Gość Wawan Napisano Luty 8, 2013 Rozmówca jest emerytowanym nauczycielem. Wykształcenie wyższe (Przepisano z nagrania z komórki. Tekst autoryzowany). 2012.05.31 1. Pracownicy nadzoru oświatowego (począwszy od nauczyciela doradcy) wymagane kwalifikacje. Należy wprowadzić taką zasadę, że każdy pracownik oświatowy na szczeblu zarządzania począwszy od powiatowych inspektorów a skończywszy na ministrze oświaty ma obowiązek pracowania w szkole podstawowej , lub w gimnazjum co najmniej 6 godzin w tygodniu. Wyobrażam to sobie w ten sposób, że dzielnicowe inspektoraty oświaty z poszczególnych dzielnic np. Warszawy będą zgłaszać wolny etat dla nauczyciela jakiegoś przedmiotu. Jeśli ten etat będzie odpowiedni dla któregoś z pracowników oświatowych z racji jego wykształcenia będzie musiał go objąć w wymiarze co najmniej 6 godzin (nie pełny etat). Oznacza to, że np. jeśli nawet minister oświaty nie ma przygotowania do nauczania żadnego przedmiotu to powinien być zwolniony z zajmowanego stanowiska i w ogóle z oświaty. Zatrudnianie na etatach ministerialnych ludzi bez żadnego doświadczenia w pracy w oświacie (szkoły podstawowe, gimnazja) dowodzi, że również ci co wydają takie decyzje są oświatowymi ignorantami. Wracając do mojej propozycji: każda dzielnica informuje władze oświatowe jaka jest w niej przestępczość. Wybiera się dzielnice gdzie jest największa przestępczość a jeżeli jest parę szkół do wyboru to najgorszą szkołę. Dopiero do tej szkoły trzeba dać na etat od 6 godzin tygodniowo pracownika oświaty z ministrem włącznie. 2. Zasada kadencyjności i rotacji. Każdy pracownik oświatowy na szczeblu zarządzania bez względu na pełnioną funkcję nie może pracować na szczeblu zarządzania w oświacie dłużej niż 5 lat. Wcześniej musi przepracować co najmniej 10 lat w szkole podstawowej lub w gimnazjum ( minister też). Przerwa między tą pracą a objęciem przez niego funkcji w oświacie na szczeblu zarządzania nie może być dłuższa niż ilość przepracowanych przez niego lat w tych placówkach. Po przepracowaniu 5 lat w oświacie na wyższym stanowisku musi wrócić na etat nauczyciela w pełnym wymiarze godzin (nie wicedyrektora, dyrektora) albo w szkolnictwie podstawowym albo w gimnazjum i przepracować na tym etacie nie krócej niż 5 lat. Dopiero wtedy będzie mógł być z powrotem zatrudniony w inspektoracie czy to w powiatowym , wojewódzkim czy w ministerstwie. Bo tylko tacy ludzie mogą znać dostatecznie szkołę i podejmować właściwe decyzje na podstawie własnej praktyki. Cała reszta obojętne jaki by nie miała iloraz inteligencji i jakie pomysły (co do testów nie raz bardzo efektowne) nie nadaje się do pracy w szkolnictwie z tej prostej przyczyny, że im brak praktyki w tym zawodzie (mają tylko wiedzę książkową). Nie nadają się na stanowiska kierownicze w inspektoratach oświaty z ministrem włącznie bo po prostu nie znają szkół. Wiedzą o nich tylko tyle co z książek albo co im powiedzieli profesorzy co ich uczyli na wyższych uczelniach, jeżeli założymy, że chodzili na studia lub kursy pedagogiczne. Wszyscy polscy ministrowie oświaty razem wzięci nie widzieli prawdziwej szkoły nawet z okien swoich aut. Jedyny wyjątek: Roman Giertych. Profesorzy wyższych uczelni pedagogicznych wiedzą tyle samo co oni. Czyli można powiedzieć „uczył Marcin Marcina a sam głupi jak świnia. 3. Demoralizacja młodzieży Młodzież jest zdemoralizowana już w szkole podstawowej najpóźniej w średniej. Zaczyna się od palenia papierosów- dotyczy zwłaszcza dziewcząt i picia alkoholu: piwa, wina, wódki też. To się przenosi na wyższe uczelnie gdzie już zdarzają się, z tego co wiem, alkoholicy. Na wyższych uczelniach wszyscy muszą się uczyć bo tam nie ma takiej tolerancji jak w szkole zwłaszcza podstawowej. Jak się nie będą uczyć i zdawać egzaminów to ich wyrzucą. Ci z młodzieży co nadużywają alkoholu (obawiam się że taka jest obecnie większość polskiej młodzieży) będą również nadużywać alkoholu w dorosłym życiu. Może się to skończyć uzależnieniem. 4. Jak karać młodzież, żeby karami wychować? Że kary oczywiście są konieczne oprócz nagród to teraz już nawet najwięksi dyletanci przyznają. Niekiedy powraca problem kar cielesnych na łamach prasy. Oczywiście łajdak Tusk i jego skurw*** zgraja już wprowadzili ustawę, że nawet rodzicom nie wolno dzieci bić. Tę ustawę trzeba zmienić. Nie można tradycyjnych kar cielesnych i sadystycznego znęcania się nad dzieckiem „wrzucać do jednego worka. Co do kar cielesnych w szkole już wyobrażam sobie tych sku** pismaków a w szczególności profesora Zola jak wściekle zgrzyta zębami ze złości, więc niech mnie nie chwytają za słowo tylko wysłuchają do końca, bo ja dopiero zacząłem. Dawniej kary cielesne były czymś normalnym w szkole do czasów aż skończyłem „pi razy oko 4 klasy szkoły podstawowej a więc do roku 1951. Później nagle wzniesiono kary cielesne i równie nagle zaczęła się gwałtowna demoralizacja młodzieży jak to się mówi „jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki. Zdecydowana większość przestała się uczyć, zachowywali się ordynarnie wobec nauczycieli. Jednak nauczyciele z dużym stażem na ogół potrafili także w takich warunkach utrzymywać spokój na lekcji. Wobec nich się poprawnie zachowywali. Ci nauczyciele potrafili skutecznie strofować uczniów. Dyrektor straszył ich swoimi znajomościami. Co się tyczy nauki: było po kilku uczniów w klasie, którzy prowadzili zeszyty i odrabiali lekcje. Reszta chłopców szkołę olewała. Jedyne co ich interesowało to tylko gimnastyka, gra w piłkę oraz praca w ogródku szkolnym Nic nie umieli. Zwłaszcza matematyki. Okazało się w sposób dobitny, że łagodne klasyfikowanie i przepuszczanie wszystkich z klasy do klasy, bo takie były naciski z ministerstwa, według tego oceniali szkołę to były założenia błędne i bardzo szkodliwe. Oczywiście nikt z oświatowej kadry kierowniczej nie przyznawał się do tego błędu tylko brnął dalej. Przypuszczalnie dalej w tym tkwią zachodni socjaliści, lewacy, libertyni i masoni decydujący o kształcie zachodniej i polskiej oświaty. Ja nie jestem za powrotem do odwiecznych, sprawdzonych metod wychowania (kary cielesne). Przykład: nauczyciel matematyki, który jeszcze moją mamę uczył bił linijką „po łapie ucznia przeszkadzającego na lekcji i jakie miał efekty w nauczaniu matematyki? Oczywiście znakomite. Pozował na sadystę. Bił tylko na początku roku szkolnego. Później już nie potrzebował. Szkoła uczy kultury, bez szkoły tej poprawnej kultury nie ma. Szkoła naucza poprawnego wysławiania się, poprawnego pisania. Kultura w sensie znajomości podstawowych reguł matematycznych takich jak mnożenie, dzielenie, potęgowanie i geometria Euklidesa. Podstawy fizyki (Newton). To rzeczywiście w życiu się przyda a nie równania kwadratowe i trygonometryczne, zbiory. W rezultacie młodzież nie umie nawet działań na zwykłych ułamkach i liczbach dziesiętnych. Nawet absolwenci AGH: miałem okazję sprawdzić to doświadczalnie. Temperatura wrzącej wody w kuchni nie będzie wyższa od ok. 100o. A one odkręcają kurki marnując gaz. Władze oświatowe o tym nie wiedzą albo udają, że nie wiedzą. Jest takie powiedzenie z bajki Krasickiego „nie nos dla tabakiery lecz ona dla nosa. Oczywiście, ma być „tabakiera dla nosa: najważniejszy jest cel a nie środki. Podstawowym błędem tych co w Polsce opracowują wytyczne tyczące nauczania i wychowywania młodzieży jest, że dla nich najważniejsze są środki. Nie biorą pod uwagę jakie efekty dają te metody. Nie słuchają głosów w dyskusji. Apodyktycznie, arbitralnie wymuszają stosowanie ich zarządzeń. Wymuszają na nauczycielach stosowanie tych libertyńskich metod wychowania, mimo że nie dają one zamierzonego celu. Wręcz przeciwnie. Demoralizacja młodzieży i rozpasanie są coraz większe. Znęcanie się np. nad rówieśnikami słabszymi co się obserwuje w całym „cywilizowanym świecie. Skandaliczny stosunek do nauczycieli co nawet w naszej telewizji pokazywali (znęcanie się rozwydrzonych licealistów nad nauczycielem języka angielskiego). Wracając do szkół: wychowanie jest to sprawa indywidualna danej szkoły, nauczyciela. Dotyczy to zarówno szkół państwowych jak i prywatnych. Przy dobrej kadrze pedagogicznej bez kar cielesnych można zrealizować zamierzony program nauczania, gdy uczniowie( całe klasy i wszystkie jednostki) nie są rozwydrzone i zachowują się w miarę poprawnie. Jeśli nauczyciele jak to się mówi „dają sobie z nimi radę to oczywiście po co stosować kary cielesne. Co piszę niżej dotyczy zwłaszcza szkół państwowych położonych w takich dzielnicach gdzie jest większa niż gdzie indziej przestępczość i gdzie jest większy niż gdzie indziej odsetek młodzieży robotniczo- chłopskiej zwłaszcza z rodzin robotniczych co przeniosły się ze wsi do miasta. Mają oni braki kulturalne co nie znaczy, że nie potrafią bardzo dobrze wychowywać swoje dzieci. Takie przykłady też znam. Znałem również dzieci z inteligenckich rodzin bezczelne, cyniczne i zakłamane chamy. Jeżeli w jakieś szkole jest za duże rozbuchanie to dotyczy albo całej szkoły albo poszczególnych klas albo poszczególnych uczniów. W takim wypadku po pierwsze należałoby w takiej szkole zorganizować etat nazwijmy to umownie ciecia. Najlepiej jakby to był emerytowany policjant lub wojskowy. Będzie czuwał na portierni w pełnym wymiarze godzin jako portier. Przypuśćmy, że krnąbrny uczeń będzie zachowywał się nie odpowiednio na lekcjach jakiegoś nauczyciela. Nauczyciel ten nie będzie już wobec niego bezsilny. Poszczególni uczniowie mają swoje sympatie i antypatie wśród nauczycieli. Zależy to również od stosunku ucznia do danego przedmiotu (np. awersja do języka niemieckiego). Ten uczeń może wobec innych nauczycieli zachowywać się poprawnie. Czy uczeń jakiegoś przedmiotu chce się uczyć czy nie to jest jego prywatna sprawa. Jedyną reakcją na brak postępów w nauce może być tylko ocena niedostateczna z danego przedmiotu i pozostawienie na drugi rok w tej samej klasie (dotyczy zwłaszcza wszystkich przedmiotów obowiązkowych). Dygresja: uczeń powinien być objęty obowiązkiem chodzenia do szkoły tylko do 16 roku życia. Starsi bywają tak rozwydrzeni, że zmuszanie ich do kontynuowania nauki powoduje tylko u nich zwiększoną agresję i demoralizacje ich młodszych kolegów. Mają oni na nich bardzo zły wpływ. Te wałkonie zwykle górują siłą i wzrostem nad resztą klasy co ułatwia im podporządkowanie sobie i demoralizację pozostałych. Do łopaty każdy z nich się nada. Jak mu się nauka nie podoba to niech zapierd*** na budowie albo kopie doły. Wracając do przykładu ucznia nieodpowiednio zachowującego się na lekcji jakiegoś nauczyciela. Należy oczywiście najpierw rozmawiać z tym uczniem (nauczyciel, pedagog szkolny). Gdy to nie pomoże : wezwać rodziców. Nawiasem mówiąc większość rodziców takich uczniów nie przychodzi na wywiadówki ani na wezwanie listowne. W takim wypadku należy powiadomić ich pisemnie, że jeśli nie przeniosą tego ucznia do innej szkoły to będą zastosowane wobec niego kary cielesne za złe zachowanie. Jeśli rodzice zgodzą się na kary cielesne uczeń prawdopodobnie będzie bał się takiej kary. Już to samo sprawi, że będzie się lepiej zachowywał. Załóżmy jednak, że nie zrobi to na nim większego wrażenia. Nauczyciel sam go nie bije: telefonuje do ciecia. Cieć przychodzi, w razie oporu bierze tego skurw*** za kark i zaciąga do siebie, do kanciapy. Powinna być przewidziana taka cela z zakratowanymi oknami. Wymierza mu karę cielesną (linijką po łapie lub np. pasem po tyłku, na miarę przewinienia) i odprowadza z powrotem do klasy. Gdyby ukarany pomimo to nadal źle się zachowywał to cieć zabiera go do siebie z powrotem i zamyka go w tej celi na klucz na określoną ilość godzin uczeń „idzie do kozy. Lekcje obserwuje na monitorze. Jeśliby to nie pomogło należy go przenieść do innej szkoły lub do szkoły specjalnej. Oczywiście jeśli dany uczeń już skończył 16 lat to można go również wyrzucić ze szkoły i skierować do np. „Hufców Pracy. Zakładam, że Państwo winno zapewnić bezpłatne nauczanie do 18 roku życia. Ale uczniów, którzy ukończyli już 16 lat nie należy zmuszać do kontynuowania nauki w brew ich woli. Kary cielesne mają być oczywiście ściśle określone gdy idzie o ich sposób wykonywania. Moim zdaniem najlepiej będzie jeśli cieć będzie mógł za pomocą specjalnie w tym celu skonstruowanej „młodzieżowej gumowej pały wymierzyć delikwentowi odpowiednią ilość razów w tyłek albo elastyczną „linijką w otwartą dłoń. Gdy idzie o szkoły średnie (licea) oczywiście nie należy stosować kar cielesnych tylko przeniesienie karne do innej szkoły położonej daleko od miejsca zamieszkania delikwenta (na drugim końca miasta). Taka kara najczęściej skutecznie oducza złego zachowania (sprawdzone w liceach). Czekam na Państwa opinie. Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach