Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Kafeterkaa

czy odejść.?

Polecane posty

Gość Kafeterkaa

Nigdy nie opisywałam na forum swoich problemów, dlatego nawet nie wiem jak zacząć... Z góry przepraszam za chaotyczny opis sytuacji. Jestem z partnerem już dłuższy czas. Ja mam dobrą pracę w Polsce, on pracuje w Niemczech. Mieszkamy razem -wynajmujemy mieszkanie. On zjeżdża co weekend do PL, ponieważ pracuje w bliskich Niemczech. "Odziedziczył" po dziadku dom. Odziedziczył w cudzysłowie, ponieważ dziadek testamentu nie zostawił, jednak ostatnie jego słowa przed śmiercią, były o tym, żeby w tym domu mój partner mieszkał. Prawnie wszystko przeszło na córkę dziadka, czyli moją "przyszłą teściową". Zaczęliśmy remontować ten dom praktycznie od zera. Postanowiliśmy, że w żadnym wypadku nie będziemy brali żadnych kredytów na remont, tylko stopniowo , sukcesywnie Go remontowali. Odmawialiśmy sobie wszystkiego - wszystko wkładaliśmy w ten remont (zaznaczam: w świetle prawa ,wciąż wszystko widniało na teściową i jej męża), naiwnie wierząc, że przecież najbliższa rodzina Nas nie oszuka... Zaczęło się niewinnie - delikatne wskazówki co do koloru dachówki, podbitki itp. W pewnym momencie wszystko cokolwiek byśmy nie zrobili spotkało się z dezaprobatą teściów. Bo ta listwa powinna zostać, bo tutaj punkt oświetleniowy jest zbędny itd. Pozwalaliśmy na to - w końcu nie każdy dostaje prezent od losu w postaci "320 m2". W pewnym momencie coś we mnie pękło. Zaczęłam mieć dosyć ciągłego wtrącania się jego rodziców w nasze sprawy. Zaczęłąm się z Nim kłócić. Przechodziliśmy kryzys. Jego rodzice nie ustąpywali - dalej to samo zachowanie... Powiedziałam: dość.! Wyprowadzamy się. Wynajęliśmy mieszkanie. Naiwnie wierzyłam w to, że może to powoli im w końcu przejrzeć na oczy. Nigdy nie popierałam wynajmu, bo zamiast płacić komuś za wynajem , można by było spłacić już np. ratę kredytu hipotecznego. Między Nami poprawiło się. Z teściami nie mam kontaktu. Na odchodne powiedzieli, że jeśli wynajmiemy mieszkanie to oni choćby mieli popaść w długi to wykończą ten dom po dziadku i też wynajmą komuś obcemu... Na złość Nam.! Nie widzieli tego, że przez ich ciągłe wkładanie nosa się wyprowadzamy... O pieniądzach, które włożyliśmy w ten dom możemy zapomnieć.... Od tego czasu minęło pół roku. Ja z "przyszłymi teściami" nie utrzymuję żadnego kontaktu... Nie mogę im wybaczyć tego jak Nas oszukali. Mój partner tego nie rozumie. Widzi ich winę - owszem. Ale nie potrafi im się postawić na tyle, aby oni doszli do wniosku, że może jednak źle postępują... Od nowa zaczynamy się o to kłócić. Sytuacja dalej się nie zmienia. On jeździ jesienią mamie pograbić liście (ojciec w tym czasie remontuje dom) , zimą odśnieżyć... Sielanka. Ja oczywiście zostałam czarną owcą, bo jakim prawem miałam cokolwiek do powiedzenia, skoro to nawet nie było moje. To nic, że większość pieniędzy zainwestowanych w ten dom było z moich.. To nie ma znaczenia. Najgorsze jest to, że mój partner nie widzi w niczym problemu. On uważa , że jest jak jest i może tak powinno zostać... Sytuacja może sama się w końcu rozwiąże. Znienawidziłam Jego rodziców, jestem zazdrosna o każdą minutę, którą on poświęca im (nawet jeśli to tylko rozmowa telefoniczna). Nie potrafię obojętnie na to wszystko zareagować. Wiem, że ta sytuacja się nie zmieni... Czy odejść.? Czy czekać na "lepsze czasy" .?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ciężko to rozstrzygnąć, ale to Twoje życie i Ty musisz podjąć decyzję. Jakakolwiek by ona nie była musi być Twoja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nas, Nami w środku zdania należy pisac małą literą. A już Go o domu :o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kafeterkaa
wydaje mi się, że bardziej niż błędy w pisowni liczy się treść merytoryczna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
na pewno, ale jest to denerwujace, jak gdyby daje odczuc czytającym, że jesteś zarozumiała

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Myślę, że musisz pokazać im, że Twoje zdanie również się liczy. Bądź bardziej stanowcza, a powinno chociaż trochę pomóc. Jeśli nie, to będziesz musiała zastanowić się czy warto latać za maminsynkiem.. ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kafeterkaa
Soocjopata myślisz, że nie próbowałam.? Ile łez wylałam po to, żeby się nie poddać, żeby nie dać im satysfakcji z wygranej... To, że się wyprowadziliśmy nic nie dało. Miałam nadzieję wynajmując to mieszkanie, że to tylko okres przejściowy. Góra 3 msce i jego rodzice zrozumieją, że popełniają błąd. Ale co oni mieli zrozumieć, skoro mój partner zachowuje się jakby nic się nie stało.?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hmm a nie myślałaś może, żeby zaszyć się na jakiś czas? Bez męża oczywiście? Ty znajdziesz czas na przemyślenia, a oni na spokojną dyskusję na Wasz temat (oni tzn. Twoi teściowie i Twój mąż). Niestety według mnie najlepiej mieszkać z dala od rodziców (przynajmniej w sąsiednim mieście). Widywanie się na obiadkach i wigiliach chyba jest najlepszą opcją dla każdych par. Chociaż niektórzy (tak jak Twój mąż) są chyba za bardzo przywiązani do swoich rodziców i nie potrafiliby usiedzieć na miejscu daleko od nich (na dłuższą metę)...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kafeterkaa
Określenie "zaszyć się" jest dlamnie trudne, ponieważ cały tydzień jestem sama, on pracujew DE. Przychodzi weekend i jak każda kochająca osoba czuję tęsknotę. Nie wiem jak mam mu otworzyć oczy na tą sytuację. Mówię, tłumaczę, proszę, błagam. On mi przytakuje, pociesza, obiecuje zmiane, że porozmawia z rodzicami... A przychodzi co do czego to rzuca słowa na wiatr. Sytuacja z wczoraj, gdzie mówi, że pokłócił się po raz kolejny z nimi o ten dom. A po 2 godzinach odbiera telefon i jak gdyby nigdy nic rozmawia z mamusią o tym jaki kolor kafelek pasuje do jakieś tam aranżacji. I jak mam to odbierać.?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To ja z tematu o kochaniu ;) A Twoj facet jest jedynakiem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kafeterkaa
ma młodszą siostrę. Ale ona na samym początku historii odcięła się od tematu. Uznała, że niczego nie oczekuje. Wyprowadziła się z mężem do innego miasta.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dobrze zrobila. Kurcze, szkoda ze milosc tak cie zaslepila, ze zaczelas wlasna kase wkladac w de facto obcy dom. Bo przeciez nie dom przepisany na Twojego meza, tylko faceta. I w tej sytuacji zero roszczen, pretensje tylko do siebie. A ten facet... co Ci mam powiedziec... jakis kryzys meskosci chyba :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
kobieto, przecież ty nawet nie jesteś jego żoną. pakowałaś w dom pieniądze, po co?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
no właśnie, pakowałaś kasę w dom praktycznie obcych ludzi! na co Ty liczyłaś?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kafeterkaa
bo wiąże z Nim plany na dalsze życie... Ten dom był jak prezent od losu.. Miał Nam zapewnić cudowny start. A wyszło jak wyszło..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
teraz płacisz za własną głupotę, dziewczyno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
jakim Nim? kuźwa, przestań tak pisać. co ten facet bogiem jest? wiązać sobie można, ale to nie zwalnia od myślenia. a ładowanie kasy w nie swój dom jest co najmniej durne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to ja z tematu o kochaniu, pisalam tez o 23:25; no zrobilas blad, zaufalas, milosc jest durna :( potem tak placimy za utrate rozumu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kafeterkaa
to nie była jakaś kwota przyprawiająca o zawrót głowy. Pieniądze w życiu to nie wszystko. Zdecydowaliśmy się wspólnie na taki krok. Wiem, że gdybyśmy wtedy się rozstali spłaciłby mnie w całości. Teraz to juz nie byłoby takie proste...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja p*****le nie moge czytac takiego bełkotu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jesli nie byla to wielka kwota to moze daj spokoj temu? Oni pewnie nie zrezygnuja, facet z wiadomych sobie powodow tak sie zachowuje wzgledem rodzicow... Chyba nie liczalabym tutaj na zmiane. Wiec albo pogodizsz sie z ta sytuacja, albo odejdziesz. Jednak testament wazna sprawa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×