Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Czarownica90

Nie radzę sobie sama ze sobą

Polecane posty

Gość Czarownica90

Witam, dziewczyny pojawiłam się tutaj bo od jakiegoś czasu nie wiem co się ze mną dzieje. Ale od początku... Ponad 2 lata jestem po ślubie z mężczyzną którego bardzo kocham. Na początku znajomości jaki i już w początkowych tyg, miesiącach małżeństwa było super, dogadywaliśmy się, jeździliśmy na imprezy po prostu dobrze się bawiliśmy. Od czasu kiedy na świat przyszło nasze dziecko (rok po ślubie) coś się we mnie zmieniło... Ograniczam mojego męża do minimum :( chociaż tak defakto tego nie chce! Gdy jest jakaś impreza rodzinna typu imieniny ja szukam pretekstu żebyśmy na nią nie szli, wkurzam się na Niego o byle co... O to że się napił, że późno z pracy wrócił, że zrobił nie tak jak ja tego chciałam, że mało mi w domu pomaga... Często zaczynam kłótnie bez powodu (bywają takie które są z jego winy ale to już pomijam). Gdzieś tam w środku czuje że źle robię i tylko psuje tym nasze relacje ale nie umiem tego zmienić. Po każdej naszej kłótni siadam w osobnym pokoju, zalewam się łzami i pytam sama siebie co ja najlepszego robię z naszym życiem , przecież on tez ma prawo do jakiejś rozrywki typu spędzenie wieczoru z naszymi wspólnymi znajomymi przy drinku i wtedy postanawiam sobie że skończe z tym, że nie mogę go mieć tylko i wyłącznie dla siebie. Przepraszam go i jest dobrze do momentu gdy na tapecie jest kolejne spotkanie, kolejne spóźnienie. co ja mam ze sobą zrobić? Doradźcie coś zanim rozwalę swoją rodzinę :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
On ma prawo do spędzenia wieczoru ze znajomymi? On ma małe dziecko i obowiązki z tym związane. Ma żonę, która też by chciała się rozerwać w gronie znajomych. A czy on Ci pomaga przy dziecku? Może Twoje zachowanie to taka "zemsta" na nim, ze jesteś przemęczona?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Czarownica90
Oczywiście te spotkania są również z moim udziałem... Nie mówię tutaj o jakiś klubach czy wyjściach Jego sam na sam czy tez bądź z kolegami bo na to bym nigdy w życiu nie pozwoliła... Czy mi pomaga? Owszem są dni kiedy naprawdę jest dobrze zajmuje się dzieckiem, sprzątnie po sobie ale czasami jest tak że przyjedzie z pracy kładzie się spać lub siada przed komputerem i tak jakby Go nie było... Mi też czasami brakuje chwil spędzonych razem - bez dziecka, tylko we dwoje, jakaś szczera rozmowa... Tylko boję się że i ona mogła by się skończyć kłótnią! Boję się że ze mną coś jest nie tak, faktycznie czuje się zmęczona po całym dniu niańczenia dziecka, sprzątania, gotowania itp i właśnie w takich słabszych momentach zarzucam mężowi tez to że On wyjeżdża rano wraca wieczorem i traktuje to jak jakąś odskocznie, oderwanie się ode mnie od dziecka, codzienności a ja tu wariuje ;/ Powinnam się zmienić? Tylko jak?!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sama sobie odpowiadasz, ze takie sytuacje mają miejsce, kiedy jesteś przemęczona. A co zrobić? Powiedz mu to, co tutaj napisałaś. Najlepiej spisz to, co chcesz mu przekazać, że jesteś przemęczona, że brakuje Ci wspólnych chwil z nim, ze nie wiesz dlaczego zachowujesz się tak, a nie inaczej. I albo daj mu tę kartkę, albo mu z kartki spokojnie przeczytaj (ja kiedyś tak ze swoim mężem zrobiłam, powiedziałam, zę jestem zbyt wkurzona żeby z nim gadać spokojnie, no to mu przeczytam, co mi w duszy gra). Nie atakuj go, nie miej pretensji, bo on wtedy przyjmie pozycję obronną. Nie pozwól żeby rozmowa przerodziła się w kłótnię. Wypisz konkrety - może zaproponuj jakieś zmiany? Będzie dobrze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Czarownica90
Myślisz że to coś da? Boje się że to będzie się tak zbierało we mnie wszystko i jak wybuchnę któregoś dnia to się może skończyć naprawdę nieciekawie. Nigdy nie miałam takiego uczucia, takiego ucisku gdzieś w środku, nigdy nie walczyłam sama z sobą... Jest mi ciężko bo wiem że oboje się męczymy ta sytuacją a dusić w sobie też tego nie chcę - nie mam z kim pogadać na ten temat, poradzić się. Czasami gdy mąż działa mi na nerwy wolałabym Go unikać żeby nie doszło do spięcia no i jak tez to uczynić we własnym domu..? Beznadziejnie przytłoczona się tym wszystkim czuję. może faktycznie spróbuje opcji z tą kartką bo już mi siły brakuje. A boję się też tego co On sobie myśli w takich momentach gdy na Niego naskakuje i nie chcę by pomyślał że się we mnie coś wypaliło, że uczucie do Niego wygasło bo tak nie jest - kocham Go nad życie i dlatego właśnie zwróciłam się o pomoc tutaj bo nie chciałabym zaszkodzić naszemu związkowi. Dziękuje za rady

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość lubie galaretke
wiem o czym mowisz bo sama tez tak mam. wprawdzie nie mam meza ani dziecka, ale niedawno w moim zyciu byl ktos na kim strasznie mi zalezalo, i przez swoje zachowanie wszystko zniszczylam. wlasnie tak jak mowisz.. napady zlosci, jakies wypominki, potrzeba bliskosci ktorej jest za malo, cos co nie pasuje..itp itd.. niestety tym wlasnie oto zachowaniem spowodowalam z eoddalilismy sie od siebie , ja chcialam spotkan a on nie chcial, albo mial powody bym to ja przyjezdzala ja sie starala, j apokazywala ze mi zalezy. on juz stal si ezimny. a mni eto bolalo wiec kolo sie zamyka i znow wszelkiego rodzaju wymowki. .. Powiem Ci ze warto usiasc raz jeszcze z sama soba i nawet ze soba porozmawiac, pomyslec. ulozyc sobie rozmowe co chce sie powiedziec. musisz zwalczyc w sobie te cale negatywne spostrzezenia bo inaczej niestety ni ebedzie dobrze. spisanie mysli n akartke jest dobrym rozwiazaniem, szczera rozmowa takze. czasem gdy masz stres tez mozesz przelac to na papier, napisz list w ktorym "krzyczysz" na meza, poczym po zakonczeniu przeczytaj jeszcze raz, pomysl i go spal. mi to pomaga. czasem siadam i pisze wszystko co mnie boli, czasem lzy leca strumieniem.. ale dla milosci warto. warto walczyc. warto walczyc z swoim drugim "ja"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość mewwh
Moim zdaniem jestes przeciazona siedzeniem w domu z dzieckiem i ograniczaniem swojego swiata tylko do tego. A na meza jestes zla, ze on ma zycie poza domem, w ktorym ty jestes uwieziona, ze jest aktywny, odnosi sukcesy, obcuje z ludzmi. Przez to jestes na niego podswiadomie zla (ze ona ma duzo lepiej od ciebie, a twoje zycie stoi w miejscu) i zwyczajnie zaczynasz mimo najlepszych checi go nienawidzic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sorry Kochanie ale on nie ma absolutnie zadnego prawa Tobie "pomagac" przy dziecku. On ma "wspolnie sie o nie troszczyc". Co to za pomysl, ze kobieta ma wszystko zrobic a facet czasem sie "ladnie zajmie", "czasem posprzata". To jest tez jego dziecko, rozumiem ze kiedy jest w pracy sila rzeczy Ty to robisz ale w takim razie niech wezmie na siebie gotowanie i sprzatanie. U mnie bylo tak ze ja wstawalam do dziecka w nocy, caly dzien przy nim skakalam, ale maz pomijajac ze wzial na siebie cale gotowanie i sprzatanie to kiedy przychodzil z pracy zajmowal sie dzieckiem zebym mogla isc na basen, na spacer. Wiem co zaraz uslysze : parszywa leniwa baba, chlop pracuje a ona jeszcze kaze mu po robocie naginac. Ale sorry nie jestem niczyja niewolnica, a moj maz nie jest jakims panei wladca. Ja tez dokladalam i dokladam do funduszu domowego (po porodzie byl to macierzynski a teraz normalna pensja) i mam te same prawa czuc sie zmeczona, zniechecona, chciec gdzies wyjsc czy nie miec ochoty sprzatac gotowac itd. Oboje chcielismy dziecka, bylismy razem przy jego poczeciu, wiec mamy absolutnie rowne obowiazki i nie ma tu mowy o osobie ktora "robi" i osobie ktora tylko" pomaga"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Czarownica90
Bardzo dobrze powiedziane zaczynam Go podświadomie "nienawidzić"... Ale czy to się zmieni? Czy wrócę dawna JA? I jak w tym sobie pomóc żeby nie zniszczyć małżeństwa? Dodam że nie mam możliwości wyrwania się z domu chociaż owszem bardzo bym chciała wrócić do życia sprzed macierzyństwa, do pracy którą bardzo lubię, ale jest jeszcze córeczka, malutka bo ma niecały roczek i nie zostawię jej z opiekunką, a na pomoc dziadków w tej kwestii liczyć nie mogę... Dziewczyny opcja z kartką się sprawdza może nie w 100% ale przynajmniej powiedziałam mężowi co mi na sercu leży. Jeszcze kilka podejść i może skończy się to zwykłą rozmową, bo w tym przypadku spokojnie było dopóki czerpałam słowa z kartki, potem gdy dyskusja się przedłużyła znowu zaczęłam na Niego napadać, w końcu On powiedział, że nie wie o co mi chodzi i jak niby miałby mi pomóc po czym strzelił fochem, zamilkł, a ja nie miałam już ani siły ani ochoty wałkować tematu od początku. Natomiast zauważyłam, że po tej kłótni, następnego dnia był całkiem inny niz po każdej dotychczasowej, normalnie wspólnie rozmawialiśmy na zupełnie inne już tematy i nie był taki obcy jak po wcześniejszych awanturach. Teraz samoistnie zapala się mi taki promyczek nadziei, że może zaczyna to wszystko rozumieć... Muszę popracować nad sobą jeszcze, a przy okazji nad mężem również. Chciałam Wam wszystkim podziękować za odpowiedzi na mój problem i cieszę się, że nie naskoczyłyście na mnie jak na niektórych forach to zauważyłam tekstem typu "głupia jędza, po co się wiązała jak teraz nie umie żyć w tym związku" itp., bo tego się obawiałam. Dzięki zamieszczonemu tematowi tutaj widzę że nie tylko ja tak mam i to jest w pewnym powtarzam w pewnym stopniu normalne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Czarownica90
Któraś z Was dodała też post z propozycją na podział ról w domu i obowiązkach. Bardzo mi się podoba, jednak z tym gotowaniem przez męża to raczej niekoniecznie - jadłabym dzień na dzień jajecznicę :) ale sprzątanie... hmmm... zacznę to małymi kroczkami wprowadzać do naszego życia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×