzo niechętnie. Też bym chciała móc na kimś polegać w życiu, ale na nim nie mogę....aaaa w ogóle.... temat rzeka :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×