Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość pomozcie mi proszę

Czy ktoś z Was przeżył chorobą/śmierć mamy/taty i potrafi normalnie oddychać??!

Polecane posty

Gość oiuyrtewaqzxscbnm,l
skoncentruj sie na tym jak pomoc mamie i szukac pomocy. Moja nie miala szansy na chemioterapie, na nic, umarla w ciagu 4 miesiecy od rozpoznania. Takie zycie :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
moja historia nie jest optymistyczna, powiem tylko to, ze przezylam to. kochaj mame najmocniej na swiecie, badz z nia kiedy tylko mozesz, ciesz sie kazda chwila. jak widzisz takich historii jest mnostwo, choc wiem, ze Twoja mama jest jedyna na swiecie. modl sie i wierz :) trzymam kciuki!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomozcie mi proszę
jasne, zostaw prosze swoj mail, na pewno sie odezwe za kilka dni jak troche ochlone, chetnie porozmawiam z kims kto na pewno zrozumie, zyczę twojemu Tacie i Tobie duzo sily, ja wlasnie rozmawialam z mama, narazie czuje sie dobrze, zameczam ja telefonami, chyba ma mnie juz dosc, ale musialam ja uslyszec ;) przy mamie jestem twarda, usmiecham sie i zartuje a potem placze mezowi w rekaw, on tez bardzo wspiera moja mame, to chyba wazne ze mamcia wie, że moze na nas zawsze liczyc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomozcie mi proszę
napisze jeszcze cos za co mozecie mnie zjechac, ale to taka glupia durna myśl, ktora troche mi pomaga, kazdy sobie radzi na swoj sposob, prawda? a mienowicie, kiedy jest mi juz tak nieznośnie to mysle sobie, że przecież każdego to czeka, kazdy kiedys straci rodzicow albo bedzie przezywac ich chorobe a ja wtedy bede to miala za soba, wiem beznadziejne to :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sytuacja identyczna
zapiszę temat w ulubionych i odezwę się za jakiś czas. Dobrze, że mama Twoja chce sie leczyć. Mój tata ma bardzo złe nastawienie, kiepsko z nim psychicznie :( Mi tez powoli braknie sił, argumentów :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomozcie mi proszę
sytuacjo, odezwij sie koniecznie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomozcie mi proszę
a tak przy okazji jesli mogę to skąd jestes?? moze okaze sie ze z moich okolic

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Nic strasznego
Autorko 8 lat temu zmarł mój brat,po roku siostra,3 lata temu mama,siostra ma raka.Co ja przeszyłam nie jest do opisania,ale miałam wielką energię i chęć pomocy.Teraz już jestem załamana,mój kochany mąż też jest chory,szkoda słów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
moja droga, zadne slowa cie nie pociesza jesli sobie tego sama nie poukladasz w glowie, ale powiem ci cos co mam nadzieje jakos Cie wesprze! moj ojciec mial 71 lat jak zmarl ja 27 wlasnie skonczone. tez zawsze myslalam ze wolalabym zeby zmarl nagle, w wypadku albo na zawal np zebym nie musiala patrzec na jego cierpienie, na chorobe i wogole. troche egoistycznie chcialam tez aby ominela mnie opieka nad nim...mowie szczerze takie mialam mysli. kiedy w maju zeslzego roku zesztywnial w wannie podczas kapieli nic nie zapowiadalo tragedii...doszedl do siebie jednak po tygodniu stojac nagle powalil sie na ziemie jak dlugi byla z nim mama wezwala pogotowie, lekarze "g"owno zrobili, nic nie wykryli, mysleli ze wycieta kiedys z powodu naciekow rakowych nerka "sie odzywa" ale to nie to! po tygodniu spadl z lozka, znow szpital i diagnoza-dwa udary. wtedy jeszcze nic nie podejrzewalismy. ale po zrobieniu rtg glowy wyszlo RAK GLOWY(GUZY-nieoperacyjne, krwawiace)...szok!!niedowierzanie, rozpacz. ale postanwilismy mu nic nie mowic.oklamywalismy go ze to tylko przez udary tam lezy i ze na pewno wyjdzie tylko musi byc silny i musi cwiczyc oslabiona reke i noge...on marzyl ze jeszcze pojedzie na wies pospawa to i tamto, naprawi to i to...ze lzami w oczach potwierdzalismy ze na pewno to zrobi.po miesiacu wypisali go do domu z niby poprawa, ale po 2tyg wyladowal tam ponownie i kolejna diagnoza: rak pluc....po 3 tyg przewiezli go do nastepnego szpitala, tam byl miesiac. kiedy po tyg nie bycia u niego(szpital oddalony o 60km) przyjechalam do niego to nie poznalam wlasnego ojca, chudy wybiedzony nie mowiacy nieobecny...szok. a kiedy lekarz powiedzial ze wypisuja go do domu przerazilam sie, byl w stanie konajacym... ale powiem ci ze dobrze zrobilysmy z mama decydujac sie na zabranie go do domu a nie oddajac do hospicjum. bo widzisz kiedy dowiedzial sie ze jedzie do domu zaczal jesc, rozmawial z nami na ile mogl, czasem sie nawet usmiechnal. to trwalo 3 tyg, zmarl 2 tyg po moich 27 urodzinach.... kiedy zblizala sie smierc czulysmy to, dzien wczesniej bylismy na pogrzebie jego brata zony, a z piatku na sobote w czaie snu tata odszedl... najdziwniejsze jest to ze mama codziennie w nocy wstawala do niego kilka razy zeby sprawdzic czy zyje, oddycha?? akurat wtedy w nocy spala jak zabita, nie obudzila sie ani razu a gyd o 7 wstala tata spal ale juz tym snem wiecznym.tak jakby nie chcial jej "przeszkadzac" odszedl sam w ciszy...wygladal jak zawsze. gdy tylko zadzwonila pojechalam jak wariat. zanim przyszla lekarka stwierdzic zgon i potem panowie z zakladu pogrzebowego balam sie wejsc do pokoju gdzie byl tata jednak przed ich wyjsciem z Nim przytulilam go mocno rozplakalam sie i powiedzialam ze bede tesknic! :( nie spodziewalam sie po sobie takiej reakcji, zawsze balam sie dotykac zmarlych,nigdy tego nie zrobilam! a tu nie umialam go puscic choc byl juz sztywny. ale uwierz mi ze w zyciu mimo patrzenia na jego cierpienie jego bólu i naszej meczarni w opiece nad nim nie zamienilabym tego czasu z nim, mialam chwile by z nim zamienic ostatnie slowa, by z nim posiedziec i pomilczec, tak naprawde nawet te chwile kiedy siedzialam kolo niego a on milczal byly naszym powolnym pozegnaniem! i dobrze, dzis wiem ze wkurzalabym sie gdyby zginal nagle i nie zdazylabym z nim pobyc. uwierz mi ze dasz rade! zycze Twojej mamie by zyla jak najdluzej ale spedzaj z nia jak najwiecej czasu, badz cieprliwa choc wiem jakie to trudne, tak naprawde bedziecie sie ze soba zegnac ale ten wasz czas sie juz nie powtorzy i choc bedzie to smutny czas dla was wszystkich to bedziesz sie cieszyc ze byl wam dany!!! nie smuc sie a przynajmniej nie okazuj tego mamie, to jej nie pomoze, ja gdy chcialam poplakac wychodzilam z pokoju pod pretekstem teleofnu czy siku...nie wiemy ile pozyje twoja mama oby jak najdluzej ale z drugiej strony gdyby miala bardzo cierpiec niech odejdzie szybciej,,nie zrozum mnie zle ale wiem co mowie, od 1 udaru do smierci taty minely 4,5 m-ca. to krotko ale i dla niego dlugo gdyz potem juz czul co sie stanie... ciesze sie-jesli tak mozna powiedziec- ze juz nie cierpi, ze nie meczyl sie jak inni latami...i tak juz nie bylo ratunku. odchodzenie bliskiej osoby to trudny czas, mnie los w zeszlym roku doswiadczyl okrutnie, w styczniu stracilam 1 ciaze , w czerwcu druga...w miedzyczasie choroba ojca i potem jego smierc. tamte urodziny byly najsmutniejsze w moim zyciu, bylo mi tak przykro ze tata nie zlozy mi zyczen, ze nawet nie wie ze je mam... rok zakonczylam lepiej tzn dowiedzaialam sie ze znow jestem w ciazy, tera zto juz 26 tydzien i wiem ze tata czuwa nade mna i wszytsko bedzie dobrze. gadam sobie z nim czesto, czesto tez mi sie sni :) nie wiem skad znalazlam tyle sily zeby po zeszlorocznych wydarzeniach sie pozbierac ale dalam rade, wbrew pozorom pomogla mi praca nie bralam zwolnienia tylko zaraz wracalam do pracy zeby nie myslec, na poczatku bylo ciezko ale potem widzialam kojace skutki tego oderwania sie od rzeczywistosci! zycze ci abys rowniez ta sile znalazla w sobie na ten smutny czas i myslpozytywnie jak najdluzej sie da, badz dzielna dla swojej mamy! przesylam buziaki i wiedz ze przyjdzie czas ze ogarniesz ta chorobe mamy, a jesli dojdzie juz do jej smierci to tez nastanie czas spokoju. ale teraz walcz, walczcie razem! trzymaj sie kochana!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
pluca niestety nie daja oznak, nie bolą, zazwyczaj sie odkrywa raka pluc przypadkiem, zawyczaj dlugo sie z nimi czlowiek meczy ale nie ma reguly, zycze ci aby wasz wsplny czas byl taki zebyscie byly obie "zadowolone". taki w sam raz!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Nic strasznego
Topka ! pięknie napisałaś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ptyssska
dziewczyny wcięło mi posta długaśnego i muszę pisać od nowa kochana, chcę ci dać światełko w tym nieszczęściu, sama myśl o stracie matki powoduje że robi mi się niedobrze... od kilku miesięcy przeczesuję internet, czytam różne rzeczy i próbuję bo jestem chora na nowotwór niezłośliwy i muszę przywrócić sobie zdrowie... jest mnóstwo stron o leczeniu raka i różne jego metody ale z obserwacji i przemyśleń powiem, że np. terapia gersona jest skuteczna ale raczej trudna do przeprowadzenia i bardzo kosztowna /odpowiednia wyciskarka to kilka tys., warzywa ekologiczne kosztują mnóstwo a potrzeba ich po 10-15 kg dziennie i potrzebna prawie stała opieka i wsparcie polecam ci stronkę którą pisze facet który wyleczył się z raka metodami naturalnymi, czyli najlepszymi:) http://leczenieraka.blogspot.com/search/label/Historie%20os%C3%B3b%20dotkni%C4%99tych%20nowotworem po prawej stronie masz różne ciekawe zakładki, m.in. historie osób dotkniętych nowotworem oraz zakładkę "rak jest uleczalny grzegorz jest juz zdrowy", to o facecie który wyleczył się z raka płuca i serca sam, metodami naturalnymi gdzieś na tej stronie w świadectwach znajdziesz świeży wpis z lutego czy marca, napisał farmaceuta którego matka tez farmaceutka wyleczyła raka oka dzięki terapii dr budwig i głodówce leczniczej oni stosowali u jego mamy miesiąc odżywiania wg budwig-żeby wzmocnić organizm a później miesiąc głodówki leczniczej z oczyszczaniem organizmu, guz złośliwy oka znikl, została tylko blizna, jego mama nadal jest na terapii wg budwig chłopak wszystko szczegółowo opisuje tam ok.wysyłam posta bo jak go wetnie to będę płakać:-P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość dfg34
Jest mi przykro z tego powodu że musisz to przechodzić dlatego łączę się z Tobą w tym wszystkim i życzę Ci wytrwałości a Twojej mamie dużo zdrowia i cudownego życia. Na pewno jest z Ciebie dumna że ma taką cudowną córkę która tak bardzo się tym przejmuje, jest szczęściarą że jej córką jesteś właśnie Ty. Z całego serca Cię podziwiam i oby więcej takich ludzi na świecie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ptyssska
ściągnij sobie kilka książek o głodówce leczniczej, z chomikuj.pl, za darmo polecam do przeczytania "lecznicza głodówka" małachowa, książkę suworina oraz np. wojtowicza, warto przeczytać kilka pozycji żeby wyrobić sobie zdanie i zapoznać się ze znaczeniem, przebiegiem i mchanizmem głodówki leczniczej do głodówki tzn. przed nia i po niej dołączyłabym terapię dr budwig to wybitna niemiecka chemiczka, której badania i dorobek naukowy są wprost bezcenne, niestety już nie zyje a jej spuściznę medyczna przejął jakiś wybitny kardiochirurg, który niestety zrobił wszystkicj w konia i chce nabić sobie kasę dzięki jej badaniom... dlaczego to piszę? ponieważ kupiłam na allegro książkę o terapii dr budwig jestem rozczarowana bo książka w j.polskim jest tylko transkrypcją wykładów dr budwig, dotyczących m.in. tematu zanieczyszczenia środowiska, jako przyczyny chorób cywilizacyjnych... normalnie żenada! o samej terapii budwig są tam tylko 2 strony i to dużymi literami! samych ogólnikowych informacji książka jest pierdolonym naciągactwem!!! na okładce napis terapia dr budwig a w środku nic nie ma tylko jej wykład i same ogólniki, matko znowu się wk... więcej o terapii budwig w j. polskim znajdziesz w internecie, ludzie maja swoje stronki, tłumaczą z niemieckiego lub angola terapia jest niesamowita i ma podstawy naukowe, jest sprawdzona i skuteczna, jej podstawą jest pasta z twarogu i oleju lnianego oraz zdrowe odżywianie i wykluczenie wszystkich innych tłuszczy, chyba cukru rafinowanego i mięsa przeczesaąłm juz internet i sklepy i mogę powiedzeić że najlepszym olejem na polskim rynku jest olej lniany firmy "złoto polskie" musi to być koniecznie olej z odmiany lnu wysokolinolenowej i ziarno nie może być modyfikowane genetycznie! a więc nie jest to ani tanie ziarno lnu ani tani olej, jeśli producent nie podaje tych informacji to znaczy że ziarn jest modyfikowane, czyli niskolinolenowe i ono zaszkodzi, a raczej przyspiesza raka i nie pomoże, pamiętaj o tym! ten olej powinien byc kupiony z lodówki, przechowywany w lodówce itd. musisz sama doczytać ja jestem po 2 głodówkach 3 dniowej i 5 dniowej -niesamowita sprawa wiem że dużo napisałam ale tu chodiz o życie twojej mamy więc sądzę że przeczytanie kilku książek i przegryzienie tego tematu nie będzie wielkim wyrzeczeniem, nie każdy ma okazję spróbować, wielu ludzi umiera nie wiedząc że mogą wyzdrowieć ci z całego serca powdzenia zacznij od strony która podałam, ściągnij sobie te książki, czytaj,planuj, działaj, nie poddawaj się! Powodzenia 🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomozcie mi proszę
najgorszy jest strach ze mama będzie cierpiec, nie mogę tego ogarnąć ani sobie z tym poradzić, nie zniosę ani jednej łzy spływającej po jej policzku, albo ja jestem taka słaba i cienka, albo juz sama nie wiem, inni chyba lepiej sobie radzą :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomozcie mi proszę
poza tym moja mama jest taka malutka i drobniutka, ostanio jeszcze schudła i to powoduje ze jeszcze bardziej sie rozczulam, bo jest taka okruszynką biedną :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jaskiernykonik
czyli jednak wybierasz przygotowanie się psychiczne na śmierć mamy? a może to podszyw?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość teztakbyło
pomozcie mi proszę - mój tata zmarł na raka złośliwego płuc...przeżył rok od wykrycia...powikłania po chemioterapii...walczył dzielnie, wspieraliśmy go całym sercem...też raz tracił na wadze później przytył...na raka się zasypia...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kuzynka ma to samo, pluca
(palaczka) bierze chemie, pomaga i do przezycia, trzyma sie dzilene, pelna dobrych mysli Rak pluc nie boli, to pociecha.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Autorko, moj Tato umarl 01.01.2013, mial raka trzustki. Byl zlosliwy, to jeden z najgrozniejszych, tez nic nie boli. Operacje mial w polowie 2011 roku, lekarze dawali maksymalnie 6 miesiecy zycia, dostal rok wiecej. Umarl z godziny na godzine, wiedzielismy ze to nadejdzie, ale tempo bylo zawrotne. Gdy dostalam sms rano w nowy rok bylam w Niemczech. Spoznilam sie o jeden dzien, bilet na samolot mialam na 02.01....niecale trzy miesiace wczesniej pochowalam bardzo mi bliska osobe ktora umarla na moich rekach. Niestety nie dane bylo mi sie pozegnac z Tata, ten jeden dzien, ale wiem ze czuwa i jest przy mnie tam z nieba. Bol jest okropny, ten bol ze juz go nigdy nie zobacze. Nawet nie otwieram zdjec, bo nie jestem gotowa na to. Przez moja historie chce Ci napisac ze Ty masz mame ktora zyje. Na pewne rzeczy nie mamy wplywu, ale na takie by byc blisko, gdy ma sie takie szczescie i mowic ze sie kocha, to najwiekszy dar jaki sie ma. My z Tata sobie czesto mowilismy ze sie kochamy i dlatego pomimo bolu, wiem ze tak musialo sie stac, rozmawiam z nim czesto...i ostanie chyba dla ciebie najwazniejsze, nie kazdy rak jest wyrokiem smierci...badz przy mamie to najpiekniejsze co mozesz jej ofiarowac, pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pomozcie mi proszę
nie, to nie tak, ja wierzę że mama wyzdrowieje, że będzie tą szczęściarą ktora dostanie te 5 lat życia albo i wiecej, bo mimo ze fizycznie jest taka niepozorna to psychicznie jest naprawde silna, kiedy wybralismy wyniki ze szpitala w ktorym lezy zeby skonsultowac je jeszcze gdzie indziej to mama poprosila zeby je jej pokazac, pokazalam bo nie ma tam nic o czym by nie wiedziala, ale wiecie co czytala te wyniki i nawet powieka jej nie drgnela, z takim spokojem i taka sila - ja ja naprawde podziwiam i dlatego wiem, że da rade a jesli chodzi o ten bol i cierpienie to mialam na mysli chemie, radioterapie - to mnie przeraza, bo wiem jak jest to trudne ale wiecie co bliski sasiad mamy, doslownie dom obok mial raka prostaty z przerzutami do pluc i mozgu, to bylo jakies chyba 1,5-2 lata temu i zyje, pielegnuje swoj ogrodek i to tez daje mi wiare, ze mama ma jeszcze czas musialam sie wypisac, bo w moim otoczeniu nie ma osoby w mojej sytuacji wiec nikt tak do konca mnie nie zrozumie od tych kilku dni nie odezwalam sie nawet do znajomych, tylko kolexanki z pracy wiedza co sie dzieje dzwonila moja kuzynka- pewnie skads sie dowiedziala ze mamy nie ma w domu i pewnie chciala wiedziec co sie dzieje - nie odebralam, nie umiem o tym mowic pisala do mnie przyjaciolka ze chce sie spotkac - nie odpisalam, nie potrafie wiem ze bede musiala sie z tym zmierzyc, przekazac ta wiadomosc bo przeciez nie ma co ukrywac ale nie wiem jak to zrobic świat mi sie zawalil na glowe, naprawde, ale wiem ze musze byc silna i musze sie pozbierac bo mam jedno życie, a ostatni czas pokazal mi ze trzeba sie cieszyc kazdym dniem, bo zawsze może być gorzej :( jeszcze dwa tyg. temu moglam byc taka szczesliwa - ale nie bylam, bo ciagle mialam jakies powody do narzekania - a to samochod sie zepsul, a to pogoda nie taka, a to ktos mnie wkurzyl - teraz to wszystko wydaje mi sie takie głupie i nieważne...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
opiekowałam się umierajacą na raka tesciową. Przynajmniej była szansa sie wzajemnie pożegnać u swoich rodziców tej szansy nie miałam umarli szybko, bez po żegnania miałam wtedy nascie lat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mdjuwdag
Moja babcia 2 lata temu miala usunięte pluco. ma się świetnie a ostatnie wyniki to brak komórek Rakowych. życzę wam wytrwałości i radości. i dobra rada to nie czytaj żadnych statystyk w internecie. jak się dowiedziałam o chorobie to już płakałam i Myslalam o szybkim pogrzebie. nie warto nic czytac.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość xxxxxyyxxx
moja Mama zmarła jak miałam 13 lat i do tej pory mysle ze to było wczoraj.Mam 30 lat..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość *******MOJ TATUS KOCHANY******
moj tato w wieku 50 lat polecial do irlandii , potem zabral mame swietnie im sie wiodlo 9 w przeciwienstwie do zycia w polsce , gdzie prowadzil wlasna firme ) 4 kwietnia 2010 roku przylecial do polski , bo peklo mu zebro , w irlandi lekarze powiedzieli zeby nie wylatywa l i uwaga : "ZOSTAL W SWOIM KRAJU I TU SIE LECZYL - W IRLANDII " za slabo znal jezyk i przylecial badania i wyniki w zupelnej normie rtg klatki piersiowej - guz pluc 16*18 cm dostal sterydy lepiej sie mu oddychalo ale UWAGA : daly przerzut na zoladek potem zrobili usg : rak w nadnerczu - glowne zrodlo , ktore dalo przerzuty do pluc z zabiegow mial : brachyterapie - przeklucie chorego pluca - lepsze oddychanie dostal 1 dawke chemii o 13 a o 01:25 zmarl 13-05-2010 roku zmarl w wieku 56 lat , ja mialam 30 w sumie chorowal 5 tygodni koszt leczenia 35 tysiecy zlotych pln zal do boga , zal do innych , do siebie , pogarda dla alkoholikow i im podobnym , ze zyja a on odszedl do dzisiaj jestem na lekach , mam problemy ze snam , ale musimy zyc dalej dla mojej mamy , ktora nadal jest w zalobie , dla dzieci i SIEBIE !!! odwiedzam go 5 razy w tygodniu , K*U*R*W*A* na C*M*E*N*T*A*R*Z*U*!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ZYCZE WAM JAK NAJLEPIEJ !!! I OCZYWISCIE POWROTU DO ZDROWIA

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja znam to uczucie
Mój Tato zmarł jak byłam mała, minęło ponad 20 lat a jak mi si,ę przypomni to płaczę. Wierzę w to, że spotkamy się kiedyś wszyscy - ci których kochamy tam gdzieś, w innym świecie. Twoja mama żyje, bądź z nią , kochaj ją, to najważniejsze. Ja wierzę, że da się oszukać trochę chorobę. Wysyłam Wam moc najleoszej energii i dużo dużo siły. Niech moc i siła i zdrowie będzie z Wami. Nie poddawaj się, walcz, zrób wszystko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja znam to uczucie
Każdy z was, jeśli chce terapii sokami- niech nie daje się wkręcać w drogie maszynerie! Owszem, do wyciskania niektórych miękkich owoców i roślin najlepsza jest wyciskarka ślimakowa- ale te, które sa na rynku są strasznie drogie. Zelmer produkuje nakładki ślimakowe do wyciskania soku na zwykła maszynkę do mielenia mięsa. jak juz ktoś ma taką maszynkę to może pomyśleć o nakładce za mniej niż 100. Ja pamiętam jak moja mama chorowała to od rzu pojawiły się różne osoby i wciskały jej soki i wyciągi z ziół za ponad 100 z litr! Raz kupiła, bo tonący brzytwy się chwyta- ale wy bądźcie czujni. Dobre sa też leki z apteki bonifratrów, balsam od kappucynów itp. Uważajcie na sępy, żerujące na chorobach!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Twoja mama da radę walczyc z chorobą i całego serca jej tego zyczę 🌼Ty równiez musisz byc silna dla niej i nie rozklejaj się przy niej najbardziej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość TO CZESC MAMO...
Kochana... Ja mialam 18 lat kiedy dowiedzialam sie ze moja 60letnia mama ma raka pluc. Zawalil mi sie swiat. Mysl ze moja jedyna najukochansza mama umiera byla nie do zniesienia. Ale powiem ci ze wlasnie wiadomosc o tej chorobie byla najgorszym momentem. Myslalam ze ja umre razem z nia, ze nie bede miala juz po co zyc bez mamy. I po czesci tak sie stalo bo razem z moja mama umarla ogromna czesc mojej duszy. Mam teraz 21 lat i jestem zupelnie innym czlowiekiem. Od momentu wykrycia choroby mama zyla 4 miesiace i 3 tygodnie. Stan byl tak powazny ze mama tylko raz dostala radioterapie paliatywna. Ty dopiero przejdziesz swoje :( przykro mi to mowic ale musisz pogodzic sie z tym ze przy takim raku smierc jest ciezka, tragiczna. Urywa sie pluco, slychac jak w plucach gotuje sie woda, widac z jakim trudem brany jest oddech. Jak klatka piersiowa powoli opada na dol, zatrzymuje sie na kilka sekund po czym zrywa sie z rumotem w gore.... Nie wiem skad miala sile, nie wiem jak dalam rade, nie wiem jak moglam byc taka "twarda". Mama dostawala morfine a ja czulam na sobie jej dzialanie.. Moja mama chciala zyc, byla pewna ze przezyje TYLKO 2 lata, nie dopuszczala do siebie mysli ze moze zyc krocej. Ja wiedzialam od poczatku ze smierc jest blisko, patrzylam na nia i wyibrazalam sobie jak lezy w trumnie... Mama wychudla, od pasa w dol, z nozek wystawaly tylko kolana, reszta nog byla doslownie wyschnieta, twarz po radioterapi spuchla jej tak jakby miala 2 glowy, tak samo szyja, blokowal sie wtedy dostep krwi do mozgu i wytwarzalo sie krazenie oboczne. Wiedzialam to wsztstko zanim powiedzial mi to lekarz, duzo czytalam o tej chorobie, duzo czytalam o samej smierci. Uwierz mi ze przyjdzie taki moment ze patrzac na cierpienie swojej mamy w sercu bedziesz chciala tej smierci, zeby juz dluzej nie cierpiala. Moja mama zmarla w szpitalu, smiercia glodowa i przez uduszenie. Do samego konca byla swiadoma. Morfina niewiele zdzialala. Czuwalismy przy niej na przemian z tata. Ja w dzien, tata w nocy. Wychodzac wieczorem nigdy sie z nia nie zegnalam. Az przyszedl pewien wieczor kiedy nie wiem dlaczego podeszlam do spiacej na lozku mamy, pocalowalam ja, uscisnelam w reke, powiedzialam po cichu TO CZESC MAMO i wyszlam z sali, spokojna, czulam ze ostatni raz zamykam te wielkie wejsciowe drzwi od szpitala. Poszlam spac. W nocy o 3 obudzil mnie klucz, ktory tata wsadzil w zamek do drzwi. Zapalilam swiatlo, usiadlam na lozku i nie czulam NIC. Poszlam zobaczyc mame dopiero na 2 dzien po jej smierci. Nie zapomne tego wieka od trumny stojacego w progu wejscia do kostnicy, pozniej widok wyjezdzajacej z lodowki trumny z MOJA MAMA. To biale, woskowe cialko, te chude nozki i wystajace kolanka.. Pomyslalam, co oni jej zrobili?? W szpitalu byla sina spuchnieta, w rekach zbierala sie woda, byly jak balony. A w tej trumnie byla taka piekna, taka czysta, bez zadnego sladu choroby, jakby byla 20lat mlodsza. Wtedy peklo we mnie wszystko. Krzyk rozpaczy. Nie moglam jej nawet dotknac, moj chlopak sila przycisnal moja dlon do tej zimnej zlozonej bialej raczki. Wrocilam do domu spokojna. Na drugi dzien pogrzeb. Ja tak samo silna stalam nad jej trumna, nawet lza do oczu sie nie cisnela, znowu nie umialam jej dotknac, balam sie tego chlodu, znowu moj chlopak polozyl moja reke na reke mamy. Bylam w pelni swiadoma, a jakby nieobecna, nie bralam lekow. Twardo patrzylam jak spuszczaja trumne z moja mama. Z tego stanu wyrwala mnie trabka. Przerazliwy sygnal barki. Znowu wszystko we mnie puscilo. Zawylam w nieboglosy. Dasz rade, musisz sie tylko na to wszystko psychicznie przygotowac. Nauczysz sie zyc po smierci mamy. Slyszalam kiedys ze podobno zmarly moze zabrac tesknote do grobu. O smierci trzeba myslec, trzeba sie do niej przygotowywac, bo pozniej jest to zbyt duzy szok. Teraz jestem zupelnie innym czlowiekiem. Nie ma juz we mnie radosci, takiej beztroski jak kiedys, niby zyje normalnie ale nic juz nie jest tak jak kidys. Tamto zycie juz przepadlo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×