Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość mamaOskarka2013

sepsa u noworodka

Polecane posty

Gość mamaOskarka2013

Witam, jestem mamą 13 tygodniowego synka - Oskarka. Nasza historia jest dosyć interesująca i ciekawa, dlatego postanowiłam o niej napisać. Szukałam wiele informacji w internecie i nie mogłam znaleźć zbyt dużej liczby informacji na ten temat.Ciąże przechodziłam bez zarzutów, wszystkie moje jak i dziecka wyniki były prawidłowe. Byłam w 35 tyg ciąży , kiedy rankiem o 4 godzinie obudziłam się, by skorzystać z toalety i zaczęło się...wody zaczęły się sączyć, nie byłam na to przygotowana ale zebraliśmy się szybko i do szpitala. Tam okazało się , że jest już rozwarcie na 5 cm i zaczyna się akcja porodowa. Zaczęły sie skurcze, przy kolejnym badaniu dowiedziałam się, że będę miała cesarskie cięcie, ponieważ mam zbyt twarde spojenie i dziecko nie przeszło by samodzielnie. Ok godz 11:30 trafiłam na blok operacyjny , znieczulenie w kręgosłup, wyjęli synka , który strasznie krzyczał. Ja byłam przeszczęśliwa i oszołomiona, płakałam ze szczęścia. Widziałam jak go mierzą i ważą, zapytałam czy wszystko jest ok i usłyszałam, że tak. Po pewnym czasie pielegniarka wyniosła mojego synka, nie słyszałam jego płaczu , więc zapytałam gdzie on jest, usłyszałam, że z tatusiem, uspokoiłam się na tyle ile było to możliwe. Wyjechałam na korytarz by tam odczekać swoje, rozejrzałam się i zobaczyłam, że tylko ja leże sama, bez dziecka, przyszedł tez do mnie za chwile narzeczony, który powiedział, że Oskarek (tak ma na imie moj synek) został przeniesiony na oddział wcześniaków i włożony jest do inkubatora bo ma trudności z oddychaniem. Byłam bardzo poddenerwowana, bałam się, wysłałam narzeczoego, aby dowiedział się czegoś . Wrócił po krótkiej chwili z informacją, że jest wszystko dobrze, Oskarek musi zostać na oddziale noworodkowym w celu obserwacji. Ja miałam natomiast wypoczywać, nie mogłam wstać żeby pojechać i go zobaczyć. Po kilku godzinach bo ok 19 przybiegła do mnie Pani doktor. Powiedziała, że synek ma zapalenie płuc, odmę płucną i zwijające się płuco. Muszą przewieźć go do szpitala dziecięcego na intensywną terapię. To był koszmar ale prawdziwy szok przeżyłam kiedy zadzwonił do mnie narzeczony, oczywiście pojechał za karetką do synka, i powedział, że nasze dziecko ma zakażenie organizmu-sepsę. To była najgorsza chwila w moim życiu, nie ma słów, którymi mogłabym opisać co wtedy czułam. Od razu wpisałam hasło do internetu a tam...sepsa- zabija, sepsa- śmiertelna choroba. Moje życie w jednej chwili stało się koszmarem, noc kiedy synek był daleko ode mnie była katorgą, pomimo podawania mi leków na uspokojenie, ja nie spałam i miałam najgorsze myśli. Płakała, bałam się. Nawet go nie widziałam. Kolejnego dnia z samego rana zadzwoniłam do szpitala, gdzie leżał Oskar, by zapytac o jego stan i usłyszałam, że stan jest tragiczny, dziecko jest bardzo zainfekowane i nie wiedzą czy z tego wyjdzie. Na 2gą dobę lekarz zaproponował by ochrzcić dziecko- wiedziałam co to znaczy. Moje życie straciło sens, straciłam wszelkie nadzieje. W sobotę (czyli właśnie na 2ga dobe) przyszedł do synka ksiądz i odprawił chcrzest na intensywnej terapi, nie było mnie przy tym bo ja jeszcze leżałam w szpitalu, gdzie miała cesrke. Dzwoniąc wieczorem tego samego dnia dowiedziałam się, że stan Oskarka nie pogarsza się, widać małe swiatełko nadziei. Kolejnego dnia tj niedziela nie mogłam znieść tego wszystkiego i wypisałam się, na własne żądanie, cały czas płakałam i czułam sie okropnie, było mi tak ciężko, miałam jenak nadzieję. Od razu po wyjściu pojechaliśmy do dziecka. Okropne było to, że weszłam i nie wiedziałam, które to jest moje dziecko. Podeszłam pod inkubator, który wskazał mi narzeczny i zobaczyłam go. Mojego ślicznego synka, Wzruszenie ogromne, radość i smutek zarazem. Podeszłam do lekarza i zapytałam o jego stan, znali mnie tam lekarze bo dzwoniłam kilka razy dziennie, i usłyszałam, że infekcja została opanowana!!! To było to co przywróciło mi uśmiech, z dnia na dzień było coraz lepiej. Oskarek po tygodniu pobytu na OIT został przeniesiony na oddział PATOLOGIA NOWORODKÓW , tam spędziliśmy kolejny tydzień. Przyszedł czas wypisu do domu, to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, mogłam zabrać moje dziecko do jego domu, gdzie wszystko na niego czekało. Kochani pisze o tym, bo ja leżąc w szpitalu szukałam informacji, szukałam informacji czego mogę się spodziewać a tak naprawdę chciałam bardzo przeczytać, że ktoś tez tak miał i wszystko skończyło się dobrze, bo u mnie właśnie tak było. Mój syn zwalczył wszystko i wyzdrowiał. Nie zależnie od tego co nas spotka trzeba mysleć pozytywnie!!! Trzeba szukać pozytywów, nawet jeli wydaję się, że jest to niemorzliwe!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Super, nawet nie moge wyobrazic sobie co przezylas. Ucaluj synka, z drugiej strony jak to mozliwe ze zaraz po urodzeniu mial zapalenie pluc i inne. Czy moze w szpitalu cos sie stalo?!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mamaOskarka2013
wydaje mi sie ze w szpitalu zle sie nim zajęli, potwierdzili to potem lekarze , którzy leczyli synka. Bo do dnia porodu moje dzieciątko i ja bylismy okazem zdrowia!!! Zresztą lekarze którzy zajmowali sie mna wszpitalu po porodzie mówili ze mialam zielone wody, sączyły mi sie od 4 rano i widziałąm, że były całkowicie przezroczyste... a przezycie gorzej niz okropne, synek ma 5 miesiecy a ja co dzien to rozpamietuje i nie potrafie zapomniec.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Aż mi sie lezka zakrecila i ciesze sie ze dobrze wszystko sie skonczylo.zdrowka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To ma 13 tygodni czy 5 m-cy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mamaOskarka2013
Teraz ma 8 miesięcy i niezły z niego gagatek :) łobuz i drań i szczęście nasze:) Co prawda borykamy się z czymś ciągle bo a to infekcje układu moczowego a to refluks nerki, naczyniaki, częste infekcje górnych dróg oddechowych, ostatnio wyszła mu powiększona śledziona, prawie znikoma odporność ale....jest i to jest najważniejsze/:) a wiecie co, państwo ma nas gdzies. W ogóle uważają, że mogę wrócić do pracy i oddać go do żłobka , nie potrzebuje on bowiem mojej opieki. Sam może podawac sobie leki , odmierzać dawki, sam może zapisywac sie co miesiąc do wszystkich specjalistów i chodzić na wizyty (hmm pełzać, no bo jeszcze nie chodzi :)) albo znajde prace,do której nie bede musiala chodzic zeby móc sie nim zajmowac. Zero wsparcia :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×