Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Winteriscoming

Zostać czy odejść ......plusy i minusy

Polecane posty

Gość Winteriscoming

Długo się zastanawiam nad tym, czy odejść. + mamy udany sex + jesteśmy do siebie bardzo przywiązani, mieszkamy razem 5 lat + lubię z nim podróżować i spędzać wspólnie czas, kiedy nic nie mówi + jest bardzo pracowity, obrotny , ma ambicję i potrafi ryzykować +kocham go, ciężko mi bez niego zasnąć, na samą myśl o życiu bez niego jestem sparaliżowana - odwraca kota ogonem, często mnie obwinia, mówi że przeszkadza mu ,ze nie jestem taka ciepła i opiekuńcza (w sytuacji kiedy powiedział ,żebym się zaopiekowała jego bratem, bo miał zostać sam w domu, ugotować mu obiad itp… brat ma 20 lat!!! I odpowiedziałam, że staremu koniowi obiadków nie będę robić, ale temat traktowania brata jak kaleki to inna kwestia) - chodzę na terapię dla uzależnionych od alkoholu. Z jednej strony mówi, że jest ze mnie dumny itp.. a z drugiej ciągle robi mi wyrzuty, że nie chcę w swoim o toczeniu alkoholu, po pijaku powiedział mi kiedyś, że powinien mieć normalną dziewczynę, która będzie go kochała i go uszczęśliwiała, - często mówi mi, że mam mieć więcej obowiązków w domu, bo jego praca jest bardziej stresująca itp… Z czym się nie zgadzam, boli mnie brak wsparcia. - dla kogoś obcego zrobi wszystko byle się pokazać w dobrym świetle, później mi obgaduje, jaka t osoba jest be. Jak ja go o coś poproszę to jeśli nie widzi w tym korzyści dla siebie to nie zrobi tego; - próbowałam z nim rozmawiać na wiele tematów, słyszę: daj spokój, znów chcesz się kłócić, ty mnie nbie kochasz , jak chcesz to odejdź. Jak odchodzę to jest kochany, miły, chce rozmawiać, mówi, że się zmieni. - głównym powodem jest terapia. Piliśmy razem dosyć często alkohol, ja zauważyłam, że nawet kiedy nie chcę to muszę coś wypić. Stwierdziłam, że nie ma na co czekać i poszłam do poradni aby zatrzymać to w porę. Ciężko mi przyszło pogodzić się ze zmianą stylu życia, odsunięciem od niektórych znajomych i w ogóle z tym, że isę uzależniłam (jestem młoda, pracującą ładną dziewczyną, kiedyś byłam abstynentką do 20 r.ż). On niby jest dumny, ale ciągle słyszę żal, że nie może napić się przy mnie, że nigdzie ze mną nie wyjdzie na imprezę itp… A jak piłam to on mówił, że imprezy mi tylko w głowie i żebym siedziała w domu. - życie ustawiła mu matka i do tej pory ma na niego dużo wpływ. Największy poprzez mieszkanie, które kupiła na kredyt, które on spłaca. Mieszkanie jest blok obok mamusi, ja do pracy jadę z 2 przesiadkami. Płacę im za wynajem jak normalnie za pokój. Myślałam, że mieszkanie kupimy razem za jakieś 1,5 roku :/ Jest jeszcze dużo rzeczy za nami, ale na teraz mam takie myśli. Dziś on wyjechał, wraca w niedzielę. Nie wierzy, że się wyprowadzę . Dla niego to będzie koniec i zero kontaktu (wiem o tym). Dziś mam mieć telefon w spr mieszkania. Czuję jakby to był mój członek rodziny, nie wyobrażam sobie zycia bez niego, ale mam wrażenie, że zgasłam przy nim, wiele rzeczy mnie drażni a czuję się bezsilna. Nie potrafie zaakceptować egoizmu. Ale boję się, że trafię na kogoś jeszcze gorszego lub, że nie pokocham już :( Nie mam 20stu lat :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A ile masz lat ? Piszesz o swoim uzależnieniu i masz pretensje do faceta, że on tego nie toleruje. Zalecz swoje uzależnienie od picia i tak naprawdę nigdy nie wchodź w związki bo nie jesteś w stanie w nich być bo jak sama piszesz: " nawet kiedy nie chcę to muszę coś wypić". Pij i łącz się z tymi, którzy też piją.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jak dla mnie to uważam że wychodzisz z uzależnienia i pakujesz się we współuzaleznienie:O Taki zamiennik alkoholu...bardzo czeste u kobiet :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie rozumiem co tu ma moje uzależnienie do rzeczy. Od mojego chłopaka słyszę, że głupoty a nie uzależnienie, że wcale nie piłam tak dużo i wymyślam sobie problem. Zaczęłam pić codziennie będąc z nim przez te lata. Wiedzę na temat uzależnień miałam dużą ze wzgl na studia i uznałam, że nie czekam aż wejdę w ostatnią fazę i poszłam się leczyć, bo sama nie mogłam odstawić alkoholu. Problemem teraz jest to, że on robi mi wyrzuty, że nie może pić w domu, że jego życie też się zmieniło (pytałam go czy jest na to gotowy), że nie jestem taka rozrywkowa jak dawniej. Niby się cieszy ale tego nie akceptuje. Do poradni pogadać iść nie chce. Co do pytania o terapeutę. Terapeuta nie może mi powiedzieć co mam robić. To nie jest jego zadanie i odpowiedzialność. Mieliśmy przerwę w związku ponad rok temu. Podczas tej przerwy zorientowałam się, że Że mam problem aby nie wypić piwka wieczorem. Jestem na terapii rok, 3 razy w tygodniu po 3 godziny i raz na dwa tygodnie indywidualnie. Pić nie chcę, nie chcę sobie spieprzyć życia jeszcze bardziej. To nie ja mam problem z piciem w tym momencie, tylko mój partner z pożegnaniem luźnego stylu życia. A ja go kocham. Poza tą emocjonalną huśtawką momentami, to wszystko jest niby ok. Nie wiem co mam zrobić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Winteriscoming
hop hop to byłam ja wyżej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie mam zamiaru isę łączyć z tymi co piją. Właśnie leży tutaj głowny problem, że ja pić nie chcę i nie mam zamiaru. A mój partner nie widzi mojego problemu albo: nie chce go widzieć. Nie podoba mu się życie z wyeliminowanym alkoholem, ale odejść nie chce i mówi ,ze kocha. I jak powiedziałam, że chce isę wyprowadzać to nagle wielka zmiana, jest dobry, czuły i cierpliwy. :( Poszłam na terapię bo myślałam, że przerwa, którą mieliśmy to był jakiś problem ze mną, że może za dużo piłam i to wszystko moja wina. Teraz, kiedy nie piję, zmieniam się, idę do przodu widzę, że problem jego egoizmu nie zniknął. Pił razem ze mną, z tymże kiedyś nastał dzień, że on wypił dwa piwa i koniec a ja już musiałam wypić trzecie. Alkoholizm nie wynika z aktu woli. Niestety.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Problemem teraz jest to, że on robi mi wyrzuty, że nie może pić w domu, że jego życie też się zmieniło (pytałam go czy jest na to gotowy), że nie jestem taka rozrywkowa jak dawniej. Niby się cieszy ale tego nie akceptuje. Do poradni pogadać iść nie chce. Co do pytania o terapeutę. Terapeuta nie może mi powiedzieć co mam robić. To nie jest jego zadanie i odpowiedzialność. xxx albo coś ściemniasz że chodzisz na terapię albo twoje leczenie jest w czarnej dupie :O Jesli wspomniała byś terapeucie o tym co piszesz tutaj zapewne skierowałby tak rozmowe byś sama zauwazyła że to problem krzyzowego uzaleznienia :P z deszczu pod rynne :P Jakbyś uważała na zajeciach z terapii wiedziałabyś że twoje uzaleznbnienie ma wioele do tego jakie relacje budujeszi czy one napewno są zdrowe. Terapia podnosi samoocenę i potrafi wskazać jak radzić sobie z emocjami i uczuciami...ty sobie jak widać nadal nie radzisz ;) Moze powrót na terapie wskazany?:P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Poszłam na terapię bo myślałam, że przerwa, którą mieliśmy to był jakiś problem ze mną, że może za dużo piłam i to wszystko moja wina. Teraz, kiedy nie piję, zmieniam się, idę do przodu widzę, że problem jego egoizmu nie zniknął. xxx Ty sie leczyłaś a on miał wyzdrowiec?:D Jego życie, jego wybory Ty skup sie na sobie :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość winteriscoming
Ja jestem cały czas w terapii. Terapeuta nie mówi mi zostań- odejdź. Ale uważa, że mój związek jest alkoholowy, współuzależnieniowy i uwikłany. Ale nie zajmuje się on moim związkiem tylko moim niepiciem. Ja bronie tego związku rekami i nogami i jest on cały czas na tapecie moich rozmów podczas indywidualnej. Podczas terapii dowiedziałam się także, że mam problem z podejmowaniem jakiejkolwiek decyzji. I widzę po moim terapeucie, że on chyba czeka aż sama dojdę do tego, że czas odejść. A ja się tak boję to zrobić, jakby życie miało mi się skończyć, boje się siebie. Boję się, że będę żałować. Kocham mojego chłopaka. Mieszkam z nim, wszystko z nim dzielę. On teraz wyjeżdżał i powiedział: daj spokój z tymi wyprowadzkami i głupotami. Nie wiem, czy ze mną coś nie halo, czy mam podstawy aby się wynieść czy nie. Boję się tego co będzie :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Winteriscoming
Nie zabraniam mu pić. Mieliśmy kompromisy. ON podczas terapii na prawdę rzadko gdzieś wyszedł. Ale dużo przy tym gadał mi o wyrzutach z tego powodu. Nie mogłam też przetłumaczyć, że nie mogę być tam gdzie jest alkohol i nie chcę. BETON ale moje życie to nie tylko terapia. I nie wiem, czy walczyć, czy to się zmieni, czy będzie więcej wyrozumiałości. Najlepiej jakby on także był pod opieką specjalisty jako współuzależniony ale on nie chce. Boję się tego, że cxzasami przez te jego gadki zastanawiam się, czy jestem uzależniona, że moze to rzeczywiście wymysł. Jednocześnie widze, że to mechanizmy uzależnienia się ur******ają i sprowadzam się na ziemię. Jak sobie przetłumaczyć, jak się przestać bać :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Strach to emocja... i to w tym przypadku wynika z nadinterpretacji tego co cię czeka:P skad mozesz wiedziec co bedzie jesli tego nie sprawdzisz? Jestes w mechanizmach zaprzeczania i iluzji. Nie widzisz tego w wyrazistych kształtach a on jako uzalezniony dodatkowo wzmaga te mechanizmy u Ciebie:P Byłam na terapii wiem że jedynym wyjsciem by wyjsc z syndromyu współuzaleznienia jest odciąc sie od czynnego nałogowca. Tez miałam lęki też mi sie wydawało że kocham dzis wiem że to wszystko było iluzją. By podjąc ostateczną decyzję o zerwaniu musiałam sięgnąc własnego dna i dokładnie przyjrzeć się własnym potrzebom. Odpowiedz na pytanie jakiego zwiazku chce i czy obecny zwiazek spełnia te moje potrzeby dało ostateczną odpowiedź. Wiesz co jeszcze odkryłam?? Że to co do niego czułam to nie była miłość to było współuzaleznienie:O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Winteriscoming
Bardzo Ci dziękuję za Twoją odpowiedź. Jest dla mnie na prawdę cenna. Na podstawie wiedzy jaką mam zdaję sobie sprawę z tego, że to współuzależnienie. Najgorsze jest to, że są rzeczy, których nie chcę ale są też takie, których raczej nie znajdę u nikogo. I trudno mi się z tym pogodzić. Mam 30 lat i siano w głowie. Nie wiem, jaki ma być związek, czy to co mam w swoim jest po prostu problemem do rozwiązania. Jestem DDA.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
wiec teraz skup sie maksymalnie na tym by samej sobie wszystko poukładać. Powaznie podejdz do pracy nad sobą a za kilka miesiecy odpowiedzi na pytania i obawy przyjdą same ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Winteriscoming
Ale czy powinnam mieszkać i pracować nad soba i związkiem czy się wyprowadzić? Jak się wyprowadzę nie będzie powrotu, to druga moja wyprowadzka od niego i wiem, że nie ma szans na to, że ja sobiep oukładam i będę chciała wrócić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
hoop

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
napisałam ci wczesniej że moje zdanie jest takie...nie ma szans na wyzdrowienie gdy zyjesz z kimś tak toksycznym :O Tak samo nie ma szans by on dostrzegł potrzebe zmian poki jestes mu matką pratnerką, przyjaciółką kochanką kucharką, praczką :P Z zestawienia plusów i munusów tego zwiazku jakie tu na początku wkleiłaś widac na którą stronę przechyla się szala....czemu ty jeszcze tego nie widzisz?? Nie mam pojecia :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×