Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Obecny czy były TŻ POMOCY

Polecane posty

Gość gość

Postaram się opisać moją historię w miarę przejrzysty sposób. Byłam z pewnym chłopakiem (nazwijmy go A.) 2 lata. Przez pierwszy rok było naprawdę dobrze: dobrze się rozumieliśmy, mieliśmy zawsze mnóstwo tematów do omówienia, nigdy się nie kłóciliśmy, nikt nie podnosił głosu. Czułam się naprawdę świetnie. Nie przeszkadzało mi to, że nie dzwoni i nie pisze za często smsów ani to, że to ja częściej go odwiedzałam niż on mnie. Tłumaczył się, że jego rodzina ma problemy finansowe, dlatego musi oszczędzać na wszystkim np. na biletach za tramwaj. Ja to rozumiałam i nigdy nie miałam o to do niego pretensji. Nie robił mi nigdy wyrzutów, że w gronie moich znajomych jest więcej mężczyzn niż kobiet (wynika to z charakteru kierunku, który studiuję) i że w przypadku jakiejś imprezy wychodziłam bez niego. Między nami była też różnica osobowości - ja, osoba pewna siebie, towarzyska, chętnie przebywająca z ludźmi, lubiąca ruch. On - wystraszony, unikający ludzi, wręcz aspołeczny (co sam przyznawał; twierdził, że nie rozumie niektórych relacji między ludźmi), najchętniej przebywający sam w swoim pokoju przed komputerem. Z racji tego, że studiowaliśmy na dwóch różnych uczelniach nie widzieliśmy się codziennie, ale spotkania co 2-3 dni mi odpowiadały. Mogłam się spokojnie uczyć, mieć swoich znajomych i chłopaka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Kiedy minęło jakieś 1,5 roku naszego związku, przeżyłam pewien wypadek. Trafiłam do szpitala. A. przyszedł do szpitala wkrótce po tym zdarzeniu, posiedział ze mną chwilę, po czym powiedział, że musi iść załatwić jakieś formalności na uczelni, ale potem mnie odwiedzi. Niestety, tak się nie stało. Nie zobaczyłam go już więcej tego samego dnia. Kolejnego dnia przyszedł rano na jakieś dwie godziny. Potem musiał już wyjechać, gdyż w swoim rodzinnym mieście miał załatwioną pracę na wakacje (wiedziałam już o tym wcześniej). Nie widzieliśmy się dwa miesiące. Przez ten czas mieliśmy ze sobą sporadyczny kontakt - on potrafił nie odzywać się do mnie przez całe dnie. Nie dzwonił i nie pisał. Jednak mnie to jakoś nie ruszało, myślałam, że jak wrócimy na studia, wszystko będzie po staremu. Tak się nie stało. Już w czasie roku akademickiego widywaliśmy się tylko raz w tygodniu albo w ogóle. A. tłumaczył się, że ma wiele pracy na studiach. Ponadto z przyczyn rodzinnych co weekend musiał wracać do domu. Odkryłam wtedy, że mam więcej wspólnych tematów do rozmowy ze znajomymi do studiów niż z A. W dodatku kiedy się widywałam z A., czułam, że na siłę szukamy tematów do rozmowy, że nasze spojrzenie na pewne sprawy się rozmija. Wyczuwałam pewien dystans. W tym właśnie czasie pojawił się drugi chłopak (nazwijmy go M.). Z M. znałam się już rok. Studiował razem ze mną równoległy kierunek. Rozmawialiśmy wcześniej ze sobą zaledwie kilka razy. Lubiłam go, ale nie czułam do niego nic więcej. Miło było sobie z nim pogadać. Jednak od nowego roku akademickiego, jakoś często na siebie wpadaliśmy na korytarzach uczelni. Zaczęliśmy ze sobą częściej rozmawiać. Okazało się, że mamy te same poglądy na różne kwestie, te same zainteresowania. Podobało mi się to, że M. nie boi się ludzi i różnych wyzwań jak M, wiedzie typowy żywot dla każdego studenta.Zaczęliśmy ze sobą pisać także na necie, codziennie przez kilka godzin. Czułam, że nie mogę się od niego oderwać. Coraz bardziej mi się podobał. Zaczął zapraszać mnie na spacery. Czułam, że coś jest na rzeczy, jednak zgodziłam się, tłumacząc się, że jest to tylko kolega. W czasie tych spacerów długo ze sobą rozmawialiśmy, on mówił o swoim nieudanym poprzednim związku. M. wiedział, że mam kogoś, jednak ja ciągle zapewniałam go, że w moim związku jest wszystko w porządku. Jednak w trakcie któregoś z kolei spacerów zrobiło się już naprawdę gorąco. Wiedziałam, że zaraz coś się wydarzy. Wygadałam się w jakiej naprawdę kondycji jest mój związek, po czym... M. wyznał mi, że zakochał się we mnie już od pierwszego wejrzenia, tylko przez ten rok nie wiedział jak do mnie podejść. Byłam zaszokowana, ale wyznałam mu, że on też mi się podoba. Zaczęliśmy się całować i od tej pory byliśmy już ze sobą. Wtedy stwierdziłam, że teraz już nie ma całkowicie sensu ciągnąć związku z A. Nie chciałam lecieć na dwa fronty. Po jakimś tygodniu udało mi się z nim spotkać. Nie chciałam powiedzieć, że go zdradziłam, nie chciałam, żeby go to zabolało. W czasie zerwania przypomniałam mu zasadę jaką ustaliliśmy na początku naszego związku - że jeżeli u któregoś z nas uczucie się wypali, to natychmiast to powie. Tak właśnie zrobiłam. A. pytał dlaczego, ja skłamałam, że po prostu samo mu przeszło, bo rzadko się widywaliśmy. Powiedziałam mu też, że jest nieodpowiedzialny, ponieważ zostawił mnie wtedy w szpitalu (okazało się później, że pracę mógł rozpocząć później). Nie chciał przyjąć tego do wiadomości, płakał, prosił o pozostanie. Ja musiałam być w tej sytuacji nieugięta, wyszłam dosłownie na zimną sukę. Powiedziałam, że to skończone i dalej być tak nie może. Wtedy A. powiedział, że on wtedy celowo pojechał do domu, bo już na mnie nie mógł patrzeć w szpitalu. Jeszcze chwilę prosił o pozostanie, jednak w końcu skapitulował i zakończył spotkanie. W ten oto sposób zakończyłam swój związek z A. W tej sytuacji nie mogłam postąpić inaczej. Chciałam mieć z nim jednak kontakt, ale on odrzucił jakąkolwiek formę kontaktu, twierdząc, że "wiele złego narobiłam i nie chce mnie znać". W ten sposób nasza znajomość została całkowicie zerwana.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Rozpoczęłam swój związek z M. Przez kilka pierwszych miesięcy było świetnie - spotykaliśmy się ze sobą, a także w gronie znajomych, chodziliśmy w różne miejsca np. do kina. Podobało mi się to, że często odwiedza mnie w domu. Czegoś takiego nie miałam w związku z A. Jednak po kilku miesiącach coś się zmieniło. M. zaczął być cholernie zazdrosny, nawet o to, że między zajęciami rozmawiam z moimi kolegami z grupy. Nic do nich nie mam ani oni do mnie. M. jednak tego nie akceptował, mimo że znał ich kilka lat. Zaczął robić mi o to wyrzuty i sceny, raz się nawet pokłóciliśmy o to, że całowałam się z A. jak jeszcze byłam z nim związku. W każdej wolnej chwili zaczął u mnie bywać, nawet jak chciałam samotnie odpocząć u siebie w przerwie między zajęciami. Kiedy mówiłam mu, że chcę być sama, bo w samotności najlepiej się uczę, to on tego nie rozumiał. Twierdził, że mogę iść uczyć się do niego (nie chciałam jednak tego robić, bo M. zawsze w trakcie nauki zadawał mi jakieś pytania, które wybijały mnie z rytmu. Poza tym wtedy jakoś szczególnie lubił zawracać mi głowę uczelnianymi sprawami jego kolega z mieszkania). Kiedy słyszał odmowę, zaraz słyszałam:"a ty z kimś nie kręcisz" albo co gorsze "z moją byłą też tak było","to się rozleci". Okazało się z czasem, że M. to człowiek nerwowy, a to cecha, której nienawidzę. Poza tym lubi generalizować - kolejna rzecz, której nienawidzę. Z czasem kiedy opowiadałam mu co nowego usłyszałam na uczelni, zaczęło mu przeszkadzać, że mówię mu co się dzieje u kolegów, co stwierdził słowami "przestań, ja ci nie mówię co się u innych dzieje". Kiedy zaczynał mówić o czymś z naszej "branży" słyszałam tylko: "dobra, nie mów już, ja to wiem". Odkryłam wkrótce, że intelektualnie znacznie ode mnie odstaje(nie że się wywyższam, ale ja lubię rozmawiać np. o nauce czy polityce, nie mam problemów z nauką i dlatego męczą mnie rozmowy o tym jak np. trzeba pisać pracę na studia). Zaczęłam tęsknić za A., z którym takie rozmowy toczyliśmy. Z czasem od M. nie mogłam się odpędzić. Czułam się przytłoczona. Mogłam przebywać tylko z nim, każdy mój sprzeciw przyjmował bardzo emocjonalnie, zaczynał krzyczeć. Mówił, że się boi, że "to się rozleci" i że "jego była też tak robiła, a potem był koniec". Potem stwierdził, że nie ma ochoty gdziekolwiek wychodzić i woli siedzieć w domu. Kiedy powiedziałam mu kiedyś, że chcę iść na imprezę ze znajomymi (z pewnych względów M. akurat nie mógł być obecny), to zrobił mi o to wielką awanturę, która zakończyła się u mnie płaczem i rozstrojem psychicznym. M. także zaczął płakać, kiedy zobaczył w jakim stanie się znajduję, zaczął mnie przepraszać. Uznałam, że mówi szczerze, dlatego mu wybaczyłam. Jak jest teraz? Mam dosyć M. Czuję się osaczona. Nie mam czasu dla siebie, robi mi się niedobrze jak myślę sobie, że mam się widzieć z M. Cieszę się na myśl o każdej samotnej chwili. Nie mam ochoty na seks, nie sprawia mi to przyjemności. Opuściłam się w nauce, kosztem pomagania M. (miał trochę problemów na studiach i trzeba było mu pomóc). Na każde "nie" reaguje bardzo uczuciowe, stroi jakieś fochy, nie odzywa się do mnie. Żeby się z kimś spotkać, zaczęłam oszukiwać M. Kiedy w końcu powiedziałam mu, że od przyszłego roku musi sobie radzić sam, bo ja muszę wziąć się za siebie, to powiedział: "to koniec, kiedyś było inaczej" i zostawił mnie samą na ulicy. Jednak jakiś czas później przybiegł do mnie ze łzami w oczach i prosił o wybaczenie. Mam już tego dosyć. Coraz częściej przyłapuję się na tym, żeby nie powiedzieć do niego imieniem A. Coraz częściej uciekam daleko myślami, wspominam dawne dzieje z A., jak było nam dobrze ze sobą. Mało tego: stwierdziłam, że dalej kocham A., a jeśli chodzi o M., to... czuję pustkę. Tak, pustkę. Przyłapuję się nawet na myśli, że chcę zostać starą panną i żyć samotnie. Pomóżcie mi, bo już nie wytrzymuję!!!:/ P.S. Wybaczcie, że to jest chaotycznie pisane, ale jestem skrytą osobą i jest mi ciężko mówić o własnych uczuciach. Robię to po raz pierwszy w życiu - nigdy o tym nie pisałam ani nie żaliłam się na ten temat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Rozpoczęłam swój związek z M. Przez kilka pierwszych miesięcy było świetnie - spotykaliśmy się ze sobą, a także w gronie znajomych, chodziliśmy w różne miejsca np. do kina. Podobało mi się to, że często odwiedza mnie w domu. Czegoś takiego nie miałam w związku z A. Jednak po kilku miesiącach coś się zmieniło. M. zaczął być cholernie zazdrosny, nawet o to, że między zajęciami rozmawiam z moimi kolegami z grupy. Nic do nich nie mam ani oni do mnie. M. jednak tego nie akceptował, mimo że znał ich kilka lat. Zaczął robić mi o to wyrzuty i sceny, raz się nawet pokłóciliśmy o to, że całowałam się z A. jak jeszcze byłam z nim związku:rolleye s: W każdej wolnej chwili zaczął u mnie bywać, nawet jak chciałam samotnie odpocząć u siebie w przerwie między zajęciami. Kiedy mówiłam mu, że chcę być sama, bo w samotności najlepiej się uczę, to on tego nie rozumiał. Twierdził, że mogę iść uczyć się do niego (nie chciałam jednak tego robić, bo M. zawsze w trakcie nauki zadawał mi jakieś pytania, które wybijały mnie z rytmu. Poza tym wtedy jakoś szczególnie lubił zawracać mi głowę uczelnianymi sprawami jego kolega z mieszkania). Kiedy słyszał odmowę, zaraz słyszałam:"a ty z kimś nie kręcisz" albo co gorsze "z moją byłą też tak było","to się rozleci". Okazało się z czasem, że M. to człowiek nerwowy, a to cecha, której nienawidzę. Poza tym lubi generalizować - kolejna rzecz, której nienawidzę. Z czasem kiedy opowiadałam mu co nowego usłyszałam na uczelni, zaczęło mu przeszkadzać, że mówię mu co się dzieje u kolegów, co stwierdził słowami "przestań, ja ci nie mówię co się u innych dzieje". Kiedy zaczynał mówić o czymś z naszej "branży" słyszałam tylko: "dobra, nie mów już, ja to wiem". Odkryłam wkrótce, że intelektualnie znacznie ode mnie odstaje(nie że się wywyższam, ale ja lubię rozmawiać np. o nauce czy polityce, nie mam problemów z nauką i dlatego męczą mnie rozmowy o tym jak np. trzeba pisać pracę na studia). Zaczęłam tęsknić za A., z którym takie rozmowy toczyliśmy. Z czasem od M. nie mogłam się odpędzić. Czułam się przytłoczona. Mogłam przebywać tylko z nim, każdy mój sprzeciw przyjmował bardzo emocjonalnie, zaczynał krzyczeć. Mówił, że się boi, że "to się rozleci" i że "jego była też tak robiła, a potem był koniec". Potem stwierdził, że nie ma ochoty gdziekolwiek wychodzić i woli siedzieć w domu. Kiedy powiedziałam mu kiedyś, że chcę iść na imprezę ze znajomymi (z pewnych względów M. akurat nie mógł być obecny), to zrobił mi o to wielką awanturę, która zakończyła się u mnie płaczem i rozstrojem psychicznym. M. także zaczął płakać, kiedy zobaczył w jakim stanie się znajduję, zaczął mnie przepraszać. Uznałam, że mówi szczerze, dlatego mu wybaczyłam. Jak jest teraz? Mam dosyć M. Czuję się osaczona. Nie mam czasu dla siebie, robi mi się niedobrze jak myślę sobie, że mam się widzieć z M. Cieszę się na myśl o każdej samotnej chwili. Nie mam ochoty na seks, nie sprawia mi to przyjemności. Opuściłam się w nauce, kosztem pomagania M. (miał trochę problemów na studiach i trzeba było mu pomóc). Na każde "nie" reaguje bardzo uczuciowe, stroi jakieś fochy, nie odzywa się do mnie. Żeby się z kimś spotkać, zaczęłam oszukiwać M. Kiedy w końcu powiedziałam mu, że od przyszłego roku musi sobie radzić sam, bo ja muszę wziąć się za siebie, to powiedział: "to koniec, kiedyś było inaczej" i zostawił mnie samą na ulicy. Jednak jakiś czas później przybiegł do mnie ze łzami w oczach i prosił o wybaczenie. Mam już tego dosyć. Coraz częściej przyłapuję się na tym, żeby nie powiedzieć do niego imieniem A. Coraz częściej uciekam daleko myślami, wspominam dawne dzieje z A., jak było nam dobrze ze sobą. Mało tego: stwierdziłam, że dalej kocham A., a jeśli chodzi o M., to... czuję pustkę. Tak, pustkę. Przyłapuję się nawet na myśli, że chcę zostać starą panną i żyć samotnie. Pomóżcie mi, bo już nie wytrzymuję!!!;/ P.S. Wybaczcie, że to jest chaotycznie pisane, ale jestem skrytą osobą i jest mi ciężko mówić o własnych uczuciach. Robię to po raz pierwszy w życiu - nigdy o tym nie pisałam ani nie żaliłam się na ten temat.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wszystko przeczytalam. Dziecko kochane: SAMOTNOSC. I tyle :) Nie wybieraj ani A ani M, wybierz samotnosc, to Ci na chwile obecna potrzebne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zgadzam sie, ze ani A ani M. Teraz idealizujesz A, bo jest Ci zle w obecnym zwiazku, ale sama przeczytaj co napisalas, ze nie bylo Ci z nim wcale dobrze. Odpocznij chwile od facetow, w koncu znajdziesz opowiedniego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×